Jose-Mourinho-Tottenham-Hotspur-0aa4

Z jednej strony urodzony makiawelista, jak w biografii „Anatomia Zwycięzcy” przedstawia go Patrick Barclay, z drugiej zaś, jak pisze były znakomity piłkarz Stan Collymore: „człowiek niezrównoważony, złamany i bezduszny”. Osoba José Mourinho nie od dziś budzi skrajne emocje w świecie futbolu. Jedni go kochają i podziwiają, inni nienawidzą i przeklinają. Portugalczyk po niemal rocznym ostracyzmie wraca na ławkę trenerską, sensacyjne zastępując Mauricio Pochettino na stanowisku menedżera Tottenhamu.

Argentyńczyk zostawił Koguty na 14. miejscu w tabeli Premier League, z większą stratą do miejsc premiowanych awansem do Ligi Mistrzów aniżeli przewagą nad strefą spadkową, tym niemniej zatrudnienie w jego miejsce charyzmatycznego „Mou” oznacza kompletne przedefiniowanie dotychczasowej filozofii Daniela Levy’ego. Czy jest to ruch misternie planowany przez sternika Tottenhamu, który od początku sezonu dostawał sygnały o powolnym wyczerpywaniu się formuły proponowanej przez Pochettino? A może oznaka słabości i nadzieja na to, że Mourinho przypomni sobie lata świetności, gdy oczarowywał futbolową Anglię?


Nietuzinkowy Portugalczyk jest kompletnym przeciwieństwem o dziewięć lat młodszego Argentyńczyka. Przez zdecydowaną większość pięcioletniej kadencji popularnego „Pocha” w klubie z północnego Londynu panowała wręcz rodzinna atmosfera. Harry Kane, regularnie kuszony przez możniejszych konkurentów, decydował się jednak pozostać na White Hart Lane, następnie Wembley, a teraz Tottenham Hotspur Stadium. Wielu jego obecnych partnerów z zespołu zostało wynalezionych właśnie przez byłego szkoleniowca Espanyolu (m.in. Dele Alli) , inni zaś, jak Danny Rose, dzięki latynoskiemu menedżerowi wrócili na właściwe tory kariery zawodowej. Majowy comeback w półfinałowym starciu rewanżowym Ligi Mistrzów z Ajaxem był prawdopodobnie najwspanialszym wydarzeniem w nowożytnej historii Spurs, ale już zdarzenia z początku czerwca okazały się być sufitem dla stołecznej drużyny i jej głównodowodzącego. A przecież niedawno Pochettino został zaliczony głosami wybitnej kapituły do grona trzech najlepszych trenerów FIFA! Dziś wydaje się, że 47-latek stał się zakładnikiem własnego sukcesu, bowiem przy pierwszym poważniejszym kryzysie podczas pracy w Tottenhamie powiedziano mu gorzkie „thank you”.


Teraz zamiast klasycznej angielszczyzny będzie „senk ju” i niepopodrabiany wręcz akcent José Mourinho. Obejmujący drużynę Kogutów Portugalczyk od lat wzbudza ogrom kontrowersji. Mimo niezaprzeczalnie wielkich sukcesów i 25 trofeów zgromadzonych podczas bogatej kariery trenerskiej, ostatnimi czasy głównie generował emocje negatywne. Autorytarny styl prowadzenia zespołu, aroganckie wypowiedzi pod adresem przedstawicieli mediów, czy wreszcie skandaliczne zachowania na murawie, jak przepychanka z Arsènem Wengerem, a nawet gorszące opinię publiczną, na czele z włożeniem palca w oko śp. Tito Vilanovy. Inną sprawą pozostaje natomiast sposób uprawiania futbolu, jaki zaszczepia w mentalności swoich podopiecznych. Czy jednak w obliczu nowatorskich metod, innowacyjności i nieustannego postępu, jakim hołdują Jürgen Klopp i Pep Guardiola, Mourinho nie jawi się jako futbolowy dinozaur?


Wygląda na to, że Levy stawiając na niegdysiejszego eksperta telewizji SkySports oczekuje przede wszystkim natychmiastowej poprawy wyników. W całej 137-letniej historii Tottenham nie miał w swoich szeregach aż tak utytułowanego szkoleniowca. Kiedy zaś poprzednim razem do zespołu The Lilywhites dołączał zagraniczny trener z nazwiskiem (mowa tu o Juande Ramosie), londyńczycy wywalczyli ostatnie trofeum. Jeśli spojrzymy szerzej, na całą klubową gablotę THFC, to naliczymy w niej 24 puchary – o jeden mniej od Mourinho…


Dylematów jest zresztą więcej, wszak zmiana trenera nie spowoduje nagłej zmiany podejścia niektórych ogniw drużyny. Przygoda Christiana Eriksena w stolicy Anglii nieuchronnie zmierza ku końcowi, a w wielu głowach rodzi się pytanie, czy zatrudnienie Mourinho, zamiast pobudzić Koguty do lepszej gry, jeszcze bardziej nie podłamie piłkarzy i nie sprawi, że inni także będą chcieli podążyć drogą obieraną przez Duńczyka. Portugalczyk wszakże nie znosi sprzeciwu i w niemal każdym klubie żąda władzy absolutnej. W tym miejscu pojawia się właśnie kolejny punkt zapalny – temat transferów, a raczej ich braku, gdyż za wyjątkiem Lucasa Moury i Tanguya Ndombélé w ostatnich latach Tottehamu nie zasilił żaden klasowy zawodnik. Jeśli zatem Levy nie zmieni strategii dotyczącej wydawania pieniędzy – a poprzednie sezony, nawet te najbardziej udane pod wodzą Pochettino, pokazały, że raczej się to nie stanie – problemy mogą zacząć narastać jeszcze szybciej.

Oczywiście karta może się też odwrócić, a rządy „The Special One” wcale nie muszą przypominać jego nieudanego epizodu w czerwonej części Manchesteru. Zwłaszcza, że na Old Trafford, mimo braku 21 mistrzostwa Anglii, José i tak zdobywał trofea. Warto nadmienić, że dla 56-letniego menedżera z Setúbal praca w Tottenhamie oznacza poprowadzenie szóstego klubu uczestniczącego w elitarnych rozgrywkach Champions League.


Może być to także ostatnia szansa na podreperowanie mocno ostatnio nadszarpniętej reputacji i przede wszystkim stawienie czoła Guardioli, który w Hiszpanii był przekleństwem „Mou”, ale również nie lubił rywalizować z krnąbrnym „kolegą” po fachu.


Jedno jest pewne – pikanteria zmagań o triumf w Premier League tylko przybierze na wartości. Bohater tej rozprawy nie cierpi bowiem przegrywać, a w klubach, w których mania zwyciężania była nieco mniejsza i gdzie mógł atakować z tylnego fotela (jak w Porto, czy poniekąd – głównie na arenie międzynarodowej – w Interze), szło mu nieporównywalnie lepiej. Mariaż z Tottenhamem może jednocześnie zakończyć jego karierę trenerską w czołowych ligach europejskich albo skądinąd sprawić, aby w czołowej trójce plebiscytu The Best FIFA Men’s Coach ponownie znalazło się nazwisko Mourinho.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *