dortmund17092017

1. FC Köln – pierwszy w historii triumfator Bundesligi, który pozostawał w niej bez przerw przez kolejnych 35 lat, w międzyczasie jeszcze raz kończąc sezon na szczycie, a pięciokrotnie na drugim i dwukrotnie na najniższym stopniu podium. To jeden z niemieckich Traditionsverein, a więc klub, który bez względu na to, z jakimi problemami by się borykał czy jak wyglądałby personalnie jego zespół, zawsze będzie w Bundeslidze mile widziany i szanowany. Może się jednak okazać, że po euforii wywołanej tegorocznym awansem do europejskich pucharów nad kolończykami niespodziewanie znów zawiśnie widmo pożegnania z elitą…

1. FC Köln był jednym z 18 klubów, które w 1963 roku rozpoczęły zmagania w pierwszym, historycznym sezonie Bundesligi. Dopiero w 1998 roku, po niemal dekadzie od ostatniego wywalczonego podium, popularnym Kozłom przyszło się pożegnać z najwyższą klasą rozgrywkową. Już dwa lata później w Kolonii świętowano jednak triumfalny powrót do elity. Nikt wówczas nie przypuszczał, że właśnie rozpoczyna się szalona era, w której zasłużony klub z Kolonii łącznie aż pięć razy spadnie i awansuje do Bundesligi na przestrzeni zaledwie 16 sezonów. Pomiędzy 1998 a 2014 drużyna z czwartego największego miasta w Niemczech spędzała maksymalnie dwie kampanie na tym samym poziomie rozgrywek. Z jednym wyjątkiem – okresem 2008-2012, który Die Geißböcke spędzili w niemieckiej ekstraklasie, zajmując kolejno miejsca 12., 13., 10. i 17.


Po relegacji w 2012 roku kolejny awans przypadł na sezon 2013/14 i od tamtej pory Köln już nie tylko pozostawało w gronie najlepszych, ale zdawało się wreszcie na powrót w nim zadomawiać. Pod wodzą Petera Stögera zespół z RheinEnergieStadion odnalazł stabilizację i swój styl gry, co pozwoliło na wykonywanie kolejnych małych kroczków w kierunku powrotu do czołówki niemieckiej piłki klubowej. Dowód? Pierwszy sezon po awansie Kozły zakończyły na dwunastej lokacie, drugi na dziewiątym, a w trzecim, czyli ubiegłym, finiszowały na piątej pozycji, która dała przepustkę do gry na arenie międzynarodowej. Szał, który zapanował na stadionie przy Aachener Straße po zakończeniu ostatniego meczu poprzedniej kampanii był nie do opisania. Nic dziwnego, wszak niezwykle oddani i żywiołowi kibice 1. FC Köln czekali na powrót swoich ulubieńców do Europy aż 25 lat!

Jak na ironię właśnie wtedy, gdy po ćwierćwieczu fani z Kolonii ponownie mogli cieszyć się namiastką chwały, jaka była udziałem ich klubu przed laty, drużyna z Nadrenii Północnej-Westfalii wpadła w niewytłumaczalny, gigantyczny kryzys. Podopieczni Stögera przegrali pięć pierwszych spotkań w lidze, tracąc w nich 13 bramek i strzelając tylko jedną!


Debiut w Lidze Europy też wypadł kiepsko – Kozły poległy w starciu z Arsenalem na Emirates Stadium, a horda niemieckich kibiców narobiła obciachu klubowi, który chciał z klasą powrócić na piłkarskie salony. Sympatycy Köln zupełnie nie przejęli się pulą zaledwie 2900 przyznanych im biletów na to spotkanie i wybrali się do stolicy Anglii 20-tysięczną grupą. Nietrudno wyobrazić sobie, jakie przerażenie wywołali na ulicach Londynu…


Ale prawdziwych kłopotów narobili wokół i na stadionie. Tłum przyjezdnych stawił się przed obiektem Arsenalu i zaczął sukcesywnie odkupować wejściówki od „koników” i chętnych do handlu kibiców gospodarzy. Organizatorzy zaniepokojeni o bezpieczeństwo na trybunach zmuszeni byli przełożyć rozpoczęcie meczu o godzinę, za co notabene oba kluby zostaną prawdopodobnie ukarane przez UEFA.


Głównym zmartwieniem kolończyków pozostają jednak poczynania na krajowym podwórku. Udział w rozgrywkach międzynarodowych wywołał naturalnie ogromną euforię wśród fanów Die Geißböcke i jest formą wymiernej nagrody za pracę wykonaną przez ostatnie trzy lata, ale to Bundesliga pozostaje nadal priorytetem. A tu sytuacja wygląda fatalnie. 1. FC Köln zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, a co gorsza na każdą z pięciu poniesionych dotąd porażek podopieczni austriackiego szkoleniowca w pełni zasługiwali…

Piłkarze spod znaku kozła spisują się fatalnie na boisku, ale trzeba również przyznać, że od początku sezonu prześladuje ich nieubłagany pech, choćby w postaci systemu VAR, którego działanie w meczach z udziałem Köln pozostawia wiele do życzenia. W ubiegłotygodniowym starciu z Borussią Dortmund bramkę Sokratisa Papasthatopoulosa uznano, pomimo iż sędzia główny przerwał grę jeszcze zanim piłka przekroczyła linię bramkową! Sęk w tym, że według asystenta VAR faulu, który widział arbiter główny, nie było, a że jego gwizdek rozbrzmiał już po oddaniu strzału i nie miał wpływu na dalszy przebieg akcji, gola zaliczono.


Włodarze klubu z nadreńskiej metropolii odgrażali się, że będą walczyć o powtórzenie meczu z powodu tego błędu. Większość ekspertów była jednak zgodna – mimo że kolończycy mają w tej sytuacji rację, szanse na powodzenie w takim procesie są iluzoryczne. Zresztą porażka w wymiarze 0:5 nie pozostawiała wątpliwości, kto tak naprawdę zasługiwał tamtego dnia na zwycięstwo.


Więcej powodów do oburzenia piłkarze i kibice Kozłów mają po środowym spotkaniu z Eintrachtem, które przegrali 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów dla gości strzelił Sebastian Haller z rzutu karnego podyktowanego za faul Timo Horna na Mijacie Gacinovicu. Według relacji zawodników 1. FC Köln 22-letni Bośniak wstając z murawy po gwizdku sędziego i widząc, że arbiter kontaktuje się z asystentem VAR powiedział do rywali, że przewinienia nie było, co weryfikacja video na pewno za chwilę wykaże. Eksperci w studiu powtórek najwyraźniej dostrzegli jednak coś, czego nie widział nawet rzekomo faulowany gracz Eintrachtu…


W całym tym zamieszaniu zupełnie nie potrafi odnaleźć się Paweł Olkowski, który w tajemniczych okolicznościach wypadł na dobre z kręgu zainteresowań Petera Stögera. Były defensor Górnika Zabrze świetnie wszedł do drużyny Köln przed trzema laty, tuż po awansie do Bundesligi, a potem z każdym kolejnym sezonem grał coraz mniej. W pierwszym rozegrał aż 27 spotkań, w kolejnym 19, a w ostatnim już tylko 14. Przełomowa dla rozwoju kariery Olkowskiego w Niemczech mogła być kampania 2015/16, a więc jego druga na Rhein Energie Stadion, ale wówczas po udanym początku rozgrywek choroba bliskiej osoby pokrzyżowała Polakowi plany. Reprezentant Biało-Czerwonych i jeden z ulubieńców selekcjonera Adama Nawałki miał w tamtym okresie znacznie pilniejsze sprawy niż walka o podstawowy plac, co jest całkowicie zrozumiałe, jednak bez wątpienia problemy osobiste kosztowały 27-latka miejsce w wyjściowej jedenastce Kozłów w kolejnym sezonie. Sam piłkarz wspominał, że po tych trudnych miesiącach musiał poświęcić trochę czasu, aby odbudować się piłkarsko, a przede wszystkim fizycznie.


Rozgrywki 2016/17 Olkowski rozpoczął więc jako rezerwowy, ale przy każdej szansie otrzymywanej od Petera Stögera pokazywał, że jest już w pełni sił i gotów do rywalizacji na poziomie Bundesligi. Wydawało się, że bieżąca kampania będzie wreszcie dla wychowanka Małejpanwi Ozimek przełomem. Po bardzo obiecującej wiośnie w wykonaniu Polaka, Kolonia miała rozpocząć zmagania na trzech frontach, co oznaczało jeszcze więcej okazji do rotacji, a tym samym więcej potencjalnych szans na wywalczenie miejsca w pierwszym składzie. Tymczasem Olkowskiego próżno wypatrywać nawet na ławce rezerwowych 1. FC Köln, a co znacznie bardziej niepokojące, nie wiadomo dlaczego. Klubowe serwisy nie donoszą o jakimkolwiek urazie Polaka lub innym powodzie jego absencji…


W Kolonii od początku sezonu na żadnej płaszczyźnie nic nie układa się po myśli klubowych działaczy. Z pewnością ogromny wpływ na obecną formę zespołu z RheinEnergieStadion ma odejście trzeciego strzelca minionego sezonu Bundesligi – Anthony’ego Modeste’a. Statystyki jasno pokazują, jak znaczącą rolę odgrywał w westfalskiej drużynie francuski snajper – miał bezpośredni udział przy 28 z 51 strzelonych bramek ligowych. Sprowadzony w jego miejsce za bagatela 17 mln € Jhon Córdoba kompletnie zawodzi i zupełnie nie potrafi odnaleźć się w roli następcy Modeste’a. To może oznaczać konieczność zmiany stylu gry w ekipie czerwonej latarni niemieckiej ekstraklasy, na co potrzeba czasu, a często również modyfikacji w sztabie szkoleniowym. Tak czy inaczej, renomowany klub z zachodniej części kraju czekają trudne tygodnie, a w nich niełatwe decyzje i ważne mecze. Być może Kozłom uda się powtórzyć wyczyn sprzed dwóch lat Borussii Mönchengladbach, kiedy to Źrebaki po przegraniu pierwszych pięciu spotkań sezonu ostatecznie wywalczyły kwalifikację do fazy grupowej Ligi Mistrzów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *