Gerard Badia Piast Gliwice Mistrz Polski 2018-19

Niedzielne spotkanie przy al. Unii Lubelskiej 2 okazało się być przełomowym dla Piasta Gliwice. Mistrz Polski nie bez trudu odniósł pierwsze ligowe zwycięstwo w sezonie, pokonując miejscowy ŁKS 1:0. O niełatwym triumfie nad beniaminkiem, bilansie zysków i strat w letnim oknie transferowym oraz celach na nowe rozgrywki porozmawialiśmy z Gerardem Badíą – najbardziej doświadczonym zawodnikiem Piastunek.

Za Wami kilka dobrych meczów, ale dopiero Łódź okazała się być szczęśliwa. Jak smakuje pierwsze zwycięstwo w PKO BP Ekstraklasie w roli mistrza Polski?

Nasza drużyna zagrała dobry mecz. Gospodarze też mieli kilka dogodnych sytuacji, ale na szczęście udało się nie dopuścić do straty gola. Myślę jednak, że po strzelonej bramce kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Solidnie wyglądaliśmy zwłaszcza w aspekcie defensywnym. To bardzo ważne, że w końcu udało się zachować czyste konto. Zgadza się, że do tej pory graliśmy naprawdę nieźle, ale wyniki nie były takie, jakich byśmy sobie życzyli. Dobrze, że wreszcie wygraliśmy pierwszy mecz w lidze. Szkoda natomiast, że nie mamy więcej punktów na koncie i że nie ma nas już w europejskich pucharach. W Rydze zagraliśmy słabo, dlatego odpadliśmy. Patrzymy jednak do przodu. Najważniejsze jest to, że trzy punkty jadą do Gliwic.

Czego zabrakło w poprzednich spotkaniach? To wyłącznie kwestia braku szczęścia?

Tak jak już wspomniałem – najgorszy mecz zagraliśmy na wyjeździe w Rydze. Nie kontrolowaliśmy tamtego spotkania. Ale reszta? Z Lechem Poznań u siebie powinniśmy wygrać! Z kolei ze Śląskiem we Wrocławiu prowadziliśmy aż do 80. minuty, potem straciliśmy pierwszą, następnie drugą bramkę… Naprawdę uważam, że gramy podobnie, jak w poprzednim sezonie. Rok temu prezentowaliśmy dobrą piłkę i to nam dało mistrzostwo. Teraz też gramy fajnie, ale brakuje nieco szczęścia i trochę koncentracji w kluczowych momentach.

Jakie znaczenie miał rzut karny obroniony przez Františka Placha? To było przełomowe wydarzenie niedzielnego meczu?

Oczywiście. To był kluczowy moment meczu, Franek bardzo nam pomógł swoją interwencją. Czasem potrzebujesz jednego momentu, który obudzi całą drużynę, doda jej skrzydeł. Zdecydowanie, obroniony rzut karny jest właśnie takim momentem. Myślisz sobie wtedy: „Ej, trzeba wygrać ten mecz, nie można tego zmarnować!”. Cieszymy się więc z tego, że bramkarz pomógł nam w taki sposób.


To także niezwykle istotne zwycięstwo ze względu na ostatnią otoczkę wokół Piasta. Mimo braku zwycięstw, najgłośniejszym tematem w Gliwicach było odejście Joela Valencii na Wyspy.

Tak, ale my to rozumiemy. To jest futbol, co roku piłkarze zmieniają kluby. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą… Jasne, że Joel był dla nas super ważnym zawodnikiem, tak samo Sedlar. Trzeba jednak zrozumieć to, że przed nimi kolejne wyzwania. Nowi zawodnicy potrzebują natomiast czasu, żeby się zaadaptować. To naturalna kolej rzeczy. Jesteśmy w stu procentach skupieni na lidze. Odeszli Valencia i Sedlar, ale mamy nowych chłopaków, którzy dadzą nową jakość.

Jak oceniasz właśnie tych piłkarzy, którzy niedawno zasilili Wasz zespół? To spora grupa: Tomáš Huk, Bartosz Rymaniak, Dani Aquino, Jakub Holúbek, Sebastian Milewski i Dominik Steczyk.

To dobre transfery. Każdy z nich może coś zaoferować drużynie. Będziemy wszyscy razem próbować doprowadzić do tego, żeby Piast obronił tytuł mistrzowski!

A jakie cele stawia przed sobą Gerard Badía na sezon 2019/20? Trudno chyba pytać o konkretną liczbę bramek i asyst, bo jesteś typem piłkarza stricte zespołowego, który na pierwszym miejscu stawia przede wszystkim dobro drużyny.

Oczywiście. Jestem jednym ze starszych piłkarzy w zespole Piasta. Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób, nie jestem zawodnikiem bramkostrzelnym. Chcę pomóc chłopakom, być przykładem dla młodszych piłkarzy. Dla mnie najważniejsza jest drużyna. Nasza drużyna – Piast Gliwice. Kiedy jestem zdrowy, to jestem szczęśliwy, bo mogę być do dyspozycji trenera i pomóc w wygrywaniu meczów. Najważniejsze jest zaufanie – na końcu jest przecież jedna osoba, która nazywa się Waldemar Fornalik i to on decyduje o tym, czy gram, czy nie gram. Będę zatem czekał na swoje szanse.


Rozmawiał: Filip Macuda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *