C9uWsTIWAAI2nYe

Real Madryt potrzebował dogrywki, aby wyeliminować Bayern Monachium i po raz siódmy z rzędu awansować do półfinału Ligi Mistrzów. Podobnie jak w pierwszym spotkaniu na Allianz Arenie kluczowym momentem była czerwona kartka dla piłkarza mistrza Niemiec. Antybohaterem spotkania okazał się jednak węgierski sędzia, który pochopnie wyrzucił z boiska Arturo Vidala, nie pokazał czerwonej kartki Casemiro i uznał dwie nieprawidłowe bramki dla gospodarzy.


Pierwsze spotkanie rozegrane przed tygodniem w Monachium było znakomitym widowiskiem, choć równorzędna walka zakończyła się tak naprawdę po godzinie gry, kiedy z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Javi Martínez. Królewscy skrzętnie wykorzystali przewagę zawodnika i do rewanżowego spotkania przystępowali z pole position. 2:1 osiągnięte przez wicemistrza Hiszpanii w stolicy Bawarii nie oddaje jednak w pełni przewagi, jaką mieli tamtego wieczoru Los Blancos.

Pod wieloma względami wtorkowe spotkanie w Madrycie miało się różnić od tego rozegranego na Allianz Arenie. Szkoleniowiec Bayernu, mimo braku Martíneza, mógł wreszcie wystawić swoją „galową” defensywę w składzie Lahm – Hummels – Boateng – Alaba, która miała powstrzymać ofensywnych asów gospodarzy.


Kluczowy dla Bawarczyków był jednak powrót Roberta Lewandowskiego, który z powodu kontuzji barku opuścił pierwszy ćwierćfinał. Brak Polaka był przed tygodniem mocno zauważalny.


Zinédine Zidane zmuszony był dokonać w swoim zespole jednej korekty personalnej. Pierwszy skład opuścił kontuzjowany Gareth Bale ustępując miejsca Isco. Wobec absencji Pepego i Varane’a duet stoperów po raz kolejny stworzyli Nacho i kapitan Sergio Ramos, który we wtorek obchodził swój europejski jubileusz.


Pierwsze minuty spotkania na Santiago Bernabeú przypominały nieco początek monachijskiej konfrontacji. Futbolówka znów przez większą część gry znajdowała się w posiadaniu piłkarzy Gwiazdy Południa, którzy plan remontady mogli rozpocząć już w ósmej minucie, ale Arjen Robben zmarnował idealną okazję do pokonania Navasa. Znów bardzo aktywny był Arturo Vidal, ale na nieszczęście ekipy z Bawarii, gorąca głowa Chilijczyka dała o sobie znać już na początku meczu. Żółta kartka, jaką otrzymał defensywny pomocnik od węgierskiego arbitra Viktora Kassaia, oznaczała że w przypadku awansu Vidal opuści pierwszy półfinał.

W poczynaniach Bayernu widać było olbrzymią wiarę w to, że odrobienie strat jest możliwe. Podopieczni Ancelottiego wyglądali na zespół, który do spotkania w Madrycie przystąpił z wyczyszczoną głową, bez świadomości porażki w pierwszym meczu. Imponował zwłaszcza środek pola, gdzie generał – notabene z przeszłością w Barcelonie – Thiago dowodził linią pomocy, która środowego wieczoru nakrywała czapką Kroosa i Modricia. Ofensywne wypady gospodarzy, podobnie jak w Monachium, nie należały do częstych. Lewandowski kryty przez Ramosa skutecznie absorbował uwagę piłkarzy Realu, ale partnerzy Polaka nie potrafili z tego skorzystać. Mnóstwo wolnej przestrzeni nie wystarczało Davidowi Alabie do dobrych dośrodkowań.


Po blisko pół godzinie gry Królewscy przycisnęli i po strzałach Carvajala i Ramosa Bayern mógł przegrywać. Bezbramkowy remis Niemcy zawdzięczali kolejno: Neuerowi, a następnie Boatengowi, który w fantastycznysposób wybił piłkę z linii bramkowej. Niepokoić Carlo Ancelottiego mogła natomiast dyspozycja Matsa Hummelsa. Stoper mistrzów świata, wracający po nieobecności, popełniał mnóstwo prostych błędów, prokurując groźne sytuacje. W zasadzie każdy piłkarz Gwiazdy Południa w pierwszej połowie zanotował przynajmniej jedno złe zagranie, a co gorsza, wielu z nich traciło piłki zagrywając do tyłu. W takich sytuacjach kontry Realu, przy większej skuteczności Ronaldo, mogły okazać się zabójcze.


Tempo spotkania imponowało, ale błędy graczy mistrza Niemiec przyprawiały kibiców przyjezdnych o palpitacje serca. Dziury, które powstawały w obronie Bawarczyków mogłyby zawstydzić niejeden szwajcarski ser. Pierwsza połowa zadziwiała znakomitym tempem i choć wynik wciąż pozostawał bezbramkowy, to nadzieje Bayernu na udaną remontadę pozostawały żywe.



Druga połowa rozpoczęła się od tego, co w pierwszej połowie najbardziej raziło w oczy w bawarskiej ekipie. Niefrasobliwa postawa gości sprawiała, że Real znów wydawał się być ekipą, która ma więcej z gry, a przede wszystkim ma na tą grę pomysł. I tak jak na początku spotkania Robben powinien pokonać Navasa, tak w piątej minucie po przerwie niemal to zrobił. Holender uderzył podcinką, ale piłkę z linii bramkowej wybił Marcelo. Sytuacja sprawiła jednak, że Bawarczycy uwierzyli, iż można odwrócić losy dwumeczu. Zaledwie sześćdziesiąt sekund później Casemiro sfaulował szarżującego w polu karnym skrzydłowego Bayernu, a węgierski sędzia nie miał wątpliwości dyktując „jedenastkę”. Do piłki podszedł Robert Lewandowski i pewnym strzałem pokonał kostarykańskiego golkipera wicemistrzów Hiszpanii.


Bramka ewidentnie nakręciła podopiecznych Ancelottiego, którzy raz po raz zaczęli meldować się pod polem karnym Realu. Obok mającego laser w stopie Thiago, imponował wspomniany już Robben. Nie każde zagranie doświadczonego reprezentanta Oranje było skuteczne i nie każde trafiało do adresata, ale lwia część zagrożenia pod bramką Navasa pochodziła właśnie ze strony Holendra. Problemem Bayernu nieustannie była niefrasobliwość, którą irytowali szczególnie Hummels i Alonso. Były zawodnik Realu często zbyt długo holował piłkę w środkowej strefie boiska, co powodowało notoryczne straty.

Zidane nie mógł być zadowolony z pierwszych dwudziestu minut drugiej połowy i widząc, że Bayern zyskuje przewagę w środku pola, zmienił Karima Benzemę na Marco Asensio. Zadaniem asystenta przy drugiej bramce w Monachium miało być danie impulsu statycznej po przerwie ofensywie Królewskich. Nowych rozwiązań szukał także Ancelotti. Włoch widząc, że szansa odrobienia strat stała się naprawdę realna, posłał do boju w miejsce Riberý’ego brazylijskiego skrzydłowego Dougalasa Costę. Roszady przeprowadzane przez Zidane’a nie przynosiły pożądanego efektu, bowiem ani Asensio, ani Lucas Vázquez nie potrafili ożywić gry Los Blancos. Kwadrans przed końcem Ancelotti wiedział już, że jeśli jego drużyna strzeli bramkę nr 2, będzie to oznaczało jedynie dogrywkę. Świetny odbiór, a następnie dośrodkowanie Casemiro umożliwiło Ronaldo pokonanie Neuera. Większym paradoksem okazało się jednak to, co wydarzyło się zaledwie kilkadziesiąt sekund później. Zagranie dłuższej piłki do rezerwowego Thomasa Müllera wprowadziło zamieszanie w polu karnym, a piłka odbita od Ramosa zaskoczyła Navasa.


Choć emocje sięgały zenitu, Viktor Kassai postanowił jeszcze bardziej podnieść temperaturę spotkania. Druga żółta kartka dla Arturo Vidala spowodowała, że ostatnie minuty spotkania na Bernabeú musiały przynieść wiele emocji. Czerwień Chilijczyka i perspektywa dogrywki zdeterminowały także decyzję o zmianie w Bayernie. Ancelotti zdjął z boiska zmęczonego, ale spełnionego wówczas Roberta Lewandowskiego, a na murawie zameldował się Joshua Kimmich.


Choć z oczywistych względów końcówka należała do Królewskich, gospodarze nie zamierzali popełnić żadnego błędu i ograniczali się do spokojnego rozgrywania piłki zamiast huraganowych ataków.



Mordercze tempo spotkania dawało o sobie znać już od początku dogrywki. Real, mimo gry w przewadze, nie potrafił zagrozić bramce Neuera, a Bayern – potwornie zmęczony i osłabiony brakiem Vidala – poza posiadaniem piłki także nie miał większych argumentów po swojej stronie. Cała wiara przyjezdnych skumulowana była w skrzydłowych – niezmordowanym Robbenie i rezerwowym Coście. Jedna z akcji tych dwóch zawodników omal nie zakończyła się bramką na 3:1.

Z minuty na minutę widać jednak było, że Bayern gra w dziesiątkę. Gospodarze mieli coraz więcej wolnej przestrzeni i korzystny wynik goście mogli zawdzięczać jedynie znakomitej postawie Neuera. Dogrywka jak żywo przypominała bowiem ostatnie pół godziny spotkania w Monachium. Tam, po czerwonej kartce Martineza, Los Blancos również nacierali na bramkę strzeżoną przez golkipera reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Bayern prowadzenie zawdzięczał Neuerowi, zaś Real powinien dziękować węgierskiemu sędziemu, że nie pokazał drugiej żółtej kartki Casemiro. Brazylijczyk przynajmniej dwukrotnie powinien wylecieć z boiska, ale Kassai – bardzo słabo dysponowany tego dnia – nie zdecydował się wykluczyć z gry defensywnego pomocnika Królewskich.


Co gorsza, mylili się także sędziowie liniowi. W 105. minucie Sergio Ramos dośrodkował piłkę do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk po raz drugi tego wieczoru, a czwarty w całym dwumeczu pokonał Neuera. Powtórki dobitnie pokazały, że kapitan mistrzów Europy znajdował się na spalonym.


Druga połowa dogrywki pozbawiona była już jakiejkolwiek taktyki, a wolne przestrzenie determinowały kolejne ofensywne wypady Realu. W 110. minucie piłkę na połowie boiska przejął Marcelo i przebiegł z nią prawie 40 metrów wykładając do pustej bramki Ronaldo. Aby tradycji stało się zadość, Portugalczyk znajdował się na spalonym…


Zaledwie minutę później sprinterski pojedynek przegrał słaniający się na nogach Hummels a dzieła zniszczenia dopełnił Marco Asensio. Real końcówkę dogrywki dogrywał w spokoju, zaś Bayernowi zwyczajnie brakowało już sił. Mimo że sumarycznie Hiszpanie byli w dwumeczu drużyną lepszą, to dyskusje o systemie powtórek znów powinny nabrać intensywności.


  Real Madryt 4:2 (AET) Bayern Monachium 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *