DGjmtFgWsAABmQQ

Chelsea prowadziła z Arsenalem 1:0 po golu Victora Mosesa, ale wobec trafienia Seada Kolašinaca w końcówce meczu, zwycięzcę tegorocznego starcia o Community Shield musiały wyłonić rzuty karne. Zawodnicy Wengera bezbłędnie egzekwowali jedenastki, zaś Antonio Contego zawiedli Alvaro Morata i… Thibaut Courtois. Tacza Dobroczynności po raz piętnasty powędruje zatem na Emirates Stadium!

Po emocjach związanych z Superpucharem Niemiec, uwaga piłkarskiej Europy przeniosła się na Wembley Stadium. Niedzielne popołudnie w Londynie miało przynieść co najmniej tyle emocji, co sobotnie starcie Borussii Dortmund z Bayernem Monachium. Zarówno Arsenal, jak i Chelsea przystępowały jednak do meczu o Tarczę Wspólnoty ze swoimi problemami. W zespole mistrza Anglii brakowało przede wszystkim Edena Hazarda, ale i kontuzjowanego nowego nabytku The Blues – Francuza Tiemoué Bakayoko. I o ile podstawowa jedenastka Chelsea prezentowała się bardzo solidnie, o tyle z ławki Antonio Conte mógł postraszyć jedynie Moratą.


W kadrze Arsenalu brakowało natomiast przede wszystkim Alexisa Sáncheza, Mesuta Özila i kapitana Laurenta Koscielny’ego. Tym, który będzie niepokoił Thibauta Courtoisa i defensywę Niebieskich miał być w zamierzeniu Wengera Alexandre Lacazette. Francuski menedżer pozostał wierny ustawieniu z trójką obrońców, którą w niedzielę stanowili Holding, Mertesacker i Monreal.


Początek dzisiejszego starcia to olbrzymia wręcz przewaga Arsenalu. Kanonierzy bez problemu przedostawali się w okolice pola karnego Courtoisa, a Chelsea wyglądała dokładnie tak, jak w przedsezonowych sparingach. The Blues byli kompletnie zagubieni – sprawiali wrażenie nieprzygotowanych fizycznie do rywalizacji na jakimkolwiek poziomie. Od drużyny Antonio Contego biła zadziwiająca niepewność. „Elektryczna” gra zarówno bramkarza, jak i obrońców mistrza Anglii sprawiała, że w wyniku pressingu zawodników z północnego Londynu często tracili piłkę jeszcze na własnej połowie. Zawodnicy ubrani w niebieskie trykoty rzadko meldowali się pod polem karnym Čecha, a gdy już udawało im się tam przedostać, ich próby były natychmiast udaremniane przez obrońców rywali. Nic zatem dziwnego, że pierwszą groźną sytuację stworzyli podopieczni Wengera. Uderzenie Alexandre’a Lacazette’a obiło jednak tylko lewy słupek bramki strzeżonej przez reprezentanta Belgii.

Pod drugą bramką próżno było szukać zagrożenia ze strony Michy’ego Batshuayia, ale i jakiegokolwiek innego piłkarza Chelsea. To Arsenal był drużyną lepszą, dominował i kontrolował przebieg spotkania. Przewaga triumfatorów FA Cup dziwiła tym bardziej, że musieli radzić sobie bez swojego kluczowego zawodnika. To jednak brak Edena Hazarda, a nie Alexisa Sáncheza bardziej rzucał się w oczy obserwatorom starcia na Wembley. Po pół godzinie gry Arsène Wenger był jednak zmuszony dokonać pierwszej roszady w składzie. Per Mertesacker w powietrznym pojedynku został zdemolowany przez Garry’ego Cahilla i francuski menedżer w miejsce niemieckiego kapitana posłał na murawę Seada Kolašinaca.


Po zejściu byłego reprezentanta Niemiec do głosu zaczęli dochodzić The Blues. Za sprawą Pedro postraszyli Petra Čecha, ale czeski golkiper spisywał się bez zarzutu. Każda akcja Chelsea była jednak skutecznie neutralizowana przez defensywę rywali, gdzie dowodzenie przejął rezerwowy Kolašinac. Dobrze w mecz wszedł również Alex Oxlade-Chamberlain, który dwa lata wcześniej w rywalizacji o Community Shield, także przeciwko Chelsea, zdobył jedyną, zwycięską bramkę.


Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia. Rzut rożny dla Niebieskich, gapiostwo Roba Holdinga i spryt w polu karnym Victora Mosesa dały faworytowi bukmacherów prowadzenie. Przy okazji, wpisując się na listę strzelców, Nigeryjczyk odkupił niejako winy z majowego finału FA Cup (Moses dostał wówczas infantylną czerwoną kartkę, co przyczyniło się do porażki Chelsea – przyp. red.).


Abstrahując od strzelonego gola, lepiej drugą połowę rozpoczęli piłkarze Contego. Arsenal, który w premierowej odsłonie dominował na boisku, po zmianie stron nie radził sobie ze zdecydowanie lepszym pressingiem Chelsea. Mniej aktywna była druga linia Kanonierów, która przegrywała rywalizację z Kanté i Fábregasem. Wenger widząc, że jego drużyna traci kontakt z rywalem, postanowił postawić wszystko na jedną kartę – na murawie zameldowali się Giroud i Walcott, zastępując odpowiednio Lacazette’a i Iwobiego.

W drugiej połowie w szeregach The Gunners próżno było jednak szukać zawodnika, który mógłby wziąć na siebie odpowiedzialność, wejść w buty Alexisa i pociągnąć drużynę do wyrównania. Środek pola bez Mesuta Özila pozbawiony był kreatywności, bo choć Mohamed Elneny starał się jak mógł, to nie potrafił rozgrywać piłki w stylu byłego asa Realu Madryt, podobnie zresztą jak ustawiony przed stoperami Granit Xhaka. Brakowało też ofensywnych wejść Bellerina. Wyróżniał się natomiast nowy nabytek Arsenalu, wspominany już wielokrotnie Sead Kolašinac. Bośniak, który w pierwszej połowie zastąpił kontuzjowanego Mertesackera, dwoił się i troił, by utrzymać w ryzach defensywę swojego zespołu.



W zespole Chelsea na wyróżnienie zasługiwał z kolei Victor Moses. Poza zdobytą bramką, Nigeryjczyk grał bardzo odpowiedzialnie w obronie. Mimo korzystnego wyniku, przy większości zawodników The Blues należało jednak postawić minus. Słabe spotkanie rozgrywał Michy Batshuayi, którego na kwadrans przed końcem zastąpił Morata. Mizernie wyglądała gra Marcosa Alonso, zawodnika o tyle chimerycznego, co chwalonego za grę ofensywną. Na Wembley Hiszpan zatracił jednak większość swoich atutów. Bardzo przeciętne spotkanie notowali również skrzydłowi – Pedro i Willian. Pierwszy z nich na dziesięć minut przed końcem zachował się kompletnie nieodpowiedzialnie i brutalnym wślizgiem sfaulował Mohameda Elneny’ego, za co otrzymał zasłużoną czerwoną kartkę.



Sytuacja zaczynała więc przypominać majowy finał FA Cup, bowiem chwilę po tym, jak sędzia Bobby Madley wyrzucił z boiska Pedro, piłkę do siatki Courtoisa skierował – a jakże! – Kolašinac. Potężnie zbudowany defensor wykorzystał precyzyjne dogranie piłki z rzutu wolnego autorstwa Xhaki i efektownie przywitał się z fanami Kanonierów.


Stracony gol i czerwona kartka sprawiła, że drużyna Antonio Contego cofnęła się pod własne pole karne. Arsenal, zdecydowanie ożywiony zdobytym golem, starał się pójść za ciosem i pokonać rywala, który w odstępie dwóch minut przyjął dwa szybkie razy. W doliczonym czasie gry to jednak Chelsea miała piłkę meczową, którą po dośrodkowaniu Fábregasa zmarnował Morata.

Podobnie jak w Superpucharze Niemiec, także w angielskim starciu o Tarczę Dobroczynności zwycięzcę wyłonił konkurs jedenastek. Konkurs nietypowy, bowiem przeprowadzony w systemie „ABBA”. W praktyce oznaczało to, że drużyna, która kończyła daną serię jedenastek, rozpoczynała także kolejną. W egzekwowaniu rzutów karnych bezbłędni okazali się zawodnicy Wengera, którzy czterokrotnie umieszczali piłkę w siatce. Piłkarze The Blues nie wykorzystali natomiast aż dwóch jedenastek za sprawą pechowca Moraty i… właśnie belgijskiego golkipera. Tak jak przed dwoma laty, mistrzowie Anglii okazali się gorsi od The Gunners, dla których to już piętnasty triumf w meczu o Community Shield w historii!


 Arsenal FC 1:1 (k. 4-1) Chelsea FC 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *