C_aQpGuXUAUsV3v

Juventus zgodnie z przewidywaniami pokonał AS Monaco 2:1 w rewanżowym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów i przypieczętował awans do decydującej rozgrywki. Massimiliano Allegri po raz kolejny okazał się taktycznym mistrzem wystawiając na prawej pomocy Daniego Alvesa. Doświadczony Brazylijczyk znajduje się prawdopodobnie w życiowej formie – we wtorkowy wieczór popisał się asystą i bramką. Honorowe trafienie dla gości zanotował Kylian Mbappé.

Drugi akt rywalizacji pomiędzy najszczelniejszą defensywą Europy a najbardziej efektownie grającym atakiem nie zanosił się na trzymający w napięciu do ostatnich sekund. Mimo pokaźnej zaliczki ze Stadionu Ludwika II, Massimiliano Allegri tonował nastroje mówiąc, że jeszcze nie wszystko jest rozstrzygnięte. Siła rażenia, jaką dysponowały obie drużyny miał jednak zapewnić widowisko obfitujące w bramki.

Monaco przyjechało do Turynu zainspirowane postawą lokalnego rywala Starej Damy, Torino, które w sobotę potrafiło zremisować na J Stadium 1:1. Leonardo Jardim pamiętał jednak, że ostatniego gola w Champions League mistrzowie Włoch stracili jeszcze w czasach, gdy… prezydentem USA był Barack Obama.

Personalia desygnowane przez obu menedżerów na wtorkowe spotkanie nie zaskoczyły. Do składu Bianconerich powrócił nieobecny przed tygodniem Sami Khedira, luzując tym samym z podstawowej jedenastki Claudio Marchisio. Allegri pozostał również wierny pomysłowi taktycznemu, w którym Dani Alves zajmował miejsce na prawym wahadle.


Brazylijczyk w meczu rozegranym przed tygodniem spisał się fenomenalnie, dwukrotnie asystując przy bramkach Higuaina. Menedżer Juve liczył więc na powtórkę tego wyczynu we wtorkowy wieczór.


Więcej problemów można było się doszukać w kadrze Monaco. Na ławce zameldowali się słabi w pierwszym starciu Fabinho i Thomas Lemar. W podstawowym składzie pojawili się natomiast doświadczony Portugalczyk Moutinho i włoski obrońca Andrea Raggi. Jardim został zmuszony do jeszcze jednej zmiany – w ostatniej chwili z protokołu meczowego został wykreślony Nabil Dirar, zaś na murawie oglądaliśmy Benjamina Mendy’ego.

Początek meczu na J Stadium pokazał, że goście nie przyjechali jedynie honorowo pożegnać się z Ligą Mistrzów. Monakijczycy starali się odważniej zaatakować faworyzowanego rywala, a prym w ofensywnych akcjach zespołu z Księstwa, nie po raz pierwszy zresztą, wiódł Kylian Mbappé. Próby sforsowania defensywy gospodarzy nie robiły jednak wrażenia na Chiellinim i spółce. Miejsca w polu karnym szukał sobie Falcao, ale nawet gdy futbolówka zmierzała prosto na głowę Kolumbijczyka, jak spod ziemi wyrastali stoperzy Starej Damy .

Szkoleniowiec gospodarzy już w dziesiątej minucie musiał przeprowadzić pierwszą zmianę – zdrowie znów stanęło na drodze Samiemu Khedirze. Niemca, podobnie jak w pierwszym spotkaniu, zastąpił Claudio Marchisio. Taktyka drużyny Allegriego pozostawała jednak klarowna – oddanie futbolówki Monaco i czekanie na to, co zrobi rywal zmuszony do odrabiania strat. W wielu fragmentach spotkania widać było, że szkoleniowiec lidera Ligue 1 wyciągnął wnioski z pierwszej konfrontacji. Lwia część akcji ASM rozgrywana była w bocznych sektorach boiska, które mimo obecności Alvesa i Alexa Sandro często były otwarte.

Pragmatyzm Juventusu w pewnym momencie uśpił ekipę Monaco, która w 21. minucie bezbramkowy rezultat mogła zawdzięczać tylko Kamilowi Glikowi. Reprezentant Polski wybił piłkę nieuchronnie zmierzającą do pustej bramki po uderzeniu Gonzalo Higuaina. Zaledwie trzy minuty później oglądaliśmy z kolei chorwacko-chorwacki pojedynek Danijela Subašicia z Mario Mandžukiciem, ale golkiper gości wybronił sytuację sam na sam. Turyńczycy zaczęli przypominać słynną „Lokomotywę” z utworu Juliana Tuwima. Z minuty na minutę zaczęli przenosić akcenty z defensywy do ofensywy, chcąc wreszcir przełamać bramkarza Monaco i praktycznie zamknąć kwestię dwumeczu.

Indywidualne błędy znów stawały się koszmarem drugiej linii drużyny Leonardo Jardima, a coraz częstsze straty determinowały groźne kontrataki w wykonaniu Starej Damy. Tuż po jednym ze stałych fragmentów gry dla Monaco nadarzyła się okazja do takiego szybkiego wypadu. Perfekcyjnie przeprowadzona akcja do złudzenia przypominała gola nr 2 sprzed tygodnia. Idealnie wymierzone dośrodkowanie Daniego Alvesa wykorzystał Mandžukić, który strzałem na raty pokonał swojego rodaka.


Stracona bramka zupełnie podcięła Francuzom skrzydła. W postawie graczy Monaco można było dostrzec zwątpienie i brak jakiejkolwiek nadziei na to, że odrobienie strat jest jeszcze możliwe. I o ile w jednej sytuacji Juventus uratował niezawodny Giorgio Chiellini, o tyle tuż przed końcem pierwszej połowy stało się już jasne, że to Stara Dama 3 czerwca zagra w decydującej potyczce w Cardiff. Piłka wybita po rzucie rożnym egzekwowanym przez gospodarzy trafiła na nogę Daniego Alvesa, a ten nie namyślając się długo kropnął z woleja i pokonał dokonującego tego wieczora cudów między słupkami Subašicia.


Druga połowa rozpoczęła się tak, jak wyglądała końcówka pierwszej. Znów przewagę uzyskał Juventus, zaś Monaco przypominało drużynę kompletnie zagubioną zarówno w środkowej strefie boiska, jak i w formacji obronnej. Allegri postanowił posłać w bój Juana Cuadrado, co miało zapewnić szybszą grę w ofensywnych sektorach Bianconerich. Po przerwie spotkanie zdecydowanie straciło jednak na tempie rozgrywanych akcji. Futbolówka znajdowała się w posiadaniu gospodarzy, ale ci, co zrozumiałe, nie kwapili się do nieustannego atakowania bramki Subašicia. Czerwono-Biali, jeżeli już zdołali przerwać którąś z akcji, najczęściej byli w stanie wymienić dwa-trzy podania, by ponownie stracić piłkę. Doświadczony blok obronny Juve po raz kolejny w tej edycji Ligi Mistrzów stanowił zaporę nie do przejścia.

W wielu sytuacjach gościom brakowało wsparcia dla Radamela Falcao, który mimo krępej postury skazany był na niepowodzenie walcząc z dwoma natarczywymi stoperami Juventusu. Mbappé, poza kilkoma próbami dryblingu, zdawał drugą część matury u Andrei Barzagliego. Tym razem egzamin okazał się jednak znacznie trudniejszy, choć w przyszłości powinien zaprocentować. Jeżeli już udawało się wychowankowi ASM minąć 36-letniego obrońcę, na drodze do bramki stawał Buffon, który podobnie jak w Monako, przez długi czas skutecznie powstrzymywał złote dziecko francuskiego futbolu. Bierna postawa Starej Damy w 69. minucie spowodowała, że Francuzi dopięli w końcu swego. Po jednym z rzutów rożnych praktycznie płaskie dośrodkowanie trafiło pod nogi nabiegającego Mbappé, który dopełnił formalności strzałem z kilku metrów.


Osiemnastolatek świętował swojego szóstego gola w tej edycji Champions League, a kontaktowe trafienie jego autorstwa wyraźnie pobudziło poczynania gości. Drużynie z Księstwa pozostawało dwadzieścia minut na strzelenie trzech goli i mimo że wydawało się to misją z gatunku niemożliwych, ekipa Jardima wierzyła w powtórne pokonanie Buffona. Kamil Glik uwierzył natomiast, że w zdobyciu gola wyrównującego pomoże… znokautowanie Gonzalo Higuaina. Polskiemu stoperowi kompletnie „odcięło prąd”, gdy bezpardonowo przespacerował się po nodze Argentyńczyka.


Końcowe fragmenty spotkania przerodziły się w coś, co nie do końca przypominało sportową rywalizację. Na murawie oglądaliśmy mnóstwo nieczystych zagrań, które kładły cień na grę obu zespołów w tym dwumeczu. Ostatecznie Juventus wykazał swoją sportową wyższość nad liderem ligi francuskiej i to Turyńczycy pojadą do Cardiff, by 3 czerwca zmierzyć się z madryckim klubem o najbardziej prestiżowe trofeum w piłce klubowej. Będzie to także drugi finał Massimiliano Allegriego w roli szkoleniowca Juventusu.


Juve logoJuventus FC 2:1 AS Monaco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *