Messi Griezmann Barcelona

We wtorek za pośrednictwem mediów społecznościowych Antoine Griezmann ogłosił, że po zakończeniu obecnego sezonu odchodzi z Atlético. Błyskawicznie pojawiły się informacje, że teraz francuski atakujący obierze kierunek „Barcelona”, gdyż katalońscy działacze od dawna ostrzyli sobie zęby na największą gwiazdę Los Rojiblancos. Hitowy transfer na Półwyspie Iberyjskim zdaje się być coraz bardziej realny, jednak to, czy pozyskanie aktualnego mistrza świata faktycznie rozwiąże wszystkie bolączki półfinalisty tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, jest sprawą dyskusyjną.

Na kolejkę przed końcem rozgrywek 2018/19 sytuacja na szczycie tabeli LaLiga jest już jasna. Półwysep Iberyjski niepodzielnie zdominowała Barça, która przed finałową serią gier ma aż 9 punktów przewagi nad zajmującymi drugi stopień podium podopiecznymi Diego Simeone. Wygląda jednak na to, że Blaugrana ma również chrapkę, by przeważać nie tylko w lidze, ale i w letnim okienku transferowym, wszak do gry w ekipie 26-krotnego mistrza Hiszpanii przymierzany jest Antoine Griezmann. Co prawda o hipotetycznych przenosinach reprezentanta Les Bleus na Camp Nou wspominano już rok temu, aczkolwiek przy okazji głośnego transferu Coutinho, który zimą 2018 roku opuścił Anfield, pogłoski te były raczej wkładane między bajki. Teraz okazuje się, że włodarze FCB wcale nie żartowali, a sam piłkarz opuszcza po pięciu sezonach stołeczny klub.


Dalsze losy filigranowego napastnika zdają się być niemal przesądzone. W mediach przewija się kwota około 120 mln €, bo mniej więcej tyle wynosi klauzula w kontrakcie zawodnika. Nie jest to co oczywiście suma tak horrendalna, jak ta, którą Paris Saint-Germain wyłożyło za Neymara czy Kyliana Mbappé, niemniej jednak koszt tego rzędu i tak robi ogromne wrażenie, choć jest w pełni uzasadnioniony.


Przy tej okazji wielu ekspertów i obserwatorów zadaje sobie pytanie, czy taki ruch transferowy będzie panaceum na wszystkie problemy trenera Ernesto Varlverde, na którego spadła gigantyczna fala krytyki po roztrwonieniu trzybramkowej przewagi i odpadnięciu z Liverpoolem w półfinale Champions League. Na pewno będzie to początek rewolucji przy Calle de Arístides Maillol, wszak pierwszą zauważalną konkluzją po dwumeczu z The Reds jest brak wartościowego wsparcia dla Leo Messiego.

Atlético straci natomiast najlepszego strzelca drużyny (21 goli we wszystkich rozgrywkach – przyp. red.), co musi skutkować wzmożonymi poszukiwaniami godnego zastępstwa dla 28-letniej gwiazdy. A z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Wcale nie jest powiedziane, że będzie to zamiana udana, a wówczas Los Colchoneros mogą stać się mniej konkurencyjni.

Strata dla ekipy Simeone będzie bez wątpienia ogromna. Griezmann w ciągu pięciu sezonów najpierw na Estadio Vicente Calderón, a obecnie na Wanda Metropolitano zachwycał kibiców, prowadząc Los Colchoneros do finału Ligi Mistrzów oraz triumfów w Lidze Europy i Superpucharze Europy.


Decydenci z czerwonej części Madrytu będą musieli zatem mocno się napocić, ażeby znaleźć klasowego sukcesora blondwłosego snajpera. Kibice muszą zaś przygotować się na niezwykle trudną kampanię 2019/20, bowiem latem odejdą jeszcze Diego Godín, Lucas Hernández, Juanfran i Filipe Luís, a niewykluczone, że dołączy do nich także Rodrigo Hernández „Rodri”, który otwiera listę życzeń Pepa Guardioli.


Transfery na linii Atlético – Barcelona są z reguły bardzo ciekawe i nierzadko budzą emocje. Przykładów nie trzeba zresztą daleko szukać. W 2015 roku na Camp Nou powędrował znajdujący się wówczas u szczytu kariery Arda Turan. Jego przygoda w stolicy Katalonii nie okazała się bynajmniej pasmem sukcesów. Stukrotny reprezentant Ay-Yıldızlılar nie zachwycił miejscowej publiczności – w ciągu dwóch i pół roku rozegrał w barwach Blaugrany zaledwie 55 meczów, notując przeważnie przeciętne występy, toteż szybko został oddelegowany na wypożyczenie. Obecnie Turan w opinii publicznej zdegradowany został z wysokiej klasy pomocnika do piłkarskiego skandalisty. Taką łatkę przypięto mu m.in. po ataku na sędziego liniowego podczas meczu tureckiej Süper Lig.


Analogicznie słaby pobyt piłkarzowi o sławie i umiejętnościach Griezmanna raczej nie grozi, choć historia pokazuje, że zdarzało się w stolicy Katalonii, iż nawet wielka gwiazda, wobec której stawiane są ogromne oczekiwania, może notorycznie rozczarowywać. Jakiż byłby więc żal dla samego zawodnika, gdyby porzucił ciepłą posadkę w Madrycie kosztem ławki rezerwowych na Camp Nou. FC Barcelona nie jest klubem z gatunku tych, do których można wejść z miejsca. Niech za przykład posłużą najświeższe przypadki – Coutinho i Dembélé, z którymi w lokalnej ojczyźnie Antonio Gaudíego chętnie by się pożegnano.


Kadrowiczowi Didiera Deschampsa tylko za madryckie zasługi nikt żelaznej pozycji w ataku Barçy nie da. Pojawiają się już głosy, że to przez brak takiego zawodnika, jak właśnie Antoine, kibice Dumy Katalonii wciąż muszą obchodzić się smakiem, jeśli chodzi o szóstą wygraną w Lidze Mistrzów, jednak nawet przy tak imponującym potencjale ofensywnym nie da się zagwarantować sukcesu w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie.

O ile już teraz można stwierdzić bez większego ryzyka, że zakup Griezmann’a będzie sporym sukcesem marketingowym, o tyle równolegle należy zacząć myśleć o przebudowie środka pola, który w półfinałowej potyczce został zupełnie zdominowany przez graczy Liverpoolu. De Jong, który już niebawem dołączy z Ajaksu, to piłkarz o ogromnym potencjalne, ale trudno oczekiwać od 22-latka, aby odwrócił losy meczu, gdy pojawiają się trudności.

Wszyscy z niecierpliwością będą wyczekiwać, jak skończy się ta saga, ale niezależnie od finału pozostaje mieć nadzieję, że Griezmann z perspektywy czasu nie będzie musiał „pluć sobie w brodę”, jak chociażby Philippe Coutinho…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *