5d427c01b8295

W futbolu czas płynie nieubłaganie, szybciej niż gdziekolwiek indziej. Rok w rok pojawiają się nowe, młode twarze, które stale rozpalają olbrzymią ilość dyskusji oraz pytań, czy to właśnie ten zawodnik będzie w przyszłości jednym z najlepszych na świecie. Wielu z nich po fenomenalnym starcie gaśnie i nigdy nie wraca na poziom, który pozwolił im zwrócić na siebie uwagę całego świata, a tylko nielicznym udaje się pozostać dłużej na firmamencie prawdziwych piłkarskich gwiazd. Pośród nich są też tacy, którym wielka kariera jest pisana od dziecka. Jednym z takich przypadków jest bohater niniejszego tekstu, który w niespełna 70 minut sprawił, że biało-czerwona część Madrytu zapomniała na moment o Antoinie Griezmannie.

João Félix przedstawił się bliżej futbolowemu światu w poprzednim sezonie, kiedy de facto mało kto zdawał sobie sprawę, z jakiego kalibru talentem mamy do czynienia, wszak był to jego pierwszy sezon w poważnej piłce klubowej. W wyjściowej jedenastce lizbońskich Orłów zaczął pojawiać się regularnie na początku bieżącego roku i z miejsca wyrósł na największą gwiazdę zespołu ze Stadionu Światła. Istotną rolę w błyskawicznym rozwoju 19-letniego Portugalczyka odegrał wówczas świeżo mianowany trener Bruno Lage, z którym rekordowy nabytek Atlético współpracował jeszcze w młodzieżowych sekcjach Benfiki. Nastoletni Félix bez kompleksów wszedł do drużyny 37-krotnego mistrza kraju i rozpoczął prawdziwy popis umiejętności, którego symbolicznym zwieńczeniem było ćwierćfinałowe spotkanie Ligi Europy z Eintrachtem Frankfurt, kiedy to urodzony w Viseu piłkarz stał się najmłodszym strzelcem hat-tricka w mniej prestiżowych europejskich rozgrywkach. Trudno o lepszą autopromocję.


Oprócz wspomnianego meczu genialny atakujący pojawiał się na boisku jeszcze 42 razy, aż dwudziestokrotnie pokonując bramkarzy rywali oraz jedenastokrotnie otwierając kolegom drogę do bramki. Tak imponujące statystyki, połączone z bardzo młodym wiekiem, musiały wywindować jego rynkową wartość na prawdziwe wyżyny. Tytuł drugiego najdroższego nastolatka w historii futbolu i kwota 127 mln € zapłacona za portugalską perełkę musi działać na wyobraźnię. Jednak ku zdziwieniu wielu, walkę z Barceloną i Realem, ale również całą czołówką Premier League, o podpis Félixa wygrało Atlético, które pieniądze zainkasowane dzięki odejściu Griezmanna na Camp Nou zdecydowało się przeznaczyć właśnie na wychowanka Os Pestinhas.

Felix Atletico prezentacja

Już w okresie pretemporady dało się wyczuć olbrzymią ekscytację tym transferem, nie tylko pośród sympatyków Los Colchoneros, ale praktycznie w całej piłkarskiej Europie. Nic więc dziwnego, że gdy ekipa wicemistrza Hiszpanii rozpoczynała swoje przedsezonowe przygotowania, głównym pytaniem, jakie zadawali sobie dziennikarze i eksperci, było to dotyczące aklimatyzacji oraz wkomponowania do zespołu João Félixa. Młokos nie rozczarował. W poszczególnych jego zagraniach dało się dostrzec chłodną głowę i opanowanie, a to wszystko okraszone oczywiście odrobiną młodzieńczego szaleństwa. Najważniejszy był jednak fakt, iż ten debiutancki występ – mimo że przeciwko zaledwie drugoligowej Numancii – dodatkowo podsycił panujące wokół Portugalczyka szaleństwo. Szaleństwo, które nie zdążyło opaść nawet na chwilę, bo pomimo kolejnych spotkań towarzyskich ze znacznie bardziej wymagającymi rywalami (Real Madryt, Juventus, zespół gwiazd Major League Soccer), Felix wciąż zachwycał – 5 meczów, 4 gole i 3 asysty. Ale czy po graczu wyprawiającym na treningach takie rzeczy można było spodziewać się czegoś innego?


Jeśli chodzi o względy taktyczne, 19-latek nie powinien mieć większego problemu z przystosowaniem się do taktyki „Cholo” Simeone, gdyż mimo stosunkowo niewielkiego doświadczenia wyniesionego z rywalizacji na najwyższym poziomie, potrafi odnaleźć się niemal na wszystkich pozycjach w ataku. W poprzedniej kampanii, jeszcze w barwach Benfiki, oddawał średnio 2,6 strzału i kreował powyżej jednej sytuacji na mecz. Dzięki swojej ponadprzeciętnej ruchliwości wniesie do zespołu Los Rojiblancos umiejętność zbierania tzw. drugich piłek, strącanych przeważnie przez Diego Costę. Stanowiący stałe zagrożenie w okolicach pola karnego kreatywny napastnik często jest również faulowany w pobliżu „szesnastki” (w poprzednim sezonie średnio dwa razy na spotkanie – przyp. red.), co oczywiście stwarza możliwość uderzenia na bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego. Oprócz wszystkich wspomnianych walorów, portugalska perełka nie ma problemu z dryblingiem, dobrze czuje się z futbolówką przy nodze, lubi i potrafi wykorzystywać swoje umiejętności techniczne oraz szybkość w pojedynkach 1 na 1, co z kolei znaczne ułatwi Atlético stwarzanie przewagi na skrzydłach. Próbkę swojego geniuszu zaprezentował już na inaugurację ligowych zmagań przeciwko słynącemu z dobrej organizacji gry Getafe.


Szum wokół uzdolnionego nastolatka jest oczywiście uzasadniony, jednak nie należy zapominać, że madrycki klub ma za sobą intensywne, skądinąd bardzo udane, okienko transferowe, które mocno przedefiniowało zespół dowodzony przez Diego Pablo Simeone. Na Wanda Metropolitano, oprócz bohatera tego artykułu, trafił Anglik Kieran Trippier, który ma wzmocnić prawą stronę obrony oraz wnieść swoje walory ofensywne (na czele z mocnym, precyzyjnym dośrodkowaniem w pełnym biegu), a także Marcos Llorente, czyli jeden z najbardziej obiecujących prospektów słynnej szkółki Realu Madryt. 24-letni Hiszpan nigdy nie otrzymał jednak wystarczającego zaufania w swoim macierzystym klubie, dlatego piłkarskiego szczęścia szukał swego czasu na wypożyczeniu w baskijskim Alavés (sezon 2016/17: 38 meczów i 3 asysty we wszystkich rozgrywkach – przyp. red.).

Z drużyną znad rzeki Manzanares pożegnali się natomiast Lucas Hernández, Rodri, Juanfran, Filipe Luís, a przede wszystkim wspominany już Griezmann oraz uosobienie cholismo, wieloletni kapitan Atléti – Diego Godin. Odmłodzenie kadry i związana z tym przebudowa defensywy to jedne z głównych założeń nowego projektu, jaki powstaje przy Avenida Luis Aragonés 4, a którego twarzą stał się – chcąc nie chcąc – wkraczający dopiero do świata wielkiej piłki Portugalczyk.

„Felix to świetny dzieciak, ale musi się jeszcze sporo nauczyć, zarówno pod względem taktycznym, jak i technicznym. Musi wiedzieć, jak się poruszać i gdzie ustawić na boisku. Jestem przekonany, że zrobi wielką karierę.”

Bruno Lage, trener Benfiki

„João to zlepek wielu fantastycznych piłkarzy. Widzę w nim starego, dobrego Ronaldo, kiedy drybluje, Mbappé czy Johana Cruijffa”

Mateusz Borek, komentator sportowy


Wobec kontuzji Messiego i Hazarda oraz zeszłorocznego odejścia Cristiano Ronaldo do Juventusu, João Félix stał się jedną z najjaśniejszych gwiazd LaLiga, przynajmniej w jej początkowej fazie. Trzeba jednak przyznać, że czekający na swoje 20 urodziny piłkarz solidnie na to zapracował, choć to dopiero początek długiego, wyczerpującego sezonu, który młodemu organizmowi szybko może dać się we znaki. „Cholo” bez wątpienia przygotował już na niego indywidualny plan, który będzie systematycznie wdrażał w życie. Wprawdzie utrzymanie tak wspaniałej formy przez całe rozgrywki będzie graniczyło z cudem, ale przy talencie tej skali nawet nader optymistycznego scenariusza nie można wykluczać i właśnie za to kibice na całym świecie kochają futbol. Jeżeli zatem świeżo upieczony rojiblanco będzie dalej tak śmiało poczynał sobie na hiszpańskich boiskach, to niewykluczone, że już niedługo pojedynki Messi vs Ronaldo zostaną zepchnięte w cień przez rywalizację Félixa z Mbappé, który – jeśli wierzyć medialnym doniesieniom – prędzej czy później zamelduje się w Madrycie, tyle że w jego białej części.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *