AT0I0012

Raptem dwa dni zajęło włodarzom klubu z St Mary’s Stadium znalezienie następcy zwolnionego w poprzedni poniedziałek Marka Hughesa. W środę jego miejsce zajął 51-letni Ralph Hasenhüttl, który w przeszłości pracował m.in. w Ingolstadt czy RB Lipsk. Menedżer, którego wielu ekspertów postrzega jako austriacką wersję Jürgena Kloppa, podpisał z angielskim klubem 2,5-letni kontrakt i ma już za sobą pierwszy poważny sukces, czyli niespodziewane zwycięstwo nad Arsenalem. Kim właściwie jest obecny opiekun Świętych i jakiego stylu prowadzenia zespołu możemy się po nim spodziewać? Czy jego przyjście oznacza dla niegrającego do tej pory zbyt wiele Jana Bednarka permanentny powrót do wyjściowej jedenastki? Wreszcie, czy porównania ze słynnym niemieckim trenerem Liverpoolu mają jakąkolwiek rację bytu?

Pochodzący z austriackiego Grazu szkoleniowiec swoją trenerską karierę rozpoczynał w SpVgg Unterhaching, gdzie pracował przez blisko 2,5 roku (2007-2010). Jednak jego wspinaczka w zawodowej hierarchii rozpoczęła się na dobre dopiero rok później – w VfR Aalen. Kiedy Hasenhüttl obejmował zespół ze Scholz Arena, ten dryfował w okolicach strefy spadkowej, jednakże dzięki wytężonej pracy udało się uniknąć relegacji, by już w następnym sezonie (podczas pierwszego pełnego sezonu Austriaka – przyp. red.) osiągnąć awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Tam doprowadził swoch podopiecznych do gwarantującego spokojne utrzymanie miejsca w pierwszej dziesiątce. Niestety, z uwagi na pogarszające się stosunki z włodarzami, po zakończeniu ówczesnego sezonu ich drogi się rozeszły.


Kariera nowego trenera The Saints jeszcze większego rozpędu nabrała w grudniu 2013 roku, kiedy to został szkoleniowcem Ingolstadt. W tym przypadku również udało mu się uchronić klub przed spadkiem z 2. Bundesligi, wywalczyć awans w następnym sezonie i w dobrym stylu zaprezentować się w debiutanckiej kampanii na najwyższym szczeblu rozgrywkowym za Odrą, mimo przedsezonowych prognoz, które jednoznacznie wskazywały zespół z Górnej Bawarii jako pewnego spadkowicza. Drużynę Hasenhüttla, w której brylował Pascal Groß – obecny zawodnik Brighton, charakteryzowała przede wszystkim walka fizyczna, natomiast dzięki wspomnianemu pomocnikowi nie można było zarzucić popularnym Die Schanzer braku kreatywności z przodu. Ostatecznie w premierowym, a jak się później okazało też i ostatnim sezonie na Audi Sportpark austrackiemu menedżerowi udało się wywalczyć z drużyną 11. miejsce, z dala od strefy spadkowej, co zaowocowało przenosinami do RB Lipsk.


Potencjał ludzki, który zastał w Saksonii ośmiokrotny reprezentant Austrii wreszcie pozwolił mu wypracować wymarzony styl gry – ofensywny, energiczny i do bólu skuteczny, czym zadziwił całe Niemcy, doprowadzając zespół z Red Bull Arena do wicemistrzostwa Niemiec już w drugim sezonie swojej pracy (najpierw wywalczył z Czerwonymi Bykami awans do elity – przyp. red.). To właśnie wtedy nazwisko Hasenhüttl poznał każdy szanujący się kibic Bundesligi, a zawodników RB dostrzegły największe piłkarskie marki w Europie. W swoim pierwszym sezonie na arenie międzynarodowej, po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, Lipsk awansował do ćwierćfinału Europa League, jednak mimo dobrych wyników po raz kolejny złe stosunki z osobami zarządzającymi klubem doprowadziły do końca współpracy.


Start byłego szkoleniowca wicemistrzów Niemiec w Anglii także się nie udał. Święci ulegli w Cardiff 0:1 po bramce Calluma Patersona, który z zimną krwią wykorzystał szkolny błąd Jannika Vestergaarda. Drużyna z St Mary’s nie zaprezentowała się porywająco, co nie jest niczym zaskakującym biorąc pod uwagę fakt, że Austriak pracował wtedy dopiero kilka dni. Sam szkoleniowiec stwierdził, że przez nim i jego piłkarzami jeszcze sporo pracy, aczkolwiek co baczniejsi obserwatorzy zdołali dostrzec już kilka zmian zaordynowanych przez 51-latka.


Hasenhüttl przeprowadził aż sześć zmian w porównaniu do ostatniego, przegranego przez Southampton meczu. Oprócz tego zastosował ustawienie 1-4-3-2-1 (które w trakcie meczu przechodziło w jego ulubione 1-4-2-2-2), w miejsce wcześniejszego 1-4-2-3-1. To właśnie dzięki stosowaniu tego systemu święcił największe sukcesy w Lipsku i było oczywiste, że na angielskich boiskach również będzie chciał grać z wąsko ustawioną drugą linią. Dyspozycje dotyczące zawężania środkowej strefy boiska otrzymali Nathan Redmond i Stuart Armstrong, którzy na przedmeczowej rozpisce znajdowali się na skrzydłach, lecz w trakcie spotkania często rotowali na pozycję nr 10, a także, nie przywiązując się jedynie do swojej nominalnej flanki, wymieniali się pozycjami. Mimo porażki Święci próbowali prowadzić grę, posiadali piłkę przez zdecydowaną większość czasu (62%) i w porównaniu do swoich rywali zanotowali aż o 15% lepszą skuteczność podań.


Co warte podkreślenia, w sobotnim meczu swoją szansę otrzymał stoper reprezentacji Polski, Jan Bednarek i pozostawił po sobie lepsze wrażenie niż partner z centrum defensywy – Vestergaard. Były piłkarz Lecha Poznań nie ustrzegł się także kilku błędów w kryciu, co jednak może wynikać z braku rytmu meczowego i czucia gry. Warto natomiast podkreślić, że pomimo przeciętnej postawy całego bloku obronnego, nasz rodak pozwolił gospodarzom z The Amex na ledwie jeden strzał więcej. To, czego z pewnością brakuje drużynie z hrabstwa Hempshire to solidni napastnicy i bardzo prawdopodobne, że to na tej pozycji Hasenhüttl i prezesi będą niedługo poszukiwać wzmocnień. Na korzyść Bednarka przemawia fakt, że austriacki menedżer lubi stawiać na młodych zawodników i jego przyjście na St Mary’s Stadium to dobra informacja nie tylko dla samego Słupcanina, ale też Jerzego Brzęczka w perspektywie nadchodzących eliminacji do Mistrzostw Europy 2020.

„Przypomniałem sobie czasy Ralpha Hasenhüttla jeszcze w Lipsku. On tam często stawiał na takich stoperów jak Dayot Upamecano (rocznik ’98) czy Ibrahima Konaté (rocznik ’99), więc on się nie boi stawiać na piłkarzy młodych – przede wszystkim na młodych stoperów. Miejmy nadzieję, że na tym Jan Bednarek zyska.”

Tomasz Ćwiąkała w programie „Misja Futbol”

Przyjście nowego trenera zawsze rodzi pytania i niepewność. Nigdy nie można być przekonanym, czy w ogóle drużyna zacznie funkcjonować tak, jak wymarzyli to sobie właściciele, a przede wszystkim kibice. Dużym atutem szkoleniowca rodem z Grazu jest bez wątpienia jego trenerskie CV, które jak dotąd nie nosi żadnych śladów niepowodzenia. Niemalże każda dotychczasowa kadencja Hasenhüttla to pasmo awansów, sukcesów i nieustannego progresu. Można się spierać, czy styl preferowany przez byłego zawodnika Austrii Wiedeń uda się z powodzeniem zaszczepić w klubie z południowej Anglii, jednak warto ściskać kciuki, by Święci pozostali w angielskiej elicie, oraz by dobitnie przyczynił się do tego nasz rodak. Nie ulega bowiem wątpliwości, że wszystkim kibicom związanym z biało-czerwoną reprezentacją powinno na tym bardzo zależeć, z racji tego, że wraz z regularnymi występami Bednarka na angielskich boiskach być może rozwiąże się jeden z jakże wielu problemów naszej kadry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *