LONDON, ENGLAND - SEPTEMBER 29:  Eden Hazard of Chelsea gestures during the Premier League match between Chelsea FC and Liverpool FC at Stamford Bridge on September 29, 2018 in London, United Kingdom.  (Photo by Shaun Botterill/Getty Images)

Aby dziecięce marzenia mogły stać się rzeczywistością, nie wystarczy o nich jedynie mówić, lecz trzeba poprzeć ogromną ilością pracy, nerwów oraz wyrzeczeń. Pewnego dnia Edenowi Hazardowi zamarzyło się przywdziać królewską biel Realu Madryt. Swojej sympatii do legendarnego klubu z Estadio Santiago Bernabéu nie ukrywał już w czasach gry w Lille. Zinédine Zidane już wtedy próbował przekonać swojego prezesa do transferu utalentowanego Belga. Wówczas to się nie udało i gdy „Zizou” opuszczał drużynę 13-krotnego triumfatora Champions League, wydawało się, że drzwi przy Concha Espina 1 zamknęły się Hazardowi przed nosem. Nic bardziej mylnego. Wybitny reprezentant Die Roten Teufel zatankował do pełna i postanowił przejechać trasę po swojemu – najpierw dotrzeć z Chelsea do TOP4 i triumfować w Lidze Europy, a następnie udać się tam, dokąd prowadziły młodzieńcze sny.

Relacja Edena Hazarda z Realem Madryt to historia wiecznie niespełnionej miłości, na której drodze cały czas pojawiają się coraz to nowe przeszkody uniemożliwiające dwojgu kochankom ujawnienie światu swojej miłości. Jeszcze we Francji, w niewielkim Lille, kiedy najstarszy z braci Hazardów stawiał swoje pierwsze kroki w dorosłej piłce, Zinédine Zidane już wiedział, że jest to zawodnik, który w przyszłości będzie w pojedynkę wygrywał mecze. Postanowił więc udać się na rozmowę z Florentino Pérezem, usiłując namówić pryncypała, by spróbował wyciągnąć uzdolnionego atakującego jeszcze zanim ten zdąży pokazać światu cały swój potencjał. Hiszpański sternik Królewskich pozostał wtedy nieugięty, a los skojarzył Edena z niebieską częścią Londynu. Kwota niewiele ponad 30 mln € skłoniła najlepszego gracza Ligue 1, by wykonać pierwszy poważny krok w swojej karierze. Dzisiaj, po blisko 7 latach spędzonych na Stamford Bridge, brązowy medalista zeszłorocznego mundialu rozgrywa kolejny wielki sezon, w którym niemal w pojedynkę ciągnie The Blues za uszy. Wydaje się więc, że to, co nie udawało się w przeszłości, stanie się rzeczywistością w nadchodzące wakacje.


Wielu brytyjskich dziennikarzy zgadza się co do jednej rzeczy – Hazard potrzebuje bardziej wymagającego otoczenia. Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatnich dwóch lat to właśnie Belg jest najlepszym zawodnikiem Chelsea, co potwierdzają także liczby. W obecnej kampanii 28-latek jest nie tylko najlepszym strzelcem swojego zespołu (19), ale również najlepszym asystentem (12; poprzednią kampanię zakończył z dorobkiem 17 goli i 13 asyst – przyp. red.). Nie chodzi tu wyłącznie o suche statystyki, ale fakt, jak bardzo stołeczny zespół jest od niego zależny. Powiedzieć, że Hazard dominuje w wewnątrzklubowych klasyfikacjach, to nic nie powiedzieć – on wręcz dystansuje swoich kolegów. Dla porównania: drugi najlepszy strzelec ekipy ze Stamford Bridge – Pedro Rodríguez – ma na swoim koncie 8 bramek, a drugi najlepszy asystent – Willian – zgromadził 6 decydujących podań. To aż o połowę mniej od bohatera niniejszego tekstu! Dopiero w klasyfikacji kanadyjskiej uwidacznia się zatem rzeczywista przepaść, jaka dzieli kapitana kadry prowadzonej przez Roberto Martíneza od reszty londyńskiej drużyny. W ciągu całego pobytu na Wyspach wychowankowi AFC Tubize udało się ustrzelić 85 bramek, co już teraz czyni go trzecim najlepszym strzelcem w historii The Blues (za Frankiem Lampardem i Didierem Drogbą – przyp. red.).


Angielscy żurnaliści nie mają również wątpliwości, że fakt, iż Hazard nadal biega po boiskach w trykocie CFC, potwierdza tylko jego klasę i oddanie zespołowi. Gdyby podobna sytuacja dotyczyła piłkarza o innym charakterze, najprawdopodobniej już od sierpnia reprezentowałby giganta LaLiga. Wystarczy przywołać chociażby przykład kolegi Edena z reprezentacji – Thibauta Courtoisa. Gdy rywalizacja o prymat na Wyspach znudziła belgijskiego golkipera, ten postanowił nie pojawiać się na treningach swojej drużyny, gdyż był świadomy, że o jego usługi zabiegają włodarze Los Blancos. W tym samym czasie, w niemal identycznej sytuacji, Piłkarz Sezonu 2014/15 w Premier League pokornie stawił się w ośrodku treningowym w Cobham i rozpoczął przygotowania do kolejnych rozgrywek w nadziei, że oba kluby dojdą do porozumienia. Tak się jednak nie stało, a Hazard bez grymasu na twarzy zainaugurował kolejny, najprawdopodobniej swój ostatni sezon w stolicy Anglii. Rozbrzmiewa bowiem ostatni dzwonek, aby spełnić wielkie marzenie, o czym były lider OSC Lille doskonale wie. Młodszy już nie będzie, a dodatkowo znajduje się w optymalnym dla piłkarza wieku i ma przed sobą jeszcze co najmniej kilka lat gry na najwyższym poziomie.


Ten transfer wydaje się nieunikniony, wszak Real Madryt potrzebuje niezwłocznie lidera. Po odejściu CR7 liderem nowego projektu na Estadio Santiago Bernabéu miał zostać Gareth Bale, jednak on myślami również znajduje się już poza stolicą Hiszpanii. Hazard nie ukrywa swojej sympatii do zespołu Los Merengues. W biurach przy Concha Espina 1 mają natomiast świadomość, że pewien etap w historii jednego z najbardziej utytułowanych klubów świata właśnie się zakończył. Drużyna Królewskich potrzebuje nowych bodźców oraz zawodnika, który w ważnych momentach będzie potrafił uczynić różnicę, tak samo jak robił to Ronaldo. I właśnie takiego boiskowego przywódcę widzą w stukrotnym reprezentancie Belgii. Do tego dochodzi także kwestia charakteru i odpowiedzialności za wyniki drużyny, której rodowity Walończyk się nie boi. Oprócz tego, jak zawsze przy okazji wzmianek o Realu, dochodzi kwestia osoby Zidane’a. Francuska legenda wie, że była dziecięcym idolem młodziutkiego Edena, a ten z kolei ma świadomość, że trener Los Blancos go chce, oraz że jest admiratorem jego talentu. Obaj mogą więc sobie pomóc, a skorzystać na tym – póki co w teorii – ma właśnie biała część Madrytu.

„Jest jednym z najlepszych na świecie. To oczywiste, że gdy jest się na takim poziomie jak on, stanowi się gwarancję punktów. Mam nadzieję, że zostanie, jednak jeśli zawodnik czegoś pragnie, to bardzo ciężko jest zmienić jego decyzję.”

Gonzalo Higuain, napastnik Chelsea

„Mówiłem już, że kocham patrzeć na jego grę co tydzień. Mam jednak wewnętrzne przeczucie, że on wręcz musi grać w Realu lub Barcelonie. Myślę, że w tym momencie jest zwyczajnie za dobry na Chelsea.”

Jamie Carragher, były obrońca Liverpoolu, obecnie ekspert SkySports

Wiele wskazuje na to, że tym razem to nie może się nie udać. Obie strony potrzebują się wzajemnie i powoli zaczyna brakować racjonalnych argumentów za tym, że również w następnym sezonie Eden Hazard będzie zachwycać na angielskiej ziemi. Co więcej, na wypożyczeniu w zachodnim Londynie, właśnie z Realu Madryt, przebywa aktualnie Mateo Kovačić, którego Maurizio Sarri chętnie widziałby w swojej ekipie w nadchodzącej kampanii, a samemu Belgowi został rok do końca kontraktu, co tylko podsyca pojawiające się plotki. Niczego nie można przesądzać, jednak dla The Blues lepiej będzie, jeśli już teraz zaczną rozglądać się za nową gwiazdą, ponieważ ich najcenniejszy skarb w końcu opuści dotychczasowy dom i wyruszy w świat. Wyruszy spełniać to, co wymarzył sobie, gdy po raz pierwszy kopnął piłkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *