DJoTnX7XcAE7-Af

Długo trzeba było czekać na powrót Ligi Mistrzów, ale już pierwsza kolejka fazy grupowej wynagrodziła wszystkim fanom futbolu ten bezowocny czas. W środę znakomite widowiska zafundowały m.in. drużyny Tottenhamu Hotspur czy Liverpoolu. Koguty rozegrały kapitalne spotkanie, zwłaszcza pod względem taktycznym i pewnie pokonały faworyzowaną Borussię Dortmund, a The Reds stoczyli pasjonujący pojedynek z Sevillą, choć ostatecznie musieli zadowolić się tylko jednym punktem. Polskiego kibica z pewnością cieszy pierwsza bramka Arkadiusza Milika w Champions League od prawie roku. Oto sześć najważniejszych wydarzeń środowego wieczoru w najbardziej elitarnych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie.

Legendarny Casillas

Gdy odchodził z Realu Madryt, wielu wieszczyło mu bardzo szybkie pożegnanie z futbolem. Tymczasem on podpisał kontrakt z FC Porto i mimo słabego początku, ugruntował sobie pozycję miedzy słupkami bramki Smoków, a potem szybko stał się ważną postacią drużyny z Estádio do Dragão. W środę 36-letni golkiper rozpoczął natomiast swój 19 (!) sezon w Lidze Mistrzów! Jak wyjątkowe to osiągnięcie pokazuje fakt, że jedynym zawodnikiem, który może pochwalić się lepszym rezultatem od Casillasa jest równie legendarny Ryan Giggs (Walijczyk uczestniczył w 20 edycjach tych elitarnych rozgrywek – przyp. red.).


Co ciekawe, Hiszpan już teraz jest rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę występów w Champions League – jego licznik obecnie wynosi 166 spotkań. Najbliżej do 167-krotnego reprezentanta La Furia Roja spośród aktywnych zawodników jest Cristiano Ronaldo, który na ten moment ma na koncie 140 występów.


Polacy od pierwszych minut

Dawno już nie było takiego dnia w Lidze Mistrzów, w którym tylu Polaków rozpoczęłoby mecze swoich drużyn w pierwszym składzie. Kamil Glik standardowo wyszedł w podstawowej jedenastce Monaco na spotkanie z RB Lipsk (1:1), a Łukasz Piszczek zajął miejsce na prawej stronie obrony Borussii Dortmund w hitowym starciu z Tottenhamem. Zaskoczeniem było jednak zestawienie personalne Napoli na wyjazdowy mecz z Szachtarem, bowiem Maurizio Sarri zdecydował się wystawić od początku zarówno Arkadiusza Milika, jak i Piotra Zielińskiego.


O ile w przypadku pomocnika kadry Nawałki zdarzały się już w tym sezonie sytuacje, że pojawiał się w pierwszym składzie Partenopeich (Hellas Verona, Atalanta – przyp. red.), o tyle dla Milika był to premierowy występ w wyjściowej jedenastce Napoli od… 2 października 2016 roku! Ze względu na kontuzję kolana polski atakujący wypadł z gry na kilka miesięcy, a po powrocie z rehabilitacji nie potrafił odzyskać wypracowanej wcześniej pozycji i musiał zadowalać się wyłącznie epizodycznymi występami w końcówkach spotkań.


W 67. minucie boisko po przeciętnym występie opuścił Zieliński, a chwilę później Milik zdobył kontaktowego gola dla Napoli po tym, jak pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Driesie Mertensie. Dla wychowanka Rozwoju Katowice to pierwsze trafienie w Champions League od czasu gola strzelonego Benfice Lizbona 28 września 2016 roku. W końcówce były snajper Górnika Zabrze miał jeszcze bardzo dobrą okazję do podwojenia swojego dorobku bramkowego, jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem Szachtara uderzył zbyt mocno i przeniósł futbolówkę ponad poprzeczką. Napoli ostatecznie przegrało spotkanie z mistrzem Ukrainy 1:2, a napastnik Biało-Czerwonych raczej nie może spodziewać się zbyt pochlebnych opinii za dzisiejszy mecz.


Rozczarowujący Łukasz Piszczek

Borussia Dortmund jechała na Wembley jako faworyt starcia z Tottenhamem, ale nie sprostała wyzwaniu i poległa 1:3. Bardzo słabe, momentami wręcz rozczarowujące zawody rozgrywał Łukasz Piszczek, który przez cały mecz nie nadążał za napastnikami i skrzydłowymi Spurs. Szczególne problemy prawy defensor BVB miał z Harrym Kanem, który w końcu wykorzystał złe ustawienie Polaka i posłał piłkę pod jego nogami podwyższając prowadzenie gospodarzy.


Szczegółowe statystyki 32-letniego obrońcy jeszcze bardziej obnażają jego dzisiejszy występ. Na pocieszenie można jedynie dodać, że z formacji obronnej Die Schwarzgelben lepszy był tylko Sokratis, a „Piszczu” pobił pewien indywidualny rekord.




Bolesny powrót Feyenoordu

Środa była wyjątkowym dniem dla Feyenoordu. Nie dość, że drużyna z De Kuip po wielu latach przerwy wracała do Ligi Mistrzów, to jeszcze rozgrywała swój jubileuszowy 250 mecz w europejskich pucharach. Ekipa Giovanniego van Bronckhorsta już w pierwszej kolejce miała wyjątkowo ciężkie zadanie, bowiem mierzyła się z faworyzowanym Manchesterem City. Mało kto spodziewał się jednak, że Holendrzy tak fatalnie wejdą w rozgrywki Ligi Mistrzów. Już w 2. minucie po serii błędów gospodarzy bramkę zdobył John Stones, a chwilę później wynik podwyższył Sergio Agüero. Nie minęło kolejnych 15 minut, a na tablicy wyników widniało już 3:0. Tym razem na listę strzelców wpisał się Gabriel Jesus.


W drugiej połowie wynik podwyższył jeszcze Stones, a sympatycy Feyenoordu na premierowego gola swoich ulubieńców w tej edycji LM będą musieli jeszcze poczekać.


„Hurricane” nie do zatrzymania

Przed środowym spotkaniem w Londynie większość ekspertów doceniała klasę Tottenhamu, jednak to Borussia Dortmund stawiana była w roli faworyta, zwłaszcza że Koguty w ostatnich latach musiały zadowalać się głównie występami w Lidze Europy. Gdy podopieczni Mauricio Pochettino przed rokiem w końcu dostali się do najbardziej elitarnych rozgrywek, zupełnie zawiedli. Jak duże musiało być więc zdziwienie obserwatorów hitowego pojedynku na Wembley, kiedy już w 4. minucie pięknym strzałem z ostrego kąta wynik otworzył Son Heung-Min. Chwilę później co prawda pięknym uderzeniem do wyrównania doprowadził nowy nabytek Żółto-Czarnych Andrij Jarmolenko, jednak potem swój koncert dał Harry Kane.


Angielski snajper najpierw po pięknym rajdzie prawą stronę boiska precyzyjnym uderzeniem w górny róg bramki wyprowadził Tottenham na prowadzenie, a w drugiej połowie dobił BVB potężnym uderzeniem lewą nogą. O ile w pierwszej połowie Borussia nie wyglądała na drużynę słabszą od rywali, to w drugiej już całkowicie oddała pole graczom Mauricio Pochettino.


Rekordy, rekordy, rekordy

Real Madryt mierzył się w środę z APOEL-em Nikozja. O zwycięstwo Królewskich można było się zakładać już przed spotkaniem, jednak nie to było tego wieczora najważniejsze. Swoją 106 i 107 (!) bramkę w Lidze Mistrzów zdobył bowiem Cristiano Ronaldo, umacniając się tym samym na szczycie listy najlepszych strzelców w historii tych rozgrywek. Drugi w klasyfikacji Leo Messi traci do Portugalczyka już 12 bramek.


W międzyczasie swoją 50 bramkę w Champions League ustrzelił także Sergio Aguero, zaś premierowe trafienie zanotował jego klubowy kolega Gabriel Jesus.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *