Virgil van Dijk Liverpool Watford

Bycie obrońcą to dosyć niewdzięczna rola. W teorii wszyscy jak mantrę powtarzają, że zawsze najważniejsze jest zabezpieczenie tyłów, a z przodu jakoś to będzie. Koniec końców, po zwycięstwach nie gratyfikuje się obrońców aż tak, jak strzelców bramek decydujących o tym, kto dopisuje sobie kolejne punkty w tabeli. Defensorów, którzy jak równy z równym mogli konkurować we wszelakich plebiscytach z graczami ofensywnymi było bardzo niewielu. Cannavaro, Beckenbauer, Sammer – to nieliczni, których praca została dostrzeżona i doceniona indywidualną nagrodą. Kilka dni temu dominację zawodników ofensywnych w Anglii zakończył Virgil van Dijk. Rosły Holender za swój rewelacyjny sezon odebrał nagrodę PFA Player of the Year. Dość powiedzieć, że jest pierwszym obrońcą od sezonu 2004/05, któremu przyznano to prestiżowe wyróżnienie.

Po jego rekordowym transferze do Liverpoolu wielu kwestionowało zasadność tej roszady. Wprawdzie chodziło o zawodnika w kwiecie wieku, ogranego na poziomie Premier League, wykazującego olbrzymi potencjał, ale jednak suma ponad 70 mln £ za defensora wydawała się niezwykle odważną inwestycją. W Merseyside szybko zorientowali się jednak, że Holender jest wart każdego funta. Kluczową rzeczą, jaką w szeregi defensywe The Reds wniósł 27-letni stoper jest organizacją gry w destrukcji. Przed jego erą bardzo często grą drużyny z Anfield rządził chaos – liczne błędy indywidualne oraz brak właściwej asekuracji. Teraz ciężko znaleźć jakąkolwiek lukę w bloku defensywnym Liverpoolu, a jeśli komuś zdarzy się błąd lub zostanie ograny, zawsze ma za plecami van Dijka, który pojawia się momentalnie i przerywa groźnie zapowiadające się ataki. Reprezentant Oranje jest być może najważniejszym ogniwem w drużynie Jürgena Kloppa, która nadal ma szanse na mistrzostwo Anglii (pierwszą tak realną od pamiętnego sezonu 2013/14 – przyp. red.) oraz śrubuje kolejne defensywne rekordy. Na ten moment wicelider angielskiej elity stracił tylko 20 goli w 36 spotkaniach, co stanowi najlepszy wynik ze wszystkich zespołów z TOP 5, a we wszystkich rozgrywkach aż 23 razy kończył mecz „na zero z tyłu”.


Jeżeli ktoś poddaje w wątpliwość zasadność wyboru wychowanka Willem II na Piłkarza Roku w Premier League, powinien przeanalizować nie tylko jego grę i statystyki, ale przede wszystkim to, jak bardzo zmieniła się mentalność oraz sposób gry drużyny po jego przyjściu na Anfield. Wcześniej The Reds byli jednym z wielu uczestników Ligi Mistrzów i zespołem, który na nowo dobijał się do TOP4 w Anglii. Z van Dijkiem w składzie liverpoolczycy niemal w błyskawicznym tempie wylądowali w finale Champions League i kto wie jakby potoczył się decydujący mecz w Kijowie, gdyby nie kontuzja Mohameda Salaha, bowiem do tego momentu gra toczyła się pod dyktando ekipy Kloppa.

W lidze drużyna prowadzona przez niemieckiego szkoleniowca zgromadziła już 91 punktów, co dałoby jej mistrzostwo w 33 z 37 ostatnich sezonów, a przecież do rozegrania pozostają jeszcze dwa spotkania! Holenderski obrońca jest prawdopodobnie pierwszym od czasów Erica Cantony laureatem nagrody, który ma aż tak znaczący wpływ na grę swojego zespołu. Jego główny konkurent – Raheem Sterling – bez wątpienia również rozgrywa świetny sezon, jednak nie jest w aż takim stopniu decydujący. Oczywiście 24-letni skrzydłowy wygrywał Obywatelom mecze, jednak nie była to taka różnica, jaką uczynił na Anfield van Dijk. Spoglądając nawet na całą Premier League, ciężko znaleźć kogoś, kto byłby sprawcą aż tak wielkiego skoku jakościowego pojedynczej ekipy. Warto dodać, że były gracz Southamptonu jest pierwszym Holendrem od czasu Jaapa Stama (kampania 2000/01), który znalazł się w najlepszej jedenastce sezonu angielskiej elity.

„W tym momencie przyznałbym tą nagrodę van Dijkowi – za to, jak fundamentalnie odmienił defensywę Liverpoolu oraz zapewnił stabilizację potrzebną do wyścigu o mistrzostwo kraju. Defensywie „The Reds” są o wiele lepsi, niż byli przez ostatnie kilka sezonów. Oczywiście pomógł w tym także Allison, jednak to Virgil zrobił wielką różnicę. Jest prawdziwym kamieniem, prawdziwą skałą. Jest człowiekiem-górą, a do tego jest bardzo elegancki, świetnie prezentuje się na boisku i fenomenalnie czyta grę. Z sytuacji pod presją zawsze potrafił wyjść z twarzą, niezależnie od tego, jaki był scenariusz. Był decydujący.”

Alan Shearer, były napastnik Newcastle United czy Southampton FC, 63-krotny reprezentant Anglii

„Jego pozycjonowanie na boisku jest fenomenalne. Jest również niebywale szybki, jednak rzadko to pokazuje, bo nadrabia ustawieniem. Zawsze jest we właściwym miejscu, a oprócz tego potrafi też dobrze wyprowadzać piłkę. Już w tym był świetny, ale myślę, że w następnym sezonie będzie jeszcze lepszy. Potrafi przecież uderzać z rzutów wolnych. Myślę również, że w przyszłym sezonie zdobędzie więcej bramek głową.”

Pat Nevin, były szkocki skrzydłowy grający m.in. dla Chelsea i Evertonu


Jeżeli chodzi o poszczególne aspekty futbolowego rzemiosła, to urodzony w Bredzie stoper spędził na boisku w bieżących rozgrywkach 4015 minut biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. To zdecydowanie najwięcej ze wszystkich zawodników z kadry The Reds. Van Dijk jest także trzecim zawodnikiem w Premier League pod względem kontaktów z piłką (jedynie Jorginho i Azpilicueta mają ich więcej – przyp. red.). Wybijał piłkę aż 240 razy, co stanowi wynik ponad dwukrotnie lepszy od drugiego w tej klasyfikacji Joëla Matipa (92), w tym 108 razy czynił to głową, a pod tym względem należy już do ścisłej ligowej czołówki (miejsce w najlepszej piątce – przyp. red.). Razem z kolegami pozwolili rywalom na oddanie tylko 88 strzałów w kierunku bramki strzeżonej przez Allisona (drugi wynik w lidze). Jeżeli chodzi zaś o pojedynki powietrzne, tu Holender jest bezkonkurencyjny – wygrał ich aż 76% (najlepszy wynik w lidze, minimum 150 pojedynków). Oprócz tego pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców i czterokrotnie asystował. Dzięki niemu Liverpool osiągnął rekordowy pułap 0,56 traconego gola na mecz.


Virgilowi van Dijkowi nie można odmówić tego, że swoją grą potrafi budzić zachwyt i nie chodzi tu wyłącznie o koneserów futbolu. Nieprzypadkowo zostaje się przecież Piłkarzem Roku w najbardziej konkurencyjnej lidze świata. Gdy patrzy się na jego grę, bronienie wydaje się proste, a na pewno łatwiejsze niż zwykle. Wszystko przychodzi 27-latkowi z olbrzymią łatwością – zawsze jest tam, gdzie trzeba, nie spóźnia się i mało fauluje. Jednak najważniejsze dopiero przed nim i jego zespołem. Decydujące potyczki w Lidze Mistrzów oraz finisz morderczego sezonu w Premier League, gdzie Liverpool jest tyleż blisko, co i daleko od mistrzostwa. Holender zapewne chętnie oddałby swoją statuetkę Sterlingowi, gdyby mógł zamienić się miejscami w ligowej tabeli z zespołem z Etihad Stadium, albo też otrzymał możliwość podniesienia słynnego uszatego pucharu. Wyróżnienia indywidualnie są oczywiście miłe, ale dla zawodnika najważniejsze są trofea. Póki co oba najważniejsze widać już w oddali, ale aby je zgarnąć, będzie trzeba przetrwać sztorm. Co więcej, nawet w przypadku przetrwania może okazać się, że jeden z najlepszych sezonów w historii The Reds nie zakończy się żadnym końcowym triumfem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *