C4vL3PEWEAAYRqR (1)

Po emocjach, jakie Liga Mistrzów dostarczyła kibicom we wtorek, wielu zasiadało przed telewizorami z oczekiwaniami piłkarskich doznań podobnego kalibru. Mimo iż Napoli przez wiele minut nie było w stanie nawiązać równorzędnej walki z faworyzowanym rywalem, to bramka strzelona na wyjeździe będzie miała dla Azzurrich niezwykle ważne znaczenie w kontekście meczu rewanżowego. Warto także odnotować, że po raz pierwszy po poważnej kontuzji na boisku zaprezentował się Arkadiusz Milik.

Podczas środowego wieczoru z Ligą Mistrzów zapewne nie jeden polski kibic miał niezwykle poważny dylemat – w końcu w dwóch równolegle rozgrywanych pojedynkach prezentowali się Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik. Dodatkowo oba mecze zapowiadały się niezwykle frapująco. Ci, którzy zdecydowali się jednak na oglądanie widowiska na Estadio Santiago Bernabéu nie mogli być zaskoczeni, że to właśnie wychowanek akademii Zagłębia Lubin, a nie bardziej doświadczony Jorginho, rozpoczął rywalizację od pierwszej minuty, co awizowały dzisiaj zgodnie zarówno włoskie, jak i hiszpańskie media. Pewnego rodzaju zagadkę stanowiło to, czy wracający po kontuzji Arkadiusz Milik znajdzie się wśród rezerwowych. Tuż przed ogłoszeniem składów pojawiały się informacje, jakoby polskiego snajpera miało zabraknąć nawet na ławce rezerwowych, ale ostatecznie także i on znalazł się w protokole meczowym.


W zespole Królewskich wielkich niespodzianek nie należało się spodziewać. Od dłuższego czasu tajemnicy nie stanowiło zarówno ustawienie, w jakim gospodarze wyjdą na boisko, jak również zdecydowana większość podstawowej jedenastki. Jedynym znakiem zapytania było to, kto razem z Cristiano Ronaldo i Karimem Benzemą będzie odpowiadał za nękanie Pepe Reiny. Wybór padł ostatecznie na Jamesa Rodrígueza, który delikatnie mówiąc nie cieszy się ostatnio w Madrycie najlepszą opinią…


Wielu ekspertów zastanawiało się, jak będzie wyglądało pierwsze kilkanaście minut środowej rywalizacji w stolicy Hiszpanii, które często mocno rzutuje na przebieg całego dwumeczu. Od samego początku do zdecydowanych ataków ruszył Real, jakby chciał podążyć podobną drogą co we wczorajszym spotkaniu Paris .Saint-Germain. W przypadku Los Blancos skutek był jednak zupełnie odwrotny…

Kilka dni temu niemałe zamieszanie wywołała wiadomość, jakoby Iker Casillas podczas rozmowy z dziennikarzami nie umieścił Keylora Navasa wśród trzech najlepszych bramkarzy w lidze hiszpańskiej. Niektórzy mówili, że to zemsta, inni, że czysta kurtuazja, ale Ci, którzy regularnie śledzą LaLiga nie ukrywali, że jest to po prostu prawdziwa i obiektywna opinia. Przed upływem premierowego kwadransa znalazła ona także potwierdzenie na placu gry. Trzeba jednak oddać Lorenzo Insigne, że znakomicie wypatrzył złe ustawienie reprezentanta Kostaryki i skrzętnie to wykorzystał wyprowadzając gości na prowadzenie.



Szybko, a przede wszystkim niefrasobliwie stracony gol nie podziałał bynajmniej demobilizująco na podopiecznych Zidane’a, którzy nie prezentowali jednak tak twardego i skutecznego pressingu, jak dzień wcześniej mistrz Francji. Z drugiej strony, nie było to jednak aż tak niezbędne, gdyż przyjezdni wcale nie postawili Realowi tak wygórowanych warunków, z jakich słynęli w ostatnim czasie w Serie A. Poza dość kuriozalną bramką Neapolitańczycy nie stworzyli sobie przez długi okres ani jednej sytuacji, po której włoskiej części publiczności mogło szybciej zabić serce. W dużej mierze wynikało to ze słabszej postawy Mertensa, któremu jako fałszywemu napastnikowi bliżej było do słowa ‚fałszywy’ niż napastnik.


Tak naprawdę Partenopei korzystny wynik jeszcze na początku drugiej połowy zawdzięczali wyjątkowej indolencji strzeleckiej piłkarzy Los Blancos. Wśród nich, mimo strzelonej bramki, prym wiódł Karim Benzema. Francuz jeszcze przed przerwą nie potrafił zamienić na gola dwóch świetnych sytuacji, po których asysty na swoim koncie mógł zapisać Cristiano Ronaldo. Upór Portugalczyka został jednak nagrodzony chwilę po wznowieniu gry, kiedy w rolę skutecznego egzekutora zamienił się Toni Kroos. Gdy kilka minut później atomowe uderzenie z woleja Casemiro niemal rozerwało siatkę, wydawało się, że Napoli po tak błyskawicznych ciosach nie zdoła się już podnieść, a gospodarze rozpoczną wcielanie w życie planu, który zakładał rozstrzygnięcie losów dwumeczu już na własnym obiekcie. Królewscy szybko przemieszczali się z piłką w pole karne, ale albo nie potrafili postawić kropki nad „i”, albo na ich drodze stawał Diawara – jedyny przedstawiciel drugiej linii Azzurrich, który zagrał na miarę swojego potencjału. Podopieczni Sarriego mieli jeszcze okazję, aby minimalnie zmniejszyć rozmiary porażki, ale po strzale Callejóna z bliskiej odległości sędzia dopatrzył się pozycji spalonej.

Mecz z Realem i rywalizacja z takimi tuzami jak Luka Modrić czy Toni Kroos miała być dla Piotra Zielińskiego klasówką o najwyższym stopniu trudności. Czy reprezentant Polski zdał egzamin? Ocena na pewno nie będzie jednoznaczna, ale zdecydowanie więcej można wystosować w jego kierunku uwag niż pochwał. Długimi momentami 22-latek przypominał piłkarza, którego doskonale znamy z meczów kadry: schowanego, przestraszonego, który boi się brać na swoje braki pełną odpowiedzialność. Kiedy natomiast Zieliński znajdował się już przy piłce, najczęściej podejmował złe decyzje. Brakowało także w jego wykonaniu zadziorności oraz większej aktywności w grze defensywnej, czym dzień wcześniej imponował Adrien Rabiot. Prawdopodobnie duży wpływ na postawę kadrowicza Nawałki miała żółta kartka, którą otrzymał jeszcze w pierwszej części gry.




Z punktu widzenia polskiego kibica ważny był jeszcze jeden moment – po przerwie związanej z poważną kontuzją na boisku pojawił się Arkadiusz Milik. Były zawodnik Ajaxu próbował wykazywać się aktywnością, ale dopiero kolejne pojedynki w następnych tygodniach przyniosą odpowiedź na pytanie, w jakiej dyspozycji znajduje się obecnie wychowanek Rozwoju Katowice.


Napoli długimi fragmentami dało się całkowicie zdominować przez Real i Włosi nie mogliby mieć do nikogo pretensji, gdyby na tablicy wyników pojawił się wynik wyższy niż 3:1. Szczęśliwie zdobyta bramka na wyjeździe pozwala jednak wicemistrzom Italii cały czas dość realnie patrzeć na perspektywę awansu do ćwierćfinału – wszak wystarczy zwycięstwo 2:0 przed własną publicznością. Partenopei już nie raz w tym sezonie pokazywali, że są w stanie tego dokonać, ale do tego potrzebna jest gra nieporównywalnie lepsza niż w środę na Santiago Bernabéu.


Real Madryt 3:1 SSC Napoli 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *