Piotr Zielinski

Niemal dokładnie trzy miesiące po inauguracji zupełnie nieudanych Mistrzostw Świata w Rosji, Biało-Czerwoni oficjalnie rozpoczęli nowy rozdział w swojej historii. Pierwsze wersy miały zostać napisane w niezwykle poważnym tonie, gdyż na drodze podopiecznych debiutującego w roli selekcjonera Jerzego Brzęczka stanęła reprezentacja Włoch. Pierwsza połowa i gol Piotra Zielińskiego poważnie rozbudziły nadzieje kibiców znad Wisły, ale druga część gry i wyrównujące trafienie Jorginho pokazały, że naszych kadrowiczów czeka jeszcze dużo pracy.

Bolesne porażki z Senegalem i Kolumbią, żenujący występ w „meczu o honor” i kompromitujący raport odchodzącego selekcjonera – to wszystko poważnie zachwiało wiarę w możliwości ćwierćfinalisty ostatniego EURO. Zmiana na stanowisku głównodowodzącego miała przede wszystkim na samym początku poprawić słabą atmosferę wokół reprezentacji Polski, wygasić konflikty i wyeliminować absurdalne przesądy. Kwestie sportowe wymagają na pewno znacznie więcej czasu.


Na inauguracyjnym zgrupowaniu pod wodzą Brzęczka pojawiło się zatem mniej dziennikarzy niż zwykle, a kadrowicze nie byli już tak oblegani przez kibiców. Z jednej strony pokazało to, że zachwyt i uwielbienie fanów nie są dane raz na zawsze i trzeba o nie ciągle zabiegać. Z drugiej natomiast, spokój pozwalał na wytężoną pracę i wypracowanie własnego stylu. Następca Adama Nawałki nie ukrywał od samego początku, że nie będzie kontynuował testów ustawienia z trzema stoperami, a bazowymi schematami będą 1-4-4-2 i 1-4-2-3-1, które z powodzeniem stosował w Wiśle Płock.

Pojawiało się jednak pytanie, czy wobec różnorakich problemów – kontuzji Maciejów Rybusa i Makuszewskiego oraz braku regularnej gry większości skrzydłowych – nie należało bardziej zagęścić środka pola i posłać w bój nie tylko Grzegorza Krychowiaka oraz Karola Linettego, ale także wracającego do drużyny narodowej po dłuższej nieobecności Mateusza Klicha. Pomocnik Leeds United w fantastyczny sposób rozpoczął obecny sezon Championship i z pewnością na poważną szansę w reprezentacji zasłużył.

Ostatecznie 47-letni szkoleniowiec postawił na sprawdzone na Mazowszu zestawienie, ze środkiem pola Krychowiak – Klich – Zieliński oraz duetem Kurzawa – Błaszczykowski na flankach.


Zdaniem bukmacherów zdecydowanym faworytem piątkowego starcia w Bolonii była ekipa mistrzów świata z 2006 roku, która na ostatnim czempionacie w ogóle nie wystąpiła i jest w trakcie poważnej, długo oczekiwanej przebudowy.


Roberto Mancini na konferencji prasowej nieco nieoczekiwanie bardzo pozytywnie wypowiadał się na temat Biało-Czerwonych. Zwracał także uwagę, że jeden z głównych powodów zapaści, jaka dotknęła Squadra Azzurra, może być rosnąca liczba obcokrajowców na boiskach Serie A.

Wbrew zapowiedziom ekspertów, to Polacy starali się od samego początku przejąć inicjatywę i zepchnąć rywala do narożnika. W efekcie, zanim na zegarze wybiła 10. minuta rywalizacji, przed świetną okazją na otworzenie wyniku stanął Piotr Zieliński. Rozgrywającemu Napoli zabrakło jednak zimnej krwi, którą wielokrotnie imponował w barwach zespołu spod Wezuwiusza, dlatego Gianluigi Donnarumma nie miał większych problemów ze skuteczną interwencją.

Już na pierwszy rzut oka było widoczne, że Brzęczek wiele czasu na treningach poświęcał na wypracowanie kilku wariantów rozegrania stałych fragmentów gry. Jeden z nich przyniósł szansę dla Krychowiaka, ale znów bez zarzutu spisał się bramkarz Milanu.

Utalentowany golkiper Rossonerich musiał ostatecznie skapitulować w końcowym fragmencie pierwszej połowy. Cała akcja rozpoczęła się od znakomitego przechwytu Mateusza Klicha, który nie był widoczny w kreowaniu akcji, ale ciężko pracował w środku pola, eliminując najważniejsze atuty Jorginho.


Kulminacyjnym momentem akcji bramkowej okazało się idealne podanie Roberta Lewandowskiego, który przytomnie wypatrzył wchodzącego w pole karne Zielińskiego. 24-letni pomocnik tym razem już się nie pomylił i efektownym strzałem z woleja wprawił Stadio Renato Dall’Ara w stan konsternacji.


Gospodarze próbowali jeszcze przed końcowym gwizdkiem pierwszej odsłony doprowadzić do wyrównania, ale Biało-Czerwoni szczelnie ustawili defensywę, dzięki czemu Łukasz Fabiański nie został zmuszony do zaprezentowania umiejętności, które przekonały Brzęczka do zmiany w obsadzie bramki.

Roberto Mancini od początku drugiej części gry starał się tchnąć nowego ducha w swój zespół. Z tego względu tuż po przerwie były opiekun Manchesteru City zdecydował się na ściągnięcie Pellegriniego i delegowanie na murawę Bonaventury. Niewiele brakowało, aby plany włoskiego selekcjonera spełzły na niczym, ale efektowny strzał Lewandowskiego minął bramkę gospodarzy.

Z każdą kolejną minutą zarysowywała się jednak coraz większa przewaga triumfatorów mundialu sprzed 12 lat. Błyskawicznie zauważył to także Brzęczek i na rosnącą dominację rywala w środku pola odpowiedział wprowadzeniem Damiana Szymańskiego i Karola Linettego. Nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu, ale Polacy skutecznie bronili się przed włoską ofensywą.

Pasmo nieszczęść gości rozpoczęło się, gdy wybił ostatni kwadrans rywalizacji w Bolonii. Najpierw Biało-Czerwoni nie wykorzystali szybkiego ataku do powiększenia prowadzenia, a już po chwili Włosi cieszyli się z wykonującej bramki. Nierozważny wślizg jednego z najsłabszych na boisku, czyli Jakuba Błaszczykowskiego, skończył się sprokurowaniem rzutu karnego, który skutecznie zamienił na gola Jorginho. Choć wydaje się, że była to pochopna decyzja sędziego Felixa Zwayera, to z racji braku VAR-u trzeba było ją pokornie zaakceptować.

Remis utrzymał się do końcowego gwizdka, co oznacza, że Jerzy Brzęczek stał się kolejnym selekcjonerem, któremu nie udało się wygrać w debiucie. W przeciwieństwie do wielu swoich poprzedników, nie poniósł jednak porażki, a ponadto ma nieco więcej powodów do zadowolenia.


Bardzo dobra pierwsza część gry poważnie rozbudziła apetyty, ale kolejne minuty wskazały, że byłego trenera Nafciarzy wciąż czeka ogrom pracy. Pojawiła się natomiast tak bardzo wyczekiwana walka, kilka udanych akcji, czy ciekawie rozegrane stałe fragmenty gry. Ziarno zostało zasiane, teraz trzeba je skutecznie pielęgnować i cierplwie czekać na efekty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *