Ivan Runje Chorwacja Jagiellonia

Passa meczów bez zwycięstwa Śląska Wrocław trwa w najlepsze. Podopieczni Vítězslava Lavički, wliczając porażkę w Pucharze Polski z łódzkim Widzewem, nie potrafią wygrać już od siedmiu spotkań. Tym razem w roli gospodarza nie dali rady sforsować przeszkody, jaką okazała się Jagiellonia Białystok. Wrocławianie, mimo osiągniętego w pierwszym kwadransie drugiej połowy prowadzenia, pozwolili przyjezdnym na wyrównanie stanu gry, przez co kibice WKS-u po raz kolejny opuszczali stadion przy alei Śląskiej 1 z poczuciem pewnego niedosytu. Po zakończeniu piątkowego hitu PKO BP Ekstraklasy porozmawialiśmy z doświadczonym stoperem ekipy Dumy Podlasia – Ivanem Runje. Chorwat opowiedział nam o odczuciach związanych ze zniżką formy Jagiellonii, odpadnięciem z „Pucharu Tysiąca Drużyn”, a także postawą reprezentacji swojego kraju w trwających eliminacjach do EURO 2020.

Za Wami kolejne spotkanie bez zwycięstwa. Ostatni raz sięgnęliście po komplet punktów w sierpniu. Czego tym razem zabrakło do triumfu Jagiellonii?

Nasza zła passa trwa dalej. Chcieliśmy się przełamać, ale niestety nie wygraliśmy. Myślę jednak, że punkt trzeba szanować. Uważam, że remis to sprawiedliwy rezultat. W pierwszej połowie nie było praktycznie żadnych sytuacji, ale po przerwie zarówno my, jak i Śląsk stworzyliśmy sobie okazje do strzelenia bramki. Po stracie gola zaczęliśmy grać dużo lepiej. Przejęliśmy inicjatywę, zdobyliśmy wyrównującą bramkę i do końca walczyliśmy o zwycięstwo. Wrocław to trudny teren, historycznie nie gra się nam ostatnio najlepiej w tym mieście. Szanujemy więc ten wynik, ale jednocześnie żałujemy, że nie udało się triumfować.

Brak zwycięstwa to wyłącznie kwestia nieskuteczności? Wasza postawa w defensywie wyglądała bardzo solidnie.

Absolutnie nie mam pretensji do chłopaków. Trzymaliśmy grę defensywną, dobrze współpracowaliśmy. Tylko ta jedna sytuacja bramkowa sprawiła, że nie udało się wygrać ze Śląskiem. Może zabrakło trochę szczęścia… Nie wiadomo, co by było, gdybyśmy pierwsi strzelili gola. W piątek się nie udało, ale przecież to nie koniec sezonu. Koncentrujemy się na kolejnym meczu – to jest absolutnie najważniejsze. Musimy w końcu przerwać tą złą passę.


Kolejne spotkanie rozegracie jednak już po przerwie na reprezentacje. Waszym ligowym rywalem będzie Cracovia, z którą odpadliście niedawno w Pucharze Polski. Czy stanowi to dla Was dodatkową motywację do zrewanżowania się za niekorzystny wynik z Krakowa (porażka 2:4 – przyp. red.)?

Osobiście muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawy tego meczu. Podchodzę do niego podwójnie zmotywowany i skoncentrowany, żeby zmazać plamę z Pucharu Polski. Zagramy tym razem przed własnymi kibicami, co jeszcze bardziej nas motywuje. Musimy zostawić na boisku dużo zdrowia i pokazać umiejętności, które pozwolą nam przechylić szalę na swoją korzyść.

Summa summarum, brakowało Wam ostatnio trochę piłkarskiego szczęścia…

Zdecydowanie. Nie gramy przecież złego futbolu. Mamy wszystko pod kontrolą, potrzebujemy tylko jednej wygranej, która – jestem przekonany – pozwoli nam wrócić na właściwe tory. Czasami potrzeba takiego przełamania. Nie mamy wprawdzie tylu punktów, ile byśmy chcieli, ale terminarz też nie był dla nas łaskawy. Graliśmy z Legią i Lechem, przegraliśmy też z Pogonią, która jest aktualnym liderem Ekstraklasy. Mierzyliśmy się z ligowym topem, tym niemniej, choć szkoda tych spotkań, nie poddajemy się i gramy dalej.

Do czołówki Ekstraklasy od pewnego czasu należy jednak także Jagiellonia. Przed Wami mecze z rywalami, z którymi musicie wygrywać, aby myśleć o skutecznej walce o najwyższe lokaty.

Zgadza się. To ostatni czas, by w końcu się przełamać. Nadchodzi przerwa na kadrę, podczas której odpoczniemy i przeanalizujemy ostatnie występy. Musimy się skoncentrować – to jest kluczowe. Przygotowanie do następnego meczu zaczyna się więc już dziś.


Na koniec pytanie o kadrę: jak oceniasz postawę Chorwatów w eliminacjach do EURO 2020? Wymagania względem obecnych wicemistrzów świata zdecydowanie wzrosły, ale mimo prowadzenia w grupie E, to nie jest jeszcze ta gra, którą Vatreni zachwycali podczas rosyjskiego mundialu…

Myślę, że wszystko jest pod kontrolą. Z awansem na turniej finałowy Mistrzostw Europy nie powinniśmy mieć problemu, jesteśmy faworytami grupy. Za chwilę gramy mecz u siebie (przeciwko Węgrom – przyp. red.), będzie pełny stadion, 40-tysięcy ludzi dopingujących nas żywiołowo. Jestem dobrej myśli!

Rozmawiał: Filip Macuda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *