Jagiellonia Bialystok nowa baza treningowa

Od pewnego czasu w naszym kraju pewne są w sierpniu dwie rzeczy: to, że polskie drużyny odpadają w eliminacjach europejskich pucharów oraz to, że jak mantra powróci temat szkolenia, infrastruktury poszczególnych klubów oraz – generalnie rzecz ujmując – zaściankowości polskiej piłki klubowej. Najciekawsze i zarazem najbardziej paradoksalne jest to, że problem dostrzega każdy. Rozpoczyna się ogólnonarodowa debata (najczęściej przez pierwszy tydzień, czasami dwa) i kiedy wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane, a rozwiązania mamy gotowe, na końcu znowu dzieje się to samo. Stwierdzenie, że podstawą jest infrastruktura, nie jest niczym odkrywczym. Jednak aby te dywagacje i rozważania przyniosły efekty, potrzebne są jeszcze dwa aspekty: wykonanie jakiegoś działania w tym zakresie oraz czas. Właśnie w tym kierunku postanowił pójść wicemistrz Polski z ostatnich dwóch sezonów.

Po długich latach treningów na wysłużonym obiekcie w Pogorzałkach, popularne Pszczółki będą mogły nareszcie trenować na obiektach z prawdziwego zdarzenia. Na powierzchni ponad 3 ha powstaną dwa pełnowymiarowe boiska oraz jedno mniejsze. Każde z nich wyposażone będzie w sztuczną murawę, co daje większe możliwości eksploatacyjne, a także okrywający je balon, który umożliwi z kolei treningi w niskiej temperaturze. Wszystkie 11 grup młodzieżowych zrzeszonych w białostockim klubie i jego Akademii zyska miejsce, gdzie szkolić się mają przyszłe pokolenia. Młodzież z Podlasia i okolic ma nawiązać do lat świetności, do pokolenia „chłopców Karalusa”, kiedy to Jagiellonia stale mogła liczyć na dopływ świeżej, rodzimej krwi. Każdy fan krajowej piłki pamięta przecież bramkę Citki na Wembley albo trafienie Frankowskiego na Old Trafford. Na pewno znane są mu też nazwiska Mariusza Piekarskiego, Jacka Chańki, czy Radosława Sobolewskiego. Każdy z wymienionych swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał właśnie w stolicy województwa podlaskiego.


Kiedy w 2011 roku juniorzy Jagiellonii zdobywali w Sandomierzu mistrzostwo Polski w swojej kategorii wiekowej (rocznik 1992 – przyp. red.), wydawało się, że przy Słonecznej nie muszą się już martwić o przyszłość klubu. Rzeczywiście, niedługo później kilku zawodników tamtej „złotej drużyny” pojawiło się na ekstraklasowych boiskach. Grzegorz Arłukowicz, Tomasz Porębski, Jan Pawłowski – tych zawodników na Podlasiu kojarzy każdy, w bardziej niż przeciętnym stopniu, pasjonat futbolu. Jednak nic poza tym. Polskie boiska dość brutalnie zweryfikowały umiejętności wspomnianego tercetu. Dość powiedzieć, że wspólnie zgromadzili na swoim koncie 73 spotkania w Ekstraklasie, z czego duża część przypada na Pawłowskiego (47). Przebłyski miał jeszcze Karol Mackiewicz, który z „jotką” na piersi wystąpił 57 razy, jednak jemu przeszkodziły kontuzje. Na dobrą sprawę jedynym członkiem drużyny ’92, któremu w jakimś stopniu się powiodło, jest świeżo upieczony reprezentant Polski Damian Kądzior – tyle że on nigdy nie otrzymał w Białymstoku prawdziwej szansy (ledwie 3 występy – przyp. red.). Tamto mistrzostwo w żaden sposób nie przełożyło się zatem na sukcesy pierwszego zespołu. Potencjał, który wówczas doprowadził do sukcesu na szczeblu młodzieżowym, został zaprzepaszczony, a „złoci chłopcy” albo kopią piłkę w klubach pokroju Olimpii Zambrów czy Wigier Suwałki, albo nie kopią jej wcale…

Mistrzowie Polski Juniorów 2011; źródło: jagiellonia.pl

Lata mijały, a kolejne białostockie talenty odbijały się od dorosłego futbolu jak od ściany. Najświeższe z nich – Przemysław Mystkowski czy Mateusz Ostaszewski, szumnie zapowiadani jako przyszłość białostockiej piłki, muszą walczyć o powrót do poważnego futbolu w niższych klasach rozgrywkowych. Mystkowski po całkiem przyzwoitym początku znacznie obniżył loty, dlateog działacze Jagi zdecydowali się go wypożyczyć, natomiast Ostaszewskiemu nie udało się ostatecznie zadebiutować w pierwszym zespole Żółto-Czerwonych. W kuluarach można było usłyszeć, że z umiejętnościami Mystkowskiego wszystko było w porządku. Podobno na treningach nastoletni pomocnik potrafił popisać się takim zagraniem, że wszystkim ze zdziwienia otwierały się oczy, ale problemem, jak w wielu analogicznych przypadkach, była psychika.

„On ma jeszcze czas, musi systematycznie pracować. Media i eksperci zawsze za szybko chcą robić z młodych chłopaków gwiazdy” – mówił swojego czasu trener Michał Probierz o Mystkowskim.

Brak wychowanków doprowadził do tego, że w drużynie, w której jeszcze w sezonie 2014/15 zdecydowanie dominowali Polacy (stosunek 34:8), zmieniono koncepcję i obrano kierunek bałkański. Dzisiaj już nie trudno wyobrazić sobie jedenastkę Jagiellonii złożoną wyłącznie z obcokrajowców. Nic dziwnego, skoro taki pomysł przynosi efekty – dwukrotne wicemistrzostwo Polski, systematyczny udział w eliminacjach europejskich pucharów i pieniądze w klubowej kasie. Jeżeli tę tendencję uda się utrzymać, być może już niedługo Bezjak i spółka będą mogli świętować wraz ze swoimi kibicami mistrzostwo Polski. Wydaje się więc, że przepis na sukces w Ekstraklasie jest stosunkowo prosty. Nie tak dawno skorzystał z niego Piast Gliwice, a brzmi mniej więcej tak: kupujemy piłkarzy z państw ościennych, najlepiej Czechów, Słowaków lub Litwinów, a może wypali. Efekt? Wicemistrzostwo Polski przed dwoma laty. Jednak czy aby na pewno w tym kierunku ma podążać Ekstraklasa?

W tym roku młodzieżowe mistrzostwo Polski znów zawitało do Białegostoku. Młodzi jagiellończycy przez całe rozgrywki szli jak burza, a w finale dosyć łatwo pokonali rówieśników ze szczecińskiej Pogoni. Podopieczni Wojciecha Kobeszki i Jana Pawłowskiego regularnie powoływani są do młodzieżowych reprezentacji. Maciej Twarowski zdążył w tym tygodniu zadebiutować w pucharowym meczu z Lechią Dzierżonów, w kolejce do premierowego występu w seniorach czeka także Michał Ozga. Gwiazda mistrzowskiej drużyny, Bartosz Bida został wypożyczony do Wigier Suwałki (Jagiellonia niedawno rozpoczęła współpracę z tym klubem – przyp. red.), gdzie ma potwierdzić umiejętności i wywalczyć sobie powrót na Słoneczną 1. Coraz częściej na boisku pojawia się też Patryk Klimala, który we wspomnianych Wigrach ustrzelił 13 bramek, dzięki czemu trener Ireneusz Mamrot zdecydował, że w bieżącym sezonie będzie on pełnoprawnym zawodnikiem pierwszej drużyny Dumy Podlasia.

„20 lat temu przekonywałem, byśmy zaczęli budować boiska, bazy, infrastrukturę, ale brano mnie za debila. Mówili, że Probierz wrócił z Niemiec i się wymądrza. Po 20 latach zaczęli tworzyć szkółki. Chcemy rywalizować z najlepszymi, ale półśrodkami. Tak się nie da! Legia jest dziś w Polsce najsilniejsza, a reszta zespołów działa często na udo – albo się udo, albo się nie udo”

Michał Probierz w wywiadzie dla Interii w 2016 roku

„Rozwój bazy treningowej to priorytet dla klubu” – podkreśla Agnieszka Syczewska, wiceprezes zarządu Jagiellonii Białystok. I trzeba przyznać, że podwaliny pod budowę składu wokół młodych Polaków są co najmniej solidne. Zdolnych piłkarzy w Białymstoku nie brakuje, a pewne jest też to, że będzie ich przybywać, gdyż Jagiellonia jest największą marką w tym regionie kraju, w związku z czym utalentowana młodzież ciągnie doń z całego województwa. Dodatkowo ekipę aktualnego lidera Ekstraklasy coraz chętniej wybierają także talenty z pozostałych części Polski. Teraz, gdy Jaga wzbogaci się o bazę treningową, stanie na równi z największymi na krajowym podwórku. Stworzone warunki umożliwią uzdolnionym adeptom futbolu skupienie się wyłącznie na pracy, co być może zaowocuje odejściem od sprowadzania nad Wisłę „bałkańskich najemników” i pozwoli wykazać się tym, którzy w przyszłości mają podnosić poziom i renomę nie tylko lokalnej piłki klubowej. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że młodzi piłkarze będą na tyle świadomi i dojrzali, by na boisku świecić czymś więcej niż tylko kolorowymi butami i idealnymi fryzurami.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *