Twitter Jagiellonia Białystok

Ostatnie tygodnie dla Jagiellonii Białystok i Michała Probierza są najtrudniejszym okresem w obecnym sezonie. Odpadnięcie z Pucharu Polski, seria trzech meczów bez zwycięstwa w lidze, a także strata fotela lidera na rzecz Lechii mogły zaniepokoić kibiców drużyny z Podlasia. Czy w najbliższych spotkaniach uda się Jadze przełamać złą passę?

Po bardzo dobrym początku rozgrywek Jagiellonia wpadła w kryzys, który kosztował ją pierwsze miejsce w tabeli. Białostoczanie tracą do przodującej w Ekstraklasie ekipy z Gdańska cztery punkty, a trzecia Termalica zgromadziła już taką samą zdobycz punktową co Jaga.

Chociaż po zakończeniu poprzedniego, nieudanego sezonu zespół ze stolicy Podlasia opuściło wielu podstawowych zawodników, Michałowi Probierzowi udało się na nowo zbudować drużynę gotową do walki o czołowe lokaty w lidze.


Co prawda charyzmatyczny szkoleniowiec nie ma już do dyspozycji takich graczy jak Michał Pazdan czy Maciej Gajos, ale udało mu się znaleźć lub wykreować nowych bohaterów. W bramce Bartłomieja Drągowskiego, sprzedanego za rekordową w historii klubu kwotę do Fiorentiny, zastąpił Słowak Marian Kelemen. Doświadczony golkiper znany jest polskim kibicom przede wszystkim z występów w Śląsku Wrocław, z którym przed kilkoma laty wywalczył mistrzostwo Polski.

Przez sporą część ubiegłych rozgrywek parę stoperów Jagiellonii tworzyli Sebastian Madera i Łotysz Igors Tarasovs. Obaj już w Białymstoku nie grają. Na tej pozycji Probierz próbował również ustawiać Marka Wasiluka oraz młodego Dawida Szymonowicza, ale bez powodzenia. Obecnie na środku obrony najczęściej występują sprowadzony zimą Brazylijczyk Guti oraz kupiony przed rozpoczęciem obecnej kampanii Chorwat Ivan Runje. Biorąc pod uwagę, że Jaga ma w tym momencie najmniej straconych goli z całej ekstraklasowej stawki (a za polskimi ligowcami już niemal połowa fazy zasadniczej), ruchy transferowe wzmacniające tylne formacje można uznać za udane.


Co prawda w obecnej kadrze Jagiellonii brakuje takich snajperów, jakimi przed dwoma sezonami byli Patryk Tuszyński czy Mateusz Piątkowski, którzy gwarantowali po kilkanaście goli w sezonie, ale Probierz wciąż ma z kogo wybierać. Strzelcy bramek wśród zawodników ustawianych najwyżej na boisku rozkładają się równomiernie. W napadzie w tym sezonie grywali już młodzi Karolowie: Mackiewicz i Świderski, sprowadzony z I ligi Maciej Górski, a także Litwin Fedor Černych, który próbuje nawiązać do sezonu 2014/15, gdy w barwach Górnika Łęczna zdobył dwucyfrową liczbę bramek, a także zmazać plamę po słabych w swoim wykonaniu ubiegłorocznych rozgrywkach.


Od pierwszej kolejki Białostoczanie prezentowali świetną dyspozycję zwłaszcza pod bramką rywali. W niektórych spotkaniach na własnym stadionie (vide: Arka Gdynia i Ruch Chorzów) czy we Wrocławiu ze Śląskiem piłkarze Probierza aplikowali przeciwnikom po cztery gole, nie pozostawiając złudzeń, kto jest lepszy w tych starciach. Architektem, a także najważniejszym ogniwem zwycięskiego wówczas zespołu był Estończyk Konstantin Vassiljev, aktualnie nadal najlepszy w Ekstraklasie strzelec, asystent, a tym samym zdecydowany lider klasyfikacji kanadyjskiej.


Gdy dyspozycja i skuteczność pod bramką rywala 32-letniego pomocnika spadły, obniżyła się równocześnie efektywność gry całej Jagiellonii.


Złą passę ekipy z Podlasia rozpoczęła wysoka porażka 1:4 w 1/8 finału Pucharu Polski z Pogonią Szczecin. Ledwie kilka dni później przyszło kolejne spotkanie z Portowcami, tym razem w lidze, które podobnie jak następny mecz ligowy z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zakończył się bezbramkowym remisem. W ostatniej kolejce Jaga doznała natomiast porażki na własnym obiekcie z Zagłębiem Lubin, mimo prowadzenia do przerwy po bramce Jacka Góralskiego.

W ligowym meczu z Portowcami gospodarzom zabrakło nieco szczęścia – gracze Michała Probierza dwukrotnie trafiali w słupek, a dodatkowo musieli sobie radzić bez swojego najlepszego zawodnika z Estonii.


Jagiellonia wciąż może się jednak pochwalić najlepszym bilansem bramkowym spośród klubów Ekstraklasy. Piłkarze z Białegostoku zdobyli najwięcej goli (wspólnie z Cracovią po 22 – przyp. red.), a także stracili najmniej, co jest znaczącą różnicą w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy pod tym względem gorsze od Jagi (62 stracone bramki) było jedynie Podbeskidzie Bielsko-Biała (63).

Tegoroczną formę Żubrów charakteryzują serie. Kiedy Żółto-Czerwoni wygrywali, szli za ciosem i notowali po trzy lub cztery zwycięstwa z rzędu. Podobnie było w przypadku porażek czy remisów. W najbliższej kolejce przeciwnikiem Jagiellonii będzie Cracovia, czyli drużyna grająca w bieżącej kampanii bardzo nierówno. Pasy potrafiły już w tym sezonie rozgromić na własnym stadionie 5:1 Piasta Gliwice, a nawet 6:0 Koronę Kielce, więc w teorii podopieczni Jacka Zielińskiego nie powinni być łatwym rywalem na przełamanie. Statystyki ostatnich konfrontacji obu drużyn, gdy gospodarzem była Cracovia, przemawiają jednak na korzyść Jagi, która nie przegrała czterech poprzednich takich starć. Ostatnie z nich miało zresztą miejsce już w obecnych rozgrywkach. Los skojarzył te zespoły w 1/16 finału Pucharu Polski, a zawodnicy Michała Probierza wygrali 1:0.

Sporym osłabieniem w najbliższych nie tylko tygodniach, ale również miesiącach będzie absencja Karola Mackiewicza, który podzielił los Arkadiusza Milika i doznał zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie.


„Polski Guardiola” bardzo dobrze zna swój zespół i z pewnością ma już plan na wyjście z pierwszego poważnego w tym sezonie kryzysu. Dość powiedzieć, że Probierz jest aktualnie najdłużej pracującym w jednym klubie szkoleniowcem w Ekstraklasie. Ogromne zaufanie władz Jagiellonii powinno mu jeszcze ułatwić wyprowadzenie drużyny z dołka. Od kilku lat białostocki klub prowadzi bardzo skuteczną politykę transferową – sprowadza zawodników, z których co najmniej kilku udało się wypromować i sprzedać ze sporym zyskiem do bogatszych zespołów, a także wychowuje młodych graczy, dzięki czemu utrzymuje dodatni bilans transferowy. Mimo notorycznych osłabień, na Słonecznej wciąż pojawiają się kolejne perełki. Także piłkarze, którym w poprzednich drużynach się nie wiodło, na Podlasiu odnajdują formę.


Kryzys w trakcie trwającego niemal 8 miesięcy sezonu jest nieunikniony. W niezwykle nieprzewidywalnej polskiej lidze właściwie nie ma drużyn, które byłyby w stanie zanotować dłuższą serię zwycięstw niż pięć czy sześć. Rotacja zespołów w tabeli jest dynamiczna, a brak szerokiej i wyrównanej kadry, szczególnie w momencie pojawienia się pierwszych kontuzji czy wykluczeń za kartki, okazuje się nader problematyczny. Jagiellonia powinna jednak powalczyć w tym sezonie o czołowe lokaty, choć przetasowań w czołówce – także ze względu na system rozgrywek, w świetle którego dopiero runda dodatkowa jest faktyczną walką o końcowe pozycje – będzie jeszcze z pewnością wiele.