a20170211-00191486850718

Tomasz Jodłowiec został bohaterem pierwszego ligowego spotkania Legii Warszawa w nowym roku. To właśnie dzięki „złotej” bramce reprezentanta Polski Wojskowi wygrali wyjazdowe starcie z Arką Gdynia. Wydaje się, że problemy, z którymi popularny „Jodła” zmagał się w ostatnich miesiącach są już przeszłością, a wychowanek Koszarawy Żywiec powoli wraca do świetnej formy, którą prezentował przez ostatnie trzy sezony w zespole z Łazienkowskiej.

Za Tomaszem Jodłowcem z pewnością najtrudniejszy okres, odkąd na początku 2013 roku trafił do Legii ze Śląska Wrocław. W tym czasie swoją pewną i regularną grą w środku pola przyczynił się do trzykrotnego zdobycia przez stołeczną drużynę mistrzostwa i Pucharu Polski, a także stał się istotnym zawodnikiem kadry Adama Nawałki. Selekcjoner Biało-Czerwonych powołał defensywnego pomocnika na bardzo udane zeszłoroczne Mistrzostwa Europy we Francji, w których Jodłowiec zagrał we wszystkich spotkaniach.

Długi i intensywny sezon zakończony udziałem w historycznym dla reprezentacji Polski kontynentalnym czempionacie, a w konsekwencji zmęczenie fizyczne i psychiczne w połączeniu z drobnymi urazami i krótkim urlopem spowodowały, że pochodzący z Żywca piłkarz nie imponował formą na początku obecnych rozgrywek. Podobnie jak cała drużyna Legii, Jodłowiec nie potrafił skutecznie wykorzystywać swoich dotychczasowych atutów zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Z kolei kiedy gra zespołu uległa znacznej poprawie, w konsekwencji czego Wojskowi rozpoczęli marsz w górę tabeli, a przy tym przypuścili udany atak na trzecie miejsce w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów, 31-latek stracił miejsce w podstawowej jedenastce drużyny prowadzonej przez Jacka Magierę. W rolę Jodłowca w końcówce 2016 roku wcielił się wychowanek Legii Michał Kopczyński, który w tym czasie tworzył duet środkowych pomocników przeważnie z Thibaultem Moulinem. Kiepska forma byłego gracza warszawskiej Polonii sprawiła, że regularnie stawiający na niego wcześniej Adam Nawałka nie dał rosłemu pomocnikowi szansy w żadnym jesiennym spotkaniu reprezentacji, choć wysyłał na Łazienkowską powołania, co wzbudzało wiele kontrowersji…



Wydawało się nawet, że w przerwie zimowej Jodłowiec będzie musiał opuścić Legię i poszukać innego klubu po czteroletniej przygodzie z 18-krotnym triumfatorem Pucharu Polski. Zainteresowany sprowadzeniem piłkarza był jego eks-szkoleniowiec Jan Urban, pracujący od niedawna w dobrze mu znanym Śląsku Wrocław, choć opcją bardziej prawdopodobną pozostawał wyjazd zagraniczny. Jeszcze przed zakończeniem piłkarskiej jesieni w Ekstraklasie, w połowie grudnia, defensywny pomocnik został oddelegowany przez trenera na przymusowy urlop, a oficjalnym powodem takiej decyzji było wyeksploatowanie organizmu Jodłowca, co w przypadku dobrej dyspozycji Kopczyńskiego nie stanowiło większego problemu dla Wojskowych. W mediach pojawiły się jednak informacje, w świetle których gracz z Żywca miał mieć nie tylko problemy natury sportowej, lecz również zmagać się z uzależnieniem od hazardu, nad którym jego pracodawca postanowił skutecznie zapanować.


Kluczowym momentem dla dalszej kariery Jodłowca przy Łazienkowskiej była przerwa zimowa i okres przygotowawczy, w którym 31-latek mógł odejść do innego klubu i zmienić ligę albo spróbować ponownie zawalczyć o miejsce w podstawowym składzie mistrzów Polski. „Jodła” zdecydował się na to drugie rozwiązanie i jak pokazał sobotni mecz w Gdyni, była to prawdopodobnie dobra decyzja. W trakcie sparingów Jacek Magiera często dawał szansę wychowankowi Koszarawy i zaufał mu także w meczu o stawkę.

Jodłowcowi pomógł również piłkarski fart, a właściwie nieszczęście kolegi – konkretnie Thibaulta Moulina, który zmaga się ostatnio z urazem mięśnia dwugłowego uda. Prawdopodobnie, gdyby Belg był zdrowy, 49-krotny reprezentant Biało-Czerwonych zasiadłby w meczu z Arką na ławce rezerwowych. Polak wystąpił jednak w podstawowym składzie Wojskowych przez pełne 90 minut i zaprezentował formę, do jakiej przyzwyczaił kibiców podczas kilku lat gry w stolicy. Przede wszystkim w końcówce pierwszej połowy spotkania strzelił bramkę decydującą o cennym zwycięstwie Legii. W swoim stylu „Jodła” skutecznie podłączył się do akcji ofensywnej zespołu, wykańczając podanie nowego kolegi, Czecha Tomáša Necida.


Powrót Jodłowca do wysokiej dyspozycji jest w tym czasie niezwykle istotny nie tylko w kontekście walki o mistrzostwo Polski. Już w nadchodzący czwartek Legia rozegra bowiem pierwsze spotkanie 1/16 finału Ligi Europy przeciwko Ajaksowi Amsterdam. Wojskowi, po remisie z Realem Madryt i pokonaniu Sportingu CP w fazie grupowej Ligi Mistrzów, mają dużą ochotę na wyrównanie rachunków z wicemistrzami Holandii, którym ulegli na tym samym etapie rozgrywek w sezonie 2014/15. Ważnym ogniwem w czwartkowym starciu na Łazienkowskiej powinien być właśnie Jodłowiec, którego obecność na boisku jest istotna nie tylko ze względu na umiejętności stricte piłkarskie, ale także z powodu dużego doświadczenia w rywalizacji na szczeblu międzynarodowym.


Kluczem do odbudowy formy fizycznej i sfery mentalnej defensywnego pomocnika okazał się odpoczynek, a także niezakłócone przygotowania do rundy wiosennej. Tych elementów zabrakło latem, gdy Jodłowiec musiał niemalże z marszu wejść w kolejny sezon, co okazało się zadaniem ponad jego siły. Podobne problemy przeżywał również jego kolega z drużyny Michał Pazdan, który po świetnym występie na EURO 2016 i wielkiej popularności w trakcie oraz po zakończeniu francuskiego turnieju potrzebował kilku miesięcy na ponowne osiągnięcie optymalnej dyspozycji. Takie sytuacje są typowe dla zawodników grających w lidze polskiej. Rozgrywki Ekstraklasy zaczynają się stosunkowo wcześnie, a czołowe rodzime kluby muszą rywalizować w europejskich pucharach już od wczesnych rund eliminacyjnych. Nasi futboliści mogą zatem pozazdrościć komfortu czołowym reprezentantom innych krajów, którzy grając na Zachodzie mają wystarczającą ilość czasu na regenerację przed rozpoczęciem sezonu.


Polski futbol klubowy po długo wyczekiwanym awansie zespołu znad Wisły do fazy grupowej Ligi Mistrzów potrzebuje kolejnego kroku do przodu, którym byłoby z pewnością pierwsze od wielu lat zwycięstwo w dwumeczu europejskich pucharów po przerwie zimowej. Pomóc w tym ma powrót do formy Tomasza Jodłowca – w poprzednich latach niezwykle ważnego ogniwa naszej eksportowej drużyny. Solidna gra 31-letniego Legionisty powinna również poskutkować powrotem do podstawowego składu kadry Adama Nawałki, a klasowy defensywny pomocnik, wobec problemów Grzegorza Krychowiaka w PSG, przydałby się Biało-Czerwonym w dalszej fazie eliminacji do Mistrzostw Świata 2018 bardziej niż kiedykolwiek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *