5bcdde742b337

Atmosfera na Estadio Santiago Bernabéu dawno nie była tak przygnębiająca. Seria meczów bez zwycięstwa urosła do monstrualnych rozmiarów, a nastrojów w żaden sposób nie poprawiła wygrana z Viktorią Pilzno w Lidze Mistrzów. Brak pomysłu na uformowanie akcji ofensywnych, trudna do wytłumaczenia nieudolność w zdobywaniu bramek oraz niskie zaangażowanie największych gwiazd – te wszystkie czynniki sprawiły, że nad głową Julena Lopeteguiego pojawiły się ciemne chmury zwiastujące niszczycielską nawałnicę. Florentino Pérez długo opierał się życzeniom kibiców Królewskich, ale po klęsce w El Clásico musiał podjąć trudną decyzję i zwolnić 52-letniego szkoleniowca. Teraz przed włodarzem najbardziej utytułowanego klubu w historii Champions League gorączkowe poszukiwania nowego trenera, wszak nikt nie ma wątpliwości, że Santiago Solari to jedynie opcja tymczasowa…

10 meczów i tylko 14 punktów. Zaledwie cztery zwycięstwa, dwa remisy, aż cztery porażki i dopiero 9. miejsce w ligowej tabeli, za plecami m.in. Deportivo Alavés, Levante UD czy Realu Valladolid. Ostatni tak słaby początek sezonu w wykonaniu Realu Madryt to czas, gdy w drużynie debiutował Zinédine Zidane, Brazylijczyk Ronaldo grał jeszcze w Interze, a Marco Asensio był w wieku… przedszkolnym.


Któż mógł spodziewać się jeszcze kilka miesięcy temu, że trzecie z rzędu zwycięstwo w Lidze Mistrzów poprzedzi tak fatalny okres w stołecznym klubie? Zanim rozpoczęła się kompromitująca seria, na madridistas spadły dwa ciosy: najpierw odejście głównodowodzącego, a następnie najlepszego strzelca w historii Realu Madryt. To jednak w żaden sposób nie usprawiedliwia ciągu kolejnych wydarzeń. Jest 26 września. Sergio Ramos i spółka zostają wgnieceni w ziemię przez Sevillę i przegrywają na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán aż 0:3.


Oglądając tamtą rywalizację trudno było nie odnieść wrażenia, iż gościom w ogóle nie zależało tego dnia na jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Obraz nędzy, rozpaczy i rosnącej z każdą minutą frustracji dopełniały ciągłe straty, bezsensowne wrzutki w pole karne, a co najważniejsze – nieudolne strzały. Nie brakowało nawet opinii, że taki rezultat to był najniższy wymiar kary, jaki najbardziej utytułowany zespół w historii Champions League mógł otrzymać od podopiecznych Pablo Machína.


Co zatem jest głównym czynnikiem, który doprowadził do tego upadku? Zupełnie niespodziewanie w sondzie przeprowadzonej na łamach dziennika AS aż 85% ankietowanych jako winnego wskazało… Florentino Péreza! Przez swoją zachowawczość przy przeprowadzaniu letnich transferów 71-letni działacz nie zapewnił stołecznemu klubowi odpowiedniego (o ile takie w ogóle istnieje) zastępstwa po odejściu Cristiano Ronaldo. Na rynku dostępni byli tacy zawodnicy, jak Harry Kane, Mohamed Salah, a najbliżej przenosin był znajdujący się w świetnej formie po mundialu Belg Eden Hazard, a mimo to zabrakło odpowiednich funduszy, a przede wszystkim determinacji, aby ich pozyskać.

Ostatecznie Real sprowadził z Lyonu Mariano Díaza – swojego byłego zawodnika, który póki co wyróżnił się jedynie fenomenalną bramką z Romą w Lidze Mistrzów. Już w czasie poprzedniego sezonu na przykładzie rodzimej ligi było widać, że Los Merengues brakuje takich rezerwowych, których mieli w mistrzowskim sezonie 2016/17 – Jamesa Rodrigueza czy Alvaro Moraty. W ostatnim okienku na wypożyczenie odszedł też Chorwat Mateo Kovačić, a takiej wyrwy nie wypełnią niezwykle utalentowani, ale ciągle raczkujący w poważnym futbolu Dani Ceballos, Marcos Llorente czy właśnie 25-letni napastnik dominikańskiego pochodzenia.


Drugą kwestią jest rażąca nieskuteczność ofensywnego „galaktycznego” tria Gareth Bale – Karim Benzema – Marco Asensio. W niedzielnym „Klasyku” bramkarza Dumy Katalonii pokonał Marcelo, co oznacza, że posucha bramkowa ofensywnego tercetu BBA trwa już od 22 września, kiedy to młody Hiszpan trafił do siatki w meczu z Espanyolem. Francuz dopiero co przerwał serię ośmiu meczów bez gola, a niemoc Walijczyka ciągnie się od 19 września i meczu z AS Romą.


Wszystko dopełnia gorąca atmosfera wewnątrz zespołu. Niedawno hiszpańskie media poinformowały o spięciu na treningu pomiędzy Sergio Reguilonem a kapitanem Los Blancos, Sergio Ramosem. Dodatkowo pojawiły się także informacje, jakoby Marcelo poinformował włodarzy klubu, że chce opuścić stolicę Hiszpanii i przenieść się do stolicy Piemontu, by móc znowu grać u boku swojego przyjaciela, Cristiano. Mimo wszystko jeszcze niedawno Isco, a wcześniej także i Ramos wyrażali wsparcie dla byłego już trenera.

„Decyzje dotyczące jego przyszłości podejmuje się na górze. My jako zawodnicy nie mamy na to żadnego wpływy. Mogę jednak jako kapitan, w imieniu zawodników i całej szatni, zapewnić wszystkich, że Julen Lopetegui ma nasze pełne wsparcie”

Sergio Ramos

„Według mnie zwolnienie trenera w tym momencie to nic innego jak szaleństwo. Przyszedł przecież do klubu dopiero dwa miesiące temu i należy zapewnić mu spokój i dać pracować. Jeśli ktoś powinien zostać wyrzucony, to my – piłkarze, którzy wychodzimy na boisko. Wszyscy odpowiadamy za ostatnie niepowodzenia, nie tylko nasz opiekun. Ja wierzę w naszą drużynę i jestem całkowicie przekonany, że zanotujemy kolejny, wspaniały rok.”

Isco Alarcón przed meczem Real Madryt – Viktoria Pilzno w ramach Ligi Mistrzów

Poparcie podopiecznych nie okazało się jednak stabilną lokatą i gwarancją spokoju na najbliższe tygodnie. Czarę goryczy przelała klęska w prestiżowym starciu z Barceloną, po której nikt już miał najmniejszych wątpliwości: na Estadio Santiago Bernabéu niezbędne są nowe porządki.

Warto jednak zauważyć, że nawet jeśli Królewscy przegraliby na Camp Nou w niższych rozmiarach, to i tak nie uchroniłoby to byłego selekcjonera reprezentacji Hiszpanii od zwolnienia. W ostatnim czasie Real prezentował po prostu fatalną dyspozycję, co odzwierciedla tabela za ostatnie 5 spotkań ligowych.


Nietrudno jednak zauważyć, że nie tylko były opiekun FC Porto ponosi pełną odpowiedzialność za – jak to napisano w oficjalnym komunikacie – „dysproporcje między jakością kadry Realu Madryt, w której znajduje się aż ośmiu zawodników nominowanych do Złotej Piłki, co jest bezprecedensowym wydarzeniem w historii klubu, a ostatnimi wynikami.” Za wąską kadrę i ograniczone możliwości w ataku odpowiada przecież Florentino Pérez, który nie wyciągnął odpowiednich wniosków po bolesnych odejściach Ronaldo oraz Zidane’a i nie zapewnił klubowi odpowiednich następców.

Dla prezesa Realu Madryt nadchodzi zatem gorący i bardzo ważny okres. Pérez musi teraz w jak najszybszym czasie znaleźć odpowiedniego trenera, który ugasi pożar i znów wprowadzi najbardziej utytułowany klub w historii Ligi Mistrzów na zwycięską ścieżkę. Jeśli zaś znów pomyli się w wyborze, kibice Los Blancos zaczną się domagać jego dymisji. I racja może być po ich stronie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *