IMG_20191012_090433

Mimo że w trwających od marca eliminacjach do EURO 2020 prowadzona przez Jerzego Brzęczka drużyna nie zaznała jeszcze goryczy porażki, to trudno z optymizmem spoglądać w przyszłość. Limit szczęścia zaczął się wyczerpywać już we wrześniu, kiedy słabość Biało-Czerwonych obnażyli najpierw Słoweńcy, a następnie Austriacy, którzy wprawdzie w Warszawie nie wygrali, ale dali gospodarzom solidną lekcję futbolu. Nastrojów nie poprawiła także czwartkowa wygrana z Łotwą, która była w głównej mierze zasługą Roberta Lewandowskiego. Przed drugim z październikowych spotkań, które może nawet zapewnić awans na Mistrzostwa Europy, dylematów w głowie opiekuna reprezentacji Polski z pewnością nie brakuje…

Sytuacja po wrześniowych meczach nie była jeszcze beznadziejna – na turniej finałowy Mistrzostw Europy pojadą przecież po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy – ale regres, zwłaszcza punktowy, jest nader widoczny. Jedno oczko uciułane w dwóch spotkaniach to wynik wysoce niezadowalający.

Przed pojedynkami ze Słowenią i Austrią Jerzy Brzęczek mianował Łukasza Fabiańskiego golkiperem nr 1 na jesienną część eliminacji, tymczasem jego plany względem obsady reprezentacyjnej bramki zweryfikowała kontuzja zawodnika West Hamu. Między słupki wrócił więc Wojciech Szczęsny, którego pozycja w Juventusie jest niepodważalna.


W gronie powołanych znalazł się także debiutant – Radosław Majecki. I tu zaczyna się polemika dotycząca wyborów personalnych selekcjonera. Obok pewniaków – Szczęsnego i Łukasza Skorupskiego – obserwatorzy oraz eksperci widzieli w roli „trzeciego” Bartłomieja Drągowskiego, jednak podstawowy bramkarz Fiorentiny nie znalazł uznania w oczach opiekuna Biało-Czerwonych.

O ile jednak o tę pozycję nie musimy się martwić, o tyle preferencje Brzęczka dotyczące obrońców nadal budzą olbrzymie emocje. Absurdalna decyzja o wystawianiu na lewej stronie defensywy nominalnego prawego obrońcy Bartosza Bereszyńskiego była wypominana byłemu szkoleniowcowi Wisły Płock jeszcze długo po zakończeniu wrześniowych meczów. W gronie powołanych po raz kolejny znaleźli się bowiem lewonożni piłkarze, którzy na co dzień biegają po tej flance – Maciej Rybus i Arkadiusz Reca (w końcu zaczął regularnie, a przede wszystkim dobrze grać w barwach SPAL).


Bez wątpienia potencjał Bereszyńskiego był marnowany, bo choć piłkarz Sampdorii w nietypowych dla siebie realiach prezentował się z reguły poprawnie, to w jego grze wciąż widać brak takiej pewności, jaką emanuje będąc ustawionym na swojej nominalnej pozycji. Trudno jednak oczekiwać, by selekcjoner tak łatwo zrezygnował ze swojego faworyta Tomasza Kędziory, który w dotychczasowych spotkaniach eliminacyjnych nie zszedł z boiska choćby na minutę. Defensor Dynama Kijów to obecnie jedna z kluczowych postaci w reprezentacyjnej układance srebrnego medalisty Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Jeśli zatem Brzęczek będzie chciał dokonać roszady i wystawić na lewej stronie obrony zawodnika z wiodącą lewą nogą, oznaczać to będzie całkowite zrezygnowanie z defensor Sampdorii, czego przedsmakiem mogła być rywalizacja z najsłabszą ekipą w grupie.

Wędrując po taktycznym schemacie reprezentacji Polski kolejne problemy napotykamy w środku pola. O ile Grzegorz Krychowiak znakomicie prezentuje się w lidze rosyjskiej, sięgając po kolejne nagrody indywidualne i śrubując swoje strzeleckie statystyki, co już we wrześniu przełożyło się na niezłe występy w koszulce z orłem na piersi, o tyle odpowiedniego kandydata do gry obok wychowanka Orła Mrzeżyno nie widać. Niezły debiut Krystiana Bielika dał nadzieję na to, że to właśnie 21-latek z Derby County zajmie w kadrze miejsce ekscentrycznego tarnowianina, lecz klubowy trener Phillip Cocu nadal widzi byłego kanoniera na pozycji stopera, a w trakcie zgrupowania przydarzył się mu uraz.


Dylematów nie brakuje również na skrzydłach. Wysoka w ostatnich tygodniach forma Kamila Grosickiego zamyka temat posadzenia go na ławce rezerwowych, a problem obsady drugiej flanki powinien rozwiązać Sebastian Szymański. Niestety, alternatyw już brak. Kontuzja Dawida Kownackiego, który notabene w meczu z Austrią zaprezentował się bardzo słabo, wyklucza występ zawodnika niemieckiej Fortuny. Selekcjoner, po ostatniej absencji, ponownie powołał Przemysława Frankowskiego, ale do tej pory gracz Chicago Fire nie prezentował w narodowych barwach pełni swoich możliwości. Skomplikowana jest także klubowa sytuacja Damiana Kądziora, który dopiero niedawno zdobył swojego premierowego gola w trwającym sezonie chorwackiej ekstraklasy. W zależności od boiskowego ustawienia, w rolę fałszywego skrzydłowego może natomiast wcielić się Piotr Zieliński, chociaż po ostatnich wypowiedziach Brzęczka wydaje się, że nawet on zaczyna tracić wiarę w reprezentacyjną przydatność kreatora gry Napoli.

Pewnym jest, że czegokolwiek Brzęczek nie postanowi, będzie rozliczany na podstawie wyników oraz stylu, jaki zaprezentuje kadra. Krytycy, nawet jeśli najbliższe zgrupowanie zakończy się zdobyciem kompletu punktów, będą narzekać, że spotkania z Łotwą i Macedonią Północną nie są żadnym wyznacznikiem poziomu biało-czerwonej drużyny. Biorąc pod uwagę problemy, z jakimi Lewandowski i spółka zmagali się w pierwszych konfrontacjach z tymi rywalami, można zakładać, że gorzej raczej nie będzie. Wrześniowa porażka ze Słowenią i remis z Austrią to kubeł zimnej wody wylany wprost na rozgrzane głowy naszych reprezentantów. To ostatni moment, by zrobić jakościowy krok do przodu, a zarazem dać sobie szansę na odbudowę zespołu. W przeciwnym razie na EURO 2020 w roli selekcjonera może pojechać już ktoś inny…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *