Torino+FC+v+SSC+Napoli+Serie+A+7zlLI-__QLJx

Każda dobrze funkcjonująca drużyna musi opierać się na stabilnym fundamencie. Często szkielet zespołu tworzą gracze odpowiedzialni za sprawne funkcjonowanie swoich formacji. Przykładem, który pierwszy nasuwa się na myśl jest nasza reprezentacja bazująca na Kamilu Gliku, Grzegorzu Krychowiaku (jeżeli gra regularnie i jest w formie) oraz Robercie Lewandowskim. Podobny trzon można odnaleźć w wielu innych drużynach narodowych oraz klubowych. W Napoli wiele kręci się wokół osi opartej na Kalidou Koulibalym, Marku Hamšiku i Driesie Mertensie.

W obecnym sezonie nie wszystkie filary ekipy Maurizio Sarriego regularnie prezentują swój najwyższy poziom: Słowacki rozgrywający nie może opędzić się od zarzutów o grze poniżej potencjału, które nawiasem mówiąc mają sporo wspólnego z rzeczywistością. Być może niedawne poprawienie rekordu bramek dla Napoli, należącego do Diego Maradony, będzie dla Hamšika impulsem, który pozwoli mu w pełni rozwinąć skrzydła. Belgijski atakujący również ostatnich tygodni nie może zaliczyć do przesadnie udanych. Początek bieżących rozgrywek miał tak świetny, jak całe poprzednie, ale od listopada zdobył tylko jedną bramkę w ośmiu meczach (przeciwko Szachtarowi – przyp. red.)! Ze wspomnianej trójki liderów Napoli zdecydowanie najrówniej gra Koulibaly, który nie dość, że jest pewny w obronie, to stał się także bardzo skuteczny pod bramką rywali. Na swoim koncie ma już trzy trafienia w trwającym campionato, czyli tyle, ile przed startem sezonu zdobył w całej swojej karierze w barwach Azzurrich.

K2, jak nazywany jest obrońca Napoli, rozgrywa obecnie bodaj najlepszą kampanię w karierze, a trzeba pamiętać, że Senegalczyk wybierany był m.in. do najlepszej jedenastki poprzedniego sezonu przez magazyn „Total Italian Football”. Zwieńczeniem obecnych rozgrywek są Mistrzostwa Świata w Rosji i kibice reprezentacji Polski mogą tylko żałować, że defensor aktualnego lidera Serie A wybrał jako dorosłą kadrę tę Senegalu, a nie Francji. To właśnie w barwach Les Tricolores Koulibaly zajmował w 2011 roku czwarte miejsce na Mistrzostwach Świata U-20 rozgrywanych w Kolumbii, gdzie był graczem absolutnie pierwszego wyboru. Wówczas był zawodnikiem FC Metz i o ile klub z zachodniej Francji słynie ze świetnej pracy z młodym narybkiem, o tyle seniorski zespół Les Grenats jest zwyczajnie słaby. W XXI wieku ekipa ze Stade Saint-Symphorien zalicza dopiero ósmy sezon w Ligue 1, z której w tym czasie aż czterokrotnie spadała. Obecnie podopieczni Frédérica Hantza zajmują ostatnie miejsce w stawce i zanosi się na piątą relegację do Ligue 2.

Bohater niniejszej publikacji nigdy nie zaznał jednak smaku gry we francuskiej elicie, ale za to stanowił o sile drużyny ze stolicy Lotaryngii na drugim poziomie rozgrywek, w twardej walce o utrzymanie. W sezonie 2011/12 wraz z kolegami musiał przełknąć jeszcze jedną gorycz spadku – tym razem do trzeciej ligi. Nic więc dziwnego, że młody Kalidou, aby się rozwijać, musiał zmienić barwy klubowe. Senegalczyk wybrał kierunek dość nieoczywisty, bowiem przeniósł się do Belgii, a konkretnie do KRC Genk, które skądinąd słynie z kreowania znakomitych piłkarzy.


W Jupiler Pro League Koulibaly nie musiał się już martwić o uniknięcie relegacji, a raczej o spełnienie wygórowanych wymagań właściciela i kibiców popularnych Smerfów, którzy marzyli o powrocie na mistrzowski tron. W 2011 roku KRC Genk okazał się najlepszy w swoim kraju, zatem pamięć o tamtym sukcesie była wówczas na Cristal Arena bardzo świeża. Wprawdzie rosły stoper nie dopisał sobie w CV mistrzostwa Belgii, ale za to otrzaskał się z presją – zagrał 18 meczów w Lidze Europy i zawiesił sobie na szyi brązowy medal za rozgrywki 2012/13.

To właśnie grając dla Genku Koulibaly wyrobił sobie markę jednego z bardziej perspektywicznych obrońców w Europie i stał się łakomym kąskiem dla klubów z najwyższej półki. Postawić na niego nie bał się Rafa Benítez, który prowadząc w 2014 roku Napoli mocno optował za wydaniem na silnego stopera 7,75 mln €. Z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że była to cena iście promocyjna, skoro Virgil van Dijk trafił na Anfield za ponad 10 razy więcej…


23-letni wówczas defensor wyróżniał się nie tylko wzrostem (195 cm), ale także ponadprzeciętnym przygotowaniem fizycznym. Szybko zaczął być określany jako „Ściana”, co jest przydomkiem równie wymownym, jak wspomniany wcześniej K2. W przeszłości „The Wall” mówiono także na innego obrońcę grającego we Włoszech – Waltera Samuela, który trofea zdobywał tak w Romie, jak i w Interze Mediolan. Porównanie Senegalczyka do starszego kolegi po fachu z pewnością nie umniejsza legendy Argentyńczyka.

Koulibaly debiutował na Stadio San Paolo pod wodzą Beníteza, ale to współpraca z Maurizio Sarrim rozwinęła go jeszcze bardziej jako piłkarza. Zawodnik o takich parametrach zawsze będzie miał pewne problemy z koordynacją ruchową, ale ta – choć gorsza niż u bardziej filigranowych zawodników – na pewno nie jest jego bolączką. Dodatkowo reprezentant Lwów Terangi świetnie ustawia się na boisku, a w tej rundzie wyraźnie widać, że zdecydowanie poprawił grę długim podaniem. Według statystyk Squawki, w bieżących rozgrywkach Kalidou wykonał już 47 celnych długich zagrań, podczas gdy w zeszłym sezonie miał ich łącznie 95, a dwa lata temu 108, ale wtedy aż 143 takie próby były nieudane. Dla porównania: rok temu takich piłek, które nie dotarły do adresata, posłał 87, a obecnie jest ich póki co 44. Można zatem zakładać, że tendencja spadkowa w tym elemencie utrzyma się.


Urodzony w Saint-Dié-des-Vosges zawodnik jest jednak obrońcą i to ze sztuki bronienia jest rozliczany przez trenera oraz fanów w pierwszej kolejności. A ze swoich obowiązków wywiązuje się przynajmniej bardzo dobrze, jeśli nie znakomicie. Koulibaly jest liderem defensywy klubu, w którym grają Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik, a najlepiej świadczą o tym suche liczby sprzed niemal dokładnie roku. Od początku sezonu 2016/17 do grudnia ubiegłego roku Napoli w szesnastu kolejkach ligowych z Senegalczykiem w składzie tylko dwukrotnie traciło dwa lub więcej goli w meczu – z Pescarą 2:2 i Romą 1:3. Kiedy gracza z numerem 26 zabrakło z powodu kontuzji, a później powołania na Puchar Narodów Afryki, defensywa Parteopeneich była dziurawiona z zatrważającą wręcz regularnością. W dwóch spotkaniach neapolitańczycy dali sobie wbić aż sześć goli, ale na szczęście dla Sarriego sprawnie funkcjonował napad i pomimo trzech goli w plecaku w każdym z tych starć, jego podopieczni podnieśli z boiska cztery punkty (5:3 z Torino i 3:3 z Sampdorią – przyp. red.). Wymowne jest także to, że pierwsze czyste konto Pepe Reina zachował w meczu, w którym K2 wrócił do gry. Wobec tego nie było żadnym zaskoczeniem, że został wyróżniony po pierwszej części sezonu.


Jak na tak harmonijnie rozwijającą się karierę klubową zastanawiający jest stosunkowo późny debiut defensora Napoli w seniorskiej reprezentacji. Pierwsze powołanie do dorosłej drużyny Senegalu Koulibaly otrzymał dopiero w 2015 roku, gdy był już piłkarzem dwukrotnego mistrza Italii. Media spekulowały, że stoper tak długo wstrzymywał się z podjęciem decyzji, czy chce grać dla Lwów Teranagi, bo wciąż liczył na powołanie od Didiera Deschampsa. Sam zainteresowany, po dokonaniu wyboru i postawieniu na afrykańską kadrę, odrzucił takie plotki przyznając, że chęć gry dla Senegalu powodowana była wyłącznie względami osobistymi i płynie z głębi serca.

„Z wielką dumą i radością mogę dziś ogłosić moją decyzję o grze dla reprezentacji Senegalu. W przeciwieństwie do tego, co ostatnio zostało powiedziane w prasie, decyzja ta opiera się wyłącznie na miłości do moich korzeni i nie jest w żaden sposób drugim wyborem. Trener pokazał mi jakość tego zespołu i jest to świetny projekt, ale jest to wybór z serca, bardziej niż cokolwiek innego”

Kalidou Koulibaly

Po pierwszym grudnia fani Biało-Czerwonych mogą jedynie ponarzekać, że Kalidou nie zdecydował się poczekać na powołanie do reprezentacji Francji. Piszemy to oczywiście z przymrużeniem oka, bo skoro kadra Adama Nawałki jedzie na rosyjski mundial, to będzie musiała stawić czoła najlepszym piłkarzom globu, a do takich na swojej pozycji aspiruje Koulibaly. Poza tym o jego słabszych stronach parę słów mogą szepnąć naszemu sztabowi szkoleniowemu Piotr Zieliński oraz Arkadiusz Milik.

Źródło: TUTTOmercatoWEB.com
Źródło: TUTTOmercatoWEB.com

Kontakty potężnie zbudowanego Senegalczyka z naszym krajem ograniczają się, poza dzieleniem szatni z dwójką reprezentantów Polski, do jednego występu w Warszawie. W 2015 roku jego Napoli rywalizowało w Lidze Europy z Legią i dwukrotnie zwyciężyło – w stolicy 2:0, a na południu Włoch 5:2. Co ciekawe, w rewanżu druga bramka dla Wojskowych wpadła już po jego zejściu z boiska. Obrońca Azzurrich wspomnienia z rywalizacji z polskimi piłkarzami ma więc póki co tylko pozytywne, ale wszyscy nad Wisłą mają nadzieję, że 19 sierpnia zostaną one zatarte przez drużynę Adama Nawałki.


Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *