Monchi leaves Sevilla

Z Sevillą związany niemal od 30 lat. Nazywany transferowym królem Midasem, twórca wielkiej Sevilli, która z nim na stanowisku dyrektora sportowego pozbyła się problemów finansowych i trzy razy z rzędu wygrała rozgrywki Ligi Europy. Mimo to Ramón Rodríguez Verdejo po zakończeniu sezonu pożegna się ze swoją ukochaną Andaluzją i przeniesie do Romy, która od dłuższego czasu starała się zwerbować 48-latka w swoje szeregi.

Kilka miesięcy temu w hiszpańskiej prasie pojawiły się pogłoski, jakoby Monchiego chcieli zatrudnić działacze Barcelony i Bayernu Monachium. Wydaje się jednak, że to kluby nie dla niego. W stolicy Katalonii i Bawarii nie mógłby się wykazać na takim poziomie, jak w Sevilli, gdzie za niewielkie pieniądze (biorąc pod uwagę współczesne futbolowe standardy) sprowadzał zawodników, którzy potem odchodzili za grube miliony. Przykładów można by mnożyć, a wśród najbardziej znanych z pewnością znalazłyby się nazwiska Daniego Alvesa, Ivana Rakitićia czy Carlosa Bakki.


W jednym z wywiadów pochodzący z San Fernando działacz opowiedział nieco o swoje metodyce pracy. Wspominał, że zawodnicy często są obserwowani przez kilka lat, zanim klub zdecyduje się na ich sprowadzenie. Każdy z monitorowanych graczy poddawany jest później drobiazgowej analizie, a na końcu każdemu z nich wystawiana jest ocena, na podstawie której Monchi podejmuje decyzję odnośnie transferu. Trzeba jednak pamiętać o ograniczonych finansach klubu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán. Najdroższym transferem byłego golkipera był sprowadzony za 15 mln € Franco Vázquez z Palermo oraz zakupiony za tę samą kwotę Alvaro Negredo, którego udało się wyciągnąć z Realu Madryt.


Przyszedł jednak w życiu Monchiego taki okres, w którym poczuł się wypalony. Już przed sezonem 2016/17 ogłosił, że odchodzi z Sevilli, jednak wówczas na rozwiązanie kontraktu nie zgodził się zarząd andaluzyjskiego klubu, więc genialny Hiszpan raz jeszcze poskładał drużynę, łącznie ze sprowadzeniem nowego trenera Jorge Sampaoliego, który zastąpił na tym stanowisku dotychczasowego ulubieńca Sevillistas Unaia Emery’ego. To, co jeszcze rok temu udało się odwlec, teraz wydaje się nieuniknione. Monchi po sezonie opuści szeregi Los Nervionenses, a jego kolejnym przystankiem będzie AS Roma. Praca w ekipie ze stolicy Italii wydaje się wyzwaniem idealnym dla ambitnego 48-latka.

Giallorossi poszukują nowego dyrektora sportowego od 6 października 2016 roku, kiedy to nastąpił wakat po odejściu Waltera Sabatiniego. 61-latek nigdy nie był ulubieńcem kibiców Lupich, bowiem wcześniej przez cztery lata piastował to samo stanowisko w zespole lokalnego rywala Romy. Sabatini irytował ich jednak nie tylko swoimi dawnymi powiązaniami z ekipą Lazio. Z biegiem lat coraz częściej zdarzało mu się dokonywać transferów nietrafionych i przepłaconych. Za skrzydłowego Juana Iturbe włoski działacz wyłożył 24,5 mln €, tymczasem reprezentant Paragwaju całkowicie się w stolicy Włoch nie sprawdził i obecnie tuła się po kolejnych wypożyczeniach (obecnie przebywa w Torino – przyp. red.). Także sprowadzony za 15 mln € Seydou Doumbia zupełnie zatracił w Serie A skuteczność, którą imponował w CSKA Moskwa i stara się odbudować formę przy okazji czasowych pobytów w innych klubach (aktualnie FC Basel). Niewypałem okazał się również transfer Brazylijczyka Gersona, który zameldował się na Stadio Olimpico za 17 mln €. Drużyna Romy pod kierownictwem Sabatiniego zatrzymała się w rozwoju. W lidze co prawda Totti i spółka starali się walczyć co roku o mistrzostwo, jednak zawsze pozostawali w cieniu Juventusu i ani razu realnie nie zagrozili Starej Damie w biciu kolejnych rekordów. Po kompromitacji z FC Porto w eliminacjach do Ligi Mistrzów (1:1 i 0:3) pewne stało się, że dni Sabatiniego w Romie są policzone. Oficjalne rozstanie nastąpiło w październiku, a tymczasowo jego miejsce zajął Frederic Massara.


To właśnie 48-letni Turyńczyk miał przygotować wzmocnienia na zimowe mercato. W styczniu na Stadio Olimpico trafił jednak tylko pomocnik Clément Grenier, a nie udało się znaleźć chociażby zastępstwa dla przebywającego na Pucharze Narodów Afryki Mohammeda Salaha. Romie od dawna potrzebny był ktoś, kto wprowadzi zespół na wyższy poziom i swoimi nieszablonowymi pomysłami pozwoli na ustawiczny rozwój. Stąd pomysł zatrudnienia Monchiego, który do rzymskiego klubu pasuje jak ulał. Hiszpan w stolicy Italii z pewnością będzie mógł liczyć na większe fundusze do wydania niż te, którymi dysponował w Sewilli. Dla porównania: przed obecną kampanią Giallorossi na zakup piłkarzy wydali blisko 100 mln €, podczas gdy Sevilla zainwestowała we wzmocnienia aż o 30 mln € mniej. Sezon wcześniej było podobnie – Rzymianie przeznaczyli na nowych graczy ponad 60 mln €, a ekipa z Andaluzji tylko 45 mln €.


W Rzymie Monchi bez wątpienia stanie także przed większymi oczekiwaniami ze strony kibiców. On sam należy do Sevillistas i żaden sympatyk klubu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán nie powiedziałby o nim złego słowa. Na Półwyspie Apenińskim będzie inaczej. Hiszpan od początku musi wziąć się ostro do pracy, żeby zadowolić niezwykle wybrednych fanów Romy, którzy ostatnio, po 19 miesiącach protestu (!), powrócili na stadion, by dopingować swoich ulubieńców. Również działacze Lupich wyznaczają przed zespołem ambitne cele, z walką o Scudetto i awansem do Ligi Mistrzów na czele. Sevilla nawet w swoich najlepszych sezonach nie miała szans na zdominowanie Barcelony, Realu czy Atlético.

Na Stadio Olimpico Hiszpan będzie miał okazję pracować z interesującym „materiałem ludzkim”, bowiem drużyna trzykrotnego mistrza Włoch stoi u progu małej rewolucji. Latem w Rzymie będą musieli podjąć decyzję chociażby odnośnie wykupienia Wojciecha Szczęsnego i/lub zatrzymania Łukasza Skorupskiego. Lokalne media sugerują, że jeżeli Monchi zostanie dyrektorem sportowym Romy, to większe szanse na pozostanie w klubie z Wiecznego Miasta będzie miał ten drugi. Nieuniknione wydaje się natomiast odejście Kostasa Manolasa, a wielomilionowe oferty spłyną zapewne także za Antonio Rüdigera. Podobnie będzie z Radją Nainggolanem, a przecież już teraz Giallorossi potrzebują wzmocnień w linii pomocy i obrony. Geniusz z Andaluzji z pewnością od samego początku będzie miał pełne ręce roboty, ale akurat Roma wydaje się dla niego idealnym przystankiem. Pod wieloma względami to klub podobny do Sevilli, a w dodatku bogatszy i z większą renomą na świecie. Z Monchim u steru Rzymianie mogą wreszcie uczynić kolejny krok do przodu i po siedemnastu latach ponownie sięgnąć po wyczekiwane Scudetto.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *