wkita2_site_0

Powoli zbliża się 10. rocznica przejęcia FC Nantes przez Waldemara Kitę. Były to lata niezwykle burzliwe, w trakcie których dochodziło do wielu scysji na linii właściciel – kibice, spadków z Ligue 1 i nieprzemyślanych zmian trenerów. Można mieć wiele zarzutów do polskiego biznesmena, ale to on wyciągnął zasłużony klub z finansowego dołka i wprowadził Kanarki na stałe do elity. Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim meczu z Toulouse przelały jednak czarę goryczy. W pomeczowych wypowiedziach Kita stwierdził, że jest w stanie sprzedać klub, jeśli znajdzie się chętny nabywca. Kibice osiągnęli swój cel, ale czy aby na pewno był on przemyślany?

Waldemar Kita, który majątku dorobił się w branży optycznej, przed przejęciem władzy w Nantes prezesował szwajcarskiej ekipie Lausanne Sports. Po jego odejściu w 2001 roku klub zbankrutował, za co niejednokrotnie oskarżany był Polak. Już za czasów rządów w Lozannie Kita starał się przejąć drużynę z Bretanii, ale na ten ruch nie było zgody ze strony ówczesnych właścicieli. Dopiął swego w 2007 roku, tuż po spadku Kanarków do Ligue 2, kiedy klub z racji ogromnych problemów finansowych stanął na krawędzi egzystencji. Zapowiadał się nowy, lepszy start, w myśl hasła „Polak potrafi”. Szybko okazało się jednak, że sukces w biznesie nie jest jednoznaczny z powodzeniem we władaniu klubem sportowym. Do sezonu 2013/14 drużyna znad Loary nie potrafiła na dobre utrzymać się w elicie.

FC Nantes to jeden z najbardziej utytułowanych klubów we Francji. Osiem tytułów mistrza Francji, po trzy krajowe Puchary i Superpuchary. Ostatnie mistrzostwo Kanarki zdobyły w 2001 roku, dlatego tak szybki zjazd był wielkim szokiem dla ich najzagorzalszych sympatyków, którzy przyzwyczajeni byli do porywającej gry swoich ulubieńców. Klub z historią, kibice z najwyższej półki (filmik poniżej – derbowy mecz z Rennes) – Waldemar Kita od samego początku nie miał łatwo…

Kibice trudni we współpracy, ale z Kitą wcale nie jest łatwiej – dziewięć lat rządów i dziesięciu trenerów. Nikt nie był w stanie przypasować prezesowi na dłuższą metę. Z taką filozofią prowadzenia klubu nie zgadzali się najwierniejsi fani Kanarków, którzy w 2011 roku w mało kulturalnych słowach zalecali Polakowi opuszczenie ich ukochanego zespołu. Był to kolejny przejaw dezaprobaty wobec właściciela. Prócz wulgaryzmów wypisywanych na murach, chuligani uszkodzili zamontowany na terenie stadionu telebim, a także zdewastowali murawę i elewację budynku klubowego. Kolejne lata przynosiły następne fale gniewu mimo tego, że za 2014 rok Kita otrzymał od prestiżowego tygodnika „France Football” wyróżnienie dla najlepszego zarządzającego we francuskiej piłce nożnej.

Przez trzy ostatnie sezony zawodnicy Nantes nie rozpieszczali swoich kibiców. Dwukrotnie 14. i raz 13. miejsce to dorobek wyjątkowo mizerny, dlatego po czterech latach podziękowano za współpracę Michelowi Der Zakarianowi. W jego miejsce przyszedł twórca sukcesu Montpellier z 2012 roku René Girard. Mocno w jego umiejętności wierzył zwłaszcza Kita i wiązał z nim duże nadzieje.

Słabe wyniki z poprzednich lat spowodowane były głównie niemocą w ofensywie. W 38 meczach ubiegłego sezonu Nantes strzeliło zaledwie 33 bramki, co było drugim najgorszym wynikiem w lidze. Dużo lepiej prezentowała się natomiast defensywa i to ona miała stanowić podstawę w rozwoju drużyny już pod rządami Girarda. Pod koniec sierpnia sprowadzono m.in Mariusza Stępińskiego, który miał rozwiązać problemy ze strzelaniem goli.


Za nami 12. kolejka, a Nantes nie tylko się nie poprawiło, ile zrobiło krok w tył. Bilans bramkowy – 9:16, czyli w ofensywie klapa (co jest normą), ale liczba straconych bramek jest już dużym zaskoczeniem in minus i nie przedstawia w zbyt korzystnym świetle bloku obronnego.

Kolejną kością niezgody jest stadion. Stade de la Beaujoire od momentu oddania do użytku w 1984 roku nie został praktycznie w żaden sposób poddany renowacji. „Jest przestarzały, niegodny tak utytułowanego zespołu” – wypowiadają się kibice Kanarków opisując swój stadion. Archaiczny obiekt jest również uznawany za jedną z przeszkód w rozwoju klubu. Na całościowy remont raczej nie ma szans – zapowiadana jest jedynie wymiana krzesełek, co z pewnością nie zadowoli większości fanów.

Do eskalacji gniewu doszło w spotkaniu z Tuluzą (1:1, gol Stępińskiego w doliczonym czasie gry – przyp. red.), kiedy to grupa około 100 chuliganów wdarła się na loże VIP, gdzie mecz wraz z rodziną oglądał Kita, w celu dokonania samosądu. Szybka reakcja służb porządkowych i ewakuacja właściciela zapobiegła tragedii, na którą się zapowiadało.

W rozmowie z „Super Expressem” tak całą sytuację przedstawia Waldemar Kita:

O co chodzi? Nie gracie dobrze, ale to nie powód, aby atakować prezesa…

Oni chcieliby, żeby Nantes najlepiej grało w Lidze Mistrzów. Ja też bym chciał, ale przecież nie wszystko ode mnie zależy. Nie jestem trenerem, nie występuję na boisku, nie będę zmieniał szkoleniowca co miesiąc. Wyniki nie są najlepsze, ale idźmy krok po kroku. Gdybym 10 lat temu nie kupił tego klubu, to może by już nie istniał albo pałętał się po niższych ligach. Poza tym części z tych chuliganów nie podoba się to, że nie jestem z Nantes, że nie jestem Francuzem, ale Polakiem.

Naprawdę pojawia się ten argument, że nie chcą Polaka?

Oczywiście, że się pojawia. Przecież sobotni atak na stadionie nie był pierwszy! Ci ludzie pojawiali się pod moim domem, pod domem moich teściów, pod moim domem pod Paryżem nawet! Zostawiali napisy typu „jesteś śmierdzącym Polakiem”, „wynoś się stąd”, „Kita – polska mafia”. Francja to piękny kraj, cudownie tu żyć. Większość Francuzów to świetni ludzie, ale w Nantes jest grupka, której nie podoba się, że klubem rządzi Polak.

Trzeba się zgodzić z właścicielem, że żądania kibiców Nantes są zbyt wygórowane. Sympatycy Kanarków mają jeszcze w pamięci nie tak odległe sukcesy i pragną natychmiastowej poprawy sytuacji w klubie, a to wymaga czasu. Ciągły konflikt i walka z Kitą z pewnością w tym nie pomaga. Ile znamy takich historii, kiedy utytułowane kluby w obliczu kryzysu finansowego musiały ogłosić upadłość i zaczynać odbudowę w niższych ligach. Tak właśnie mogło być z Kanarkami w 2007 roku. Gdyby nie miliony zainwestowane przez Polaka (mówi się łącznie o około 50 mln €), drużyny z Bretanii mogłoby już po prostu nie być…

Druga cześć związana z narodowością wydaję się jednak lekko przesadzona. Na Twitterze można znaleźć bowiem wiele wpisów zaprzeczającym tej teorii. Wydaję się, że Kita najzwyczajniej pod wpływem emocji wyolbrzymił do rangi zasady precedens.

W innym wywiadzie właściciel Nantes stwierdził, że jest w stanie dopłacić, byleby pozbyć się klubu. Tak jak z decyzjami personalnymi, i w tym momencie jest to rzucanie pustych słów na wiatr, aczkolwiek efekt, czyli zwrócenie uwagi na problem, na pewno udało się osiągnąć.


Przed FC Nantes ciężkie czasy. Na boisku nie idzie, klub stacza się po równi pochyłej, a na domiar złego pojawia się wizja zmiany władz i chaosu, który zawsze towarzyszy tak dynamicznym zajściom. Wątpliwe jednak, aby Kita na poważnie rozważał sprzedanie klubu. Polak za dużo w niego zainwestował, by teraz nagle odejść. Do podobnych sytuacji dochodziło już przecież w przeszłości i wówczas nie następowały radykalne zmiany. Pozostaje zatem śledzić sytuację ekipy z Bretanii i liczyć na szczęśliwe zakończenie choćby dla Mariusza Stępińskiego, który ma szansę na rozwój i transfer do lepszej drużyny.

2 thoughts on “Kita vs kibice. FC Nantes w obliczu kryzysu

  1. „Kanarkom” może pomóc tyko jakiś bogaty szejk, który z miejsca wyda kupę pieniędzy na głośne nazwiska. Teraz niech się modlą, żeby nie zlecieli z ligi.

    1. Myślę, że Kita jest właściwym człowiekiem na klub pokroju Nantes, ale toksyczna atmosfera między nim a kibicami przeszkadza w jakimkolwiek rozwoju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *