manchester-uniteds-alexis-sanchez-in-fitness-battle-to-face-tottenham-1

Chelsea, Real Madryt, ponownie Chelsea i Manchester United – te kluby łączy postać pewnego charyzmatycznego trenera. José Mourinho, bo o nim mowa, od momentu, gdy wkroczył do elity szkoleniowców, nie potrafi wytrzymać w żadnym klubie dłużej niż trzy sezony. Przy kolejnych zwolnieniach Portugalczyka nie chodzi jednak wyłącznie o słabą grę zespołu – w każdym z tych przypadków „The Special One” rozstawał się ze swoimi piłkarzami, a w szczególności z pracodawcami, w co najmniej chłodnej atmosferze. Aktualnie jego los wisi na włosku. Do niedawna wydawało się, że dni 55-latka na Old Trafford są policzone, ale egzekucję odłożyło w czasie zwycięstwa nad Burnley, Watfordem czy Newcastle. Mimo to każdy zastanawia się czy, „Mou” wytrwa na ławce do końca sezonu…

27 maja 2016 roku. Ed Woodward (wiceprezes zarządu Manchesteru United – przyp. red.) oznajmia całemu środowisku, że na jednym z najbardziej pożądanych stołków trenerskich na świecie zasiądzie José Mourinho. Gorące lato na rynku transferowym dawało kibicom z Old Trafford powody, by mieć nadzieję, że wreszcie do najbardziej utytułowanego klubu w Anglii wróci stabilizacja i sukcesy, nie tylko na krajowym podwórku, a United będą znów w stanie nawiązać do nie tak dawnych osiągnięć Sir Alexa Fergusona. Ekipę MU wzmocnili w końcu Eric Bailly, Henrikh Mkhitaryan, Zlatan Ibrahimović, a przede wszystkim pobito rekord transferowy, by sprowadzić Paula Pogbę. Nadzieje zostały podsycone już w pierwszym sezonie, w którym Portugalczykowi udało się zdobyć Puchar Ligi Angielskiej, Tarczę Wspólnoty, ale co najważniejsze – udało mu się ponownie wprowadzić Red Devils do Champions League poprzez triumf w Lidze Europy. Sukces ten częściowo zatuszował marny wynik w lidze (dopiero 6. miejsce – przyp. red.).

W kolejnych rozgrywkach nie było już tak dobrze. United, pomimo imponujących transferów (Sánchez, Lindelöf, Lukaku, Matić), nie grali porywająco. Mourinho nie mógł znaleźć wspólnego języka zwłaszcza z Anthonym Martialem. Udało się co prawda wywalczyć wicemistrzostwo Anglii, jednak strata 19 punktów do rywala zza miedzy, Manchesteru City, była dla fanów Czerwonych Diabłów upokarzająca. Mizerny sezon zwieńczyły dodatkowo porażka w Superpucharze Europy (choć akurat w tym przypadku podopieczni portugalskiego menedżera nie zaprezentowali się źle na tle wielkiego Realu Madryt), blamaż w ćwierćfinale Pucharu Ligi z Bristol City, w finale Pucharu Anglii z Chelsea) oraz odpadnięcie z Ligi Mistrzów po mizernym dwumeczu z hiszpańską Sevillą.


Po tym sezonie, jak w każdym poprzednim klubie, Mourinho zażądał wzmocnień. Wzmocnień, na które w ciągu zaledwie dwóch okienek klub z czerwonej części Manchesteru wydał około 400 mln £!

„Moi przełożeni wiedzą, czego chcę, ale wciąż mam kilka dni na to, by poczekać i zobaczyć, co się wydarzy. Kluby, które z nami rywalizują, są naprawdę silne i już posiadają wspaniałe zespoły. Jeśli było inaczej, to – tak jak Liverpool – zainwestowali mnóstwo pieniędzy kupując wszystko i wszystkich. Jeśli nie wzmocnimy naszej drużyny, to czeka nas bardzo trudny sezon”.

José Mourinho po jednym z ostatnich letnich sparingów.

Nie jest tajemnicą, że Ed Woodward i José Mourinho nie pałają do siebie sympatią. Kością niezgody między oboma panami są właśnie transfery. Jak donosił portal goal.com, chcąc pokazać małe pole manewru, Mourinho zdecydował się zagrać w przedsezonowym sparingu z Realem Madryt trójką obrońców, a jednym z nich był Scott McTominay. W ten sposób Portugalczyk chciał wymusić na włodarzu sprowadzenie kogoś z dwójki Toby Alderweireld (Tottenham Hotspur) – Harry Maguire (Leicester City). Woodward niechętnie, ale zdecydował się zawalczyć o piłkarzy wskazanych przez charyzmatycznego trenera, jednak nie był zdolny do przeprowadzenia błyskawicznej transakcji, co wzbudziło niepokój w głowie „The Special One”. Utwierdziło go to tylko w przekonaniu, że klub nie będzie w stanie zapewnić mu odpowiednich wzmocnień, w odpowiednim czasie.

„Okienko kończy się 31 sierpnia, jednak najważniejszym dla menedżera jest posiadanie zawodników jak najwcześniej, by odpowiednio wkomponować ich do zespołu” – mówił Mourinho minionego lata. Swojemu szkoleniowcowi wtórował Romelu Lukaku, który w marcu tego roku, zapytany o to, czego oczekuje po najbliższym okienku transferowym, odpowiedział: „Jesteśmy Manchesterem United, więc musimy polepszać kadrę z roku na rok. Jestem przekonany, że wielu bardzo dobrych zawodników przyjdzie do nas latem”. Woodward miał jednak inne plany. Okazało się, że na tydzień przed końcem transferowego szaleństwa w Anglii jedynym wzmocnieniem United był Fred z Szachtara Donieck. Nie udało się pozyskać m.in. Toby’ego Alderweirelda, a wszystkiemu winny był wiceprezes targujący się o każdy milion.

Konflikt podsyciły też obrazki z przedsezonowego meczu Manchesteru United z Realem Madryt w Miami. W stadionowym tunelu spotkali się Woodward i Mourinho, uścisnęli sobie ręce, jednak krótka rozmowa zakończyła się w dość dwuznaczny sposób, który raczej nie wskazywał na zawieszenie broni.


W kolejnych dniach Mourinho zaczął wypowiadać się jeszcze bardziej dobitne, wplatając między wiersze niemałą frustrację. W rozmowie z BeIN Sports tłumaczył:

„Myślę, że w każdym okresie przygotowawczym, w każdym klubie dzieje się praktycznie to samo, kiedy to menedżer chce więcej. Jest to dla nas normalne, że zawsze jako menedżerowie chcemy od naszych klubów więcej. Ale wtedy okazuje się, że decyzja klubu jest inna i po prostu nie dostajesz tego, czego chcesz, co towarzyszy mi przez prawie całą karierę. Będę zatem szczęśliwy, jeżeli zakontraktujemy jeszcze chociaż jednego zawodnika”.

Wydawało się wtedy, że Woodward ulegnie i ostatecznie sprowadzi na Old Trafford jeszcze przynajmniej jednego zawodnika światowego formatu. Nic takiego się jednak nie wydarzyło, a sfrustrowani sympatycy Red Devils ironicznie pisali na Twitterze, że ich główny działacz chyba najzwyczajniej zapomniał o końcu okienka (w tym roku po raz pierwszy w Anglii trwało ono krócej niż w pozostałych czołowych ligach Starego Kontynentu – przyp. red.).


Trudno jednoznacznie określić, kto w tym sporze ma rację. Wydaję się jednak, że obaj panowie są do spółki odpowiedzialni za przeciętną, jak dotąd, postawę drużyny typowanej przed sezonem do TOP4 (zaledwie 14 punktów po 9. kolejkach, a przeciwnikami MU nie byli raczej potentaci, za wyjątkiem Tottenhamu i Chelsea- dod. red.). Mourinho jest skonfliktowany z Pogbą i Martialem, nie dostał obrońców o których prosił, a dodatkowo konkurencja na Wyspach stale się wzmacnia. Dlatego też prośby Portugalczyka wydają się być uzasadnione i bynajmniej wynikają z jego widzimisię, lecz z realnej potrzeby dostosowania poziomu zespołu do tych, którzy będą w tym sezonie liczyć się w walce o mistrzostwo, tj. Liverpoolu, Manchesteru City, Tottenhamu i Chelsea. Wydaje się, że zakończenie kampanii 2018/19 w czwórce będzie dla United sporym sukcesem, zwłaszcza że letnie perypetie, z Woodwardem w jednej z głównych ról, będą niejednokrotnie wywlekane przy okazji konferencji prasowych po kolejnych, nieuniknionych niepowodzeniach. No chyba, że klątwa dalej działa…

One thought on “Klątwa trzeciego sezonu Mourinho. Tajemnice słabej postawy Manchesteru United

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *