bd8d5a88-1352-494b-9e2e-ffde4323692a

Atlético Madryt za kadencji Diego Simeone jest drużyną mocno skupioną na destrukcji, co okazało się kluczem do sukcesów. Argentyńczyk nie zapomina jednak o sile ataku – w minionych lata przez Vicente Calderón przewinęło się przecież wielu klasowych snajperów. W ostatnim czasie postawa napastników Los Rojiblancos pozostawia jednak wiele do życzenia. Kulminacją ich bezradności były dwa z rzędu bezbramkowe remisy, mimo że stołeczna drużyna potrafiła kreować sytuacje bramkowe. Nic dziwnego, że latem klubowi włodarze intensywnie pracowali nad sprowadzeniem Diego Costy, zwłaszcza że orędownikiem powrotu Brazylijczyka jest sam „Cholo”, który zdaje się dostrzegać mankamenty ofensywy swojego zespołu.

Zablokowani

Los Colchoneros z uwagi na zakaz rejestracji nowych graczy, który trwa do końca grudnia, nie mogli liczyć na letnie wzmocnienie kadry, ale problemy ze skutecznością napastników rozpoczęły się jeszcze w ubiegłej kampanii. Nawet uważany za największą gwiazdę Atlético Antoine Griezmann w sezonie 2016/17 miewał gorsze okresy, a na przełamanie strzeleckiej niemocy potrzebował ponad 800 minut. Simeone nadal stawiał jednak na swojego asa, który pracował dla drużyny i starał się zmienić jej oblicze. Niemniej nawet największe starania nie wytłumaczą napastnika z braku goli…


Obecne rozgrywki „EL Principito” rozpoczął fatalnie – osłabiając swój zespół, który przegrywał 0:2 w meczu z Gironą. Co ciekawe, mimo czerwonej kartki dla Francuza jego koledzy zdołali ugrać punkt, a w kolejnym spotkaniu, także bez wychowanka Realu Sociedad, zaaplikowali rywalom aż pięć bramek. Powoli można było zacząć myśleć, że Griezmann wcale nie jest niezbędnym elementem układanki Simeone, ale wtedy przyszły dwa kolejne remisy – tym razem bezbramkowe.

Postawa konkurentów 26-latka również nie napawa optymizmem. Kévin Gameiro na bramkę czeka od kwietnia, a w dodatku kontuzja i operacja pachwiny zachwiały jego przygotowaniami do nowego sezonu, w efekcie czego były gracz PSG dopiero wraca do najwyższej dyspozycji, a to może jeszcze potrwać. Zresztą nawet powrót do formy starszego z nich może okazać się niewystarczający, jeśli popatrzymy na dotychczasowe dokonania Gameiro, który był bardzo nieregularny. 16 bramek w 46 meczach należy uznać za wynik co najwyżej niezły.

Najlepsze lata z pewnością ma za sobą Fernando Torres, który z racji statusu legendy nie zostanie wypchnięty z klubu, choć aktualna jakość piłkarska 33-latka każe poddać w wątpliwość jego przydatność w drużynie aspirującej do przełamania hegemonii Realu Madryt i FC Barcelony. „El Niño” zdobył dublet w meczu pożegnalnym na Vicente Calderón, więc nie mogło go zabraknąć w kadrze na inaugurację Wanda Metropolitano, co wydaje się najlepszym wyjaśnieniem kontynuacji kariery w zespole, którego jest wychowankiem. Początek sezonu w wykonaniu Torresa także jest rozczarowujący, wszak doświadczony Hiszpan niewiele wnosi do gry podczas otrzymywanych szans.




„Na bezrybiu… i Vietto napastnikiem”

Argentyńczyk powrócił z wypożyczenia do Sevilli, gdzie nie zdołał się odrodzić po słabej kampanii w ekipie Atléti. W Andaluzji młody Latynos został obdarzony zaufaniem, którego nadużywał, a Jorge Sampaoli zaczął rzadziej z niego korzystać, aż w końcu całkowicie zapomniał o jego istnieniu. Z racji zakazu transferowego sztab szkoleniowy madrytczyków zdecydował o pozostawieniu Luciano Vietto na sezon 2017/18, choć wcześniej dążono do sprzedaży nieskutecznego 23-latka. Większość kontrahentów była jednak zainteresowana jedynie wypożyczeniem, a jeśli znalazł się już chętny, jak choćby Sampdoria, wymagania finansowe piłkarza okazywały się być nie od spełnienia.

Można było się spodziewać, że w takiej sytuacji Vietto będzie raczej „zapchajdziurą”, a dość nieoczekiwanie Diego Simeone od początku nowej kampanii mocno liczy na byłego gracza Villarrealu. W czterech pierwszych meczach wychowanek Estudiantes aż trzykrotnie pojawiał się w wyjściowym składzie, lecz za każdym razem po około godzinie gry musiał ustąpić miejsca rezerwowemu. Na ogół potrafił znaleźć sobie okazję strzelecką, natomiast jej wykończenie pozostawiało wiele od życzenia. W ostatnim pojedynku z Romą nie udało mu się pokonać Alissona Beckera nawet w sytuacji sam na sam.


W obronę swojego podopiecznego wziął Diego Simeone, który chwalił Vietto za wykonaną pracę i nieco zbagatelizował jego niemoc strzelecką:

„[Vietto] jest mocno krytykowany, ale dobrze się prezentuje i ma sytuacje bramkowe. Luciano sprawia, że drużynie gra się łatwiej w ataku i to jest dla mnie ważne”


Nadzieja w Ángelu Correi

Od początku sezonu zdecydowanie najlepiej spośród napastników Atlético prezentuje się Ángel Correa, który w trzech ostatnich latach nie mógł być do końca zadowolony z liczby otrzymywanych minut. Przebojowy styl filigranowego Argentyńczyka nie zawsze przypadał do gustu trenerowi z uwagi na dużą liczbę strat, jakie notował 22-latek.

Obecnie jednak Correa to najlepszy zawodnik linii ataku Los Rojiblancos. To on w meczu z Gironą dał sygnał do ataku, a następnie dorzucił trafienie przeciwko Las Palmas. W kolejnych dwóch meczach wychowanek San Lorenzo nie wpisał się wprawdzie na listę strzelców, ale jego wejście w Champions League przeciwko Romie można zaliczyć na plus, gdyż udowodnił, że mimo krótkiego czasu gry sam jest w stanie wypracować sobie okazję bramkową. Brak strachu przed pojedynkami z obrońcami połączony z większą dyscypliną taktyczną wymaganą przez Diego Simeone mogłoby stanowić mieszankę wybuchową i okazać się ogromnym dobrodziejstwem dla Atlético.


Jeśli zawodnik z Ameryki Południowej pójdzie za ciosem i ustabilizuje swoją formę, na pewno jest w stanie przebić się na stałe do wyjściowego składu Los Colchoneros, co byłoby zwieńczeniem kilku lat cierpliwości i rozwoju pod okiem rodaka. W wywiadzie dla „El País” Correa przyznał, że poważnie myślał o odejściu, a decyzja o pozostaniu w Madrycie wkrótce może okazać się trafioną.


Saga z Diego Costą nierozwiązana

Temat powrotu piłkarza Chelsea do Madrytu ciągnie się od wielu miesięcy. Latem Hiszpanie prowadzili nieustające negocjacje z The Blues na temat transferu. Kością niezgody pozostawała kwota, za jaką napastnik miałby zmienić otoczenie, a początkowe oferty, które według mediów wynosiły 30 mln €, mogły jedynie budzić śmiech, a nie skłonić stronę brytyjską do sprzedaży, nawet jeśli gracz nie widniał w planach trenera Antonio Contego.

Sytuacja Costy w zachodnim Londynie stawała się z dnia na dzień coraz trudniejsza, więc na pierwszy rzut oka powinno mu bardziej zależeć na transakcji, czemu sam zainteresowany dawał zresztą znać paradując w koszulce Atlético. Te zabiegi jednak na nic się zdały – czekający na porozumienie klubów 28-latek pozostał z marzeniami o ponownej grze pod wodzą Simeone jak Himilsbach z angielskim. Ostatecznie reprezentant La Roja nie odszedł bowiem nigdzie, a Chelsea nie zgłosiła go nawet do rozgrywek Ligi Mistrzów. Atakujący rodem z Lagarto jest również pomijany przy ustalaniu kadry meczowej mistrza Anglii na kolejne rywalizacje ligowe.


Ze strony madryckiej brak transferu Costy w zakończonym niedawno oknie transferowym można rozpatrywać w dwojaki sposób. Z jednej strony Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem i tak by nie grał do stycznia, więc stołeczny klub zaoszczędził kilka milionów na pensji. Z drugiej natomiast mógłby trenować pod okiem „Profe” Ortegi, który z pewnością przygotowałby gracza, aby ten znalazł się w optymalnej formie na drugą część sezonu. Wydaje się, że transfer DC19 w końcu musi dojść do skutku, bo jeśli Diego Simeone zagnie parol na któregoś z piłkarzy, to prędzej czy później ten zawita do Madrytu, jak choćby Nicolás Gaitán czy Vitolo.

Tak naprawdę Diego Costa był ostatnim wielkim snajperem, który grał w ekipie prowadzonej przez Simeone. W sezonie 2013/14 zdobył 27 ligowych bramek i był minimalnie gorszy od Lionela Messiego (28 goli) oraz Cristiano Ronaldo (31). Drużyna z Vicente Calderón zdobyła wówczas nieoczekiwanie mistrzostwo Hiszpanii oraz awansowała do finału Ligi Mistrzów, a w prestiżowych rozgrywkach Costa dorzucił kolejne 8 trafień. Co jednak ważniejsze, eksplozja jego talentu nastąpiła w momencie, gdy z klubu odszedł super snajper Radamel Falcao, a w jego miejsce sprowadzono mającego najlepsze lata za sobą Davida Villę.


Costa jest potrzebny Atlético z jeszcze jednego, ważnego powodu – przy obecnych, szalonych cenach transferowych, 50-60 mln € nie jest kwotą niemożliwą do zapłacenia, a przecież już za rok klub może opuścić Antoine Griezmann, którego klauzula wykupu wynosi „tylko” 100 mln €.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *