gettyimages-514665498

Przerwa na mecze towarzyskie reprezentacji delikatnie ostudziła rozgrzaną do czerwoności rywalizację w Lidze Europy. Dość jednak czekania, prawdopodobnie najciekawsza edycja tych rozgrywek w całej historii powraca już w czwartek i oferuje nam cztery naprawdę fascynujące starcia!

shakhtar_donetsk Szachtar Donieck – SC Braga braga_sporting_clube_logo_totalizator

W tegorocznej edycji Ligi Mistrzów Szachtar został wepchnięty wprost pod gilotynę. Grupa z Realem oraz PSG miała oczywistych, napakowanych dolarami faworytów i podopiecznym Mircei Lucescu nie pozostało nic innego, jak tylko zadowolić się 3. miejscem i udziałem w Lidze Europy. Niewiele brakowało, a skazywane na pożarcie również przez Ukraińców Malmö zupełnie wyrzuciłoby ich z europejskich pucharów. Piłkarze Szachtara zacisnęli zęby, rozbili na własnym boisku Szwedów 4:0 i zameldowali się w fazie pucharowej LE. Niższa ranga rozgrywek posłużyła Górnikom – rywalizacje z Schalke 04 (3:0 w dwumeczu) oraz Anderlechtem (4:1) przebiegły w zasadzie bez jakiejkolwiek głębszej historii.

Braga do starcia z Szachtarem przystępuje po szalonej batalii z Fenerbahçe. Portugalczykom w dwumeczu wydatnie pomogły aż 3 czerwone kartki, które zainkasował rywal. Nie sposób odmówić im również pomocy ze strony Mehmeta Topala, który w 66. minucie rewanżu zagraniem ręką we własnej szesnastce sprokurował rzut karny, co napędziło Bragę do niesamowitej prędkości. Impet pozwolił na wbicie kolejnych dwóch goli i ostateczny triumf 4:1 (w dwumeczu 4:2).

W czwartek naprzeciw siebie staną dwa zespoły, które traktują mniej elitarną koleżankę Champions League z nieskrywaną sympatią. Szachtar jest ostatnim zwycięzcą Pucharu UEFA, natomiast Braga ma w pamięci wciąż świeże wspomnienie z finału LE w sezonie 2010/11. W najbliższym pojedynku tych dwóch zespołów faworytem zdaje się być Szachtar, który szczególnie we Lwowie powinien być dla Portugalczyków zaporą trudną do przejścia. Być może jednak w rewanżu gorąca krew obudzi się tym razem  w Ukraińcach i Bradze uda się prześlizgnąć do półfinału?


VillarrealCF Villarreal CF – Sparta Praga w4rFh5oEqRswKI2KCPAFbB6-ejMyUXcYMdxT-RQXCP9VL_k3Evp5syjxTSn7Cck8K1A=w300

Czesi wyrastają na zdecydowanie największe pozytywne zaskoczenie tegorocznej edycji Europa League. Sparta Praga rozniosła w 1/8 finału zszokowane bardzo dobrą postawą naszych południowych sąsiadów Lazio Rzym, na dodatek rozbijając Włochów na ich stadionie. Dla zespołu Zdenka Ščasný’ego jest to pierwsza wizyta w fazie ćwierćfinałowej LE w historii.

Co więcej, dla stołecznego klubu to najlepsza europejska kampania od sezonu 2003/04, kiedy to udało się Rudím wyjść z fazy grupowej Ligi Mistrzów i podjąć rękawicę rzuconą przez naszpikowany wówczas gwiazdami AC Milan, ówczesnego obrońcę trofeum. Sparta z m. in. Radoslavem Kováčem i Karelem Poborským w składzie zdołała nawet zremisować z Włochami na własnym boisku, jednak w rewanżu Kaka, Maldini i spółka pokazali mistrzom Czech miejsce w szeregu i odesłali ich nad Wełtawę z trzema bramkami bagażu. Sukcesu Sparcie nie można jednak było odmówić.

Naprzeciw klubowi z Pragi stanie w czwartek prezentujący znakomitą formę Villarreal. Podopieczni Marcelino Garcii Torala przemknęli jak burza przez poprzednie etapy Ligi Europy i w ćwierćfinale meldują się jako zespół niepokonany, z Napoli i Leverkusen na rozkładzie. Równie pozytywnie Żółte Łodzie Podwodne zaskakują w La Liga. Czwarte miejsce, tuż za nieosiągalną wielką trójcą: Realem, Barceloną i Atlético, a ze sporą przewagą nad resztą stawki, pozwala wierzyć, że w nadchodzącym sezonie na El Madrigal zagości Champions League.

Nic więc dziwnego, że bukmacherzy za zwycięstwo Villarrealu nad Spartą płacą zaledwie 1,50 zł za każdą postawioną złotówkę. Przed starciem Czechów z Lazio kursy były jednak identyczne…


Athletic-Bilbao-icon Athletic Club – Sevilla FC 481

Drużyny z Półwyspu Iberyjskiego rządzą w tegorocznych europejskich pucharach i naprawdę trudno z tym faktem polemizować. Kto wie, jak wyglądałyby półfinały Ligi Mistrzów i Ligi Europy, gdyby los nie skojarzył hiszpańskich par na etapie ćwierćfinału. Po bardziej elitarnej, zakończonej prawdziwą bratobójczą wojną rywalizacji Barcelony z Atlético Madryt, w 1/4 finału LE zmierzą się ze sobą Athletic Club oraz Sevilla.

Dla Grzegorza Krychowiaka i jego kolegów ćwierćfinał europejskich pucharów jest czymś naturalnym. Ba, podopieczni Unaia Emery’ego są przyzwyczajeni do gry na znacznie bardziej zaawansowanych etapach rozgrywek, wszak z 10 ostatnich edycji Pucharu UEFA / Ligi Europy aż czterokrotnie meldowali się w finale. Co więcej, wygrali wszystkie cztery!

Europejskie osiągnięcia drużyny z Kraju Basków na tle Sevilli wypadają blado. Warto wspomnieć jednak sezon 2011/12, w którym drużyna z Bilbao otarła się o upragnione trofeum, przegrywając finałowe starcie z Atlético Madryt, innym entuzjastą Ligi Europy. Tegoroczne rozgrywki, w których dość szczęśliwe udało się Athletikowi przebrnąć do ćwierćfinału (błąd sędziego i gol Aduriza w rewanżowym meczu z Valencią – przyp. red.), póki co nie stawiają ich w roli faworytów do końcowego triumfu. Podopieczni Ernesto Valverde wiedzą jednak, że zwycięstwo w Europa League jest prawdopodobnie jedyną szansą na udział w Champions League w nadchodzącym sezonie.

W podobnej sytuacji jest Sevilla, która do czwartego w tabeli hiszpańskiej Primera Division Villarrealu traci już dziewięć punktów. Piłkarze z Andaluzji zdają się być faworytem dwumeczu z Lwami z Bilbao, ale warto zauważyć, że w tegorocznej edycji Ligi Europy nie trafili jeszcze na poważnego rywala. Wyeliminowanie FC Basel oraz Molde, z którym zresztą przegrali jedno spotkanie, trudno uznać za wartościowy element piłkarskiego CV. Pokusa trzeciego z rzędu zwycięstwa w tych rozgrywkach może jednak sprawić, że na najbliższe spotkanie Sevilla wyjdzie znacznie bardziej zmotywowana, niż choćby na niedawne, okraszone samobójczym golem Grzegorza Krychowiaka spotkanie z Realem Sociedad w ramach La Liga.


Borussia-Dortmund Borussia Dortmund – Liverpool FC Liverpool-FC-icon

Można odnieść wrażenie, że przedstawiciele Borussii Dortmund przyjęli wylosowanie Liverpoolu w 1/4 finału Ligi Europy bez szczególnych emocji. Po starciach z FC Porto oraz Tottenhamem, trafienie na podopiecznych Jürgena Kloppa w kolejnej fazie było czymś naturalnym, podobnie jak na hiszpańską Sevillę. BVB przyzwyczaiła nas do niezwykle ciekawych, przyprawiających bukmacherów o ból głowy dwumeczów, które stanowią centralny punkt danej fazy rozgrywek. Nadchodząca rywalizacja z The Reds ma jednak dodatkowy smaczek w osobie wracającego na Signal Iduna Park Kloppa, czyli żywej legendy klubu, architekta dwóch tytułów Mistrza Niemiec, Pucharu Niemiec oraz finału Ligi Mistrzów. Kibice Borussii, gdyby mieli taką możliwość, zapewne już dziś zastąpiliby w nazwie ukochanego stadionu sponsora, Signal Iduna, nazwiskiem trenera, który przyniósł im tak wiele emocji i piłkarskich uniesień. Póki co muszą ograniczyć się do meczowej oprawy. Znając fantazję i kunszt fanów Czarno-Żółtych – szykuje się arcydzieło godne kibicowskiego Luwru.

Klopp w sentymentalną podróż do Dortmundu zabierze falujący formą Liverpool, który w poprzedniej fazie niezwykle pewnie uporał się z Manchesterem United.

Podobnie jak w przypadku większości zespołów w tegorocznej Lidze Europy, paliwem dla zespołu z miasta Beatlesów jest szansa na grę w Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie, którą trudno będzie uzyskać poprzez rozgrywki krajowe. Co więcej, nie ma drugiego takiego rywala dla LFC, którego Jürgen Klopp znałby tak dobrze.

Jeśli Borussia Dortmund utrzyma znakomitą, regularną dyspozycję, prezentowaną przez praktycznie cały sezon, to powinna wyeliminować Liverpool. Dla Thomasa Tuchela rywalizacja z zespołem z Anfield będzie doskonałą okazją, by w końcu ograć szkoleniowca, który był jego poprzednikiem zarówno w Mainz, jak i w Dortmundzie. Nie ulega jednak wątpliwości, że szykuje nam się przede wszystkim doskonała rywalizacja dwóch widowiskowo grających drużyn. Rywalizacja, której największymi wygranymi powinniśmy być my, kibice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *