sas

Bardzo często ligowi średniacy, którym udaje się wywalczyć przepustkę do europejskich pucharów, w niedługim czasie odczuwają negatywne konsekwencje owego awansu. Gra na kilku frontach wyraźnie im nie służy -dalekie wyjazdy, większa częstotliwość spotkań, a w konsekwencji zmęczenie okazują się katem dla drużyn, które w lidze prezentują się co najwyżej przeciętnie. Najnowszym przypadkiem jest Sassuolo. Neroverdi w ostatnich latach z roku na rok pięli się coraz wyżej i robili stałe postępy. Gdy przyszła wreszcie wymarzona promocja do Ligi Europy, zaczęły się problemy, które zepchnęły podopiecznych Eusebio Di Francesco niemal na samo dno tabeli Serie A.

Na ten moment ekipa z regionu Emilia-Romania zajmuje szesnastą lokatę, z sześcioma punktami przewagi nad strefą spadkową. Czarno-Zieloni po raz ostatni wygrali niemal miesiąc temu i to z beniaminkiem Crotone, z którym notabene męczyli się niemiłosiernie. Poza triumfem nad zespołem Davide Nicoli, Sassuolo zdołało wygrać jeszcze tylko trzykrotnie – z Palermo na inaugurację, Genoą i Udinese. Oprócz remisu z Bologną, resztę spotkań Neroverdi sromotnie przegrywali. Zdarzały im się bolesne wpadki nie tylko z silnymi zespołami, ale także ligowymi średniakami, jak chociażby Chievo Verona. Do tego doszła organizacyjna kompromitacja z Pescarą, gdy Delfiny otrzymały walkower za grę nieuprawnionego zawodnika po stronie gospodarzy. Podopieczni Di Francesco mają w tym sezonie ogromne problemy zwłaszcza z grą na wyjeździe, gdzie zdobywają przeciętnie tylko 0,67 punktu na mecz.

Sassuolo brakuje przede wszystkim Domenico Berardiego, który z powodu kontuzji zagrał w trwającej kampanii tylko dwukrotnie (ale zdobył w tym czasie dwie bramki – przyp. ryd.). Swoje zrobiło także letnie mercato, podczas którego włodarze Neroverdich bardziej skupili się na sprzedaży zawodników niż transferach do klubu. Mimo sporej wówczas szansy awansu do Europa League, lekką ręką pozbyto się Šime Vrsaljko (Atlético Madryt) i Nicoli Sansone (Villarreal CF). Tymczasem na Mapei Stadium sprowadzono graczy co najwyżej przeciętnych, bo tak należy określić Alfreda Duncana czy Alessandro Matriego.

Co jednak zastanawiające, Sassuolo o wiele lepiej niż w lidze radzi sobie w rozgrywkach międzynarodowych. Co prawda podopieczni Di Francesco zajmują w swojej grupie trzecie miejsce, ale do liderującego Genku tracą zaledwie punkt, a po drodze zaliczyli między innymi efektowny triumf nad Athletikiem Bilbao (3:0). Gra w Lidze Europy wyraźnie nie służy jednak Czarno-Zielonym i wątpliwe, aby w najbliższej przyszłości ta sytuacja miała się w znacząco polepszyć. Sassuolo to zespół z małego miasta, nastawiony na kupno młodych zawodników, ich rozwój i drogą sprzedaż. Sam awans do europejskich pucharów jest dla nich wystarczająco dużą nobilitacją. W tym sezonie szans na powtórzenie takiego scenariusza nie mają praktycznie żadnych. W ubiegłej kampanii Neroverdi po części korzystali ze słabej dyspozycji rywali. W dużym dołku były wówczas chociażby Milan czy Lazio. Teraz rywalizacja już od początku jest o wiele bardziej zacięta, a ścisk w pierwszej szóstce znaczny. Dość powiedzieć, że obecnie ostatnie pucharowe miejsce zajmuje ubiegłoroczny wicemistrz Napoli, a na dalszych pozycjach plasują się jeszcze takie zespoły jak Inter czy Fiorentina. Słaby początek rozgrywek i duża strata do czołówki z pewnością nie ułatwią drużynie z Mapei Stadium zadania.

Nie trudno zauważyć, że Sassuolo z poprzedniego sezonu powoli przestaje istnieć. W niedługim czasie z klubu powinna odejść kolejna gwiazda Domenico Berardi, który i tak stosunkowo długo zasiedział się w prowincji Modena. Napastnika może ponownie wykupić Juventus, chociaż od dawna jego sytuację monitoruje także Inter. Prędzej czy później pracodawcę zmieni także Francesco Acerbi, który powinien znaleźć zatrudnienie w drużynie z topu Serie A. Już teraz Roma dopytuje z kolei o Gregoire Defrela, który z pięcioma bramkami na koncie jest aktualnie najlepszym strzelcem Neroverdich.


„Nie tak łatwo mówić o mercato w listopadzie. Mogę natomiast zdradzić, że latem Domenico [Berardi – red.] podjął decyzję o pozostaniu w Sassuolo, ale co przyniesie przyszłość, tego nie wiem. Juventus i Inter rzeczywiście były nim zainteresowane, zresztą dalej są. Oba kluby ciągle o niego dopytują, ale on wciąż jest zawodnikiem Sassuolo” – skomentował pogłoski transferowe agent Berardiego Simone Seghedoni

Na Mapei Stadium są już oczywiście ich następcy. Sassuolo ma bowiem świetny dział skautingu, który za niewielkie pieniądze wyłapuje utalentowanych graczy. Z obecnej kadry już teraz imponują chociażby Pol Lirola (19 lat, ale tylko wypożyczony z Juventusu), Lorenzo Pellegrini (20, podobno Roma chce go odkupić za 10 mln €), Matteo Politano (23), czy też Federico Ricci (21, wypożyczony z Romy). Sassuolo to poniekąd włoski odpowiednik Sevilli – tanio kupić, wychować i sprzedać ze sporym zyskiem. Trzeba jednak pamiętać o proporcjach i tym, że siedziba włoskiego klubu znajduje się w 40-tysięcznym mieście. Na dłuższą metę Neroverdi nie mają zatem większych szans na zakontraktowywanie znanych graczy.


„Najbardziej utalentowany zawodnik w Serie A? Pellegrini z Sassuolo” – mówił kilka dni temu agent Davide Lippi, syn byłego selekcjonera reprezentacji Italii – Marcelo

Z takiej perspektywy awans do pucharów był dla Sassuolo wielkim sukcesem, ale jednocześnie srogą lekcją. Rywalizacja na kilku frontach póki co nie wychodzi ekipie Eusebio Di Francesco na dobre. Neroverdi nie mają na tyle szerokiej kadry, aby w szybkim tempie uzupełniać wszystkie kadrowe ubytki. Być może dopiero powrót do gry Domenico Berardiego, a nawet odpadnięcie z Ligi Europy (do końca fazy grupowej pozostały tylko dwa mecze – przyp. red.) pozwoli zespołowi z Mapei Stadium powrócić do równowagi. Na ten moment Sassuolo pozostaje modelowym przykładem drużyny, dla której europejskie puchary okazały się probierzowskim „pocałunkiem śmierci”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *