mario-balotelli-nice-transfer

Jego dotychczasową karierę można podsumować jednym słowem – sinusoida. Wielka nadzieja włoskiej piłki, ale jednocześnie rozkapryszony dzieciak, którego nie sposób upilnować. Od debiutu Mario Balotellego w seniorskiej piłce w barwach Interu minęło już 9,5 roku. Przed minionym sezonem ciemnoskóry napastnik otrzymał kolejną (ostatnią?) szansę, by w wieku 26 lat zacząć spełniać pokładane w nim nadzieje. Transfer do Nicei był zdecydowanie poniżej skali jego talentu, ale wyglądał na rozsądny ruch. I wydaje się, że takim właśnie był, bowiem sezon na francuskich boiskach okazał się najlepszym, jaki „SuperMario” rozegrał od dłuższego czasu. Przed zbliżającymi się rozgrywkami musi jednak podjąć decyzję, czy kontynuować karierę w klubie z Lazurowego Wybrzeża, który dał mu szansę na odbudowanie, czy ponownie spróbować czegoś więcej.

Gdy zapomnimy na chwilę o niezwiązanych bezpośrednio z futbolem perypetiach Balotellego i jego niebywałej umiejętności wpadania w kłopoty, a skupimy jedynie na aspekcie sportowym, w oczy rzuci się jedno – od ostatniego sezonu, w którym Mario grał na miarę swojego ogromnego talentu mija właśnie pięć lat. Kampanię 2011/12, bo o niej mowa, Włoch zakończył jako mistrz Anglii i zdobywca krajowego pucharu. Z kolei na polsko-ukraińskim czempionacie wydatnie przyczynił się do sukcesu reprezentacji Squadra Azzurra. Mecz półfinałowy EURO 2012 pozostaje szczytowym momentem w dotychczasowej karierze krnąbrnego napastnika. Dwie bramki „Balo” strzelone Niemcom sprawiły, że Italia sześć lat po zdobyciu tytułu mistrza świata stanęła przed szansą zdobycia kolejnego złotego medalu.

Kilka dni później Włosi zostali rozbici przez hiszpańską maszynę pod wodzą Vicente Del Bosque. Balotelli natomiast wracał na Wyspy Brytyjskie, by rozegrać swój trzeci sezon w barwach Manchesteru City. Jak się okazało, były to jego ostatnie chwile na Etihad Stadium. Już w styczniu został bowiem sprzedany za 20 mln € do AC Milan – klubu, którego zawsze deklarował się być zagorzałym fanem. Zmiana pracodawcy była spowodowana w dużej mierze nasilającym się konfliktem z ówczesnym trenerem Obywateli Roberto Mancinim. Niemniej włoski szkoleniowiec, mimo częstych animozji, potrafił w elegancki sposób odnieść się do transferu rodaka.

„To fantastyczny napastnik, a powrót do Włoch i gra w wielkim klubie z Mediolanu może być szansą dla niego samego. Myślę, że się rozwinie i zostanie jednym z najlepszych piłkarzy świata. Klub pytał się, co będzie najlepsze dla mnie. Ja z kolei rozmawiałem z Mario i wydaje mi się, że on chciał tej przeprowadzki. Dla mnie był jak jedno z moich dzieci. To dzięki mnie zadebiutował w Serie A, kiedy miał 17 lat. Czasami można być na niego wściekłym, ale to uroczy chłopak. W każdego ze swoich piłkarzy zainwestowałem dużo czasu. W Balotellego być może nieco więcej”

Roberto Mancini po przenosinach Mario Balotellego do Milanu

Po nieudanej jesieni i zmianie klimatu wychowanek A.C. Lumezzane zdecydowanie odżył w stolicy Lombardii. Przez półtora roku zdobył dla Il Diavolo 30 bramek w 54. meczach we wszystkich rozgrywkach. Tyle czasu wystarczyło jednak, by mimo dobrej gry Silvio Berlusconi nazwał go „zgniłym jabłkiem” i bez żalu oddał do innego klubu. Sytuacja była dla mediolańczyków o tyle korzystna, że dobra postawa piłkarza nie umknęła bogatszym od ówczesnego Milanu zespołom i przed sezonem 2014/15 Balotelli „wzmocnił” szeregi Liverpoolu. Dla klubu z miasta Beatlesów był to niewątpliwie jeden z najgorszych transferów ostatnich lat. 20 mln € zainwestowane przez działaczy The Reds w ciemnoskórego zawodnika, który przez rok zdobył jedynie cztery bramki, można bez wahania uznać za wyrzucone w błoto. Dość powiedzieć, że już rok później Mario ponownie zawitał na San Siro, tym razem w ramach bezpłatnego wypożyczenia, a Liverpoolowi tak bardzo zależało na pozbyciu się atakującego, że dodatkowo Anglicy zdecydowali się na opłacanie znacznej części jego pensji.

„Prezesie, możemy pozyskać piłkarza zupełnie za darmo – napastnika! Nie płacimy mu pensji, bo koszty ponosi jego klub. Jest tylko jedna wada – to Mario Balotelli

Adriano Galliani do Silvio Berlusconiego o możliwości ściągnięcia byłego (?) reprezentanta Italii do Milanu

Rok spędzony w czerwonej części Mediolanu okazał się jednak dla „Balo” wyjątkowo słaby. Zaledwie trzy bramki strzelone przez cały sezon sprawiły, że nikt w ekipie Rossonerich po Mario nie zatęsknił. Nie tęskniono za nim również na Anfield. Przed rozpoczęciem ubiegłej kampanii sytuacja była jasna – Mino Raiola musi znaleźć nowy klub swojemu podopiecznemu. Wybór padł na francuską Niceę, co w tym przypadku nie było oczywistym kierunkiem, wszak jest to drużyna spoza kręgu wielkich europejskich klubów bijących się o najwyższe laury.


Przed przyjściem Balotellego Nicea zajęła znakomite czwarte miejsce, co zaowocowało awansem do fazy grupowej Ligi Europy. Minioną kampanię pod wodzą Luciena Favre’a, już z Włochem w składzie, ponownie można określić mianem sinusoidy: znakomita postawa w rozgrywkach ligowych i kompromitacja w europejskich pucharach, upragnione trzecie miejsce dające awans do eliminacji Ligi Mistrzów w nadchodzącym sezonie i odpadnięcie w 1/32 finału Pucharu Francji oraz w 1/8 finału Pucharu Ligi. Jedno jest póki co pewne – transfer „SuperMario” wypalił. 17 bramek na wszystkich frontach bardzo pomogło czterokrotnemu mistrzowi Francji uplasować się na podium Ligue1, a samemu piłkarzowi znów odzyskać radość z grania.

Przed Balotellim w najbliższych tygodniach ważna decyzja. Ze względu na kończącą się umowę, mimo wszystkich swoich wad i grzeszków, powinien być łakomym kąskiem na rynku transferowym. Zainteresowanie usługami 26-latka wyraziły w ostatnich tygodniach hiszpańskie Las Palmas, włoska Sampdoria, a także Zenit St. Petersburg, gdzie trenerem jest jego stary znajomy – Roberto Mancini. Dodatkowo kilka dni temu agent piłkarza Mino Raiola postanowił rozgrzać niemiecką opinię publiczną informując dziennikarzy przy okazji swojej wizyty w Dortmundzie, że Włoch zagra w przyszłym sezonie w żółto-czarnej koszulce BVB. Do dziś jednak nie wiadomo, czy był to tylko niewinny żart, czy faktycznie coś jest na rzeczy. Patrząc jednak na to, jak toczy się kariera Mario, jednego możemy być pewni – nudno nie będzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *