davide-astori_cqekm7ijrxuj1bgfn2203jvb0

Szok, smutek, niedowierzanie. W niedzielę, chwilę po tym, jak wybiło południe, włoskimi mediami wstrząsnęła straszna wiadomość – zmarł Davide Astori, stoper i kapitan Fiorentiny, a także reprezentant Italii. Jeszcze przez moment wszyscy wierzyli, że to „tylko” kolejny w dzisiejszych czasach fake news, którego celem było osiągnięcie wysokiej popularności. Długie minuty niepewności upływały, aż w końcu poważne źródła potwierdziły smutą i tragiczną informację.

To było gigantyczne zaskoczenie nie tylko dla kibiców na Półwyspie Apenińskim. Mowa bowiem o piłkarzu doświadczonym, ale zaledwie 31-letnim. W hotelowym pokoju znalazł go klubowy masażysta, zaniepokojony nieobecnością zawodnika. Rzecznik prasowy Violi, Arturo Mastronardi, chwilę po oficjalnym potwierdzeniu zgonu przyznał, że taka okoliczność od samego początku wydawała się niepokojąca i od razu wiadomo było, że stało się coś złego. Wszyscy zwracali bowiem uwagę na wyjątkową punktualność Astoriego, która powodowała, że defensor jako pierwszy stawiał się na porannym posiłku.

Mimo że dotychczas nie podano jeszcze oficjalnej przyczyny śmierci piłkarza, włoskie media nie mają najmniejszych wątpliwości, że winą należy obarczyć ukrytą wadę serca.


Zaskakujące, a przede wszystkim zupełnie niespodziewane odejście do wieczności byłego obrońcy Fiorentiny sprawiło, że wszyscy kibice zaczęli zadawać sobie jedno pytanie: jaki był Davide Astori? We wspomnieniach jego kolegów dominują wzmianki o ciepłym, profesjonalnym i niezwykle pracowitym człowieku. Nigdy się nie spóźniał, na zajęcia przychodził jako pierwszy i trenował niesamowicie wytrwale. Takim chociażby pamięta go były dyrektor sportowy Milanu, Adriano Galliani.

„Bardzo dobrze wspominam Davide. Sprowadziliśmy go w 2001 roku i przeszedł z nami całą drogę sektora młodzieżowego. Był poważnym, grzecznym i dobrze ułożonym chłopakiem. Już jako dzieciak miał wszystkie cechy wybitnego profesjonalisty. To wszystko, co się wydarzyło, jest dla mnie wielkim szokiem. Ze smutkiem kieruje swoje myśli ku jego żonie i dwuletniej córeczce, która dorośnie nie znając swojego ojca. W takich sytuacjach pozostaje jedynie milczeć i modlić się. To był nasz chłopak – jeden z tych, którzy mieli w sobie styl Milanu”

Astori karierę zaczynał właśnie w mediolańskiej ekipie. W Milanie przeszedł przez wszystkie szczebelki kariery juniorskiej, jednak w naszpikowanej gwiazdami drużynie Rossonerich nie miał wielkich szans na przebicie się. Nigdy nie zdołał nawet zadebiutować w pierwszym składzie Il Diavolo, dlatego w 2008 roku opuścił Lombardię na rzecz Sardynii.

W Cagliari Astori zapuścił korzenie. Stał się liderem defensywy i twarzą zespołu, dzięki czemu zapracował na debiut w reprezentacji Włoch, gdy do kadry powołał go Cesare Prandelli. Ostatecznie jego licznik reprezentacyjnych występów zatrzymał się na 14 meczach i jednej bramce, którą zdobył w 2013 roku w spotkaniu z Urugwajem w Pucharze Konfederacji.


W drużynie Rossoblu stał się legendą – rozegrał tam blisko 200 spotkań, jednak w pewnym momencie prowincjonalny klub zrobił się dla niego trochę za mały. Davide postanowił więc spróbować szczęścia i transferu do większego zespołu. Latem 2014 roku biły się o niego dwa rzymskie kluby – Lazio i Roma. Ostatecznie wyścig wygrali Giallorossi, którzy wypożyczyli go z opcją pierwokupu. W Rzymie defensor zupełnie się jednak pogubił. Wprawdzie dalej ciężko pracował, ale nie zdołał unieść ciężaru oczekiwań. O wiele większa presja i wymagające środowisko spowodowały, że w stolicy Astori spędził zaledwie jeden sezon. Po jego zakończeniu powrócił do Cagliari, by nieco ponad miesiąc później opuścić klub po raz drugi i ostatni – tym razem na rzecz Fiorentiny.

We Florencji ponownie zapuścił korzenie i z czasem dorobił się opaski kapitana. Był jedną z najważniejszych postaci w szatni Gigliatich, chociaż nigdy nie podnosił głosu. Nie był liderem w stylu Gattuso, a jednak swoją charyzmą oddziaływał na zespół. Wiele ciepłych słów w jego kierunku wypowiedzieli między innymi Federico Bernardeschi czy Federico Chiesa, którym Astori miał udzielać wielu rad na temat prowadzenia kariery.


Cała historia ma jednak niezwykle niepokojące tło. 28 lutego wszyscy zawodnicy Fiorentiny przeszli rutynowe badania medyczne, które nie wykazały żadnych problemów ze zdrowiem 31-latka. Tymczasem zaledwie sześć dni później Astori został znaleziony martwy w hotelu w Udine. Był sam, bo jak przyznał rzecznik klubu, niektóry piłkarze mieszkają w jednoosobowych, a inni w dwuosobowych pokojach. Jak to możliwe, że badania nic nie wykazały? Tego pewnie szybko się nie dowiemy…


Lega Serie A kilka minut po feralnych wiadomościach poinformowała o przeniesieniu wszystkich niedzielnych spotkań na inne terminy, co wydało się w takim momencie jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Nie miało znaczenia, które kluby reprezentował, stratę poniósł cały włoski futbol.


We Florencji w dniu pogrzebu będzie stan żałoby, a kibice w całym kraju żegnają Davide Astoriego, który był idealnym odzwierciedleniem tego rodzaju piłkarzy, jakich na Półwyspie Apenińskim ceni się najbardziej – skupionych na pracy, niezwykle rodzinnych, którzy stronią od zgubnego towarzystwa czy niepotrzebnych afer. Taką pustkę będzie niezwykle trudno wypełnić. Ciao Davide!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *