c39a6de914f25f7df9a768b04e1b7f7a

Nowa, zmieniona polityka transferowa Florentino Péreza od dłuższego czasu jest obiektem wielu dywagacji oraz wątpliwości. Sprowadzanie młodych, obiecujących „kotów w worku” z Brazylii za grube miliony irytuje kibiców Los Blancos, którzy domagają się zawodników „na teraz”, by znowu móc ujrzeć królewską biel triumfującą w Lidze Mistrzów. Znani z niecierpliwości stołeczni fani kilkukrotnie dawali już wyraz swojemu niezadowoleniu, jednak po udanych występach Viníciusa Júniora w ubiegłym sezonie madridistas postanowili trochę mocniej uwierzyć w plan sternika Realu. Sprowadzenie młodziutkiego Rodrygo z Santosu za sumę oscylującą w granicach 40 mln € ponownie wywołało w stolicy Hiszpanii lawinę spekulacji, tymczasem w chwili obecnej już chyba nikt przy Concha Espina 1 nie ma wątpliwości, że trzynastokrotny zdobywca Pucharu Europy ma w swoich szeregach przyszłą gwiazdę futbolu.

Trudno nie odnieść wrażenia, iż nastolatek z Osasco wielką karierę ma zapisaną w gwiazdach. Urodził się i dorastał w jednej z dzielnic São Paulo, a jego ojciec grał w piłkę głównie w niższych ligach brazylijskich. Jeszcze zanim udało mu się dostać do drużyny juniorskiej, został wypatrzony przez amerykańskich wysłanników reprezentujących potężny koncern Nike, który już w wieku 11 lat zaproponował uzdolnionemu skrzydłowemu kontrakt, czyniąc go automatycznie najmłodszym sportowcem w historii związanym z jakąkolwiek marką. Dla porównania: obecny gwiazdor Paris Saint-Germain i reprezentacji Canarhinos, Neymar, podobny kontrakt podpisał dwa lata później, jako trzynastolatek. Podobnie jak aktualny atakujący mistrzów Francji, Rodrygo Goes rozpoczynał swoją przygodę z futbolem w brazylijskim Santosie, od gry w zespole U-13 ze znacznie starszymi od siebie kolegami. Nie przeszkodziło mu to bynajmniej wyróżniać się od samego początku na tle chłopców z wyższych roczników. Pierwszy sezon zakończył jako najlepszy strzelec zespołu z liczbą 20 goli, czym wybitnie przyczynił się do mistrzostwa stanowego wywalczonego przez swój klub.


W 2017 roku udało mu się natomiast zadebiutować w dorosłej drużynie Santosu, jednak poza premierowym występem zagrał jeszcze tylko w jednym spotkaniu. Dopiero rok później zaprezentował pełnię potencjału notując blisko 60 meczów na wszystkich frontach, w których uzbierał 12 bramek i 4 asysty – to wszystko w wieku zaledwie 17 lat! Po tak spektakularnym sezonie nazwisko perełki Alvinegro Praiano trafiło do notesów większości skautów europejskich klubów. Przedstawiciele brazylijskich rozgrywek uhonorowali nastoletniego zawodnika Santosu nagrodą „Campeonato Paulista Best Newcomer” (wyróżnienie dla najlepszego debiutanta w lidze – przyp. red.), zaś prestiżowy magazyn France Football uznał gołowąsa z Ameryki Południowej czwartym najlepszym zawodnikiem na świecie w kategorii U-21.

W stolicy Hiszpanii po raz pierwszy usłyszeli o bohaterze niniejszego tekstu w 2013 roku. Juni Calafat odpowiedzialny za penetrowanie południowoamerykańskiego rynku dostał polecenie, by znaleźć napastnika, który mógłby wspomóc ekipę Castilli. W oko wpadł mu początkowo Willian José, obecny napastnik Realu Sociedad, lecz podczas negocjacji dyrektorzy Santosu napomknęli, że mają jeszcze „bardzo dobrego chłopaka, który nazywa się Rodrygo”. W ten oto sposób młodziutki skrzydłowy znalazł się w raporcie przygotowywanym przez Calafata, który w mgnieniu oka dostrzegł drzemiący w nim potencjał, jednak nie mógł sprowadzić go na Półwysep Iberyjski od razu, wszak na przeszkodzie stanął wiek zawodnika. Kilka lat później, po bacznym przyglądaniu się rozwojowi młodzieżowego reprezentanta Brazylii, udało się wreszcie dopiąć transfer, w czym duży udział miał agent piłkarza – Nick Arcuri. Nie bez znaczenia była również sympatia Rodrygo do madryckiego klubu oraz… Cristiano Ronaldo, którego – jak sam przyznaje – bardzo podziwia. O błyskotliwego Latino starali się też inni potentaci – Liverpool, Barcelona czy PSG. Działacze Les Parisiens planowali nawet nakłonić wychowanka Santosu do wyboru oferty ze stolicy Francji za sprawą Neymara, ale było już za późno.


Transfer wschodzącej gwiazdy brazylijskiej piłki ogłoszono z rocznym wyprzedzeniem, po którym sam zainteresowany musiał jeszcze dograć pełny sezon w ojczyźnie, by osiągnąć pełnoletność. W lipcu bieżącego roku zaprezentował się publiczności na Estadio Santiago Bernabéu, a fani Królewskich od razu zaczęli zastanawiać się, czy Rodrygo okaże się lepszy od starszego o rok rodaka – Viníciusa Júniora, jak zresztą prorokowała duża liczba ekspertów. Podbudowany obiecującymi występami w przedsezonowych grach towarzyskich nowicjusz musiał poczekać na swój debiut aż do 6. kolejki LaLiga, kiedy to Zinédine Zidane wpuścił go na ostatnie 19 minut spotkania z Osasuną. To jednak wystarczyło, by brasileiro przywitał się z miejscową widownią bramką, która zapewniła mu nie tylko psychiczny luz, ale także pozytywnie nastawiła do niego sympatyków Los Blancos, którzy coraz głośniej zaczęli rozprawiać o wyższości Silvy de Goesa nad Paixão de Oliveirą. Po debiucie w nowych barwach filigranowy skrzydłowy wystąpił jeszcze w trzech spotkaniach, dokładając kolejną bramkę przeciwko CD Leganés, aczkolwiek prawdziwy popis miał dopiero nadejść…

6 listopada Rodrygo został desygnowany do gry w pierwszej jedenastce na kluczowe dla Realu Madryt starcie w czwartej kolejce Ligi Mistrzów, co miało związek z problemami zdrowotnymi innych asów z talii Zidane’a. Decyzja o postawieniu na „cudowne dziecko” była dość naturalna, biorąc pod uwagę jego spektakularne momenty w lidze hiszpańskiej, jednak zupełnie nienaturalne było to, co młodzian pokazał wówczas na murawie Bernabéu. Dwa trafienia w siedem minut, a w dalszej części asysta oraz kolejny gol – świetny występ zamienił się w historyczny, natomiast bohater wieczoru zapisał się w dziejach elitarnych rozgrywek jako najmłodszy zdobywca hat-tricka, w dodatku królewskiego (bramki zdobywane prawą i lewą nogą oraz głową – przyp. red.). Noc magiczna, wiekopomna, dziwić może tylko reakcja… samego zawodnika. W szatni jego matka płakała, zaś on był spokojny, jakby nie uczynił niczego wielkiego, nadzwyczajnego. Ot, kolejny dzień w pracy.


Frapująco zapowiada się przyszłość genialnego atakującego rodem ze stanu São Paulo. To kolejny wielki talent, który szybko wyjeżdża z Kraju Kawy, przy czym tym razem wydaje się, że rzeczywiście mamy do czynienia z piłkarzem poukładanym i świadomym tego, co chce osiągnąć. Porównując go do Viníciusa, widać zupełnie inne podejście do boiskowych obowiązków. Rodrygo – w pełni skoncentrowany na futbolu, „Vini” – lubi czasem „pogwiazdorzyć”. Młodszy z tej dwójki jest zwykłym nastolatkiem, żyjącym ze swoimi trzydziestokilkuletnimi rodzicami i malutką siostrzyczką, która przyszła na świat przed niespełna rokiem. W takich warunkach ciężko o tzw. „sodówkę”, zwłaszcza zagłębiając się w historię chłopaka, którego ojciec mocno doglądał na początku przygody z piłką.

Jeżeli kariera Rodrygo będzie rozkwitać w tempie tak szybkim, jak strzelane przez niego bramki, to już w niedalekiej przyszłości możemy doczekać się kolejnej supergwiazdy, która odciśnie istotne piętno na europejskim futbolu. Kluczowa będzie oczywiście jego współpraca z Zinédinem Zidanem, który jak mało kto potrafi dotrzeć nawet do wielce doświadczonych piłkarzy, a dla nowych adeptów jest postacią wręcz ikoniczną. Jeśli francuska legenda będzie w stanie odpowiednio oszlifować brazylijski diament, to przygoda, która już w tym momencie ciekawi całą Europę, zamieni się we wspaniałą drogę do gwiazd. Gwiazd, które mimo ledwie 18 wiosen na karku, są na wyciągnięcie ręki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *