Sandecja - awans do ESY 2

Konia z rzędem temu, kto przed sezonem, a właściwie jeszcze na początku rundy wiosennej pierwszoligowych zmagań przewidywał, że to właśnie Sandecja jako pierwsza zapewni sobie awans do Ekstraklasy, notując w tym czasie znakomitą passę siedmiu zwycięstw z rzędu. Dla klubu z Nowego Sącza to historyczny moment, gdyż jeszcze nigdy w ponad 100-letniej historii Biało-Czarnym nie udało się awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej. Czy popularni Sączersi będą w stanie zaistnieć w elicie dłużej niż sezon?

Fani śledzący rozgrywki zaplecza Ekstraklasy w ostatnich miesiącach wyjątkowo często musieli przecierać oczy ze zdumienia. W wyścigu, w którym wydawało się, że nikt nie chce uzyskać awansu, a długo na czele znajdowała się choćby notorycznie remisująca swoje spotkania Chojniczanka, niczym feniks wyłoniła się Sandecja, która wygrała siedem ostatnich spotkań i na trzy kolejki przed końcem sezonu, przy korzystnym układzie pozostałych meczów, zapewniła sobie epokowy awans. Mimo iż zapowiedzi walki o najwyższe lokaty w Nowym Sączu składano już wcześniej, podobne ambicje przejawiało wiele pierwszoligowych ekip, przy czym w gronie faworytów z pewnością nie byli wymieniani zawodnicy z Sądecczyzny.



Równie wielkie zaskoczenie na twarzach kibiców, którzy na co dzień nie śledzą pilnie 1. ligi, wywoła skład Biało-Czarnych, w którym próżno szukać wielu piłkarzy z bogatym, ekstraklasowym CV. Zaledwie kilku zawodników z obecnej kadry Dumy Nowego Sącza miało okazję rywalizować na najwyższym poziomie, choć bez większych sukcesów. Dla przeciętnego sympatyka polskiej piłki klubowej znane powinny być nazwiska Macieja Korzyma, który przed tym sezonem wrócił do klubu, z którego próbował wyruszyć na podbój piłkarskiego świata (co napastnikowi określanemu swego czasu jako kolejne „cudowne dziecko” futbolu nad Wisłą jednak się nie udało), a także Macieja Małkowskiego czy Grzegorza Barana. Istotną rolę w nowosądeckim zespole odgrywają także Dawid Szufryn czy Łukasz Radliński, którzy mimo wejścia w czwartą dekadę swojego życia nie mają jeszcze na koncie ani jednego spotkania rozegranego w Ekstraklasie!

kadra_wiosna2017_1200

Głównym atutem Biało-Czarnych jest gra na własnym obiekcie, który standardami odbiega nawet od innych pierwszoligowych aren. Nie przeszkadzało to jednak piłkarzom Sandecji w odniesieniu na Stadionie im. Ojca Władysława Augustynka aż 12 zwycięstw – dość powiedzieć, że po raz ostatni punkty w roli gospodarza stracili w październiku ubiegłego roku. Od tego czasu wszyscy rywale Sączersów – a było ich w tym czasie aż dziewięciu – schodzili z boiska przy ulicy Kilińskiego na tarczy. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego mają dobre statystyki zarówno jeśli chodzi o grę w defensywie, gdyż w klasyfikacji straconych goli przodują wspólnie z Miedzią Legnica – po 25, jak i ataku, a w tym aspekcie piłkarskiego rzemiosła jedną bramką więcej od nowosądeczan mogą się pochwalić tylko gracze Zagłębia Sosnowiec.

Wysoką formę udało się utrzymać Sandecji pomimo braku od kilku kolejek jednego z kluczowych piłkarzy i jednocześnie najlepszego strzelca zespołu – Macieja Małkowskiego, który pod koniec kwietnia doznał kontuzji wykluczającej go z gry do końca obecnych rozgrywek, a także częściowo z rundy jesiennej kolejnego sezonu.


Poważnego urazu doświadczył również Maciej Korzym, którego pech spotkał w niedawnym starciu z GKS-em Katowice i także bez swojego wychowanka Biało-Czarni będą się zmagać z kolejnymi rywalami przez najbliższe tygodnie. Wąska ławka, przetrzebiona w dodatku urazami, nie przeszkodziła bynajmniej w podtrzymaniu udanej serii.

Osobliwym przypadkiem jest osoba opiekuna Sandecji, Radosława Mroczkowskiego – nieco zapomnianego szkoleniowca, który kilka lat temu zapowiadał się na jednego z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia w naszym kraju. Przez kilka sezonów prowadził juniorskie reprezentacje Polski, w tym tę najważniejszą – do lat 21, jak również, wspólnie z Andrzejem Dawidziukiem, olimpijską U-23. W lipcu 2008 roku do swojego sztabu zaprosił go nawet sam selekcjoner Biało-Czerwonych Leo Beenhakker. Później Mroczkowski pracował także w Widzewie Łódź, gdy RTS rywalizował jeszcze na poziomie Ekstraklasy, po czym kariera 49-letniego szkoleniowca wyhamowała. Teraz absolwent warszawskiego AWF-u wyraźnie odbił się od dna, czego najlepszym dowodem są doniesienia medialne, jakoby Mroczkowski miał po sezonie objąć Jagiellonię Białystok, jeśli na zagraniczną przygodę ponownie zdecydowałby się Michał Probierz.



Sukcesy sportowe Sandecji są wynikiem ciężkiej pracy, ambicji i zaangażowania, lecz wymarzony awans, który jeszcze do niedawna nawet nie śnił się kibicom z powiatu sądeckiego, stał się początkiem kolejnych wyzwań organizacyjno-finansowych, być może nawet trudniejszych niż sportowe. Nawet na warunki pierwszoligowe ekipa z Nowego Sącza dysponowała stosunkowo skromnym budżetem, a po awansie do Ekstraklasy dysproporcje do czołowych drużyn drastycznie się zwiększą. Pierwszym krokiem w kierunku zmiany tego scenariusza było przekształcenie klubu w spółkę akcyjną, która ma przynieść w nieodległej przyszłości dodatkowy zastrzyk gotówki w wysokości co najmniej miliona złotych.


Do tej pory Sandecja była własnością miasta, które łożyło na utrzymanie zespołu, lecz działacze Biało-Czarnych liczą, że już niedługo ulegnie to zmianie i okoliczne firmy, dotychczas niezbyt zainteresowane wspieraniem klubu, postanowią dołączyć do grona sponsorów drużyny rywalizującej od przyszłego sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niedawno pojawiły się nawet informacje o rzekomej chęci zainwestowania w Snadecję ze strony byłego właściciela Polonii Warszawa, Józefa Wojciechowskiego – jednego z najbogatszych biznesmenów inwestującego w rodzimą piłkę nożną na przestrzeni ostatnich lat.

Drugim istotnym problemem pozostaje wspomniany, archaiczny obiekt przy ul. Kilińskiego 47. Stadion żywcem przeniesiony z poprzedniej epoki w jej kulminacyjnym stadium, dzisiaj jest wysoce niefunkcjonalny, co sprawia, że co najmniej przez rundę jesienną piłkarze Sandecji będą rozgrywali swoje mecze w roli gospodarza w Mielcu, na boisku zaprzyjaźnionej Stali, z którego dwa lata temu korzystała również Bruk-Bet Termalica Nieciecza. W tym czasie przestarzała arena im. Ojca Władysława Augustynka ma przejść częsciową przebudowę, aby spełniać chociaż minimalne wymagania Komisji Licencyjnej, na które składają się m.in. posiadanie podgrzewanej murawy czy zadaszonej trybuny na 1000 miejsc.

4_1920_1080

Najbliższe miesiące będą czasem intensywnych prac budowlanych, ale także prób poprawy składu, aby nowosądeczanie mogli myśleć o utrzymaniu się w elicie dłużej niż przez jeden sezon. Mimo dobrych rezultatów w ostatnim czasie, trudno zakładać, aby Sandecja była w stanie zbliżyć się do osiągnięcia Zagłębia Lubin sprzed dwóch lat, które jako beniaminek potrafiło zająć miejsce na podium Ekstraklasy. Bliżej będzie jej zapewne do obecnego statusu Arki Gdynia, a więc drużyny – pomijając niespodziewany sukces w Pucharze Polski – rozpaczliwie walczącej o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wiele będzie również zależeć od decyzji trenera Mroczkowskiego, gdyż po jego ewentualnym odejściu stworzony w Nowym Sączu kolektyw może się bardzo szybko rozpaść. Każde spotkanie z Legią, Lechem czy Lechią będzie porównywane do pojedynku Dawida z Goliatem, choć boiskowe rozstrzygnięcie nie musi być identyczne, jak w biblijnym starciu. Jednak bez odpowiednich transferów, które wiążą się ze zwiększeniem klubowego budżetu, Sandecja prawdopodobnie za rok wyląduje ponownie w tym samym miejscu…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *