FC Internazionale v Udinese Calcio - Serie A

Miał być przełomowy sezon, poprawa stylu i walka o mistrzostwo, tymczasem Inter Mediolan po raz kolejny notuje przestój, który może kosztować nawet wypadnięcie poza czołową czwórkę. To oznaczałoby, że mocno wyczekiwany na Stadio Giuseppe Meazza powrót do Ligi Mistrzów ponownie trzeba by było odłożyć w czasie. Jakie są przyczyny tego nagłego kryzysu Nerazzurrich i czy istnieją szanse na jego szybkie zażegnanie?

Poprzedni sezon był dla klubu ze stolicy Lombardii prawdziwym koszmarem. Drużynę Il Biscione prowadziło łącznie aż czterech trenerów, którzy nie potrafili jej nakierować na właściwe tory, w efekcie czego Inter nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Latem w niebieskiej części Mediolanu nie zdecydowano się jednak na gruntowną przebudowę. Najważniejszym punktem zmian miało być zatrudnienie Luciano Spallettiego, który chwilę wcześniej zakończył swoja drugą w karierze przygodę z Romą. Były opiekun Zenitu szybko poukładał zespół Nerazzurrich, nadał mu styl, a przede wszystkim uczynił rewelacją początku rozgrywek. Znakomicie dysponowany lider defensywy Milan Škriniar, odrodzony, notujący asystę za asystą Antonio Candreva i wreszcie skutecznie wykańczający akcje kolegów Mauro Icardi stanowili mocny trzon ekipy 18-krotnego mistrza Italii.


Pierwsze punkty w kampanii 2017/18 Inter stracił w piątej serii gier, gdy zremisował na wyjeździe z Bologną, ale na premierową porażkę Il Biscione trzeba było czekać aż do 17. kolejki – wtedy niespodziewanie lepsze od gospodarzy okazało się Udinese Calcio. Po drodze Nerazzurri zdołali jednak chociażby zatrzymać na Stadio San Paolo niepokonane jeszcze wówczas w lidze włoskiej SSC Napoli (0:0), wygrać prestiżowe starcie o prymat w mieście z Milanem (3:2) czy wywalczyć cenne oczko w Derby d’Italia z Juventusem. Co bardziej optymistycznie nastawieni kibice Interu przebąkiwali, że to może być sezon, w którym ich ulubieńcy włączą się do walki o scudetto, a co najmniej awans do Ligi Mistrzów. Przy powiększeniu miejsc dla klubów z Serie A do czterech miało to być oczywistością…


Właśnie od feralnego spotkania z Udinese zaczęła się czarna passa mediolańskiego zespołu, który od 16 grudnia nie wygrał spotkania w Serie A. Problemy podopiecznym Spallettiego przysporzyła już konfrontacja w 1/8 finału Coppa Italia, gdy na własnym terenie przez 120 minut nie potrafili zdobyć bramki przeciwko trzecioligowemu Pordenone Calcio, a pucharowy pojedynek rozstrzygnęli na swoją korzyść dopiero po serii rzutów karnych! Potem przyszło wspomniane niepowodzenie z ekipą Zebrette, następnie wyjazdowa porażka z Sassuolo (0:1) oraz remisy z Lazio (0:0) i Fiorentiną (1:1).


Inter, który jeszcze do niedawna imponował obserwatorom calcio i trzymał się czuba ligowej tabeli, nie raz liderując, nagle wylądował na trzecim miejscu (ze stratą dziewięciu punktów do przodującego Napoli – przyp. red.) i czuje już na plecach oddech Lazio oraz Romy, które do Nerazzurrich tracą odpowiednio dwa i trzy punkty. Trzeba przy tym pamiętać, że oba rzymskie kluby mają po jednym meczu zaległym i lada moment mogą zdystansować drużynę ze Stadio Giuseppe Meazza, której w takiej sytuacji grozi spadek na piątą lokatę, premiującą tylko udziałem w rozgrywkach Europa League.


Gdzie leży główny problem Il Biscione? Przede wszystkim Luciano Spalletti stosuje bardzo przewidywalną taktykę opartą na grze skrzydłami, która w związku z coraz słabszymi występami Antonio Candrevy jest przepisem na porażkę. 30-letni skrzydłowy zanotował wprawdzie udany początek sezonu, ale obecnie zdecydowana większość jego wrzutek ląduje poza bramką lub pod nogami rywali.

Coraz gorzej wygląda także środek pola Interu, gdzie słabo spisują się Roberto Gagliardini i Matias Vecino. Problemy ze skutecznością zaczął mieć nawet wychwalany pod niebiosa Mauro Icardi, który w ostatnich pięciu meczach do siatki przeciwnika trafił zaledwie dwukrotnie. Nie jest jednak tajemnicą, iż od pewnego czasu Nerazzurri cierpią na niedobór klasowych rezerwowych. João Cancelo gra bardzo nierówno i zdecydowanie częściej zalicza nieudane występy. Nieregularny jest także Éder, zaś Marcelo Brozović potrafi rozegrać kapitalne zawody, błysnąć niekonwencjonalnym zagraniem czy piękną bramką, by potem zniknąć na kilka spotkań.

Pomóc w powrocie na zwycięską ścieżkę mają zimowe transfery, choć i w tym aspekcie włodarze Interu mają nieco związane ręce. Przez ograniczenia związane z przestrzeganiem Finansowego Fair Play mediolańczycy mogą liczyć ewentualnie na wypożyczenia, chyba że działaczom uda się sprzedać któregoś z podstawowych zawodników. Natychmiastowego wzmocnienia wymaga z pewnością środek obrony, gdzie Spalletti ma do dyspozycji trzech nominalnych stoperów, a jednym z nich jest cieszący się wątpliwą sławą na Półwyspie Apenińskim Andrea Ranocchia. Ten problem został już pośrednio rozwiązany, bowiem na San Siro trafi defensor Benfiki Lisandro López, ale 58-letni szkoleniowiec chciałby jeszcze nowego środkowego pomocnika i atakującego.


Najważniejszy dla piłkarzy Interu będzie teraz odpoczynek, „zresetowanie” głów i powrót do tego, co działało na początku. Aby tak się jednak stało, potrzebne są zwycięstwa, tymczasem Nerazzurri w pierwszym meczu po przerwie zimowej zmierzą się przed własną publicznością z celującą równie wysoko Romą. Triumf nad podopiecznymi Eusebio Di Francesco może napędzić drużynę z Lombardii do dalszych wiosennych sukcesów, a porażka tylko pogłębić kryzys i zepchnąć z podium. Zapowiada się zatem klasyczny „mecz o sześć punktów”!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *