DXJaZAjXUAAeJO9

O zakończonym niedawno okienku transferowym w kontekście Legii Warszawa z pewnością nie można powiedzieć, że było bezproduktywne. Drużynę ze stolicy Polski wzmocniło bowiem aż dziesięciu nowych zawodników, w tym zarówno młodzi, perspektywiczni gracze (patrz: Kwietniewski), jak i doświadczeni, ograni na arenie międzynarodowej (m.in. Eduardo da Silva). Ostatnim elementem styczniowo-lutowej przebudowy ekipy Wojskowych został dość niespodziewanie Brazylijczyk Maurício, który na Łazienkowską trafił tuż przed zamknięciem zimowego mercato.

29-letni defensor z pewnością jest, jak na warunki Ekstraklasy, głośnym nazwiskiem i może okazać się sporym wzmocnieniem mistrza Polski. Zacznijmy jednak od negatywów, przez które stoper Biancocelestich… trafił do Warszawy. Mauricio przywędrował na Stary Kontynent w 2015 roku, kiedy to zamienił Sport Recife na lizboński Sporting CP. Wcześniej, mimo zaledwie 24 lat na karku, zdążył zwiedzić już siedem klubów w brazylijskiej Ekstraklasie.

W znanym z wyszukiwania piłkarskich talentów kraju wychowanek Palmeiras odnalazł się stosunkowo szybko. Być może na bezproblemową aklimatyzację obrońcy z Kraju Kawy wpływ miały podobna kultura i język, a może zaufanie, jakim błyskawicznie obdarzył go trener Leonardo Jardim. Przez półtora roku Brazylijczyk zdołał zagrać w drużynie ze Estádio José Alvalade 52 razy, czym zapracował na transfer do Lazio. Oczywiście zawodnik miał swoje za uszami, bowiem w przeciwnym razie Sporting nie zdecydowałby się oddać go w połowie sezonu na wypożyczenie z opcją wykupu ustaloną na niskim poziomie 2,5 mln €. Stoper Lwów kolekcjonował bowiem kartki, grał ostro i popełniał błędy.

Początek swojej przygody z rzymską drużyną Maurício miał jednak zaskakująco dobry. W świetnie grającym w kampanii 2014/15 zespole Stefano Pioliego szybko wskoczył do linii obrony sterowanej przez Stefana de Vrija i zajął miejsce u boku Holendra. Brazylijczyk był wówczas ściągany w trybie awaryjnym, bo mimo obecności w klubie kilku stoperów (Ciani, Novaretti, Gentiletti), żaden nie był w stanie zagwarantować odpowiedniego poziomu. Początkowo wydawało się, że Mauricio będzie idealnym wzmocnieniem Biancocelestich – silny, dobry w powietrzu, ciężki do przestawienia. Pierwszy błąd popełnił jednak już w swoim czwartym występie, gdy nieudolnie starał się zagrać do kolegi z drużyny. Zamiast adresata, piłkę po niecelnym podaniu przejął zawodnik Palermo, a chwilę później Paulo Dybala wpakował futbolówkę do siatki.


Premierowa kampania mimo wszytko zakończyła się dla pochodzącego z São Paulo piłkarza pozytywnie. Lazio zajęło trzecie miejsce w Serie A, awansowało do finału Pucharu Włoch i miało przed sobą perspektywę walki o fazę grupową Ligę Mistrzów. Nie trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że błędy i niedociągnięcia Maurício w pierwszym sezonie w Rzymie maskował Stefan de Vrij. Gdy przed następnymi rozgrywkami Holender doznał kontuzji, a Brazylijczyk musiał stać się liderem środka defensywy, wyglądało to już znacznie gorzej. Aquile zanotowali fatalny sezon, tracili mnóstwo bramek, a nasz bohater popełniał katastrofalne błędy. Standardowo kolekcjonował także kartki, których w tamtym campionato dostał aż 14 (w tym jednak czerwona w zaledwie 24. spotkaniach!).


Nie dziwne zatem, że już w kolejnym sezonie zrezygnowano z usług południowoamerykańskiego defensora. Gdy stery drużyny ze Stadio Olimpico przejął Simone Inzaghi, dla Maurício miejsca w kadrze Biancocelestich już nie było. Klubowi działacze szybko ustalili warunki wypożyczenia Brazylijczyka do Spartaka Moskwa, gdzie stoper również nie poradził sobie, mimo całkiem niezłych początków. Od 6. do 19. kolejki na boisko wychodził raptem dziewięć razy, a od 20. do 30. serii gier zaledwie raz. Działacze Czerwono-Białych nie zdecydowali się więc na jego wykup i obrońca musiał wracać do Rzymu.

W znajdującej się na fali drużynie Lazio Mauricio nie miał szans na regularną grę, więc przez pół roku trenował samodzielnie lub z innymi graczami, którzy nie mieścili się do kadry pierwszego zespołu. Niespodziewanie jednak po wrześniowym spotkaniu z Napoli ekipę stołecznych Orłów dotknęła prawdziwa plaga kontuzji, przez co w trybie awaryjnym Brazylijczyk został zarejestrowany do udziału w rozgrywkach Serie A i pojawił się w meczowej osiemnastce już na kolejne ligowe starcie z Hellasem. Przeciwko Torino udało mu się nawet zagrać, gdy wszedł na murawę na ostatnie cztery minuty spotkania.


Gdy wszyscy stoperzy Biancocelestich wrócili do zdrowia, a zimą dokupiono jeszcze doświadczonego Urugwajczyka Martína Cáceresa, Mauricio ponownie został wyrejestrowany i rozpoczęto poszukiwanie klubu, który go przygarnie. Chętnych nie było jednak zbyt wielu. Początkowo spekulowano o zainteresowaniu Benevento, ale beniaminek ostatecznie nie zdecydował się na angaż 29-latka. Potem pojawiły się doniesienia o negocjacjach rzymian z jednym z chińskich klubów, jednak i tym razem nie zakończyły się one powodzeniem. Koniec końców, tuż przed zamknięciem zimowego okienka transferowego w Polsce, aktualny mistrz Priemjer-Ligi trafił do warszawskiej Legii.


Kogo zatem pozyskał aktualny wicelider Ekstraklasy? Zawodnika mocno „elektrycznego”, który często jest spóźniony w swoich interwencjach, przez co musi ratować się faulem. Z drugiej strony Brazylijczyk jest silny, dobry w grze w powietrzu, potrafi się zastawić czy przepchnąć rywala. Jego piętą achillesową jest jednak technika, słabe wyprowadzenie piłki oraz koncentracja. Na ligę polską, gdzie drużyny nastawione są głównie na siłowy futbol, powinno to raczej wystarczyć.

Dariusz Mioduski, prezes Wojskowych, przyznał w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla „Super Expressu”, że kluby porozumiały się co do wypożyczenia gracza do 30 czerwca, ale w umowie nie zawarto opcji pierwokupu. Jeżeli jednak w Warszawie będą z Maurício zadowoleni, to pewnością usiądą z włoską stroną do negocjacji na temat definitywnego pozyskania doświadczonego stopera.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *