C3VK8r-WQAA5nGR

Wygrana 6:1 w Darmstadt, ładny dla oka styl gry, a także stabilna pozycja w ligowej tabeli – wydaje się, że po wielu turbulencjach Kolonia znów zaczyna przypominać drużynę, która na początku sezonu zachwycała całe piłkarskie Niemcy i w pierwszych siedmiu kolejkach nie zaznała goryczy porażki. Teraz Kozły są niepokonane już od pięciu spotkań, a co ważne z punktu widzenia polskiego kibica, istotną rolę w układance Petera Stögera dość nieoczekiwanie zaczął odgrywać Paweł Olkowski.


Kolonia od lat jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych zespołów w Bundeslidze, zdolnym zarówno do znakomitej passy i zachwycania opinii publicznej, jak i kompromitowania się w spotkaniach ze słabeuszami. Taka łatka przylgnęła do drużyny Köln praktycznie od momentu powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej (2014 – przyp. red.). Kozły wypracowały sobie co prawdą dość stabilną pozycję w ligowej hierarchii, ale od dwóch lat nie potrafiły dokonać progresu. Dopiero początek bieżących rozgrywek przywrócił na RheinEnergie Stadion wiarę w to, że Peter Stöger wreszcie zrobi z drużyną Die Geißböcke upragniony krok do przodu. Nadzieje rozbudzone w połowie września (wówczas Kolonia po raz pierwszy od 24 lat awansowała na fotel lidera Bundesligi – przyp. red.) zostały jednak równie szybko ugaszone. Kryzys, jaki dopadł ekipę z Nadrenii Północnej-Westfalii w listopadzie i ciągnął się aż do grudnia, został już jednak zażegnany. 1. FC Köln realnie włączyło się do walki o to, czego wszystkim w Kolonii tak bardzo brakuje – europejskie puchary. Stöger musi jednak zastanowić się, co zrobić, by Kozły nie były już drużyną chimeryczną.


Najprostsze rozwiązania są najlepsze

Większość problemów, jakie dopadły FC Köln na początku listopada spowodowanych było niepotrzebnymi rotacjami. Austriacki szkoleniowiec szukał odpowiednich rozwiązań taktycznych, które miały jeszcze lepiej zmodyfikować drużynę. Okazało się jednak, że tryby kolonijnej maszyny nie tylko nie zostały zmodernizowane, ale wręcz zniszczone. Kozły grały słabo, nie potrafiły ogrywać ekip z dolnych rejonów tabeli, a co istotniejsze, były uzależnione od formy jednego zawodnika – Anthony’ego Modeste’a. Jeżeli Francuz grał słabiej, Kolonia praktycznie nie istniała na boisku. Co gorsza, ciemnoskóry snajper często pozbawiony był wsparcia i musiał w pojedynkę toczyć fizyczne boje z defensorami przeciwnika. I chociaż Köln grało trójką zawodników z przodu, korzyści płynących z ustawienia 1-3-4-3 nie było żadnych…

W meczu z SV Darmstadt Stöger postanowił spasować. 50-letni szkoleniowiec wreszcie zrozumiał, że lepsze jest wrogiem dobrego i powrócił do systemu z początku sezonu, który przynosił pożądane rezultaty. Ustawienie 1-4-4-2 okazało się idealnym rozwiązaniem. Słabiutkie w tym sezonie Lilie nie miały najmniejszych szans w starciu z dobrze dysponowaną jedenastką Die Geißböcke.

Spotkanie z czerwoną latarnią ligi było zresztą już piątym meczem z rzędu bez porażki Kozłów, które jednak – mimo tej efektownej passy – w poprzednich spotkaniach nie zachwycały (m.in. seria 5 remisów w sześciu kolejnych ligowych spotkaniach – przyp. red.). Kolonia grając w ustawieniu z trójką stoperów nie potrafiła w pełni wykorzystać swojego niemałego przecież potencjału. Dopiero powrót do klasycznych rozwiązań pozwolił Stögerowi i jego podopiecznym powrócić na zwycięskie tory.


Wspomożenie dla Modeste’a

Francuski snajper w obecnych rozgrywkach strzelił aż 15 z 28 goli, które Köln ma na swoim koncie w rozgrywkach Bundesligi – to blisko 53% dorobku całego zespołu! Wygląda na to, że austriacki menedżer w końcu znalazł godnego partnera dla wychowanka Nicei, który będzie w stanie odciążyć 28-latka w strzelaniu bramek.


To Japończyk Yuya Osako, który we wspominanym starciu z Darmstadt zdobył dwa gole, a więc tyle samo, co przez całą rundę jesienną! Oczywiście, nadal kluczową postacią ataku Kozłów pozostaje Modeste, ale do tej pory cała uwaga defensorów rywali koncentrowała się głównie na Francuzie. Teraz Anthony wreszcie ma więcej boiskowej przestrzeni do wykorzystania.


Wydawać by się mogło, że Francuz przypominający stylem gry Roberta Lewandowskiego powinien radzić sobie równie dobrze będąc w ataku osamotnionym, ale na przykładzie kapitana reprezentacji Polski widać, ile daje gra z drugim napastnikiem (patrz: reprezentacyjny duet z Milikiem). Osako nie jest typowym łowcą bramek, niemniej jego obecność absorbuje obrońców, którzy do tej pory skupieni byli wyłącznie na kryciu czołowej strzelby Bundesligi.


Olkowski reaktywowany

Jeszcze nie tak dawno taki scenariusz byłby nie do pomyślenia. Paweł Olkowski nie tylko nie grał w zespole Kozłów, ale nie miał realnych perspektyw na poprawę spadkowej tendencji. Niespodziewane wskoczenie do składu w końcówce poprzedniej rundy sprawiło, że kadrowicz Nawałki zyskał na pewności siebie i nie zawiódł zaufania Petera Stögera. Bardzo poważna kontuzja odniesiona przez Marcela Rissego spowodowała, że opiekun Kolonii zmuszony był do postawienia na 26-latka z Ozimka. Warto dodać, że do momentu urazu Risse spisywał się bez zarzutu i 13-krotny reprezentant Polski nie miał absolutnie żadnych szans na wygryzienie Niemca z podstawowego składu Köln. Pierwsze dwanaście kolejek sezonu to komplet 1080 minut rozegranych przez wychowanka Bayeru Leverkusen. Risse nie opuścił ani sekundy podczas okresu, gdy był w pełni dyspozycji. Najpierw Stöger postawił jednak na nominalnego stopera Frederika Sørensena, by w końcu dać szansę Olkowskiemu. Od grudnia ciężko wyobrazić sobie ekipę Die Geißböcke bez Polaka w składzie. O jego wpływie na grę drużyny mówił zresztą sam szkoleniowiec:

„Ciężko mu coś zarzucić. Jest dobrze przygotowany do gry, mimo tego, że nie grał wykorzystał szansę, którą mu dałem. Jestem z niego bardzo zadowolony” – komplementował prawego obrońcę Biało-Czerwonych już przed miesiącem Peter Stöger

Trzeba oddać Olkowskiemu, że jest waleczny jak mało kto. To jego trzeci sezon w Bundeslidze i choć miewał niezłe spotkania, to zdecydowanie więcej było w jego karierze niepowodzeń. Przypadek byłego gracza Górnika Zabrze przypomina nieco casus Artura Sobiecha. Snajper Hannoveru także długo czekał na to, aby wyrobić sobie solidną markę za naszą zachodnią granicą. Obecnie jest vice-kapitanem Die Roten i jedną z najważniejszych postaci klubu z Dolnej Saksonii. Dla prawego obrońcy to może być zatem jedyna (ostatnia?) szansa, aby przypomnieć o sobie na dobre kibicom Bundesligi, a trenerowi Stögerowi udowodnić swoje umiejętności.




Kontuzje im nie straszne

Kolonia, mimo wielu kontuzji targających zespołem (wspominany już Risse, podstawowy bramkarz Timo Horn czy Guirassy wypożyczony z Lille), potrafi zachować harmonię. Kozły prezentują jeden ze stabilniejszych futbolów w lidze mistrzów świata i jeśli nic nie załamie tej tendencji, europejskie puchary mogą się okazać wizją dość realną. Dodatkowo klub z zachodniej części Niemiec jest rozsądnie zarządzany. Zimą na RheinEnergie Stadion zawitał doskonale znany kibicom Bundesligi Neven Subotić. Serb, który ponad rok nie grał w piłkę, ma się w drużynie austriackiego menedżera odbudować i wzmocnić już solidną defensywę.

Zima w Kolonii była wyjątkowo spokojna. Nie dokonano żadnych nerwowych ruchów, które zachwiałyby pozycją klubu, a Peter Stöger powrócił do znanych wcześniej schematów, które znów przynoszą efekty. Sezon ligowy wkrótce wkroczy w decydującą fazę, a Kolonia zajmuje wysokie, siódme miejsce w tabeli. Drużyny Wolfsburga, Borussii Mönchengladbach czy Bayeru Leverkusen – a więc te, które miały walczyć o Europę – permanentnie zawodzą. Nowe siły w postaci Hoffenheim, Herthy, Eintrachtu, a także Kolonii mogą zatem z optymizmem spoglądać na dalszą część sezonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *