635610239570173406

Pierwszym spotkaniem nowego sezonu Ekstraklasy, podobnie jak rok temu, był mecz pomiędzy Wisłą Płock i Lechią Gdańsk, który tym razem zakończył się zupełnie innym rezultatem. Przede wszystkim odmienne były okoliczności, w których obie drużyny przystępowały do rozgrywek ligowych. W ostatnich tygodniach do kibiców Nafciarzy nie docierają bowiem pozytywne informacje, mimo że jeszcze w połowie czerwca sytuacja zeszłorocznego beniaminka wyglądała nader optymistycznie.

Przez okres ostatnich sezonów, w których Płocczan brakowało w Ekstraklasie, drużyna notowała stopniowy progres, który wiązać należy w dużej mierze z objęciem funkcji szkoleniowca Wisły przez Marcina Kaczmarka w 2012 roku. Były piłkarz, który trenerski gen mógł odziedziczyć po ojcu, Bogusławie, zanim przeniósł się na Mazowsze notował dobre wyniki z Lechią Gdańsk, Pogonią Szczecin czy Olimpią Grudziądz, a więc drużynami znajdującymi się na zupełnie innym, niższym poziomie niż obecnie. Pięć lat temu Kaczmarek junior przeniósł się do zespołu, który zanotował właśnie spadek z I ligi. Wówczas przed młodym szkoleniowcem postawiono cel powrotu płockiej ekipy na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej, co zresztą sumiennie realizował. Już dwa lata później Wisła otarła się o kolejny awans, a w kampanii 2015/16 zajęła drugie, premiowane promocją miejsce, tuż za plecami Arki Gdynia.


Także poprzedni sezon, w którym Nafciarze nie musieli się rozpaczliwie bić o utrzymanie (ostatecznie zajęli dwunaste miejsce w tabeli – przyp. red.), mimo jesiennego kryzysu i kilku serii meczów bez zwycięstwa, trzeba uznać za stosunkowo udany. Wydawało się zatem, że w klubie z Mazowsza następuje harmonijny rozwój. Tuż po zakończeniu ubiegłych rozgrywek działacze Wisły przystąpili do wzmacniania składu, a priorytetem stało się zatrzymanie w składzie wypożyczonego z francuskiego Toulouse FC Dominika Furmana. Środkowy pomocnik odbudował się w Płocku, a sam zespół wiele zyskał na jego grze. 400 tys. € zapisane w umowie wypożyczenia Furmana było jednak kwotą przekraczającą możliwości finansowe przedstawiciela Ekstraklasy, więc przystąpiono do negocjacji, które ostatecznie zakończyły się powodzeniem.


Pozyskano także Kamila Bilińskiego, jednego z czołowych strzelców poprzedniej kampanii w barwach Śląska Wrocław oraz młodych Adama Dźwigałę i powracającego do Polski po kilku latach spędzonych we Włoszech Igora Łasickiego. Z klubu nie odszedł właściwie żaden z zawodników podstawowego składu, poza Bułgarem Dimitarem Ilievem i Tomislavem Božiciem, którzy regularnie pojawiali się w pierwszej „jedenastce” Wisły właściwie tylko w rundzie jesiennej, a później więcej czasu spędzali na ławce rezerwowych.


Tymczasem na początku lipca, po przegranym przez Nafciarzy sparingu z Pogonią Siedlce, do mediów przedostała się zaskakująca informacja – piłkarze podważali metody szkoleniowe trenera Kaczmarka i poprosili zarząd o jego zwolnienie! Głównym prowodyrem tych zajść miał być ponoć Furman, zatem zawodnik, który przez ostatni rok pod wodzą Kaczmarka wyraźnie odżył sportowo i z pozoru wydawał się być cichym, spokojnym graczem. Ostatecznie kierownictwo Wisły Płock przychyliło się do wniosku piłkarzy, co spotkało się z szeroką krytyką w mediach. Także władze miasta, które są głównym właścicielem klubu, zażądały wyjaśnień w tej sprawie.


W kuluarach mówi się, że były zawodnik Legii został ukarany finansowo, a wciąż rozważana jest nawet jego sprzedaż. Chętnych na usługi Furmana z pewnością nie brakuje. Zapytania składał Lech Poznań, choć sam pomocnik w wywiadach zarzekał się, że ze względu na przywiązanie do wojskowych barw, nigdy nie przeniesie się do stolicy Wielkopolski. Po ostatnich transferowych doświadczeniach w lidze polskiej trzeba do takich deklaracji podchodzić jednak ostrożnie…

Z pewnością Furman nie pomógł Wiśle w pierwszym spotkaniu nowego sezonu z Lechią, a wręcz zaszkodził drużynie, gdy na początku drugiej połowy spotkania w krótkim czasie otrzymał dwie żółte kartki. W takich okolicznościach zadanie odrobienia przez Nafciarzy strat do faworytów z Gdańska okazało się niemożliwe.


Następcą Kaczmarka w Płocku został Jerzy Brzęczek. W poprzednim sezonie 46-letni szkoleniowiec nie zrealizował założonego celu w Katowicach, jakim był awans do Ekstraklasy, przez co pożegnał się z posadą na Górnym Śląsku.


Wybór Brzęczka można określić jako dość niespodziewany, gdyż wcześniej wśród głównych kandydatów na stanowisko szkoleniowca Wisły wymieniano niedawno zwolnionego z Cracovii Jacka Zielińskiego oraz trenującego Olimpię Grudziądz Jacka Paszulewicza. Jak na razie, po ledwie kilku dniach pracy z drużyną Nafciarzy, trudno mówić o wymiernych efektach pracy byłego reprezentanta Polski, jednak jego trenerskie CV, w przeciwieństwie do piłkarskiego, jest znacznie bardziej ubogie niż poprzednika.


Zwalnianie trenerów przez piłkarzy znane jest już od dawna w polskim futbolu i niestety prawdopodobnie jeszcze niejednokrotnie o podobnych sytuacjach usłyszymy. Rzadko działacze rodzimych klubów decydują się na wstawienie za szkoleniowcem, wszak zdecydowanie łatwiej jest zwolnić trenera, niż wymienić piłkarzy, co później zawodnicy skrzętnie wykorzystują. Wydaje się, że wśród głównodowodzących zespołami w Ekstraklasie bardzo mocną pozycja ma obecnie opiekun Lecha Poznań Nenad Bjelica, czego dowodzi sposób rozstrzygnięcia konfliktu z Marcinem Robakiem. Normą na krajowym podwórku stały się jednak notoryczne zmiany na ławkach trenerskich, a szkoleniowców, którzy mają komfort pracy w tym samym klubie przez kilka sezonów, wciąż można policzyć na palcach jednej ręki. Do niedawna jednym z niewielu chlubnym wyjątków był właśnie Marcin Kaczmarek, lecz działacze Wisły Płock, w porozumieniu z piłkarzami, zrobili doprawdy wiele, by tę dobrą opinię zniweczyć…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *