2b72bcc02fe702001f29f74f4ba8b789

Nazwisko nowego członka monachijskiej rodziny wciąż pozostaje jednak tajemnicą. Na razie Uli Hoeneß zapewnił jedynie dziennikarzy „Bilda”, że decyzja już została podjęta, a jej przekazanie opinii publicznej nastąpi w ciągu sześciu tygodni. Stanowisko dyrektora sportowego w Bayernie od 2012 do 2016 piastował były zasłużony piłkarz FCB, Matthias Sammer. Wiosną ubiegłego roku zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, ale jak sam zapewniał, rezygnacja, którą złożył latem, nie miała z tym nic wspólnego. Sammer rozstał się więc z bawarskim klubem w zgodzie i atmosferze przyjaźni. Karl-Heinz Rummenigge od razu zapowiedział również, że poszukiwania następcy 49-latka będą prowadzone w spokoju, a przez okres wakatu obowiązki sprawować będzie Hoeneß. W działaniach monachijskiego managementu faktycznie próżno było szukać jakichkolwiek oznak pośpiechu, wszak dopiero rok po rezygnacji Sammera wielkie polowanie na nowego Sportvorstanda zdaje się zmierzać ku końcowi.

Dyrektorem sportowym Bayernu Monachium w opinii zarówno ekspertów, dziennikarzy, jak i samych zarządzających powinien być przede wszystkim były piłkarz bawarskiego klubu identyfikujący się z jego barwami. Wszelkie kwalifikacje i potrzebną wiedzę nabyć może z czasem, a na początku miałby działać jako łącznik pomiędzy trzema grupami: zawodnikami, sztabem szkoleniowym i zarządem. Dlatego tak ważne jest, aby mówił w tym samym języku co piłkarze i potrafił odnaleźć się w szatni.


Mogłoby się zdawać, że to niezbyt wygórowane wymagania i chętnych do zapełnienia wakatu będzie co nie miara. Zwłaszcza, że chodzi o wielki Bayern – potęgę na niemieckim rynku i marzenie każdego tamtejszego piłkarza! Piłkarza, ale… nie menadżera. Nad osieroconym przez Sammera stanowiskiem zawisło jednak jakieś nieubłaganie fatum, które przez ostatni rok skutecznie krzyżowało plany hegemonowi Bundesligi. Regularnie pojawiały się w mediach nowe informacje o prowadzonych przez Bawarczyków negocjacjach czy kolejnym kandydacie nr. 1. W rzeczywistości mało kto miał ochotę przejąć ten gorący stołek. Oficjalnie potwierdzono trzy kandydatury: Maxa Eberla (dyrektor sportowy Borussii Mönchengladbach – przyp. red.), Philippa Lahma i Olivera Kahna. Cała trójka odmówiła…


Max Eberl to w ostatnich latach, obok Christiana Heidela, symbol perfekcyjnego, niemieckiego Sportvorstanda – stosunkowo młody wizjoner z niesamowitym nosem do piłkarskich perełek i smykałką do negocjacji. Jego „trofea” w Mönchengladbach, które przez ostatnich kilka lat należało do ścisłej ligowej czołówki, robią wrażenie. To właśnie on ściągał na Borussia-Park takich piłkarzy, jak Marco Reus, Granit Xhaka, Mahmoud Dahoud, Marc-André ter Stegen czy Amin Younes. Zrozumiałe zatem, że w Bayernie byli gotowi przymknąć oko na brak zawodniczej przeszłości Eberla w barwach Gwiazdy Południa. Bawarski gigant zaczął flirtować z 43-latkiem niedługo po rozstaniu z Sammerem i właśnie ta kandydatura najdłużej utrzymywała w gabinetach zarządu Bayernu status priorytetowej. Temat ostatecznie i bezpowrotnie upadł dopiero wczesną wiosną bieżącego roku, kiedy Eberl podpisał nowy kontrakt ze swoim obecnym pracodawcą.


Mniej więcej w tym samym okresie swoją decyzję o zakończeniu piłkarskiej kariery ogłaszał Philipp Lahm. Kolejny krok Bayernu nie mógł być inny. Odchodzący w chwale wieloletni kapitan zespołu, a wcześniej reprezentacji kraju i żywa legenda obu tych drużyn, jawił się jako perfekcyjny kandydat. Tym bardziej, że nie jest tajemnicą, iż Lahm ma smykałkę do interesów. Swoją odmowę były już boczny obrońca argumentował potrzebą odpoczynku od futbolu. Ofertę przejęcia schedy po Matthiasie Sammerze złożono również Oliverowi Kahnowi, obecnie pracującemu jako ekspert telewizji ZDF, jednak jak przekazał dziennikarzom Uli Hoeneß, również popularny „Olli” odmówił byłemu pracodawcy.



W międzyczasie w mediach przewijały się przeróżne kandydatury, m.in.: Stefana Effenberga, Hansiego Flicka, Thomasa Linkego czy Stefana Reutera, ale najświeższe doniesienia ograniczają się już w zasadzie do dwóch nazwisk: Marka van Bommela i Miroslava Klosego. Tylko dwóch, ale za to jakich! Van Bommel występował na Allianz Arena w latach 2006-2011, a od 2008 roku nosił opaskę kapitana. Do Monachium trafił z FC Barcelony za 6 mln €, w dość zaawansowanym jak na piłkarza wieku 29 lat. To jednak nie przeszkodziło Holendrowi stać się jedną z żywych legend monachijskiego klubu. Z jego kandydaturą na wakujące stanowisko w Bayernie jest jednak pewien problem. 40-letni były piłkarz dwóch klubów wykorzystujących skrót FCB jest zatrudniony w PSV Eindhoven jako trener drużyny do lat 19. Oficjele ze Stadionu Philipsa zapewniają natomiast, że ani Bayern, ani sam zainteresowany nie kontaktowali się z nimi w sprawie zbliżającej się dla Van Bommela perspektywy zmiany pracy.


Miroslava Klosego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Legenda Die Mannschaft, najlepszy strzelec w historii Mistrzostw Świata oraz reprezentacji Niemiec. Wielka osobowość i piłkarz, który zostanie zapamiętany na długie lata. Dziś pełni funkcję „stażysty” w sztabie szkoleniowym Joachima Löwa, a w międzyczasie zajmuje się zdobywaniem licencji trenera. Ostatnie tygodnie były dla urodzonego w Opolu eks-napastnika bardzo intensywne – najpierw jako członek sztabu pojechał z narodową reprezentacją do Rosji na Puchar Konfederacji, a teraz towarzyszy Bayernowi podczas tournée po Azji. Były snajper Bawarczyków został zabrany na pokład „ze względów wizerunkowych”, a więc oficjalnie podróżuje po dalekim wschodzie jako… monachijska maskotka. Nie brakuje jednak głosów, że to jedynie wynaleziony przez Hoeneßa pretekst, aby podczas zgrupowania spokojnie omówić szczegóły przyszłej współpracy. Sam Klose pytany o tę sprawę wypowiada się nadzwyczaj tajemniczo.

„Nigdy podczas mojej kariery nie przejmowałem się spekulacjami i dobrze na tym wychodziłem. Możecie być jednak pewni, że kiedy pojawi się konkretny temat, wtedy zostaniecie poinformowani. Dobra wiadomość: potrafię naprawdę dużo”

Miroslav Klose


Klose zapowiada, że wkrótce uda się na kilkutygodniowy urlop po nadzwyczaj intensywnym dla niego okresie. To tylko potęguje kolportowane w mediach plotki, bo w pewnym stopniu wpisuje się w zapowiedź Hoeneßa, iż nowy dyrektor sportowy zostanie przedstawiony za kilka tygodni – a więc wedle tej teorii, po powrocie emerytowanego zawodnika z urlopu. Inni spekulują natomiast, że wyjazd do Azji z Bayernem i tajemniczy komentarz do plotek łączących Klosego z byłym klubem to wizerunkowa gra byłego wybitnego kadrowicza, mająca na celu wywalczenie w DFB poważnego, pełnoprawnego kontraktu członka sztabu „Jogiego” Löwa.

Obsada stanowiska dyrektora sportowego w Monachium jest zatem nadzwyczaj skomplikowana. Potrzebna jest tam osoba szanowana i znana w środowisku. Najbardziej pożądany jest były, renomowany piłkarz bawarskiego klubu. Kandydaci spełniający te warunki najczęściej jednak mają niemałe ambicje i wcale nie garną się do pracy w tym charakterze, ponieważ doskonale wiedzą, że Sportvorstand w Bayernie to rola bliższa charakterystyce pracy rzecznika prasowego niż działacza. Dyrektor sportowy ma być twarzą drużyny – reprezentować ją zarówno przed zarządem, jak i przed kibicami. Mile widziane są regularne, ostre, kontrowersyjne wypowiedzi, ale tylko na tematy sportowe i zgodne z oczekiwaniami szefostwa. Faktyczny wpływ na funkcjonowanie klubu jest stosunkowo niewielki, dlatego Uli Hoeneß spotkał się z tak wieloma odmowami.

Nowy dyrektor sportowy mistrza kraju to w ostatnich dniach temat przewodni w niemieckich mediach. Teraz, gdy już wiadomo, iż decyzja zapadła, zapanuje nerwowe oczekiwanie. Wszystko wskazuje na to, że wybór padł na Miroslava Klosego, ale nikt nie wyklucza wielkiej niespodzianki. W końcu nikt tak jak Bayern nie potrafi zachować swoich biznesowych działań w tajemnicy przed całym światem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *