lukaku-conte-inter-milan

„Chwilo trwaj, jesteś piękna!” – mogliby rzec kibice FC Internazionale, przywołując słynną faustowską myśl z dzieła Goethego. Letnie mercato wywołało medialną burzę na temat wielkich aspiracji Nerazzurrich w nowym sezonie włoskiej Serie A. Początek rozgrywek udowadnia jednak, że odzyskanie po dziesięciu latach mistrzowskiego tytułu wcale nie musi okazać się jedynie mrzonką. Mariaż na linii Inter – Antonio Conte rozpoczął się bowiem wyśmienicie, a potencjał ludzki, jakim dysponuje 50-letni szkoleniowiec, w połączeniu z jego charyzmą, może przynieść długo wyczekiwane efekty.

Ostatnie lata na Stadio Giuseppe Meazza to pasmo upokorzeń, o których fani Il Biscione chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Kibice ze stolicy Lombardii, przyzwyczajeni do sukcesów podczas tłustych lat pierwszej dekady XXI wieku, szybko zostali sprowadzeni na ziemię, a potrójna korona z sezonu 2009/10 była ostatnim akordem wielkiego Interu. Od kampanii 2010/11 Nerazzurri ani razu nie zameldowali się na ligowym podium, choć w ostatniej dekadzie wydali na zawodników astronomiczną kwotę blisko 780 mln €. Z początkiem każdych kolejnych rozgrywek nadzieje związane z „nowym Interem” były coraz większe. Wprost proporcjonalnie do oczekiwań, na koniec poszczególnych sezonów rosło także rozczarowanie. Dość powiedzieć, że w latach 2010-2019 przez klubowy budynek przy Viale della Liberazione przewinęło się aż dziesięciu trenerów! Jedni, jak Gian Piero Gasperini, nie wygrali ani jednego meczu, inni (patrz: Andrea Stramaccioni) „wsławili się” zajęciem dziewiątego miejsca w lidze, a kolejni (m.in. Frank de Boer) byli zwalniani po zaledwie kilku miesiącach pracy, zostawiając zespół w dolnej połowie tabeli.

Przez ostatnie dwa sezony zespół Czarno-Niebieskich prowadził Luciano Spalletti. Szkoleniowiec urodzony w tej samej miejscowości co Giovanni Boccacio – słynny pisarz, autor umieszczonego w Indeksie Ksiąg Zakazanych „Dekameronu” – dwukrotnie wprowadził Inter do Ligi Mistrzów, której wcześniej we włoskiej stolicy mody nie widziano przez sześć lat, ale narobił sobie przy tym wielu wrogów. Atmosfera towarzysząca Interowi w poprzednich rozgrywkach była, delikatnie mówiąc, ponura. Zmiany w radzie drużyny, pozbawienie kapitańskiej opaski Mauro Icardiego i odsunięcie Argentyńczyka od pierwszego zespołu, nie do końca trafione transfery – to tylko wierzchołek góry lodowej, w starciu z którą Spalletti okazał się być Titanikiem.

Źródło: news.yahoo.com
Źródło: news.yahoo.com

W takiej scenerii w ostatni dzień maja zespół 18-krotnego mistrza Italii objął Antonio Conte. Oskarżany o zamordystyczne metody pracy podczas swojej kadencji w Chelsea menedżer wydaje się być osobą niemalże stworzoną do pracy w warunkach panujących obecnie w Mediolanie. Lato w Lombardii, nie po raz pierwszy zresztą, było niezwykle gorące. Transfery Sensiego, Barelli, Lazaro, Godína, czy wreszcie Lukaku, zostały zepchnięte na dalszy plan ze względu na nawarstwiający się konflikt wspomnianego Icardiego.

Do ostatnich godzin minionego mercato trwała operacja pozbycia się z klubu byłego zawodnika Sampdorii, który na Stadio Giuseppe Meazza przebył drogę od bohatera do persona non grata. Ostatecznie Argentyńczyk na zasadzie wypożyczenia związał się z Paris Saint-Germain. Na takich samych warunkach jak Icardi ekipę La Beneamata opuścił krnąbrny Radja Nainggolan, który przynajmniej do końca bieżącego sezonu będzie piłkarzem Cagliari.


Trudno więc nie przywoływać myślami sezonu 2009/10. Wówczas naciskający na transfer do Barcelony Zlatan Ibrahimović opuścił Półwysep Apeniński i przeniósł się do stolicy Katalonii. Największą gwiazdą ówczesnego Interu definitywnie stał się trener, który z zawodników mających do tej pory kompleks niższości stworzył perfekcyjnie zaprogramowaną machinę. José Mourinho przekonał swoich piłkarzy, że mogą osiągnąć absolutnie wszystko, jeśli tylko będą zjednoczeni i wspólnie zaczną podążać za swoimi marzeniami.

Teraz, podobnie jak dziesięć lat temu, zdecydowanie najjaśniejszą postacią Interu jest szkoleniowiec. Antonio Conte to trener potrafiący wycisnąć ze swoich podopiecznych absolutne maksimum. Wierny taktycznym ideałom były boss Juventusu ma wreszcie sprawić, że nad San Siro znów zaświeci słońce, a piłkarska Italia będzie przecierać oczy ze zdumienia po tym, jak Nerazzurri odzyskują upragnione scudetto.

Conte to typ lidera, mentora i przywódcy. Jest kimś, kogo w Mediolanie nie było od bardzo dawna. Analizując filozofię futbolu wyznawaną przez 50-latka z Lecce, warto zauważyć, że wśród trenerów z wielkiej szóstki Serie A jest bodaj najbardziej oddany fundamentom leżącym u podstaw włoskiego calcio. Nie może być jednak inaczej, skoro jako zawodnik grał u trzech wielkich mistrzów apenińskiego futbolu: Arrigo Sacchiego, Marcello Lippiego i Carlo Ancelottiego. Credo pracy Contego nie opiera się jednak na tradycyjnym, konserwatywnym catenaccio. Eks-menedżer The Blues kreuje się bowiem na kształt liberalnego konserwatysty, który nie ogranicza się wyłącznie do „zabijania meczów” poprzez uporczywą defensywę. Nieprzypadkowo najważniejszymi ogniwami zespołów prowadzonych przez 20-krotnego reprezentanta Włoch są wahadłowi. W jego taktycznych założeniach wysunięci boczni obrońcy odgrywają rolę nie do przecenienia, zapewniając właściwą równowagę pomiędzy atakiem a obroną. Istotny element całej układanki stanowią także napastnicy, zatem sprowadzenie silnego i skutecznego Romelu Lukaku wydaje się być strzałem w dziesiątkę.

Przygotowanie taktyczne i techniczne to jedno, ale nie tylko ono powinno być języczkiem u wagi w niedawno rozpoczętym sezonie Serie A. Antonio Conte to osoba, której Inter potrzebował dzięki jego wrodzonym cechom przywódczym. Charyzma pochodzącego z „Florencji południa” trenera ma sprawić, że w drużynie aktualnego lidera włoskiej elity zapanuje dawno nie widziana jedność. Jedność, która nie tak dawno doprowadziła przecież do wielkich rzeczy piłkarzy przywdziewających trykoty w charakterystyczne, niebiesko-czarne pasy. W Mediolanie już teraz zastanawiają się zatem, kogo zbuduje nowy szkoleniowiec. Danilo D’Ambrosio najlepszym obrońcą campionato 2019/20? Alexis Sánchez ponownie postrachem bramkarzy rywali? Dla trenera, który na EURO 2016 kluczowym graczem Squadra Azzurra uczynił… Emmanuele Giaccheriniego (obecnie Chievo Verona – przyp. red.), takie wyzwania to chleb powszedni.


Antonio Conte być może będzie dla Interu kimś na kształt Vito Corleone – niecierpiącym sprzeciwu „tyranem”, który dysponuje mocnym składem stanowiącym mieszankę rutyny i talentu. A takie połączenie powinno przynieść tylko jeden scenariusz: odbudowanie nadszarpniętej renomy trzykrotnego triumfatora Pucharu Europy. Wszakże, kończąc w klimacie „Ojca Chrzestnego”: „Wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, lecz nimi się stają.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *