Bundesliga 16-17 - eksperci przed startem sezonu (foto główne) (Kopiowanie)

Na ten moment czekali wszyscy fani futbolu w wydaniu niemieckim. W miniony weekend wystartowała Bundesliga, a o tym, jaki przebieg może mieć ten sezon porozmawialiśmy z ekspertami: Michałem Trelą z „Przeglądu Sportowego”, Tomaszem Urbanem z serwisu „tylkopilka.pl”, komentatorem stacji Eurosport Tomaszem Lachem oraz przedstawicielem naszej redakcji – Filipem Macudą. Zapraszamy!

Nasz Futbol: Czy Borussia Dortmund nie przesadziła z transferami? Wydaje się niemożliwe rotowanie składem tak, aby wszyscy byli zadowoleni.

Tomasz Urban: Kadra Borussii jest faktycznie bardzo szeroka, ale jestem przekonany, że nie jest ona zbudowana z myślą o tym sezonie, ale o wielu kolejnych. To przemyślany ruch. Mam wrażenie, że zespół z Dortmundu został mocno odmłodzony już teraz, aby uprzedzić Bayern, który za chwilę też będzie do tego zmuszony. Ribery, Robben, Vidal, Lahm, Xabi Alonso to piłkarze już na tyle zaawansowanie wiekowo, że w ciągu kilku lat żaden z nich nie będzie już w stanie grać na najwyższym poziomie. A więc Bawarczycy też niedługo będą musieli przejść taką zmianę pokoleniową, a wtedy BVB będzie o krok do przodu. Ponadto służy to budowaniu tożsamości z klubem – sprowadzeni zostali nastolatkowie i wszyscy dbają, aby Borussia stała się dla nich czymś więcej niż tylko klubem. To fakt, że tych zawodników ofensywnych na tę chwilę jest w Dortmundzie za dużo. Ale już się mówi, że Pulisić może trafić na wypożyczenie, Park też może odejść… Myślę, że jeszcze coś się wydarzy. A więc, owszem, kadra jest bardzo szeroka, ale nie przesadnie. Myślę nawet, że kadra Borussii jest lepiej zbilansowana niż Bayernu. Tam widzę kilka pozycji, na których, gdy przytrafią się kartki czy kontuzje, będzie spory problem.

Tomasz Lach: Borussia Dortmund od lat nie przeszła w tak krótkim okresie tylu znaczących zmian. Mówi o tym nawet Watzke. Myślę, że każdy z tych piłkarzy dostanie swoje szanse, bo Borussię czeka gra na trzech frontach i na każdym kibice oczekują sukcesu. Drużyna została mocno odmłodzona. Najstarszymi zawodnikami z tych, których sprowadzono są 25-letni Marc Bartra i Andre Schürrle. Sam jestem ciekawy, jak będzie wyglądał ten zespół. Zagadką jest forma Mario Götzego. O Schürrle jestem spokojny, świetnie wygląda Dembélé, no i Bartra! To obrońca, który rewelacyjnie operuje piłką – jak to Hiszpan z Barcelony. Zresztą Mikel Merino to również bardzo zaawansowany technicznie gracz.

Michał Trela: Zapewne faktycznie nie będzie to możliwe, ale pamiętajmy, że Borussia w tym sezonie ma przed sobą ogromne wyzwanie w postaci Ligi Mistrzów, które wymaga szerokiej kadry, jeśli myśli się o sukcesach. Poza tym myślę, że jeszcze ktoś może odejść z tego zespołu. Mówi się o Matthiasie Ginterze, że może powędrować do Wolfsburga i o kilku innych graczach, którzy mogą trafić na wypożyczenie, a więc myślę, że przesady tutaj nie ma. Chcąc rywalizować na trzech frontach, w tym z Bayernem na krajowym podwórku, kadrę trzeba mieć niemal doskonałą. Poprzedni sezon pokazał, że w kwestii rywalizacji w lidze wiele już od BVB nie zależy. Uważam, że Dortmund zagrał perfekcyjny sezon. W nadchodzących rozgrywkach mogą co najwyżej spróbować to powtórzyć i liczyć, że Bayern zejdzie trochę na ziemię. Mecz o Superpuchar pokazał, że w bezpośrednich starciach nie ma dziś przepaści między Borussią a Bayernem. Bawarczycy byli w zeszłym roku po prostu bardziej regularni. A poszerzenie kadry w Dortmundzie może wreszcie pozwolić ekipie Tuchela na podobną powtarzalność. Ja i tak myślę, że mistrzem będzie Bayern, ale nie wykluczam, że końcówka sezonu będzie ciekawsza.


Filip Macuda: Myślę, że nie można tutaj mówić o przesadzie. Wszyscy pamiętamy, jak w poprzednich latach wyglądała Borussia. To był zespół ograniczony kadrowo, w którym trener korzystał z 14-15 zawodników. Tuchel stara się to zmienić. Zwróćmy uwagę, jakie pozycje zostały wzmocnione. Schmelzer, który przez ostatnie lata praktycznie grał non stop, nie mając poza Durmem żadnego rywala do miejsca w składzie, wreszcie będzie musiał poczuć oddech rywala na plecach. Guerreiro to utalentowany zawodnik, co pokazały ostatnie finały EURO i wcale bym się nie zdziwił, gdyby w niektórych meczach to on wychodził w podstawowej jedenastce. Po odejściu Hummelsa wydawało się, że to będzie wyrwa nie do zastąpienia. Co zrobił Watzke? Sięgnął po Marca Bartrę – zawodnika niemalże zapomnianego w Barcelonie, który w Superpucharze Niemiec udowodnił, że może wejść w buty reprezentanta Niemiec.  Wreszcie Rode. On Gündogana nie zastąpi, bo jest to po prostu niemożliwe. Moim zdaniem to najboleśniejsza strata dla Borussii. Jeżeli już gdzieś Tuchel ma mieć kłopot bogactwa, są to przednie formacje. Sprowadzenie Götzego, Schürrlego czy młodych-gniewnych Dembélé i Mora daje dodatkowe możliwości w ataku.  Styl gry BVB nie ulegnie zbyt dużej zmianie. W sparingach przed rozpoczęciem sezonu i w meczu z Bayernem widzieliśmy, że to nadal będzie zespół, który chce dominować nad rywalem, mieć kontrolę nad piłką. Tuchel nigdy nie ukrywał, że jego wzorem jest Guardiola. Może nie będzie to model identyczny do stylu Pepa, natomiast wydaje mi się, że możemy się spodziewać po Borussii mniej więcej tego, co w poprzednich latach robił Bayern. Abstrahując od tego, że na te osiem wzmocnień BVB wydało ponad sto milionów euro, należy powiedzieć jedno: Borussia ma bardzo inteligentnego trenera, który nie pozwoli na to, by w jego zespole ktoś czuł się niepotrzebny. Jest Liga Mistrzów, Puchar, Bundesliga – rotacje będą na porządku dziennym, także nie widzę obawy, że którykolwiek z zawodników ekipy z Dortmundu mógłby się uskarżać na swoją sytuację w klubie.

Jaki będzie Bayern Carlo Ancelottiego? Pozostałości po filozofii Pepa Guardioli w połączeniu ze stylem Włocha może dać w efekcie twór… nijaki.

Tomasz Urban: Jak słyszę, że Bayern zamierza odchodzić powoli od filozofii gry opartej na posiadaniu piłki na rzecz kontrataków, to zastanawiam się tylko, jak będzie ta gra wyglądać przeciwko np. Eintrachtowi, Augsburgowi czy nawet zespołom pokroju HSV lub Kolonii. Tam nie da się czekać na kontry – Bayern będzie zmuszony prowadzić grę. W Niemczech utarł się taki pogląd, że Bawarczycy będą przez te zmiany Ancelottiego mocniejsi w Lidze Mistrzów, ale za to słabsi w Bundeslidze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie… Bayern ma taką moc i tak niesamowitą kadrę, że pewnie poradziłby sobie w każdej formacji i w każdej taktyce. Ale czy to będzie atrakcyjne dla kibiców?

Tomasz Lach: Będzie to na pewno zespół w dużo mniejszym stopniu nastawiony na tę „nudną” grę i posiadanie piłki, co zresztą doskonale widzieliśmy już w Superpucharze. Myślę, że jednak z większością drużyn w lidze Bayern wciąż będzie grał tak samo, jak za Guardioli, a więc kontrolując spotkanie z ogromną przewagą w posiadaniu piłki, ale już z ekipami z czołówki, jak Borussia czy Bayer, to niekoniecznie będzie tak wyglądać. Może się pojawić sporo bramek po kontrach i szybszych atakach. Ja nie byłem zachwycony tym Bayernem po Superpucharze. Ale może to wynika z faktu, że Ancelotti skupia się teraz na uszczelnieniu obrony po okresie rządów Guardioli, gdy ta formacja była mocno zaniedbywana.

Michal Trela: Co do Ancelottiego, mam pewne przeczucia na podstawie obserwacji jego stylu pracy w poprzednich klubach. Na przykład, kiedy obejmował Real Madryt, to był okres bardzo gorący dla Królewskich. Właśnie odchodził Mourinho, a więc człowiek, który przyciągał do Madrytu afery, kłótnie i ogólny rozgłos. Kiedy „Mou” opuścił Madryt na tarczy, sprowadzono w jego miejsce Ancelottiego. Wtedy nastał okres spokoju. Nagle ubyło afer, dziwnych plotek, przestano tyle o Realu mówić, nawet zniknął na pewien okres z grona najczęściej wymienianych faworytów do wygrania Ligi Mistrzów. I właśnie wtedy Los Blancos po ten tak długo wyczekiwany Puchar sięgnęli. Myślę, że w Monachium może być podobnie. Pod koniec tej trzyletniej kadencji Guardioli było już wokół niego bardzo gorąco. Nawet zazwyczaj stonowani niemieccy dziennikarze nie hamowali się w atakach na Katalończyka. Przyszedł Ancelotti i wprowadził spokój. Może się zdarzyć, że przez rok nie będziemy się wcale Bayernem zachwycać, ani chwalić za to, jak gra pod wodzą Włocha, ale w maju to właśnie oni wzniosą najważniejszy klubowy puchar na Starym Kontynencie.

Filip Macuda:  Ancelotti w wywiadzie dla Kickera podkreślił, że jego Bayern ma nadal grać ofensywnie. Nie znaczy to oczywiście, że nie będzie żadnych zmian. W każdym klubie, w którym dotychczas pracował, gra była ustawiona pod środkowego napastnika. Za jego kadencji w Realu Madryt kluczowe bramki dla Królewskich strzelał Benzema, w PSG, mając Ibrahimovicia, także opierał na nim poczynania paryskiej ofensywy. W Monachium będzie podobnie. Robert Lewandowski spada mu jak gwiazdka z nieba. Nie ma co ukrywać, że od dyspozycji „Lewego” będzie w tym sezonie zależało być może więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Zresztą, co tu dużo mówić: Włoch w Milanie triumfy święcił grając systemem 1-4-4-2. Wydaje się, że Müller i Lewandowski są więc duetem doskonałym, który znów może zapewnić Bayernowi blisko 50 ligowych trafień. Moim zdaniem nie będzie to twór nijaki.


Przybycie Ancelottiego zmieni jedną istotną rzecz: kłótnie, a raczej ich brak. Włoski szkoleniowiec jest ostatnią osobą do tego, by toczyć wojnę z włodarzami klubu, piłkarzami czy kibicami. Guardiola był trenerem bardziej autorytarnym, niecierpiącym sprzeciwu, co być może odbijało się też na atmosferze w ekipie FCB. Nie ma co ukrywać, że większość piłkarzy (np. Ribéry) odetchnęła z ulgą na wieść o tym, że to właśnie Carlo zasiądzie za sterami Bayernu.  Naturalnie, Bawarczycy nadal są faworytem do wygrania całej ligi. Ja wciąż stawiam na to, że Robert Lewandowski po raz piąty zostanie mistrzem Niemiec, ale to nie będzie deklasacja. Nie zdziwię się, jeśli tytuł zostanie wywalczony dopiero na dwie, góra trzy kolejki przed końcem sezonu. Kluczowe dla wszystkich będzie to, jak Ancelotti zaprezentuje drużynę w Lidze Mistrzów. Zna te rozgrywki doskonale, trzykrotnie sięgał po Puchar Europy, a to jest właśnie główny cel włodarzy Bayernu.

Bayer Leverkusen skompletował najlepszą kadrę od 10 lat. Czy dadzą radę walczyć w tym sezonie jak równy z równym z Bayernem i Borussią?

Tomasz Urban: Roger Schmidt zapowiada, że to będzie jego najlepszy sezon w Bayerze i ja mu wierzę. Zmontowali naprawdę fantastyczną pakę i ciężko się doszukać właściwie jakichkolwiek słabych punktów. Oni zwietrzyli swoją szansę – Bayern po zmianie trenera może wreszcie się potknąć, a gruntownie przebudowana Borussia też może nie być tak mocna. Bayer odmówił Dortmundczykom sprzedania Bellarabiego i Topraka, mimo ogromnych ofert. Świadomie zatrzymali tych zawodników właśnie po to, by nie wzmacniać BVB. Wyczuli moment, w którym mogą tę Borussię zaatakować. Bayern też będzie małą zagadką i w Leverkusen tak to sobie przekalkulowali, że to jest właściwy moment, aby uderzyć. Na każdej pozycji B04 ma zawodnika klasy europejskiej. Myślę, że Aptekarze będą bardzo przyjemnym zespołem do oglądania w tym sezonie.

Tomasz Lach: Myślę, że z Bayernem wciąż nikt nie będzie w stanie rywalizować jak równy z równym. Ale Dortmund może być w ich zasięgu. Mam taką nadzieję, bo ten zespół od kilku lat jest bardzo mocny, a w tym roku wygląda na to, że będzie jeszcze mocniejszy. Tego lata sprowadzono do Leverkusen piłkarzy nietuzinkowych, na czele z Vollandem, a strat wielkich nie odnotowano. Kramer opuścił klub, ale on w nim nigdy dobrze nie funkcjonował. Problemem Bayeru zawsze była, i ciągle jest, regularność. Wahania formy w poprzednim sezonie odebrały Aptekarzom szansę na choćby powalczenie z Borussią o drugie miejsce. Mnie od zawsze ten zespół się podoba: lubię ich oglądać, lubię ich komentować, ale… tam zawsze czegoś brakowało.

Michal Trela: Bayer Leverkusen ma niesamowitą kadrę. Pamiętam sezony w Bundeslidze, kiedy drużyny teoretycznie dużo słabsze personalnie zdobywały mistrzostwo. Bayern Monachium w tym sezonie nie będzie mógł ani trochę spuścić z tonu, bo Borussia ma doskonały zespół i będzie tylko czekać na potknięcie bawarskiego giganta. Ale BVB też nie będzie mogła ani odrobinę odpuścić, bo ma za plecami rewelacyjny Bayer Leverkusen. Myślę, że walka o wicemistrzostwo też będzie w tym sezonie bardzo ciekawa. Mówi się, że w Bundeslidze nie ma walki o mistrzostwo. Ale w Bundeslidze od lat nie ma też walki o wicemistrzostwo. Borussia Dortmund i raz Wolfsburg w ostatnich latach z ogromną przewagą finiszowali na drugim miejscu. W tym roku wydaje się, że jest wreszcie wyrównana pierwsza trójka. Zapowiada się fantastyczny sezon.

Filip Macuda: Wydaje mi się, że w tym sezonie jeszcze nie, ale projekt Völlera zapowiada się bardzo ciekawie. Transfery dokonane przez Bayer wyglądają imponująco. Dużo obiecuję sobie po Kevinie Vollandzie, któremu w Hoffenheim wyraźnie było już za ciasno. Sądzę, że może zostać jedną z gwiazd zespołu. Zespołu, który jest dobrze zbilansowany, poukładany taktycznie i ma dobrego trenera. W każdej formacji Aptekarze wyglądają lepiej niż dobrze. Pozyskanie Dragovicia niebywale wzmacnia obronę, z którą w ostatnim czasie bywało różnie. Ważne, że na ten sezon w klubie zostanie jeszcze Toprak, który prawdopodobnie za rok przeniesie się do Dortmundu. Właściciele i dyrektorzy z BayArena myślą przyszłościowo. Pal Dardai w ankiecie menedżerów Bundesligi jako mistrza typuje właśnie Bayer. Myślę, że to nie jest jedynie takie przekorne mówienie. Kadra, którą dysponuje Roger Schmidt jest świetna. Czy najlepsza od lat? Na pewno! Wydaje się więc, że Bayer musi zająć miejsce co najmniej w pierwszej trójce. Teraz jednak dochodzą priorytety europejskie. W Leverkusen chcą wreszcie przełamać fatum 1/8 finału i zagościć w najlepszej ósemce Champions League. To jest zespół, który gra ofensywną piłkę, a końcówka poprzedniego sezonu pokazała, że Schmidt ma pomysł na Bayer. Myślę, że teraz podstawą jest spokój, nie hurraoptymizm. Żadnych nerwowych ruchów. Negatywem minionego lata jest z pewnością zatrzymanie Çalhanoğlu. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek zdecydował się za niego wyłożyć duże pieniądze po tak fatalnym sezonie okraszonym równie fatalnym EURO. Teraz, przy okazji dobrej formy Kampla, pewnie reprezentant Turcji wyląduje na ławce rezerwowych. Tak jak już wspomniałem, Schmidt chce ugruntować swoją pozycję dobrymi występami w Europie, ale wszystko zależeć będzie także od ligi – jedno i drugie będzie dla Aptekarzy arcyważne.

W Gelsenkirchen nastały rządy Christiana Heidela. Miały być wielkie zmiany, a jedynym pozytywem, jak do tej pory, wydaje się przyjście trenera Marcusa Weinzierla. Czy Schalke wskoczy wreszcie na poziom, którego oczekują kibice?

Tomasz Urban: Nie sądzę. Aby Schalke doprowadzić do poziomu Wolfsburga, Borussii Mönchengladbach czy nawet Bayeru Leverkusen, potrzeba dwóch lub trzech okienek transferowych i naprawdę dużych pieniędzy wpompowanych w zespół, aby tę kadrę przebudować. Ale Heidel jest dobrym początkiem. Typuję, że Schalke będzie w tym sezonie mocniejsze niż w zeszłym, a do czego to wystarczy, zobaczymy. Bayern, Borussia i Bayer będą w tym sezonie i tak poza zasięgiem Die Königsblauen. Ale Schalke może powalczyć z Gladbach i Wolfsburgiem o czwarte miejsce i wcale nie stoi na przegranej pozycji. Ciekawe, jak Weinzierl poukłada ten zespół. Ogólnie podobają mi się zmiany, jakie wprowadza Heidel. Wreszcie ktoś to środowisko trzyma „za mordę”. U Heldta było więcej luzu i swobody – każdy robił, co chciał. Myślę, że w ciągu kilku sezonów Schalke jest w stanie doskoczyć do tej najlepszej trójki.

Tomasz Lach: Myślę, że w Gelsenkirchen słusznie pokładają ogromne nadzieje w przychodzących Heidelu i Weinzierlu. Ale tegoroczne transfery Schalke mnie nie przekonują. Naldo miał słabiutki sezon i raczej wielkim wzmocnieniem nie jest, Coke od razu złapał poważny uraz, a co do Embolo – nie jestem przekonany. O podium będzie bardzo ciężko.

Michal Trela: Przyjście Heidela to jest największa i najlepsza możliwa zmiana w Schalke. On uczy to środowisko, jak się buduje klub. Środowisko, które do tej pory lubiło się miotać od ściany do ściany: zmienić trenera w nieodpowiednim momencie, liczyć na transfery w ostatniej chwili i to, jak do tej pory, nic nie dawało. W Schalke potrzebują spojrzeć na klub jako całość. Heidel podkreśla, że zmiany są potrzebne na wielu szczeblach i myślę, że prędzej czy później jego praca przyniesie efekty, a Die Königsblauen znów będą czołowym klubem w Niemczech. Nie było się co spodziewać, że przyjdzie Heidel, wyrzuci dziesięciu zawodników i następnych dziesięciu sprowadzi – to nie jego sposób pracy. Myślę, że transfery przeprowadzone przez Schalke były właśnie w jego stylu. Niby transfer Breela Embolo był klubowym rekordem wszech czasów, ale płatność została rozłożona na raty, co sprawia, że nie jest to zbyt wielkie obciążenie dla klubowego budżetu. Ściągnięcie Naldo za Matipa to w zasadzie wymiana „jeden do jednego”. Sprowadzenie Abdula Rahmana Baby, sprawdzonego w Bundeslidze, też jest bardzo ciekawym ruchem. Coke miał dodać tej drużynie waleczności, ale niestety od razu wypadł na wiele miesięcy ze składu przez kontuzję. Poza tym, czy zmiana na stanowisku trenera i dyrektora sportowego to nie jest wystarczająca rewolucja? Widzieliśmy w poprzednim sezonie na przykładzie Borussii Dortmund, ile może dać zmiana szkoleniowca: Nagle okazało się, że Mkhitaryan to nie transferowy niewypał, tylko jeden z najlepszych piłkarzy ligi, a Aubameyang potrafi strzelić ponad 20 goli w sezonie… Roszada na stanowisku trenera potrafi diametralnie odmienić oblicze zespołu. W Schalke będzie zatem lepiej, ale nie od razu.

Filip Macuda: Na pewno przyjście Heidela do Schalke to jeden z ciekawszych ruchów tego lata w Niemczech. To człowiek, który przez blisko ćwierć wieku budował swoją pozycję w Mainz. Wprowadził ten klub najpierw do Bundesligi, a potem trzykrotnie do europejskich pucharów. Wypromował Jürgena Kloppa i Thomasa Tuchela, a następny w kolejce Martin Schmidt pewnie też niedługo opuści Moguncję. Pozyskanie zarówno Heidela, jak i Weinzierla w jednym okienku to majstersztyk w wykonaniu włodarzy Schalke. Póki co, nie wygląda to jednak tak kolorowo. Do klubu dołączył co prawda doświadczony stoper Naldo, ale patrząc na jego formę z poprzedniego sezonu nie jestem do końca przekonany, czy może zastąpić sprzedanego do Liverpoolu Matipa. Na pewno za sukces należy uznać pozyskanie Embolo, który ma za sobą udany sezon w Bazylei i o jego podpis walczyło niemal pół Europy. Wypożyczony został Bentaleb, który nie grał zbyt często w Tottenhamie. I to w zasadzie koniec. Większość zespołu to ci sami piłkarze, którzy zawiedli przed rokiem na całej linii. Zajęli piąte miejsce w tabeli, ale podyktowane było to raczej słabością Wolfsburga, Herthy czy Mainz w końcówce rozgrywek. Nie uważam, by była to zła drużyna, natomiast wydaje mi się, że szczytem obecnego Schalke jest miejsce piąte. Kolejny sezon w Gelsenkirchen będą musieli polegać na młodych Meyerze, Goretzce, Geisie czy wiekowym Huntelaarze. Heidel stawia teraz zadanie Weinzierlowi, aby wycisnąć z zespołu tyle, ile się da. Te rozgrywki będą dla wielu zawodników sezonem prawdy. Trener Weinzierl zobaczy, którzy piłkarze pasują do jego koncepcji, a którzy niekoniecznie. Jest także druga strona medalu, która pozwala nam myśleć jeszcze mniej optymistycznie w kontekście S04. Zarówno Heidel jak i Weinzierl po raz pierwszy spotykają się z tak wielkimi oczekiwaniami. Nikt przecież w Mainz czy Augsburgu nie wymagał Ligi Mistrzów, a na dłuższą metę trofeów. Nie spodziewam się, żeby Die Knappen jakoś specjalnie zaskoczyli w tym sezonie. Myślę, że to będzie dla nich lepszy sezon, ale konkurencja także raczej nie zagra tak tragicznie, jak w ubiegłej kampanii.

W Borussii Mönchengladbach doszło do kosmetycznych zmian, których bilans wychodzi na zero, a nawet lekki minus: Xhakę zastąpił Kramer, a Vestergaard Hintereggera. Czy Źrebaki Schuberta mogą znów myśleć o miejscu w pierwszej czwórce?

Tomasz Urban: Kosmetycznych jak kosmetycznych – Xhaka był przecież dla tego zespołu postacią absolutnie kluczową. Zmiana Szwajcara na Kramera wcale nie jest taka nieznaczna. A pozyskanie Vestergaarda w miejsce  Hintereggera według mnie na duży plus – cieszyłem się, że w Mönchengladbach nie zdecydowali się wykupić go z Salzburga. Styl Borussii w tym sezonie zależy przede wszystkim od tego, jak sobie poukładają grę w środku pola: czy Dahoud będzie błyszczał tak jak w poprzednim sezonie oraz czy Kramer będzie w stanie wejść w buty Xhaki i przypilnować pleców Dahouda. Jeśli to wypali, to o resztę się raczej nie muszą martwić, bo Borussia ma naprawdę szeroką kadrę. Niemal na każdej pozycji dwóch równorzędnych zawodników. Zagadką jest to, jak sobie poradzą łącząc Bundesligę z Ligą Mistrzów oraz co pokaże w swoim pierwszym pełnym sezonie André Schubert. On przyszedł w momencie, gdy Gladbach przegrało pięć meczów z rzędu pod wodzą Favre’a, po czym sam wygrał pięć meczów z rzędu, a potem to się już przeplatało. Czasem Źrebaki zawodziły w meczach ze słabszymi zespołami, ale na Borussia Park nie mieli do czynienia z większym kryzysem. Zobaczymy, jak sobie Schubert poradzi, gdy trzeba będzie podejmować trudne decyzje.

Tomasz Lach: To faktycznie niewielkie zmiany i myślę, że w tym tkwi siła Gladbach. Właśnie ten zespół wywalczył czwarte miejsce, a w tym sezonie zdążył już bardzo pewnie awansować do Ligi Mistrzów. Kramer zawsze świetnie czuł się w Mönchengladbach, Vestergaard miał bardzo dobry sezon, a oprócz tego sprowadzono jeszcze całkiem niezłego defensywnego pomocnika – Ströbla. Myślę, że to wciąż będzie zespół zdecydowanie mocniejszy niż chociażby Schalke.

Michał Trela: Jak najbardziej – to jest właśnie sposób działania Maxa Eberla. On nie przeprowadza niepotrzebnych rewolucji. Uważam, że znów dokonał bardzo mądrych transferów. Sprowadzenie Kramera to fantastyczny ruch – on ewidentnie w tamtym środowisku czuł się najlepiej. To w okresie gry na Borussia Park znalazł się w kadrze Niemiec, która zdobyła mistrzostwo świata. Vestergaard za Hintereggera to absolutnie wartość dodana. Austriak zupełnie się nie sprawdził, a Vestergaard był liderem defensywy Werderu Brema i na pewno bardzo się przyda. Oprócz tego, jak zwykle Eberl ściągnął kilku bardzo młodych zawodników, których my dzisiaj nie znamy, jak Lászlo Bénes czy Mamadou Doucouré. Można podejrzewać, że za rok czy dwa okażą się oni rewelacyjnymi piłkarzami. Nie byłoby to w stylu Gladbach, aby dokonywać jakiejś rewolucji. W kategorii wzmocnienia możemy rozpatrywać definitywne zakontraktowanie Christensena, które będzie sporo Źrebaki kosztować. Kluczowe pytanie brzmi: jak poradzi sobie André Schubert. Po tym szalonym roku wiele osób nie traktuje go poważnie. Dopiero teraz okaże się, jak będzie reagował w trudnych sytuacjach.

Filip Macuda: Jak najbardziej. Zresztą, owszem, mówimy o kosmetyce, ale czy BMG potrzebuje czegoś więcej? Kadra prezentuje się znakomicie i nie przekreśla tego nawet odejście Xhaki i Hintereggera. Max Eberl nie po raz pierwszy dokonał świetnych transferów. Vestergaard to dość chimeryczny obrońca, ale jednak obyty w Bundeslidze, mający za sobą kilka lat gry w niemieckiej ekstraklasie. Podobnie rzecz ma się z Kramerem, dla którego to druga przygoda z Borussią. Ważne, że latem udało się zatrzymać Dahouda, bo gdyby jeszcze ten piłkarz opuścił Gladbach, pojawiłyby się spore problemy. Pamiętamy poprzedni sezon w jego wykonaniu, a teraz oczekiwania wobec niego będą jeszcze większe. Podobnie jak w stosunku do Elvediego, który także bardzo się rozwinął. Po początkowych obawach, jakie miałem i analizie kadry BMG, wydaje się, że jest ona na tyle szeroka, by powalczyć zarówno w LM, jak i na krajowym podwórku. Czwórka? Moim zdaniem to absolutny faworyt do miejsca tuż za podium. Na pierwszy rzut oka Bayern, BVB i Leverkusen są poza zasięgiem Gladbach, ale kto wie… To będzie pierwszy pełny sezon Schuberta na tym stanowisku i niezwykle ważny może okazać się początek rozgrywek.

Rewelacyjne okno transferowe ma za sobą Wolfsburg. Ściągnięto m.in. Kubę Błaszczykowskiego, Didavego, Brekalo, Brumę czy Mario Gómeza, a jedyne poważne osłabienie to odejście Schürrle. Czy zespół Wilków to potencjalna sensacja sezonu i czy w ogóle ich ewentualną dobrą grę będziemy mogli traktować w kategoriach sensacji?

Tomasz Urban: Wolfsburg ma wielu ciekawych zawodników ofensywnych, ale za to z tyłu jest fatalnie poukładany. Odeszli Naldo i Dante, natomiast Knoche to piłkarz, którego od dawna próbują się pozbyć. Polują na Gintera, ale Watzke mówi jasno, że nie ma szans na taki transfer. Na Volkswagen Arena ktoś jeszcze na pewno przyjdzie. Moim zdaniem Wilki dogadają się wreszcie z Hannoverem i wyciągną Salifa Sané, który „obskoczy” dwie pozycje: defensywnego pomocnika i środkowego obrońcy, szczególnie, że Guillavogui jest niezwykle kontuzjogenny, a poza tym za chwilę może się wynieść do Monaco. Oznacza to, że na środku obrony Hecking ma do dyspozycji Ascuesa, który w poprzednim sezonie na boisku spędził… osiem minut i niechcianego Knoche, a w miejsce Dantego i Naldo ściągnięto jedynie Brumę. Do tego kontuzję leczy Vierinha, za chwilę może odejść Rodriguez… Formacja obronna Wolfsburga jest zatem w rozsypce. Ale z przodu są piekielnie mocni. Jestem przekonany, że Gómez swoje bramki strzeli, a Didavi jest fantastycznym transferem. Draxler również jest świetnym zawodnikiem, jeśli tylko skupi się na graniu w piłkę, a nie na strzelaniu fochów. Ofensywa jest niesamowicie mocna i możemy ją śmiało zestawiać z Leverkusen, czy nawet z Dortmundem, ale w defensywie różnice pomiędzy tymi drużynami są ogromne. Moim zdaniem Wolfsburg załapie się do Ligi Europy, ale nic więcej.

Tomasz Lach: Ten poprzedni sezon dla Wolfsburga to nie była „jakaś tam” wpadka czy gorszy sezon – to była katastrofa. Teraz zdaje się, że nawet pomimo braku zmiany na stanowisku trenera, ten sezon będzie dla Wilków „nowym otwarciem”. Wszyscy jesteśmy ciekawi, jak będzie się prezentował ten nowy Wolfsburg.

Michal Trela: Dobry sezon Wilków na pewno nie będzie sensacją. To jest jednak drużyna przynależąca do szerokiej czołówki, niedawni wicemistrzowie i zespół, który rok temu o tej porze typowaliśmy do walki o mistrzostwo z Bayernem, bo wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że Borussia Dortmund tak szybko się podniesie. Raczej to zeszłoroczne ósme miejsce było sensacją. Wolfsburg poszedł dobrą drogą – ściągnęli wreszcie kilku młodszych zawodników, aby wychować sobie drużynę. Nie kupić, tylko wychować. W tym sezonie duże znaczenie może mieć fakt, że zespół Heckinga nie gra w pucharach, co może poskutkować dużo lepszymi wynikami w lidze. Ale nie spodziewam się, aby namieszali w walce o podium.



Filip Macuda:
 Wolfsburg to wciąż silny klub, który mimo poprzedniego katastrofalnego sezonu należy do czołówki Bundesligi. Należy spojrzeć na personalia. Allofs po niemrawym początku okienka zaczął transferową ofensywę, której gwoździem programu jest Mario Gómez. To łowca goli, typowy egzekutor. Na EURO jego brak w meczach reprezentacji Niemiec był odczuwalny. Gdy pojawił się w składzie, gra zespołu Löwa wyglądała zupełnie inaczej. W poprzednim sezonie w Wolfsburgu kogoś takiego brakowało. Dost nie strzelał tyle, co dwa lata temu, ale akurat na to złożyło się kilka czynników. Transfer Błaszczykowskiego uważam za znakomite posunięcie dla wszystkich. Kuba świetnie czuje się w stylu gry, jaki prezentuje drużyna Heckinga. Będziemy oglądać mnóstwo dośrodkowań w pole karne, z których Gómez może zrobić użytek. Porażką jest odpuszczenie Kosticia, który przeszedł do HSV, ale za to Didavi wydaje się być kolejnym niezłym posunięciem. W ostatnich latach Allofs mylił się wyjątkowo rzadko. Jedyne o co się martwię przed tym sezonem, to defensywa Wilków. Odeszli Dante i Naldo, a na ich miejsce sprawdzono Brumę, który niegdyś w Hamburgu popełniał koszmarne błędy. Jest jeszcze Knoche, który także rozegrał słaby sezon. Do końca okienka zostało jeszcze kilka dni, ale wydaje się, że to koniec ruchów kadrowych w Wolfsburgu. Ciekawi mnie, jak poradzi sobie Josip Brekalo. Słyszałem o nim same pozytywne recenzje i myślę, że może być jednym z objawień sezonu.

Kandydaci do spadku?

Tomasz Urban: Jeśli chodzi o drugiego spadkowicza, ja typuję trzy zespoły: Ingolstadt, Augsburg i Eintracht. Na kogo wypadnie, zobaczymy. Ale dla mnie lekkim „faworytem” jest jednak Eintracht Frankfurt. Niespecjalnie wierzę w warsztat trenerski Niko Kovača. Wszystko na Commerzbank-Arena jest skoncentrowane cały czas wokół coraz starszego Meiera. Defensywa Orłów jest licha a jeszcze stracili Zambrano, który to wszystko jakoś trzymał. Nie spodziewam się po nich walki w środku tabeli, a raczej rozpaczliwej batalii o utrzymanie. Bawarczycy też stracili środkowych obrońców: Klavana i Honga, a jeszcze Esswein ma odejść do Herthy. W Augsburgu polują na Schmida z Hoffenheim, ale ta drużyna nie wygląda dobrze, szczególnie, że kontuzję złapał teraz Verheagh. W Ingolstadt moim zdaniem wartością dodaną był Hassenhüttl. Oni grali w poprzednim sezonie bardzo ryzykowny futbol. Pamiętam jak wyszli na drużynę Guardioli – złapali taki pressing, jakby grali z Darmstadt! W efekcie Bayern w pierwszej połowie trzy razy wychodził sam na sam i do przerwy powinien wsadzić „piątkę”.

Tomasz Lach: Zawsze w drugim sezonie patrzymy na beniaminków. Ingolstadt radziło sobie w poprzednich rozgrywkach bardzo dobrze. Darmstadt wyglądało dużo gorzej i na pewno będzie teraz jednym z głównych kandydatów do spadku. Zastanawia mnie natomiast brak transferów u tegorocznego beniaminka z Lipska. Oni zaliczyli już małą wpadkę w pierwszej rundzie Pucharu Niemiec. Freiburg na pewno ma przewagę nad RBL w postaci doświadczenia, które zbierali przez lata gry w Bundeslidze. Po spadku szybko wrócili do elity i na pewno zrobią wszystko, aby w niej pozostać. Myślę, że wokół strefy spadkowej może się również zakręcić Eintracht i Werder.

Michał Trela: Darmstadt to murowany kandydat do spadku. Cud się może zdarzyć raz, ale raczej się nie powtórzy. Zwłaszcza, że Lilie straciły trenera, który wyciągnął zespół z trzeciej ligi do pierwszej i go tam utrzymał. W dodatku odeszło kilku kluczowych zawodników, a Darmstadt dalej zbiera „odpady” z innych klubów Bundesligi. Nie wierzę, że dadzą radę drugi raz uchronić się przed spadkiem. Inni kandydaci? Na pewno Ingolstadt i chyba Eintracht z Augsburgiem mogą się czuć zagrożeni. Freiburg? Myślę, że nie zagrają spokojnego sezonu, ale utrzymają się.

Filip Macuda: Naturalnie, jak co roku, walka o to, kto pozostanie w Bundeslidze będzie zażarta. Ja widzę tylko trzech kandydatów, którzy między sobą powalczą o ligowy byt. Według mnie Darmstadt ma na to największe „szanse”. Klub z najmniejszym stadionem w lidze latem został rozsprzedany. Odeszli kluczowi piłkarze, na czele z Wagnerem i bramkarzem Mathenią. Później jeszcze doszedł transfer Rajkovicia do Palermo. Co jednak najbardziej odbije się na dyspozycji Darmstadt, to odejście Dirka Schustera. Trener, który wprowadził ich do Bundesligi w poprzednim sezonie, spokojnie utrzymał w lidze klub, który był typowany jako główny faworyt do spadku. Nie uszło to uwadze włodarzy Augsburga, którzy zatrudnili Schustera w miejsce Markusa Weinzierla. Do Darmstadt trafił Norbert Meier, który ma na koncie awans do ekstraklasy z Fortuną Düsseldorf. Misja przed nim o wiele trudniejsza, nie wiem czy nie z gatunku „mission impossible”. Klub nie dokonał żadnych znaczących wzmocnień i kadrowo prezentuje się bardzo blado. Drugim największym kandydatem do relegacji jest według mnie Eintracht Frankfurt. Poprzedni rok wyglądał na Commerzbank Arena niczym droga przez mękę i nie spodziewam się zmiany tej tendencji. Niko Kovač nie zbawił drużyny – utrzymała się ona dopiero po barażach. Jeśli chodzi o personalia, we Frankfurcie także zbyt dobrze to nie wygląda. Znów nadzieja w tym, że 33-letni Alex Meier nie złapie jakiejś kontuzji i będzie ratował Frankfurtczyków z opresji. Zespół Orłów prezentował w zeszłym sezonie bardzo słaby futbol, oparty na sile, a nie na technice. Ciężko było nawet mówić o jakimkolwiek stylu Eintrachtu. Ich mecze pozbawione były fajerwerków, a osiągane wyniki – wręcz fatalne. To, co może martwić, to wzmocnienia, a raczej ich brak. Czy Ben-Hatira i Meksykanin Fabian mogą zbawić klub z Hesji? Ciężko w to uwierzyć. Wydaje mi się, że spore problemy może mieć także Ingolstadt. Strata trenera na rzecz beniaminka z Lipska musi boleć, a w dodatku z klubem pożegnało się dwóch fundamentalnych piłkarzy – Özcan i Da Costa (obaj trafili do Leverkusen – przyp. red.). Ralph Hasenhüttl w poprzednich rozgrywkach z – powiedzmy sobie szczerze – bardzo przeciętnymi piłkarzami bezproblemowo się utrzymał, ale jeżeli tym razem Markus Kauczinski, nowy trener Ingolstadt, uchroni zespół przed degradacją, będzie można mówić o bardzo dużym sukcesie.

Potencjalna sensacja sezonu – kto niespodziewanie zakręci się w strefie pucharowej?

Tomasz Urban Mam bardzo dobre przeczucia, co do Nagelsmanna. Myślę, że jeżeli ktoś ma sprawić niespodziankę, to właśnie Hoffenheim. To bardzo ciekawy zespół z dosyć szeroką kadrą. W środku pola mają praktycznie pięciu czy sześciu równorzędnych zawodników. Druga linia wygląda tam bardzo mocno. Mimo że stracili Vollanda, to myślę, że Wagner tam zrobi, co trzeba, jeśli utrzyma formę z Darmstadt. Co roku zawsze jakiś niespodziewany pucharowicz się w Bundeslidze pojawia, jak w ostatnich latach Mainz, Hertha czy Augsburg. Jeśli moje przeczucia się potwierdzą, w tym sezonie będzie to Hoffenheim.

Tomasz Lach To jest zawsze takie wróżenie z fusów. Wymieniłbym Mainz, ale ich obecności w strefie pucharowej już chyba nie możemy traktować jako sensacji. Osobiście chciałbym tam widzieć Hoffenheim, bo grają atrakcyjny futbol, ale niski budżet zawsze nakłada jakieś ograniczenia.

Michał Trela Myślę, że to może być sezon Hoffenheim. Julian Nagelsmann miał rewelacyjne wejście do tej drużyny. Myślę, że powierzenie sterów pierwszego zespołu klubu Bundesligi 29-latkowi i to w momencie, gdy drużyna leci na łeb na szyję do drugiej ligi jest jasnym sygnałem, że klub jest przekonany, iż ma do czynienia z wyjątkowym i niesamowitym trenerem. Nagelsmann zdążył to już potwierdzić wynikami. Poza tym tam mimo wszystko jest to bardzo ciekawa drużyna. Dlatego, jeśli miałbym wskazać kogoś, kto zakręci się niespodziewanie w strefie pucharowej to stawiam właśnie na Hoffenheim.

Filip Macuda Oczywiście pierwsza trójka jest „zabetonowana”. Nikt nie zagrozi ani Borussii, ani Bayerowi, ani tym bardziej Bayernowi, ale wydaje mi się, że w od czwartego miejsca w dół czeka nas walka o puchary. Tak jak wspominałem, świetnie prezentuje się Gladbach, aspiracje zgłaszają Wolfsburg czy Schalke. Jeśli chodzi o niespodziankę, to wydaje mi się, że nie będzie to taki sezon jak ten poprzedni, gdy Hertha Berlin wyskoczyła jak królik z kapelusza i była bliska nawet Ligi Mistrzów. Moim zdaniem Mainz może powalczyć o zakręcenie się w strefie pucharów, ale raczej nie widzę ich w czołowej szóstce. O miejsce siódme walczyć będzie Lipsk. To wcale nie jest sztuczny twór, tylko rozsądnie budowana drużyna. Rangnick ma pomysł na funkcjonowanie RB, a sprowadzenie dobrego trenera, który ma niezłą drużynę, może stworzyć ciekawą mieszankę. To oczywiście tylko przypuszczenia, ale sądzę, że przy dobrej grze ekipę beniaminka stać nawet na awans do strefy pucharów. Moim cichym faworytem jest jednak Hamburg. Bruno Labbadia wreszcie ma pomysł na zasłużonego giganta, a transfery Kosticia czy Halilovicia to potwierdzają.


Sądzę, że w Hamburgu nadszedł kres prymitywnego futbolu opartego na graniu długiej piłki w kierunku Pierre’a-Michela Lassogi. To może być rewelacja tego sezonu, choć nie wiem, czy aż na europejskie puchary. Konkurencja jest olbrzymia, ale też nie wyobrażam sobie, by HSV bił się o utrzymanie. Już poprzednie rozgrywki były w ich wykonaniu całkiem udane, a na Imtech Arena wierzą że to dopiero początek wygrzebywania się z ligowej szarzyzny. 50-letni trener dysponuje dobrą drugą linią, w której wreszcie pojawili się kreatywni zawodnicy. W bramce René Adler będzie miał jednak sporo roboty, bo defensywa Rothosen nie jest monolitem. Kieruje nią Johan Djourou, a pamiętamy poprzedni sezon i popisy Szwajcara na EURO. Jeżeli Hamburczycy ustabilizują jednak formę, a nie będą krążyli po ligowej sinusoidzie, to sądzę, że mają szansę powalczyć nawet o czołową siódemkę. Na pewno widzę ich w górnej połówce tabeli. Co do wspomnianej wcześniej już Herthy, nie wierzę w ten klub. Poprzedni sezon pokazał, że to jeszcze długo nie będzie czołówka niemieckiej piłki. Po prostu tak musi być i nie ma na to rady. Berlin jeszcze musi trochę poczekać na klasową drużynę, która będzie się liczyła w walce o coś więcej niż bezpieczny środek tabeli.

Ktoś niespodziewanie włączy się do walki o koronę króla strzelców?

Tomasz Urban:  Nie widzę niespodziewanych kandydatów. Myślę, że dużo bramek strzeli Mario Gómez. Inne zespoły po prostu nie zdobywają aż tylu bramek i naturalną konsekwencją jest, że snajperzy tych drużyn nie są w stanie rywalizować z napastnikami czołowych ekip.

Tomasz Lach: Trudne pytanie… Ostatnio takich niespodzianek nie było wiele. Na pewno Gómez będzie mocnym kandydatem…

Michal Trela: Nie, sami spodziewani. Lewandowski, Aubameyang, Chicharito i Gómez.

Filip Macuda: Nie będę oryginalny, jeśli wskażę Roberta Lewandowskiego i Aubameyanga. Choć wydaje mi się, że w tym sezonie kandydatów jest więcej. Naturalnie, jak co roku, pretendować będzie do tego miana Thomas Müller. Niewykluczone, że Chicharito, który straci początek sezonu, także będzie miał ochotę na to wyróżnienie. Wśród potencjalnych kandydatów do korony widzę jeszcze Gómeza z Wolfsburga, ale to raczej z przekonania o jego wielkim zmyśle i instynkcie strzeleckim, aniżeli umiejętnościach partnerów. Sądzę, że o dwucyfrowym wyniku mogą myśleć także tacy piłkarze jak Wagner, Raffael czy Modeste. Uważam jednak, że, tak jak przed rokiem, sprawa korony będzie wewnętrznym pojedynkiem Roberta z Aubameyangiem. To zdecydowanie dwaj najlepsi snajperzy w Bundeslidze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *