630972908-kopiowanie

Mówi się, że w Premier League wielką drużynę poznaje się po tym, jak poradzi sobie w niezwykle trudnym okresie świąteczno-noworocznym. To właśnie wtedy często rozstrzygają się losy mistrzowskiego tytułu, a pogubić punkty w dużym natłoku spotkań jest niezwykle łatwo. Wielu renomowanym angielskim zespołom zdarzyło się to również na przełomie tego roku, jednak stołeczny Tottenham zdecydował się podążyć inną drogą. Apogeum świetnej formy Kogutów stanowiło środowe zwycięstwo z liderującą Chelsea. Na tle The Blues niezwykle wysoko fruwał zwłaszcza Dele Alli, który obie bramki zdobył po strzałach głową.

Pięć zwycięstw z rzędu, piętnaście strzelonych bramek, trzy stracone – ligowy bilans Tottenhamu od połowy grudnia może przyprawić o ból głowy fanów innych zespołów. Ostatnie wyniki jasno pokazują, że nikt na White Hart Lane nie porzucił jeszcze marzeń o mistrzostwie Anglii. Po tym, jak jesienią Koguty słabo zaprezentowały się w Lidze Mistrzów można było mieć wątpliwości, czy uda się Londyńczykom otrząsnąć, ale rzeczywistość po raz kolejny pokazuje, że dla angielskich klubów rywalizacja na własnym podwórku jest o wiele łatwiejsza. Pochettino i jego zawodnicy przebrnęli przez świąteczno-noworoczny galimatias suchą stopą, czego pozazdrościć mogą im choćby za miedzą, na Emirates Stadium, a także w Liverpoolu.

Ostatnie świetne wyniki pozwoliły Tottenhamowi awansować na trzecie miejsce w tabeli oraz zmniejszyć stratę do przewodzącej stawce Chelsea do siedmiu punktów. Spurs wykazali się w ostatnim okresie niezwykłą odpornością psychiczną i przede wszystkim końskim zdrowiem. Żaden z ważnych zawodników poza Erikiem Lamelą nie narzekał na uraz, ale mimo wszystko Pochettino musiał radzić sobie z nieobecnościami, gdyż w międzyczasie kilku graczy wypadło ze składu za kartki. W meczu z Watfordem zabrakło podstawowych obrońców Kyle’a Walkera i Jana Vertonghena, jednak zmiana taktyki na trzech defensorów i wprowadzenie do podstawowej jedenastki Kevina Wimmera oraz Kierana Trippiera poskutkowały na tyle, że Koguty odniosły kolejne efektowne zwycięstwo. Argentyńskiemu menedżerowi nowe ustawienie musiało mocno przypaść do gustu, gdyż w starciu przeciwko liderowi zastosował je ponownie – tym razem oczywiście z powracającymi do składu zawodnikami.

Tottenham przeciwko Szerszeniom poradził sobie z kadrowymi ubytkami, ale kibice z biało-granatowej części północnego Londynu powinni cieszyć się, że nikt nie wypadł ze składu na dłużej. Fani Spurs na pewno mają bowiem w pamięci sytuację z jesieni, gdy kontuzjowany był Harry Kane, a zastępujący go Vincent Janssen nie dawał drużynie podobnej jakości. To właśnie wtedy Koguty zawodziły w Lidze Mistrzów, a również w Premier League zanotowały serię czterech remisów z rzędu.

O tamtych wynikach nikt już jednak na White Hart Lane nie chce pamiętać. Przed drużyną Tottenhamu rysują się bowiem niezwykle atrakcyjne perspektywy na dalszą część sezonu. Wszystko za sprawą niesamowitego wybuchu formy Delego Allego, który w ostatnich czterech meczach zdobył aż siedem bramek! Zawodnik, który jeszcze dwadzieścia miesięcy temu występował na poziomie League One, w zeszłym sezonie przebojem wdarł się do Premier League, a teraz pojawiają się nawet plotki, że latem utalentowany Anglik może zmienić klub na jeszcze lepszy. Zaledwie 20-letni pomocnik jest od pewnego czasu łączony z Realem Madryt, więc może podążyć śladem innego idola sympatyków The Lilywhites pochodzącego ze Zjednoczonego Królestwa – Garetha Bale’a.


Najpierw jednak fani Kogutów mają nadzieję, że reprezentant Synów Albionu ustabilizuje formę na wysokim poziomie i poprowadzi drużynę do zdobycia jakiegoś trofeum. Ostatni skalp Tottenhamu to wygrana w Pucharze Ligi w 2008 roku – wtedy Alli miał 11 lat i grał w juniorach MK Dons. Zresztą z obecnej drużyny jedynie Harry Kane i Danny Rose mogą pamiętać tamten sukces, jednak byli oni dopiero wchodzącymi do seniorskiego futbolu nastolatkami. To najlepiej pokazuje, że od ostatniego sukcesu Spurs minęła cała futbolowa epoka…

Kreatywność, a także zabójcza skuteczność Allego stanowią inspirację dla reszty drużyny, czego przykładem było starcie z Southampton. Młody Anglik trafił wówczas do siatki Świętych dwukrotnie, a po jednym golu zaliczyli Son Heung-Min i Harry Kane. Warto również przypomnieć, że młody pomocnik dał sygnał do odrabiania strat, gdyż to gospodarze prowadzili po bramce Virgila van Dijka już w trzeciej minucie.

„To świetna informacja dla całej drużyny, jeśli gole strzela wielu zawodników, a nie tylko jeden gracz. To nasza wielka siła. Czujemy się pewni siebie, a cztery gole strzelone Southamptonowi tylko to potwierdzają. Myślę, że możemy powalczyć o tytuł”Harry Kane

W ostatnim meczu przeciwko Chelsea świetnie wyglądał również Christian Eriksen, który zaliczył dwie asysty, jednak to nie nazwisko Duńczyka skradło nagłówki wszystkich angielskich dzienników sportowych. Bohaterem ponownie został Alli, ale trudno o przejście niezauważonym, gdy zdobywa się dwie bramki przeciwko najpoważniejszemu kandydatowi do tytułu. Reprezentant Anglii zburzył marzenia Contego o wyrównaniu rekordu Premier League w liczbie wygranych meczów z rzędu i sprawił, że walka o tytuł znowu nabrała rumieńców.

„Dziesięć punktów różnicy to sporo, ale stawiam, że nawet Manchester United może się jeszcze włączyć do walki o tytuł – każda z sześciu czołowych drużyn ma teraz szansę. To nie jest taka duża przewaga w Anglii. Sytuacja może się zmienić w mgnieniu oka, jeśli gdzieś pojawi się dużo kontuzji lub spadek formy. Wszyscy muszą być teraz niezwykle skoncentrowani” – Graeme Souness, były piłkarz i trener Liverpoolu oraz ekspert telewizyjny


Kluczem do zwycięstwa z Chelsea była jednak nie tylko owocna postawa w ataku, ale również mocna i skuteczna defensywa. Tottenham w tym sezonie Premier League stracił zaledwie czternaście goli i pod tym względem jest zdecydowanie najlepszy ze wszystkich drużyn występujących w czterech zawodowych ligach w Anglii! Niezwykle ważnym elementem jest defensywny pomocnik Victor Wanyama, który w środku pola stanowi zaporę nie do przejścia. Były piłkarz Southamptonu rozegrał w środę fantastyczne spotkanie i przyćmił wychwalanego do tej pory pod niebiosa N’Golo Kanté. Kenijczyk zaliczył aż pięć udanych odbiorów – zdecydowanie najwięcej ze swojej drużyny. Poza tym skutecznie wyprowadzał również piłkę, o czym świadczy statystyka 85% celnych podań. Na White Hart Lane z pewnością bardzo się cieszą, że jego reprezentacja narodowa nie zagra w zbliżającym się Pucharze Narodów Afryki, gdyż drużyna Kogutów bez takiego zawodnika w składzie mogłaby stracić wiele pewności w grze destrukcyjnej.

Jedenastka Pochettino była znakomicie zorganizowana i skupiona wokół jednego celu, więc nie są przesadzone opinie, że Tottenham zagrał w środę najlepszy mecz w tym sezonie. Argentyński menedżer, który odkąd latem 2014 roku objął Spurs nie przegrał derbowego meczu u siebie, po tym spotkaniu nie świętował jednak sukcesu zbyt długo.

„Oczywiście, cieszymy się z wygranej, ale to tylko jeden mecz. Jeśli chcemy do końca sezonu walczyć o kolejne zwycięstwa czy nawet trofea, musimy utrzymać ten poziom i grać z taką intensywnością jak dzisiaj. Wielka czwórka jest bardzo blisko siebie i choć przewaga Chelsea wciąż jest spora, dla nas było ważne, aby wygrać i zbliżyć się do nich. To będzie niesamowity wyścig, ale najważniejsze, aby nie osiąść na laurach, bo mamy jeszcze pracę do wykonania”

Jan Vertonghen, który także rozegrał świetne zawody, nie ma jednak wątpliwości, że zwycięstwo z Chelsea niezwykle podbuduje drużynę na dalszą część sezonu. Belg podkreślił również znaczenie faktu, że Tottenham w tym sezonie nie przegrał jeszcze meczu na własnym stadionie.

„To dla nas niezwykle ważne, że budujemy twierdzę na White Hart Lane – wcześniej pokonaliśmy tu choćby Manchester City. Tym zwycięstwem wysłaliśmy wiadomość do rywali, że będziemy walczyć o tytuł. Podobnie było w zeszłym sezonie, gdy niemal do samego końca walczyliśmy o mistrzostwo. Teraz nasi przeciwnicy spoglądają na nas inaczej niż dwa lata temu – mają więcej respektu. Myślę, że wszystkie drużyny z pierwszej szóstki mają szansę na tytuł, ale to niewiarygodne, jak my jesteśmy silni! Mamy świetny skład, świetną ławkę – każdy z nas uwielbia grać w Tottenhamie!”

Zimowe okienko transferowe często jest okazją do wzmocnienia lub uzupełnienia składu, jednak w przypadku Spurs nie należy się spodziewać nadmiernego ruchu zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Na White Hart Lane wreszcie nastąpiła długo oczekiwana stabilizacja, a w klubie raczej nie muszą się obawiać o rychłe odejście najlepszych zawodników, a już na pewno nie za przysłowiową czapkę gruszek. Kontrakty z Kane’m, Allim i Llorisem obowiązują do czerwca 2022 roku, więc jeśli ktoś będzie chciał ich pozyskać, będzie musiał wyłożyć grube pieniądze. Zadania nie ułatwią również pertraktacje z tak twardym graczem, jak prezes Kogutów Daniel Levy, który swoje negocjacyjne umiejętności pokazał już w przypadku transferu Garetha Bale’a. Pozbycie się skrzydłowego za około 100 mln £ było prawdziwym majstersztykiem, lecz pieniądze ze sprzedaży Walijczyka nie zostały właściwie spożytkowane. Przed przyjściem Pochettino w Tottenhamie panował chaos, jednak Argentyńczyk posprzątał bałagan niczym Herakles mityczną stajnię Augiasza. W ostatnich tygodniach 44-letni menedżer poczuł się na tyle mocny, że zaczął nawet pouczać swoich kolegów po fachu, również tych ze znacznie większymi osiągnięciami, jak choćby Pep Guardiola.

„Zawsze, gdy przychodzisz w nowe miejsce jest Ci trudno, ale Premier League jest wyjątkowo specyficzną ligą. Nie zrozumiesz tego, dopóki tu nie trafisz. Ludzie mają tendencję do tego, aby nie doceniać tych rozgrywek. Myślą, że wciąż gra się tutaj długimi podaniami, piłkarze nie mają wielkich umiejętności, a środa jest zazwyczaj dniem wolnym. Pracuję w Anglii już cztery lata i nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Jeśli pojawiasz się na Wyspach i nie masz wystarczająco dużo pokory do ciężkiej pracy, przeżyjesz wiele rozczarowań. Oczywiście, Guardiola jest świetnym trenerem i na pewno potrzebuje czasu, aby wprowadzić swoje idee, więc poczekajmy jeszcze na efekty jego działań”Mauricio Pochettino

Na ten moment Pochettino rzeczywiście może spoglądać na Guardiolę z góry – tym bardziej, że pokonał go w bezpośrednim pojedynku na początku października. Tottenham wyrósł na maszynę do wygrywania, którą powstrzymać może chyba jedynie… powrót do europejskich pucharów. Nie od dziś wiadomo, że w północnym Londynie mają kłopoty z odpowiednim łączeniem występów w Europie i Premier League, a przecież już w lutym przeciwnikiem Kogutów w 1/16 finału Ligi Europy będzie belgijski Gent. Mimo że Tottenham uchodzi za zdecydowanego faworyta tej rywalizacji, to jeśli będzie miał nadal realne szanse na tytuł, Pochettino znów potraktuje zapewne Ligę Europy jako poligon doświadczalny dla rezerwowych zawodników. Takie podejście nie zdało egzaminu w poprzednim sezonie, gdy po laniu od Borussii Dortmund, Spurs przegrali również tytuł. Teraz o mistrzostwo będzie równie trudno, ale być może uda się chociaż wyprzedzić Arsenal, co pozostaje w sferze marzeń fanów The Lilywhites już od 21 lat. Na Emirates Stadium, jeśli chcą uniknąć oglądania pleców Tottenhamu, powinni się mocno sprężyć, gdyż ich odwieczni rywale na pewno nie chodzą już w wadze koguciej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *