DWBv-I-WAAEZTHK

Dokładnie rok po fantastycznym triumfie nad Barcelona, Paris Saint-Germain próbowało wywołać oznaki rozczarowania na twarzach kibiców kolejnego giganta hiszpańskiego futbolu. Wicemistrzowi Francji nie udało się jednak wykonać zadania i nawet bramka zdobyta przy Concha Espina nie stawia ich w najlepszej sytuacji przed rewanżem. Rewanżem, który może być dla Realu Madryt okazją powrotu w wielkiej chwale w poczet faworytów do końcowego zwycięstwa w Champions League.

Po wyjątkowo przystępnej „przystawce”, którą we wtorkowy wieczór na Allianz Stadium zaserwowali gracze Juventusu i Tottenhamu, przyszedł czas na danie główne. Bezpośrednio po losowaniu większość ekspertów nie miała najmniejszych wątpliwości – to zdecydowanie najciekawsza para 1/8 finału Ligi Mistrzów. Nie bez kozery pojawiały się zresztą głosy, że taki zestaw powinien kończyć całe zmagania w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie, a nie rozpoczynać zmagania w fazie pucharowej.


W grudniu wielkich dylematów nie wymagało także wytypowanie faworyta tej konfrontacji i bynajmniej nie był nim obrońca tytułu. Trudno się temu dziwić, wszak zespół gubiący punkty ze szwajcarską precyzją i tracący olbrzymi dystans do liderującej w lidze Barcelony to raczej marny kandydat na pewniaka…

Od tego czasu zmieniło się niewiele. Królewscy dalej potrafią potknąć się z rywalem pokroju Levante czy odpaść z krajowego pucharu z Leganés, a w międzyczasie zaaplikować po pięć bramek Sevilli i Realowi Sociedad. Cały czas w swoich szeregach madrytczycy mieli jednak Cristiano Ronaldo, który potrafi wyjątkowo zmobilizować się, gdy usłyszy podniosły hymn UEFA Champions League.


Prasa sportowa zarówno w Madrycie, jak i w Paryżu była zgodna: odpadnięcie będzie katastrofą. W związku z tym nie należało się raczej spodziewać otwartej gry, lecz rywalizacji w środku pola pomiędzy Casemiro i Modriciem a Rabiotem i Verattim. Dodatkowo żaden z trenerów nie mógł liczyć na najwyższy poziom komfortu podczas dyktowania nazwisk do protokołu meczowego. Unaia Emery’ego nie mógł skorzystać z Motty, Kurzawy, Nkunku czy Thiago Silvy, zaś Zidane musiał poradzić sobie bez zawieszonego za kartki Daniego Carvajala, a Garetha Bale’a zgodnie z zapowiedziami posadził na ławce rezerwowych, delegując w miejsce Walijczyka Isco.


Początek środowego starcia na Estadio Santiago Bernabéu przyniósł przewagę Los Blancos, którzy czerpali profity z wysoko ustawionego pressingu i głębokiego wycofania gości. Były opiekun Sevilli musiał wyciągnąć wnioski z poprzedniej wyprawy na Półwysep Iberyjski i druzgocącej klęski z Barceloną, dlatego też nie należało spodziewać się huraganowych ataków PSG, lecz prób długiego utrzymywania się przy piłce i szukania możliwości kontrataku.

Taka taktyka przynosiła jednak sporo sytuacji dla miejscowych, którzy przed upływem pół godziny gry mieli idealną okazję do wyjścia na prowadzenie. Cristiano Ronaldo nie zdołał jeszcze wówczas pokonać Areoli w sytuacji sam na sam. Francuz popisał się świetną interwencją, ale równorzędnym bohaterem akcji był Marcelo, który posłał do Portugalczyka fantastyczne podanie.


Dobry okres gry zupełnie uśpił czujność Realu, który błyskawicznie zapłacił za to wysoką cenę. Zupełnie niepilnowany Rabiot nie miał problemów ze sfinalizowaniem zagrania Neymara, uderzając piłkę tuż nad bezradnym Keylorem Navasem. Dzięki temu 22-letni reprezentant Les Bleus choć raz miał okazję do wyjścia z cienia największych gwiazd.


Trafienie dla Les Parisiens – to był wymarzony scenariusz dla postronnych kibiców, bowiem kolejnym aktem musiały być zdecydowane ataki 12-krotnego triumfatora Champions League. Efekty przyszły błyskawicznie. Najpierw skuteczna interwencja golkipera przyjezdnych powstrzymała sytuacyjne uderzenie Benzemy, ale chwilę później na tablicy wyników można było już zaobserwować zmianę rezultatu. Toni Kroos skorzystał z mizernego doświadczenia Giovaniego Lo Celso i dał się sfaulować w polu karnym. Okazję do rehabilitacji niezwłocznie wykorzystał – a jakże! – Ronaldo i tym samym zaliczył swój siódmy sezon, w którym zdobył co najmniej 10 goli na europejskich murawach.


Główny winowajca powinien zaś mówić o sporym szczęściu, wszak Gianluca Rocchi miał w ręku właściwy oręż, aby przedwcześnie odesłać go do szatni.


Początek drugiej połowy nie przyniósł jednak powtórki z tego, co działo się po pierwszym gwizdku włoskiego sędziego. Tym razem odważniej zaatakował lider Ligue 1, ale na drodze Kyliana Mbappé wyrósł kostarykański mur.

Po godzinie walki Emery zdecydował się na ściągniecie Cavaniego i wprowadzenie Meuniera, czym teoretycznie wysłał sygnał, że niekoniecznie jest zainteresowany zdobywaniem kolejnych bramek. Tak naprawdę dał swojemu zespołowi dodatkowy impuls, który wymagał jednak ściągnięcia bezbarwnego tego dnia Urugwajczyka.


Podobny tok myślenia zaprezentował także jego vis-à-vis, dlatego w przeciągu kilku minut na murawie zameldowali się Gareth Bale, Lucas Vázquez i Marco Asensio. Jak się okazało, była to kluczowa decyzja dla losów dzisiejszej rywalizacji, bowiem przyniosła skutek w momencie, gdy bardziej prawdopodobny wydawał się decydujący cios ze strony rywala znad Sekwany. Znakomitą akcję przeprowadził ten ostatni, a Ronaldo przy nie najlepszej postawie Areoli tylko dopełnił formalności.


Nie był to jednak koniec show w wykonaniu byłego gracza Espanyolu, który chwilę później znakomitym podaniem obsłużył Marcelo. Brazylijczyk rozegrał jeden z najlepszych meczów w tym sezonie i pokazał, że pogłoski o jego sportowej śmierci były zdecydowanie przedwczesne.


Real obudził się z zimowego snu i wysłał wyraźny sygnał, że znów należy umieścić go w gronie faworytów do wygrania całej edycji LM. Mimo, że przeciwnik przez dłuższy czas nie tylko dzielnie stawiał opór, ale też był bliski zadania ostatecznego ciosu, to zdołał „ukąsić” w najmniej spodziewanym momencie. Przed Paryżanami niezwykle trudne tygodnie, gdyż odpadnięcie na tym poziomie rozgrywek znów będzie traktowane w stolicy Francji jako gigantyczne rozczarowanie. A wtedy raczej nieunikniona będzie EMERYtura…


Real Madrid CF 3:1 Paris Saint-Germain

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *