C2cvJpSWIAA-FIu

Po trzech pierwszych kolejkach mieli na koncie dziewięć punktów i zajmowali sensacyjne pierwsze miejsce. Potem podopieczni Ivana Juricia grali równo, ale powoli opadali w ligowej tabeli. Do końca listopada Grifone zajmowali jeszcze bezpieczne miejsce w środku stawki, jednak od pamiętnego zwycięstwa nad Juventusem nadszedł poważny kryzys, który przybrał ogromne rozmiary. Nie dość, że klub z Ligurii przeszedł zimą prawdziwą rewolucję kadrową, to drużyna pozostaje bez wygranej już od dziewięciu kolejek! Ostatnie trzy punkty Genoa zdobyła bowiem 27 listopada, po czym popadła w totalny marazm. Co gorsza, nikt na Stadio Luigi Ferraris nie wie, kiedy to się skończy…

Zakończone niedawno zimowe okno transferowe było w Genui tradycyjnie okresem intensywnym. Klub potrzebuje częstych i regularnych dopływów finansowych ze sprzedaży piłkarzy, dlatego co pół roku połowa kadry Gryfonów zostaje wymieniana. Nie inaczej było tym razem. Zanim jeszcze rozpoczęło się styczniowe mercato, dopięto wszystkie szczegóły dotyczące sprzedaży czołowego napastnika Rossoblu Leonardo Pavolettiego do Napoli i lidera środka pola Tomása Rincóna. Oprócz nich do Milanu został wypożyczony momentami irytujący, lecz efektywny Lucas Ocampos, do Angers odszedł obrońca Issa Cissokho, a do Chievo Verona powędrował Serge Gakpe. Genoa zarobiła ponad 30 mln €, ale musiała również uzupełnić ubytki kadrowe.

Transfery

Transfery do klubu były przeprowadzane dość chaotycznie. Póki co na plus można zaliczyć tylko wypożyczenia Danilo Cataladiego z Lazio i Oskara Hiljemarka z Palermo. Intryguje również powrót do Serie A Adela Taraabta, który jednak ostatnie kilkanaście miesięcy spędził z dala od poważnej piłki, występując głównie w rezerwach Benfiki. Grifone wypożyczyli go na 18 miesięcy licząc, że Marokańczyk pokaże chociaż część tego, co prezentował w barwach Milanu. Za przyszłościowe ruchy można uznać sprowadzenie dwóch wyróżniających się w Serie B pomocników – Ricardo Morosiniego (Brescia) i Andrei Beghetto (SPAL). Trudne do wytłumaczenia jest natomiast podpisanie kontraktu z 34-letnim golkiperem Rubinho, który ma wypełnić lukę po kontuzjowanym Mattii Perinie oraz sprowadzenie skrzydłowego Crotone Raffaele Palladino, który w tym sezonie mocno przeciętnie radził sobie w barwach notorycznie zawodzącego beniaminka, więc wątpliwe, aby znacząco poprawił swoje osiągnięcia na Stadio Luigis Ferraris.


Sporo przetasowań personalnych nie poprawiło wyników drużyny. Genoa ostatnie zwycięstwo odniosła 27 listopada, gdy w fantastycznym stylu pokonała Juventus 3:1. Od tego czasu podopieczni Ivana Juricia nie potrafili zdobyć kompletu punktów w dziewięciu kolejnych spotkaniach! W międzyczasie zdarzały się porażki wkalkulowane, chociażby z Interem czy Romą, ale również kompletne wpadki – z Palermo czy Cagliari.

W zespole Rossoblu szwankuje przede wszystkim gra w destrukcji, z kolei ofensywa opiera się właściwie tylko na jednej postaci – Giovannim Simeone. Syn „Cholo” jest prawdziwą perełką w ekipie ze stolicy Ligurii. Argentyński napastnik w tym sezonie Serie A zdobył już 10 z 27 bramek drużyny. Zatrzymanie go na Stadio Luigi Ferraris dłużej niż do lipca może okazać się niemożliwe. Już zimą chrapkę na 21-letniego zawodnika miał Villarreal, jednak Genoa odrzuciła opiewającą na 20 mln € ofertę Hiszpanów licząc, że latem będzie w stanie wyciągnąć za utalentowanego atakującego jeszcze więcej. A chętnych nie brakuje – zainteresowanie Simeone wyraża praktycznie cała czołówka ligi włoskiej!

Defensywa Gryfonów to problem o wiele bardziej skomplikowany niż wskazywałyby na to suche statystyki. W drużynie Juricia brakuje stoperów z prawdziwego zdarzenia. Trzyosobowy blok obronny tworzą najczęściej Ezequiel Muñoz, Nicolas Burdisso i Santiago Gentiletti, czyli gracze, którzy nader często popełniają w tym sezonie kosztowne błędy indywidualne. Tylko w ostatnich dziewięciu kolejkach Rossoblu stracili osiemnaście bramek, czyli dokładnie dwie na mecz!

Co zatem z drużyną, która od przeszło trzech miesięcy nie potrafi odnieść zwycięstwa? Genoę czeka coś na kształt piłkarskiej próżni. Relegacja Gryfonom nie grozi – bowiem wszyscy tegoroczni spadkowicze są już w teorii znani – podobnie jak miejsce w pierwszej siódemce, bowiem strata do zajmującej aktualnie 7. lokatę Fiorentiny wynosi już 12 punktów. Aby myśleć w ogóle o poprawie ligowej pozycji, ekipa z Ligurii musi odzyskać regularność. Co prawda w najbliższej kolejce Gryfony zmierzą się z Napoli, jednak później czeka ich seria spotkań ze słabszymi rywalami pokroju Pescary, Bologny, Empoli czy Sampdorii. Jeżeli w tym czasie nie nadejdzie wyczekiwane zwycięstwo, posada trenera Ivana Juricia może zatrząść się w posadach, mimo iż prezydent Genoi Enrico Preziosi do tej pory ucinał jakiekolwiek spekulacje na temat zmiany na stanowisku szkoleniowca pierwszego zespołu.

„Dzisiaj zobaczyłem to, co chciałem ujrzeć. Zespół nie grał wcale tak źle. Co prawda szybko straciliśmy gola, ale potem stworzyliśmy wiele okazji bramkowych. Drużyna zagrała więc tak, jak powinna – nie zachowaliśmy tylko odpowiedniej ostrożności w obronie. Porównując to jednak z ostatnimi meczami, jestem spokojniejszy o naszą przyszłość. Pomimo porażki były bowiem takie aspekty, które mnie satysfakcjonowały” – mówił jakby na pocieszenie Jurić po ostatniej porażce z Sassuolo

Odrębną kwestią jest natomiast wprowadzanie do zespołu nowych zawodników. Proces ten zawsze wymaga czasu i cierpliwości, a nie wiadomo, czy podobna sytuacja jak tej zimy nie powtórzy się za pół roku. Jeśli z drużyny Rossoblu ponownie odejdą czołowi gracze (Simeone, Perin), po raz kolejny trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. Do takich ekstremalnych warunków na Stadio Luigi Ferraris już się jednak przyzwyczaili…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *