guardiola-meltdown

Manchester City z Pepem Guardiolą miał stworzyć idealne połączenie jak Dwight Yorke z Andy’m Colem, Jimi Hendrix z gitarą czy whisky z colą. Tymczasem po sześciu miesiącach pracy Katalończyka w klubie z Etihad Stadium widać, że organizm ten nie tworzy spójnej całości, a jego funkcjonowanie stale coś zakłóca. Do tego stopnia, że menedżer Obywateli zaczął powątpiewać w słuszność swojej filozofii gry…

Sielanka trwała 6 tygodni

Dziesięć zwycięstw z rzędu – taką serię zanotował Pep Guardiola na starcie swojej pracy w klubie z błękitnej części Manchesteru. Kiedy The Citizens bez trudu rozprawiali się z kolejnymi rywalami, bukmacherzy i piłkarscy eksperci na Wyspach byli zgodni – kandydat do tytułu jest tylko jeden, a Chelsea, Arsenal, Liverpool czy Manchester United mogą bić się co najmniej o wicemistrzostwo. Rzeczywiście, City imponowało wówczas zwłaszcza stylem rozgrywania akcji, dynamiką gry, ale przede wszystkim kreatywnością i skutecznością.

Tabela Premier League po 6. kolejkach (24.09.); źródło: worldfootball.net
Tabela Premier League po 6. kolejkach (24.09.2016); źródło: worldfootball.net

Wszystko pękło jednak jak bańka mydlana po remisie 3:3 z Celtikiem w 2. kolejce fazy grupowej Champions League. Dla Szkotów zatrzymanie rozpędzonego jak francuskie TGV Manchesteru było sporym osiągnięciem, dla gości natomiast starcie na Celtic Park okazało się początkiem kłopotów tak w lidze, jak i pucharach. Kibice Obywateli musieli bowiem czekać aż sześć spotkań na kolejne zwycięstwo swojej drużyny, ale do seryjnego wygrywania podopieczni Guardioli nie wrócili aż do dzisiaj. Najlepszą passę – trzy zwycięstwa z rzędu – zanotowali w połowie grudnia, którą jednak na Anfield przerwał Liverpool.

Pamiętacie tę wypowiedź Hiszpana?


Do dziś jest ona przytaczana przy okazji każdej wpadki The Citizens w rozgrywkach ligowych. Nic dziwnego, bo Anglików te słowa Guardioli mocno zakuły i siedziały w nich głęboko przez kolejnych kilka tygodni. Katalończyk na oczach wszystkich odważył się zakwestionować wielkość Jej Królewskiej Mości Premier League i został za to błyskawicznie skarcony.


Zemsta nadeszła szybko

Po perfekcyjnym starcie przyszedł czas na pierwszy poważny kryzys Manchesteru City – 6 meczów bez zwycięstwa. Nie dość, że Obywatele musieli zapomnieć o regularnych triumfach ligowych i pucharowych (choć w sześciu spotkaniach na przełomie roku aż 5 razy schodzili z boiska w glorii zwycięzcy, a gorycz porażki musieli przełknąć tylko po wspomnianej konfrontacji na Anfield), to jeszcze zapunktować w starciach z nimi były w stanie takie „potęgi” jak Middlesbrough czy rozczarowujące, a może po prostu wracające do swojego normalnego poziomu Leicester City. Lisy bowiem zanotowały „serię” jednego zwycięstwa w siedmiu meczach, a tym jedynym pokonanym była właśnie ekipa Guardioli, i to w upokarzającym stosunku 2:4. Nietrudno domyślić się, że każdą taką porażkę czy rozczarowujący remis MC lojalni fani Premier League traktowali jako akt zemsty na Hiszpanie za jego krzywdzące opinie.

Tabela Premier League za okres 26.09.- 10.12.; źródło: WhoScored.com
Tabela Premier League za okres 26.09.2016 – 10.12.2016; źródło: WhoScored.com

Kiedy wydawało się, że powoli wszystko wraca do normy, a Manchester City znów wkracza na zwycięską ścieżkę, po wymęczonym zwycięstwie 2:1 nad Burnley przed własną publicznością, Pep Guardiola wypalił coś takiego:

„Będę w Manchesterze przez trzy następne sezony, może więcej, ale zbliżam się powoli do końca mojej menedżerskiej kariery – tego jestem pewien. Nie będę pracował w roli trenera do 60 czy 65 lat. Czuję, że proces mojego rozstania z piłką właśnie się rozpoczął”

Te przemyślenia Pepa mocno zachwiały przekonaniem wszystkich wspierających projekt Guardioli na Etihad Stadium. Już 3-letni pobyt na Allianz Arenie pokazał kilka słabości szkoleniowca z Santpedor, jednak po takiej deklaracji można się solidnie zastanowić, czy 45-latek jest w stanie sprostać wymaganiom, jakie stawia przed nim angielska ekstraklasa…


What next?

To pytanie w błękitnej części Manchesteru zadaje sobie dziś chyba każdy. W końcu skoro Guardioli tak łatwo przychodzi wydawanie wiążących wyroków, to dlaczego nie miałby za chwilę skrócić swojego czasu pracy na Etihad Stadium do dwóch sezonów? Przez Katalończyka w ostatnich tygodniach przemawia frustracja i czuć to nawet na setki mil od niego. Przykładu nie trzeba zresztą daleko szukać. Oto kilka zdań Pepa po rzeczonej rywalizacji z Burnley:

„Ty jesteś dziennikarzem, nie ja. Spytaj sędziego!” – odpowiedział Guardiola zapytany o słuszność czerwonej kartki, którą sędzia Lee Mason pokazał Fernandinho

To jednak nie wszystko, bo chwilę później menedżera The Citizens zapytano również, czy jego drużyna jest realnym kandydatem w walce o tytuł mistrzowski.

„Wczoraj nie, więc dlaczego dziś mielibyśmy być faworytem w wyścigu po tytuł?”

Guardiola w ostatnich tygodniach przypomina nieco José Mourinho z czasów, gdy jego Manchester United również nie był w stanie ustabilizować formy, a zwycięstwa przeplatał remisami i porażkami. Portugalczyk w owym okresie co chwilę winę zrzucał – jak to ma w zwyczaju – na wszystkich dookoła, jednak z czasem uporał się ze swoimi problemami i do konfrontacji z Liverpoolem Czerwone Diabły przystępują jako niepokonany od 15 spotkań zespół, że o serii 9 zwycięstw z rzędu nie wspomnimy. „The Special One” w końcu zajął się robotą, a nie ciągłym narzekaniem i psychologicznymi gierkami, a efekty przyszły natychmiast. Być może i Guardiola powinien podążyć tą drogą, a nie szukać problemu w przepisach.

„Muszę zrozumieć reguły, jakie tu, w Anglii, panują. Wszędzie na świecie, kiedy bramkarzowi przeszkadza się w polu karnym, jest to kwalifikowane jako faul, ale nie na Wyspach” – żalił się po rywalizacji z Burnley Guardiola

Źródło: The Sun
Źródło: The Sun

Pretensjami Hiszpan z pewnością nic nie wskóra. Można być jednak pewnym, że jest on wystarczająco inteligentnym gościem, aby to zrozumieć. Tak samo jak to, że panaceum na kłopoty jego zespołu jest ciężka praca i tylko ona może zaowocować korzystnymi rezultatami. W przeciwnym razie wątpliwości pod adresem Guardioli będzie coraz więcej. Były szkoleniowiec Barcelony powinien również przywyknąć do tego, że na Wyspach każde jego słowo będzie szybko podchwytywane przez media, a następnie przekazywane do jego piłkarzy. W ten sposób jedną niefortunną wypowiedzią można zniszczyć dotychczas wypracowaną wieź, a jak nie od dziś wiadomo, Guardiola nie jest mistrzem w budowaniu relacji międzyludzkich. Burzliwa atmosfera z pewnością Manchesterowi City nie pomoże, a rozłam w szatni może być początkiem końca utytułowanego trenera przy Ashton New Road.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *