C-XXa6tWAAIkAvF

Borussia Dortmund po raz czwarty z rzędu zagra w finale DFB Pokal! Podopieczni Thomasa Tuchela sensacyjne wyeliminowali z rozgrywek Bayern wygrywając na jego terenie 3:2. Marzenia Roberta Lewandowskiego o dublecie zostały zaprzepaszczone, ale Polak tym razem nie zaprezentował się z najlepszej strony (m.in. zmarnował sytuację sam na sam z Romanem Bürkim). W barwach gości solidny występ zaliczył zaś Łukasz Piszczek.

Choć w Monachium jeszcze nie opadły emocje po zeszłotygodniowym odpadnięciu z Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt, już w sobotę Bayern musiał rozegrać kolejny mecz w Bundeslidze. Podopieczni Carlo Ancelottiego zaprezentowali się jednak przed własną publicznością wyjątkowo słabo i tylko zremisowali z Mainz 2:2. Ich rywale z Dortmundu także nie przeżywali ostatnio spokojnych tygodni. Zamach na klubowy autokar i dwumecz z Monaco wpłynął na drużynę Żółto-Czarnych niekorzystnie. BVB potrafiła jednak właściwie zareagować i pokonała w ostatnim meczu ligowym Gladbach. Przed spotkaniem na Allianz Arenie trudno było zatem wskazać faworyta. Obaj szkoleniowcy nie zaskoczyli i postawili na sprawdzone, najsilniejsze obecnie jedenastki. W ekipie gospodarzy kontuzjowanego Manuela Neuera zastępował Sven Ulreich, zaś w zespole gości brakujące ogniwo w osobie Marca Bartry substytuował Sven Bender. Wszyscy jednak z niecierpliwością oczekiwali na kolejną odsłonę pojedynku Roberta Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem.


Pierwsze minuty starcia w Monachium przypominały typowe „badanie rywala”. Bawarczycy zgodnie z oczekiwaniami posiadali futbolówkę, ale niewiele z tego wynikało. Borussia natomiast schowała się za podwójną gardą i ta dość nieśmiała postawa przyjezdnych przyniosła efekt w 19. minucie, kiedy to fatalny błąd Javiego Martíneza został wykorzystany przez Aubameyanga.


Strzał Gabończyka trafił co prawda w słupek, ale piłkę z najbliższej odległości skierował do pustej już bramki mistrzów Niemiec Marco Reus. Bayern niemal od razu po utracie gola wziął się za odrabianie strat.


W poczynaniach piłkarzy Ancelottiego brakowało jednak elementu zaskoczenia, zagrania, które mogłoby rozerwać szyki dortmundzkiej defensywy. Kiedy wydawało się, że Die Schwarzgelben przetrwali już najgorszy okres, pomocny dla gospodarzy znów okazał się stały fragment gry. Dośrodkowanie z narożnika boiska wykorzystał Martínez, odkupując tym samym winy za sprokurowanie gola dla rywala. Przewaga Gwiazdy Południa momentami była wręcz przygniatająca, a próby wicemistrza, jeśli już się pojawiały, to były momentalnie tłumione przez drugą linię FCB. Vidal i Alonso znakomicie zarządzali poczynaniami Bayernu, odpowiednio regulując tempo gry. Ciąg na bramkę wykazywał wspomniany Martínez, który po kolejnym dośrodkowaniu z narożnika mógł po raz drugi pokonać Bürkiego, ale piłka po główce Baska trafiła w obramowanie bramki. Aktywny, choć świetnie kryty przez Sokratisa Papastatopulosa był Robert Lewandowski. Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy to jednak nie Polak zachował się jak rasowy snajper, a inny stoper – Mats Hummels.


Były kapitan Borussii kapitalnie odnalazł się w polu karnym BVB i płaskim strzałem pokonał szwajcarskiego golkipera. Lider reprezentacji Polski również miał szansę na podwyższenie wyniku, ale w doliczonym czasie gry przegrał pojedynek sam na sam z Bürkim. Mimo że przewaga Bawarczyków w pierwszych czterdziestu minutach nie podlegała dyskusji, to perspektywa odrobienia strat przez podopiecznych Tuchela nie wydawała się być misją niemożliwą. Goście rozegrali świetne pierwsze dziesięć minut, ale późniejsza faza spotkania należała już bezwzględnie do Bayernu.

Początek drugiej połowy nie zwiastował zmian w sposobie gry Borussii. Inicjatywa znów należała do piłkarzy Gwiazdy Południa, a przyjezdni nie bardzo wiedzieli, jak przetransportować piłkę pod pole karne Ulreicha. Były golkiper Stuttgartu nie miał więc zbyt wielu okazji do wykazywania się. W zespole Tuchela brakowało natomiast takiego zacięcia, jakie widoczne było w poczynaniach Bayernu. Dortmundczycy popełniali sporo błędów indywidualnych, przez co sytuacje dla gospodarzy mnożyły się niczym grzyby po deszczu. Brak lidera powodował, że BVB przez długi czas nie miała pomysłu na sforsowanie dobrze ustawionej obrony drużyny Ancelottiego. Poza epizodycznymi fragmentami, obok meczu przechodził Aubameyang, a poza bramką również Reus nie wyróżniał się na miarę choćby swoich ostatnich występów. Kiedy wydawało się, że to Bayern podwyższy wynik, snajperski instynkt Gabończyka dał o sobie znać. Popularny „Auba” pokazał, że nawet nie grając wielkiego meczu może być niebezpieczny i zranić rywala.

Monachijczycy nie rozgrywali jednak wybitnej partii. Rozczarowaniem można określić szczególnie postawę Thiago, który po serii dobrych występów we wtorek rozgrywał co najwyżej poprawne zawody. Kunktatorstwo Bayernu zemściło się na siedemnaście minut przed końcem, kiedy znakomitą kontrę Żółto-Czarnych fenomenalnym uderzeniem zwieńczył Dembélé. Widmo porażki zajrzało mistrzom Niemiec głęboko w oczy…


Po trzeciej bramce goście skoncentrowali się na defensywie, a Bawarczycy nie potrafili zatrudnić Bürkiego. Kolejne okazje marnował Robben, zaś za niewidocznego Ribery’ego na murawie zameldował się Douglas Costa. W końcówce spotkania gospodarze zaczęli popełniać mnóstwo prostych, niewymuszonych błędów, a zagrania poszczególnych zawodników ubranych w czerwone trykoty pozostawiały sporo do życzenia. Roszady Ancelottiego nie zmieniły już oblicza meczu. Zmęczenie było z pewnością jednym z czynników powodujących niedokładność w rozgrywaniu akcji przez Bayern. Desperacja obrońców tytułu w doliczonym czasie gry sięgała zenitu, kiedy Boateng posyłał w pole karne piłki „na aferę”. Sytuacje, które mieli Robben z Lewandowskim zemściły się na faworycie dzisiejszej konfrontacji i ostatecznie to Borussia będzie przeciwnikiem Eintrachtu Frankfurt w majowym finale na Olympiastadion w Berlinie. Bawarski gigant ponownie okazał się być tylko „człowiekiem” i po raz piąty z rzędu nie odniósł zwycięstwa. Lewandowskiemu i spółce pozostaje jedynie walka o mistrzowski tytuł.


Bayern Monachium 2:3 Borussia Dortmund