Letnia praca popłaca! Dziesięciu wygranych okresu przygotowawczego w Bundeslidze - foto główne (Kopiowanie)

Hierarchię panującą w drużynie skutecznie zaburzyć mogą kontuzje, seria fatalnych spotkań zawodnika wyjściowej jedenastki czy też jego absencja spowodowana innymi wypadkami losowymi. Oprócz tych piłkarskich „żywiołów”, do zawirowań w kolejce do pierwszego składu może również doprowadzić nadzwyczaj dobra postawa któregoś z graczy na treningach, zwłaszcza podczas obozu przygotowawczego. Latem, szczególnie w roku, kiedy nie odbywają się żadne wielkie imprezy, piłkarze mają dużo czasu, aby wysoką dyspozycją w sparingach czy sesjach treningowych zaskarbić sobie zaufanie szkoleniowca. Oto lista dziesięciu zawodników Bundesligi, którzy tę okazję skutecznie wykorzystali i mogą czuć się wygranymi kończącego się okresu przedsezonowego.

10. Michael Gregoritsch 

Kariera Gregoritscha daleka jest od typowego modelu rozwoju zawodnika. Jego losy układały się o tyle specyficznie, że do każdego kolejnego klubu (poza Augsburgiem, który zasilił w tym okienku) odchodził… właściwie nie wiadomo czemu. Z austriackiego Kapfenbergu jeszcze jako juniora wykupiło go TSG 1899 Hoffenheim, choć wówczas rosły napastnik wcale nie wyróżniał się statystykami. Przez cztery lata przygody z klubem z Badenii-Wirtembergii aż trzykrotnie był wypożyczany, a tylko jeden sezon spędził w kadrze Hoffe – najpierw do St. Pauli, a potem dwukrotnie do VfL Bochum. W 2015 roku właśnie klub z Nadrenii Północnej-Westfalii postanowił wykupić młodego Austriaka z Hoffenheim, po niezłym sezonie w 2. Bundeslidze. Działacze Bochum wyłożyli na Gregoritscha 500 tys. €, a już trzy tygodnie później odsprzedali go do Hamburgera SV za 3 mln €!


Gregoritsch ma 190 cm wzrostu i jest zawodnikiem usposobionym bardzo ofensywnie, toteż – głównie ze względu na wzrost – wielu trenerów widzi go na pozycji napastnika. Zdaje się jednak, że jednokrotny reprezentant Austrii lepiej czuje się na skrzydle i właśnie na tej pozycji zazwyczaj występował w HSV. Przez dwa lata spędzone na Imtech-Arena strzelił jedenaście goli i zanotował sześć asyst, ale nigdy nie zdołał przebić się na stałe do pierwszego składu Die Rothosen. Zmęczony rolą dżokera zdecydował się na transfer do Augsburga, który zapłacił za niego rekordowe 5 mln €. Cztery trafienia i świetna postawa w okresie przygotowawczym dają nadzieję, że być może 23-letni atakujący wreszcie zacznie sobie budować poważną markę na niemieckich boiskach.


9. Alexander Esswein 

Esswein to z kolei największy wygrany okresu przygotowawczego w berlińskiej Hercie. Nie jest to bynajmniej zawodnik anonimowy na boiskach Bundesligi. Przez lata dawał się poznać kibicom Augsburga czy Norymbergi jako przebojowy skrzydłowy, dysponujący świetną dynamiką. Jego transfer do stołecznego zespołu, szykującego się do walki w Lidze Europy, traktowano z dużą rezerwą. Zdaniem wielu Esswein nie gwarantuje bowiem jakości, jakiej potrzebuje klub z czołówki ligi mistrzów świata.


Jak się jednak okazało, trener Pál Dárdai miał na 27-latka pomysł – przesunął go ze skrzydła do centrum boiska i w systemie gry Herthy były młodzieżowy reprezentant Niemiec okazał się idealnie pasującym ogniwem. Świetnie spisujący się jako ofensywny pomocnik Esswein przy okazji pozbawił marzeń o pierwszym składzie Ondreja Dudę, który swoich szans w sparingach nie wykorzystywał. Węgierski szkoleniowiec Starej Damy chwali wychowanka 1. FC Kaiserslautern za to, jak w centralnej części boiska potrafi wykorzystać swoją nieprzeciętną dynamikę. Być może przyczyni się także do uatrakcyjnienia stylu gry berlińczyków, na który tak mocno utyskują kibice zza Odry.


8. Dayot Upamecano 

Jego zimowy transfer za 10 mln € do Lipska był równie dziwny, co zaskakujący. W końcu mało który klub wydaje w zimowym okienku tyle pieniędzy na niesprawdzonego środkowego obrońcę, w dodatku nie potrzebując natychmiastowych wzmocnień na tej pozycji. Warto jednak zwrócić uwagę, że Upamecano przybył na Red Bull Arena z bliźniaczego klubu z Salzburga, z czego można wywnioskować, iż był już wcześniej „naznaczony” jako przyszłe wzmocnienie ekipy z Saksonii. Spekuluje się, że pół roku spędzone głównie na ławce w RasenBallsport miały być dla 18-letniego Francuza okresem aklimatyzacji w nowym środowisku, tak aby od początku nowej kampanii mógł zaprezentować pełnię swoich możliwości.


Trener Hassenhüttl już zapowiada, że stoper z Normandii niedługo stanie się kluczowym graczem Lipska. Niewykluczone, że właśnie on u boku Williego Orbana Upamecano rozpocznie sezon jako podstawowy środkowy obrońca RB. Ralf Rangnick, jak powszechnie wiadomo, ma trudno wytłumaczalną słabość do Marvina Comppera, który w minionych rozgrywkach był pierwszym wyborem trenera na tej pozycji, jednak dyrektor sportowy Czerwonych Byków, podobnie jak i szkoleniowiec, z pewnością zdaje sobie sprawę, że aby dorównać największym klubom kontynentu, potrzebna jest znacznie większa jakość „w tyłach”. Ma ją zagwarantować właśnie Upamecano, który choć wciąż popełnia wiele błędów, to wykazuje ogromną zdolność do wyciągania wniosków.


7. Pirmin Schwegler 

Szwajcarski środkowy pomocnik w Bundeslidze debiutował w barwach Bayeru Leverkusen ponad dziesięć lat temu. Szybko jednak okazało się, że to dla niego za wysokie progi, więc odszedł do Eintrachtu Frankfurt, gdzie zbudował sobie świetną markę i zasłużył na duży szacunek miejscowych kibiców. Przez pięć lat rozegrał w barwach Die Adler ponad 140 spotkań, pozostając w klubie nawet po spadku w 2011 roku.

W 2014 sięgnęło po niego szukające wzmocnień do środka pola Hoffenheim. Schwegler nie wniósł wprawdzie do gry Wieśniaków nowej jakości, ale zawsze gwarantował przyzwoity, równy poziom. Dziś ma już jednak 30 lat, a klub z przedmieść Sinsheim, w obliczu walki o Ligę Mistrzów, potrzebował piłkarzy z wyższej półki niż Schwegler, dlatego pozwolono mu odejść do beniaminka z Hannoveru. I wygląda na to, że na HDI-Arena doświadczony Helwet znowu może stać się ulubieńcem trybun. Jako lider środka pola wnosi do drużyny spokój, pewność i dokładność. Okres przygotowawczy w nowych barwach z pewnością może zaliczyć do udanych.




6. Lukas Rupp 

Rupp to typ piłkarskiego włóczęgi. Ma dopiero 26 lat, a występował już w pięciu klubach: Karlsruher SC, SC Paderborn 07, Borussii Mönchengladbach, VfB Stuttgart i TSG 1899 Hoffenheim. Najbardziej udanym sezonem w jego karierze pozostaje kampania 2015/16 w barwach Stuttgartu, która akurat zakończyła się dla klubu z południa Niemiec spadkiem. Rupp zdołał jednak znaleźć sobie nowego pracodawcę, i to nie byle jakiego – sprowadziło go bowiem Hoffenheim.

20160629-sap-Hoffenheim-Lukas-Rupp-Vertrag-2020-Neuzugang-Alexander-Rosen-Julian-Nagelsmann

Większość transferów przeprowadzonych poprzedniego lata przez działaczy achtzehn99 okazało się strzałami w dziesiątkę, jednak Rupp był w tym gronie niechlubnym wyjątkiem. Przez większą część sezonu 2016/17 zmagał się z urazami, dlatego jego udział w historycznym sukcesie TSG, jakim było czwarte miejsce w Bundeslidze, jest niewielki. Mijający okres przygotowawczy sugeruje jednak, iż gdyby nie wspomniane kontuzje, mogło być zupełnie inaczej. Rupp występuje na pozycji środkowego pomocnika, a to właśnie jedna z dwóch pozycji, na których Hoffe potrzebowało wzmocnień po odejściu Niklasa Sülego i Sebastiana Rudego. Obecność 26-latka w szerokiej kadrze na mecz eliminacji Ligi Mistrzów z Liverpoolem to efekt jego dobrej postawy w sparingach, co pozwoliło włodarzom klubu z Badenii-Wirtembergii uniknąć gorączkowych poszukiwań wzmocnień na rynku transferowym.




5. Dominique Heintz 

Środkowy obrońca 1.FC Köln swoją karierę rozwija powoli, ale konsekwentnie. Próżno szukać w prasie tytułów sprzed lat traktujących o młodym Heintzu, któremu wróży się wielką karierę. Były reprezentant niemieckiej młodzieżówki najpierw przedostał się przez wszystkie szczeble szkolenia w Kaiserslautern, a potem po transferze do Kolonii stopniowo budował markę, niepostrzeżenie podbijając swoją wartość rynkową do 7,5 mln € (wg. transfermarkt.de).


Heintz nie był nigdy w centrum zainteresowani mediów czy skautów, ale w rzeczywistości zasługiwałby na to bardziej niż niejeden zawodnik okrzykiwany wielkim talentem czy odkryciem. Od dwóch lat jest bowiem jednym z pierwszych wyborów trenera Kozłów na pozycji środkowego obrońcy. Tego lata zdawało się jednak, że po owych dwóch sezonach koloński klub postanowi wprowadzić do bloku defensywnego powiew świeżości – na RheinEnergieStadion sprowadzono za stosunkowo duże pieniądze (7 mln €) reprezentanta Hiszpanii do lat 21 – Jorge Meré. W przededniu inauguracji nowej kampanii Bundesligi już tylko nieliczni mają jednak jakiekolwiek wątpliwości, kto będzie numerem jeden wśród stoperów Köln.


4. Admir Mehmedi 

Szwajcar od dłuższego czasu jest typem zawodnika z górnej półki w dziale „solidni ligowcy”. Mający macedońskie pochodzenie piłkarz grywał już w wielu ligach, poczynając od szwajcarskiej, poprzez ukraińską, aż przed czterema laty trafił do Bundesligi, a konkretnie do Freiburga, gdzie w premierowym sezonie strzelił 12 bramek. Gdy w kolejnych rozgrywkach Freiburg spadł z ligi, po Mehmediego jako „zapchajdziurę” sięgnął Bayer Leverkusen, gdzie przez ostatnie dwa lata balansował na granicy pierwszego składu i ławki rezerwowych.

Mehmedi ma 26 lat, a na koncie już ponad pięćdziesiąt występów w kadrze prowadzonej aktualnie przez Vladimira Petkovicia. Przypomnijmy, że reprezentacja Szwajcarii znajduje się w rankingu FIFA oczko niżej niż Biało-Czerwoni, czyli na szóstej lokacie. Wychowanek FC Zürich może grać jako skrzydłowy, napastnik lub ofensywny pomocnik i jak to często bywa, wszechstronność jest jego przekleństwem, bo większość trenerów traktuje go jako idealnego zmiennika. Takiego dżokera warto mieć na ławce, bo w razie kłopotów daje ogromne pole manewru przy ewentualnych zmianach. Ten sezon ma być jednak dla Mehmediego inny. W układance Heiko Herrlicha Szwajcar chce i ma szansę odegrać teraz znacznie większą rolę. Szkoleniowiec Bayeru mówił o nim w wywiadach, że potrafi znacznie więcej niż pokazuje, a sam zawodnik deklarował, że to dla niego kluczowy sezon – albo się przebije, albo odejdzie.


3. Mario Götze 

To jedna z najsmutniejszych historii we współczesnym futbolu – jeszcze nie tragiczna, ale naznaczona ogromną dozą zawiedzionych oczekiwań i niespełnionych nadziei. Mario Götze, kiedy jako nastolatek debiutował w Bundeslidze w barwach budującej po cichu swą potęgę Borussii Dortmund, zapowiadał się na jednego z najlepszych niemieckich piłkarzy w historii. Zachwyty nad się jego kolejnymi niewiarygodnymi wręcz występami w barwach BVB tylko potęgowały opinie o wielkiej przyszłości genialnego pomocnika. Oczywiste też w tej sytuacji było ogromne zainteresowanie jego sprowadzeniem ze strony Bayernu Monachium. Bawarczycy dopięli ostatecznie swego w 2013 roku, wykupując 21-letniego wówczas piłkarza za 37 mln €.

Od tamtej pory z każdym kolejnym sezonem Götze grał coraz słabiej i był… coraz grubszy. To nie mogło ujść uwadze dziennikarzy – Mario nie afiszował się bowiem z odsłoniętym torsem po meczach, ale zdjęcia z wakacji czy innych nieoficjalnych sytuacji dostawały się do mediów, a wtedy można było samemu przekonać się, że sylwetka młodego reprezentanta Niemiec daleka jest od norm przyjętych dla zawodowych piłkarzy.


W 2016 roku Götze porzucił marzenia o karierze w Monachium i pokornie wrócił do Dortmundu, aby się odbudować. Kibice na Signal Iduna Park nie mieli z niego jednak zbyt wiele pociechy. Dobre zagraniach zdarzały mu się niezwykle rzadko, nie wspominając już o w pełni udanych spotkaniach. W okresie tego drastycznego spadku formy i wzrostu wagi Götzemu zdarzały się jednak mecze, po których był chwalony, co jeszcze dobitniej ukazuje skalę regresu, jaką 55-latek zanotował na przestrzeni ostatnich trzech sezonów. Bo gdyby każdy jego występ oceniać dziś przez pryzmat choćby konfrontacji z Realem Madryt w 2013 roku, oceny nie powinny przekraczać nawet połowy skali…

Źródło: WhoScored
Źródło: WhoScored

Wczesną wiosną tego roku zdiagnozowano u Götzego chorobę związaną z zaburzeniem metabolizmu. Jego coraz gorsza sylwetka nagle została usprawiedliwiona, a wszystkim, którzy go wyśmiewali zrobiło się głupio. Pojawiły się nawet głosy, że to może być koniec kariery wychowanka Żółto-Czarnych, choć na pewno było wiadomo jedynie, że to dla niego koniec sezonu. Na szczęście najczarniejsze prognozy nie sprawdziły się i Götze w lipcu stawił się w Dortmundzie, w pełni gotowy do pracy na letnich zgrupowaniach. Wciąż musi jednak przyjmować leki, a jego sylwetka ciągle bardziej przypomina piłkarza emerytowanego niż znajdującego się w kwiecie wieku.

Są jednak podstawy, aby wierzyć, że wszystko zmierza już w dobrą stronę. Götze zagrał bowiem w kilku sparingach i choć zaprezentował się fatalnie zarówno pod względem motorycznym, jak i piłkarskim, to przecież najważniejsze jest teraz to, że w ogóle może trenować. Piłkarze, którzy doznają kontuzji, przez okres rehabilitacji codziennie ciężko pracują nad wzmocnieniem wszystkich partii mięśniowych, aby utrzymać się w formie i wracają do treningów z piłką tak wcześnie, jak to możliwe. Tymczasem Götze przez ostatnie pół roku w ogóle nie mógł uczestniczyć w tego typu zajęciach, zatem sam fakt, iż strzelec zwycięskiego gola w finale MŚ 2014 w ogóle trenuje z pełnym obciążeniem i jest gotowy wyjść na murawę, należy uznawać za jego ogromny sukces. Niewykluczone, że w miarę trwania sezonu Götze straci zbędne kilogramy, a zyska formę nawiązującą do najlepszych lat spędzonych na Sugnal Iduna Park.


2. Yevhen Konoplyanka 

W Schalke 04 Gelsenkirchen miał zastąpić Leroya Sané, który latem 2016 roku przeniósł się za 50 mln € do niebieskiej części Manchesteru. Niemiecki klub potrzebował nowego skrzydłowego i sięgnięto właśnie po Ukraińca, którego Sevilla gotowa była wypożyczyć. Kibice Królewski-Niebieskich długo w niego wierzyli, ale popularny „Kono” niczego nie wnosił do gry drużyny Die Knappen, w związku z czym dostawał coraz mniej szans na boisku, a pod koniec sezonu nie łapał się nawet do kadry meczowej. Sezon ligowy zakończył z jedną bramką i jedną asystą na koncie. Jak na ultra-ofensywnego skrzydłowego to nadzwyczaj mizerne statystyki…


Mimo to klub z Gelsenkirchen postanowił jednak wyłożyć 12,5 mln €, aby wykupić dynamicznego skrzydłowego z Sevilli. Biorąc pod uwagę jego występy w kampanii 2016/17, był to bardzo ryzykowny krok, ale postawa Konoplyanki w sparingach sugeruje, że było warto. Ukrainiec z czterema golami w pięciu swoich występach był niekwestionowanym liderem ofensywy Schalke w okresie przygotowawczy. 63-krotny kadrowicz naszych wschodnich sąsiadów prezentował się bardzo okazale i niewykluczone, że po rozpoczęciu nowej kampanii szybko zmieni swój status z transferowego niewypału na jednego z najlepszych skrzydłowych ligi.



1. Thomas Müller 

Runda jesienna sezonu 2016/17 była dla gwiazdora Bayernu prawdziwą katastrofą. Bawarczycy przywykli już do nadmiernej krytyki i wytykania czarnowidztwa mediom w reakcji na każdy ich gorszy mecz, ale to, z czym zmierzyć się musiał w zeszłym roku Thomas Müller, osiągnęło zupełnie inną skalę. Inna sprawa, że ta krytyka była w pełni zasłużona. Wychowanek FCB był nie tylko nieskuteczny, ale również nieporadny. Na boisku częściej przysparzał roboty kolegom z defensywy niż pomagał w strzelaniu bramek. W kampanii 2015/16, występując u boku Roberta Lewandowskiego, Müller uzbierał aż dwadzieścia goli i siedem asyst, tymczasem w rundzie jesiennej kolejnych rozgrywek do bramki rywali trafił zaledwie raz. Regres aż nadto widoczny…


Wiosną forma pupila monachijskiej publiczności znacznie się poprawiła, choć na boisku Thomas wciąż był cieniem samego siebie. Sezon zakończył z bilansem pięciu goli i czternastu asyst w samej Bundeslidze. Po tak trudnych pod względem psychicznym rozgrywkach, tego lata Müller mógł wreszcie należycie odpocząć. Joachim Löw nie zabrał go na Puchar Konfederacji, a więc 85-krotny reprezentant Die Mannschaft mógł rozkoszować się ponad miesięcznymi wakacjami. O dziwo niemiecka opinia publiczna okazała jeszcze wiarę w jego umiejętności, bo to nie na pozycję Müllera domagano się w pierwszej kolejności transferów Bayernu. Problem w tym, że gdy pierwsza i jedyna hitowa transakcja doszła już do skutku, i tak zaczęto spekulować, że przybywający z Madrytu James Rodríguez ze składu wyrzuci właśnie aktualnego mistrza świata.


I na nic zdały się zapewnienia bawarskiego managementu, że Kolumbijczyk wcale nie został sprowadzony w miejsce Müller. Kolej rzeczy zdawała się oczywista: Thomas traci formę, Bayern sprowadza Jamesa. Nowy nabytek mistrza Niemiec szybko nabawił się jednak urazu i nie przepracował należycie okresu przygotowawczego, podczas gdy Müller był tak naprawdę jedynym piłkarzem Gwiazdy Południa, który w przedsezonowych sparingach nie zawodził. W wygranym przez zespół Ancelottiego meczu o krajowy Superpuchar 27-letni napastnik potwierdził wysoką dyspozycję. Jeśli więc chodzi o pozycję za plecami Roberta Lewandowskiego, przynajmniej na najbliższych kilka tygodni zdaje się ona bardzo solidnie obsadzona.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *