DGfq9S6XUAAVVKC

Borussia Dortmund dwukrotnie prowadziła z Bayernem Monachium i za każdym razem wypracowaną przewagę traciła. Zwycięzcę tegorocznego starcia o Superpuchar Niemiec ostatecznie wyłonił więc konkurs rzutów karnych. Po raz szósty w historii triumfowali Bawarczycy, a bohaterem serii jedenastek był ich bramkarz Sven Ulreich, który obronił strzały Sebastiana Rodego i Marca Bartry.

Zarówno Bayern, jak i Borussia przystępowały do spotkania na Signal Iduna Park nie tylko osłabione brakiem wielu istotnych zawodników, ale przede wszystkim znajdowały się pod olbrzymią presją wobec słabych wyników podczas okresu przygotowawczego. W zespole gospodarzy Peter Bosz liczył przede wszystkim na króla strzelców Pierre’a-Emericka Aubameyanga. W linii pomocy debiutował Mahmoud Dahoud, zaś miejsce na lewej obronie, pod nieobecność doświadczonego Schemelzera, zajął Dan-Axel Zagadou. Nie zabrakło również Łukasza Piszczka.


Bayern musiał sobie radzić bez Manuela Neuera, Boatenga, Thiago, Jamesa Rodrígueza, czy Arjena Robbena, więc Carlo Ancelotti po raz kolejny oparł drużynę na niezniszczalnym Robercie Lewandowskim. Po raz pierwszy w oficjalnym meczu w bawarskiej koszulce na murawę wybiegli natomiast Corentin Tolisso i Sebastian Rudy.


Od pierwszych minut to gospodarze starali się przejąć inicjatywę. Pierwszą okazję do zdobycia gola miał jednak Bayern. Doskonały przerzut Thomasa Müllera perfekcyjnie odebrał Robert Lewandowski, ale strzał rozgrywającego 26. Der Klassiker Polaka poszybował nad poprzeczką bramki Bürkiego. Od tego momentu lepiej wyglądała Borussia. Podopieczni Petera Bosza imponowali zwłaszcza w pressingu. Zaledwie minutę po szansie Lewandowskiego piłkę na własnej połowie stracił Javi Martinez, a pomyłka Hiszpana okazała się brzemienna w skutkach. Christian Pulisić nie zaprzepaścił sytuacji sam na sam z zastępującym Manuela Neuera Ulreichem i wyprowadził Żółto-Czarnych na prowadzenie.


Stracony gol wyraźnie podrażnił gości z Bawarii, którzy zaczęli grać agresywniej i częściej doskakiwali do rywali. Efekt? Podopieczni Bosza cieszyli się z prowadzenia zaledwie siedem minut. Akcję Joshuy Kimmicha i jego fantastyczne dośrodkowanie bez kłopotów wykorzystał Lewandowski, zdobywając swoją trzynastą bramkę w niemieckim Klasyku. Już wtedy wiadomo było, że tegoroczne spotkanie o Superpuchar absolutnie nie rozczaruje poziomem.

Po początkowej dominacji gospodarzy, inicjatywę przejęli mistrzowie Niemiec. Błędy w wykonaniu Bayernu mnożyły się jednak jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Energetyczna postawa Dortmundczyków sprawiała, że nawet świetnie wyprowadzający piłkę Mats Hummels miewał olbrzymie problemy z przetransportowaniem jej do partnerów z linii pomocy.


Dowódcą Gwiazdy Południa starał się być Arturo Vidal, ale sam Chilijczyk nie potrafił przeciwstawić się dobrze dysponowanej drugiej linii BVB. Zarówno Dahoud, jak i Castro doskonale podłączali się do akcji ofensywnych, a były piłkarz Gladbach miał nawet okazję do pokonania Ulreicha. To jednak przede wszystkim Bawarczycy słabą postawą swojej defensywy determinowali zagrożenie ze strony Borussii.

W zespole z Monachium w oczy rzucał się brak Thiago. Piłkarze Ancelottiego nie potrafili przytrzymać piłki i uspokoić gry. Jeżeli goście już znajdowali się w jej posiadaniu, to ich akcje najczęściej kończyły się niedokładnym zagraniem. Co ciekawe, najaktywniejszym zawodnikiem Die Roten był Joshua Kimmich. Prawy obrońca ochoczo podłączał się do ofensywnych akcji, czego nie można powiedzieć o grającym po drugiej stronie boiska Rafinhii. Boczni defensorzy Die Schwarzgelben, świadomi potencjału przeciwnika, pilnowali swoich stref nie zapędzając się przesadnie pod pole karne Ulreicha.

W zasadzie jedynym czynnikiem, jakiego w pierwszej połowie mogło brakować kibicom gospodarzy była… nieobecność Aubamyanga. Gabończyk próbował wprawdzie szukać sobie miejsca pomiędzy stoperami Bayernu, ale nie był w stanie wypracować sobie przestrzeni, a w konsekwencji stworzyć zagrożenie.


Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsze 45 minut. Futbolówkę znów kontrolowała Borussia, a goście próbowali odgryzać się za pomocą kontrataków. Tym razem sygnał do ataku próbował dać Ribéry, ale były to próby incydentalne. Poczynaniami BVB kierował wzmocniony za sprawą rezerwowego Sebastiana Rodego środek pola. Gonzalo Castro i Nuri Şahin rozgrywali dobre zawody, przyćmiewając Vidala, Rudego i Tolisso.

Problemów Bayernu nie było jednak końca. Po zaledwie godzinie gry Ancelotti został zmuszony do wprowadzenia do gry Niklasa Sülego, bowiem urazu doznał winowajca gola z jedenastej minuty – Martínez. Wspominany Castro był w drugiej połowie prawdziwym człowiekiem orkiestrą w żółto-niebieskiej załodze. Jedno z dośrodkowań Ousmane’a Démbelé omal nie trafiło na głowę doświadczonego środkowego pomocnika, który był blisko celu. Podań w dalszym ciągu nie dostawał Aubameyang, ale nie przeszkadzało to Borussii w kontroli boiskowych wydarzeń.


Wypady Bayernu stawały się incydentalne, co widział Carlo Ancelotti. Bezproduktywnego Müllera zmienił Kingsley Coman. Dynamika, szybkość, drybling – właśnie tymi atutami francuski skrzydłowy miał stworzyć przewagę na lewej stronie Borussii, gdzie biegał ukarany żółtą kartką Dan-Axel Zagadou. W 71. minucie stało się jednak coś, co w sezonie 2016/17 miało miejsce aż 31 razy. Piłka została w końcu zagrana dokładnie, na wolne pole do Aubameyanga, a Gabończyk doskonale wiedział, co z nią zrobić.


Podrażnienie Bayernu potęgował fakt, że zaledwie sześćdziesiąt sekund wcześniej Robert Lewandowski zmarnował szansę pod bramką Bürkiego. W środkach nie przebierał zwłaszcza Arturo Vidal, który bezpardonowym atakiem na Şahina dał znak partnerom, by agresywniej podchodzili do rywali.


Z upływem czasu zaczęła przybierać na sile złośliwość w faulach zawodników obrońców tytułu. Doskonale zorganizowani zawodnicy Bosza deprymowali Bawarczyków, a ci wciąż mieli problemy, by przedostać się z piłką pod pole karne BVB. Niezbyt wiele do akcji ofensywnych wniósł Coman, a pole manewru, jakie pozostawało Ancelottiemu było bardzo mocno ograniczone. Poza niezłym początkiem drugiej połowy, słaby mecz rozgrywał Ribéry. Podwójny plaster w osobach Bartry i Sokratisa nie dawał możliwości Robertowi Lewandowskiemu. Przede wszystkim „kulała” jednak druga linia Bayernu. Brakowało kreatywności, kogoś zdolnego do nieszablonowego rozegrania futbolówki. Monachijczycy mieli tego wieczora zbyt wielu piłkarzy do niesienia fortepianu, ale niekoniecznie do grania na nim. Dodatkowo mnożyły się jeszcze straty na własnej połowie.


Błędy w defensywie nie zdarzały się gospodarzom często, ale jeden z nich – Felixa Passlacka, który zastąpił Zagadou – omal nie zakończył się dla Żółto-Czarnych tragicznie. Z każdą minutą bliżej trofeum była Borussia, co wzmagało ofensywne usposobienie Bayernu. Więcej wolnego miejsca dawało okazje do wyprowadzania szybkich kontrataków, w których gracze Die Borussen byli niezwykle groźni.

W grze Bayernu nie było jednak widać absolutnie niczego, co predysponowałoby faworyta do wyrównania stanu meczu. Aż nadeszła 88. minuta, kiedy po rzucie wolnym i kolosalnym zamieszaniu w polu karnym piłka wpadła do siatki Romana Bürkiego. Jako ostatni futbolówki nieszczęśliwie dotknął Łukasz Piszczek i stało się jasne, że to rzuty karne wyłonią zwycięzcę sobotniego widowiska na Signal Iduna Park. I to one wykreowały niespodziewanego bohatera wieczoru – Svena Ulreicha. Mimo że jako pierwszy swojej „jedenastki” nie wykorzystał Kimmich, to w Borussii znalazło się aż dwóch takich zawodników: Rode i Bartra. Ancelotti i krytykowani w ostatnich tygodniach piłkarze Gwiazdy Południa po raz drugi z rzędu mogą zatem cieszyć się z Superpucharu Niemiec.


 Borussia Dortmund 2:2 (k. 4-5) Bayern Monachium