DJi8JJZW0Acf8z_

Kibice nad Wisłą ponownie mają powody do dumy. Liga Mistrzów powróciła i od razu uraczyła nas polskimi akcentami. W podstawowych składach drużyn rywalizujących w elitarnych rozgrywkach pod egidą UEFA znalazło się miejsce aż dla trzech Biało-Czerwonych, ale tylko jeden z nich mógł cieszyć się po końcowym gwizdku. Bezapelacyjnym bohaterem dnia został jednak Lionel Messi, który przełamał wyjątkowo niekorzystną dla siebie serię. Oto 5 najważniejszych wydarzeń wtorkowych spotkań Champions League.

Lewandowski niezmiennie mężem opatrznościowym Bayernu

Tegoroczną edycję Ligi Mistrzów udanie zainaugurowała ekipa Bayernu Monachium. Bawarczycy już od 10. minuty mogli czuć się bezpiecznie. Sven Kums sfaulował Roberta Lewandowskiego w okolicach linii szesnastego metra, co skutkowało czerwoną kartką od sędziego Paolo Tagliavento i rzutem karnym dla gospodarzy. Kapitan reprezentacji Polski po raz kolejny nie pomylił się z jedenastu metrów i wyprowadził mistrzów Niemiec na prowadzenie. Po przerwie do siatki Anderlechtu trafili jeszcze Thiago Alcântara oraz Joshua Kimmich (bodaj najlepszy zawodnik na murawie, wcześniej zaliczył asystę przy golu Hiszpana – dod. red.) i podopieczni Carlo Ancelottiego mogli cieszyć się z trzech punktów na start rozgrywek grupowych.


Momentami drużynie Die Roten brakowało jednak pełnej koncentracji i goście z Brukseli od czasu do czasu meldowali się pod bramką Manuela Neuera. Choć plama z przegranego weekendowego meczu ligowego z TSG 1899 Hoffenheim została zmazana, to gra Bayernu daleka była od optymalnej. Nie wiadomo także, jak potoczyłoby się spotkanie na Allianz Arena, gdyby nie szybkie wykluczenie pomocnika Fiołków, grającego tym razem wyjątkowo na środku defensywy. Pewne jest jednak, że w rywalizacji z Paris Saint-Germain monachijczykom potrzebna będzie zdecydowanie lepsza dyspozycja, aniżeli dzisiejszego wieczoru.

Łukasz Teodorczyk, w przeciwieństwie do Lewandowskiego, nie miał okazji do wpisania się na listę strzelców, a trener Rene Weiler podziękował Polakowi za grę w 84. minucie.


Inauguracja Rzeźniczaka znowu na szóstkę

Debiutanci z Azerbejdżanu na długo zapamiętają dzisiejsze spotkanie w zachodnim Londynie. Chelsea pokazała Qarabağowi, na czym polega futbol na najwyższym poziomie i zaaplikowała nowicjuszom z Ağdam aż sześć bramek! Egzekucję strzałem z dystansu rozpoczął Pedro, zaś kolejne gole dołożyli Davide Zappacosta, César Azpilicueta, Tiemoué Bakayoko i dwukrotnie Michy Batshuayi.


Na uwagę zasługuje zwłaszcza gol na 2:0 strzelony przez włoskiego wahadłowego, który znakomicie dokręcił futbolówkę z bocznego sektora, kompletnie zaskakując bezradnego bramkarza Ogierów. Co ciekawe, asystę przy tym trafieniu zaliczył… Thibaut Courtois.


Pełne 90 minut w zespole gości spędził na murawie Jakub Rzeźniczak. Były kapitan warszawskiej Legii tym razem zajął miejsce na lewej stronie obrony, gdzie musiał toczyć pojedynki ze wspominanym już Zappacostą. Inny piłkarz znany z występów w Ekstraklasie, Wilde-Donald Guerrier także dotrwał na boisku do końcowego gwizdka. The Blues udowodnili, że ich forma konsekwentnie rośnie, choć Qarabağ nie może być miarodajną weryfikacją dla mistrzów Anglii.


Messi wreszcie dopadł Buffona 

Najbardziej wyczekiwanym spotkaniem w całej Europie było dzisiejsze starcie na Camp Nou. Barcelona podejmowała Juventus i chciała zrewanżować się za ćwierćfinałowe starcia z wiosny. Wówczas Duma Katalonii przegrała w dwumeczu 0:3. Dziś w pełni zrehabilitowała się za tamten rezultat, bowiem w identycznym stosunku pokonała mistrza Italii. W rolę kata wcielił się stratosferyczny Lionel Messi.



Argentyńczyk w końcu przełamał swój strzelecki impas w meczach przeciwko Juventusowi. W dotychczasowej karierze geniusz z Rosario nie potrafił pokonać Gianluigiego Buffona, a we wtorkowy wieczór ta sztuka udała mu się aż dwukrotnie. Dzieła zniszczenia dopełnił Ivan Rakitić.


Katalończycy rozegrali dobre, choć nie wybitne spotkanie, ale nie pozostawili Włochom złudzeń, kto zasłużył na zwycięstwo. Niewidoczny był Paulo Dybala, który do tej pory w czterech ligowych spotkaniach trafiał aż siedmiokrotnie. Wygląda na to, że wbrew wcześniejszym obawom Barcelona będzie się jednak liczyła w walce o ostateczny triumf w Champions League.


Paryskie czary na Paradise

Zdecydowanie lepsze wrażenie od Bayernu Monachium zrobił drugi z faworytów grupy B. Paris Saint-Germain zaskakująco łatwo poradziło sobie na Celtic Park z gospodarzami aplikując Craigowi Gordonowi aż pięć bramek. Cztery z nich były dziełem fenomenalnego tercetu napastników, który już sieje spustoszenie. Do dwóch trafień Cavaniego oraz goli Neymara i Mbappé pechowego samobója dołożył Mikael Lustig.


Fani najlepszego europejskiego futbolu w wydaniu klubowym już mogą zacierać ręce na starcia PSG z Bayernem. Przedwczesne finały, jak określane będą starcia mistrzów Francji i Niemiec, z pewnością przyniosą więcej emocji niż dzisiejsze potyczki grupowe. Na razie w korespondencyjnym pojedynku snajperów liderem jest Edinson Cavani.


U Besnika Hasiego bez zmian

Do Ligi Mistrzów po rocznej przerwie powrócił także doskonale znany polskim kibicom Besnik Hasi. Albański szkoleniowiec, który w poprzednim sezonie w dwóch spotkaniach poprowadził Legię Warszawa (0:6 z Borussią Dortmund i 0:2 ze Sportingiem – przyp. red.), równie nieudanie rozpoczął europejską przygodę z Olympiakosem. Grecy zaliczyli falstart i przegrali na własnym boisku z Portugalczykami 2:3.


Już w eliminacjach do Champions League piłkarze z Pireusu mieli problemy, ale starcie z zespołem Jorge’a Jesusa powinno ostatecznie utwierdzić kibiców z dawnej Hellady w przekonaniu, że Albańczyk nie jest najdelikatniej mówiąc taktycznym wirtuozem. Zawodnicy Sportingu w bezwzględny sposób obnażyli bowiem wady gospodarzy punktując ich kolejno w 2., 13. i 43. minucie.


To właśnie w spotkaniu rozrywanym na Stadionie Karaiskakisa padła pierwsza bramka tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Jej autorem został Iworyjczyk Seydou Doumbia – napastnik, który wygryzł z wyjściowego składu Basa Dosta, co dziennikarze z Półwyspu Iberyjskiego przyjęli z niemałym zdziwieniem. Gospodarze zdołali odpowiedzieć dwoma golami Pardo już w doliczonym czasie gry. Warto również odnotować, że w ekipie Thrylos 90. minut rozegrał inny dobry znajomy z Ekstraklasy – Vadis Odjidja-Ofoe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *