DUTk80HX0AAwWdf

W ostatnich dniach piłkarski świat został zdominowany przez coraz głośniejsze ruchy na rynku transferowym. W środę oczy kibiców, dziennikarzy, a przede wszystkim samych zawodników zostały jednak skierowane na futbol w wydaniu reprezentacyjnym. Wszystko dlatego, że w Lozannie odbywało się losowanie grup pierwszej w historii edycji Ligi Narodów. Los, który tym razem znajdował się w rękach legendarnego Deco, zdecydował, że na drodze kadry Adama Nawałki staną Włosi oraz Portugalczycy, co w kraju nad Wisłą przyjęto ze sporą dawką optymizmu.

Tuż przed samą ceremonią kluczowym pytaniem zadawanym sobie przez kibiców nie było wcale to dotyczące potencjalnych rywali Biało-Czerwonych. Nurtowała ich bowiem znacznie ważniejsza kwestia: o co tak naprawdę chodzi w nowych rozgrywkach?

Na pomysł stworzenia nowego turnieju międzynarodowego wpadła całkiem niedawno Europejska Federacja Piłkarska, a wszystko przez coraz niższą jakość pojedynków towarzyskich. Zdecydowano więc, że trzeba wprowadzić nutkę atrakcyjności, a przede wszystkim stawkę.


Tym samym powołano do życia Ligę Narodów UEFA, a jej start planowany jest po zakończeniu tegorocznego mundialu, który zostanie rozegrany na rosyjskich boiskach. Postanowiono, że 55 kadr ze Starego Kontynentu zostanie podzielonych na cztery dywizje, w zależności od pozycji w rankingu FIFA z października 2017 roku. Wysoka lokata Orłów sprawiła, że przypadło im miejsce w trzecim koszyku wśród najlepszych ekip.

Co zrozumiałe, rozpoczęły się szeroko zakrojone spekulacje. Na kogo najlepiej trafić? Potraktować ten turniej jako przygodę i zmierzyć się z Niemcami i Francją czy Belgią i Anglią, czy podejść bardziej pragmatycznie i liczyć na rywali, z którymi będzie można nawiązać wyrównaną rywalizację? Bez względu na okoliczności warto było podejść do sytuacji w podobny sposób jak Joachim Löw. A warto zauważyć, że grupa, w której przyjdzie rywalizować naszym zachodnim sąsiadom wygląda na zdecydowanie najsilniejszą.


Selekcjoner Die Mannschaft przyznał jednak dość niespodziewanie, że jest zadowolony z takiego wyboru, bo wreszcie przyjdzie się mierzyć jego podopiecznym z naprawdę silnymi rywalami. I takiego scenariusza popularny „Jogi” oczekiwałby zawsze, bo przecież tylko słabi liczą na szczęście.

Ostatecznie los zdecydował, że razem z kadrą Nawałki o awans powalczą reprezentacje Włoch i Portugalii, co przyjęto w Polsce z wysokim poziomem optymizmu. I nie ma się czemu dziwić, wszak tylko przy jednej kombinacji należało się spodziewać nieco „łatwiejszych” przeciwników.


Co ciekawe, w obu przypadkach będzie można mówić o niezwykle sentymentalnych pojedynkach. Owszem, piłkarze Squadra Azzurra już od jakiegoś czasu dalecy są od swojej optymalnej dyspozycji i ostatnio trafili na usta wszystkich nie z powodu kolejnych sukcesów, ale „dzięki” porażce ze Szwecją i przymusowi oglądania Mistrzostw Świata przed ekranami telewizorów. Mimo to dalej należy traktować Italię niezwykle poważnie, o czym wspominał sam selekcjoner.

„Włochy również będą ciekawym rywalem. Nie zakwalifikowali się na przyszłoroczny mundial, więc na pewno bardzo ambicjonalnie podejdą do tych rozgrywek. Brak awansu to wielka tragedia dla tamtejszego futbolu, ale nie zmienia to faktu, że Włosi mają piłkarzy na najwyższym poziomie. Szkolenie również funkcjonuje tam doskonale. Dużo czasu spędziłem na stażach we włoskich klubach, gdzie poznałem od podszewki struktury kształcenia młodych piłkarzy. Włosi mają też dopracowaną do perfekcji taktykę, są doskonale przygotowani fizycznie i na pewno szybko wrócą do światowej czołówki”

Adam Nawałka dla portalu „Łączy Nas Piłka”

Dodatkowym smaczkiem przy tej rywalizacji będzie rzecz jasna postać prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka – byłego snajpera Romy czy Juventusu.


Zdecydowanie więcej emocji wzbudza jednak ekipa dowodzona przez Cristiano Ronaldo, z którą starcie będzie swoistym rewanżem za ostatni turniej finałowy o prymat na Starym Kontynencie. Kto wie, może przy odrobinie szczęście uda się ponownie doprowadzić do konkursu rzutów karnych, które wówczas oznaczały pożegnanie reprezentacji Polski z francuskim czempionatem i jeszcze przez wiele tygodni były tematem wielu żywych dyskusji.



Rozgrywki UEFA Nations League trzeba zatem potraktować jako wspaniałą przygodę, która w przypadku wcześniejszego niepowodzenia może zaprowadzić na EURO 2020. Wspominaną wcześniej stawką jest w końcu dodatkowe miejsce dla zwycięzcy każdej dywizji. Z pewnością natomiast będzie to kolejne piłkarskie święto ze zdecydowanie większą dawką emocji i ciekawszych meczów niż nic nieznaczące, a przez wielu traktowane niczym przymus spotkania towarzyskie…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *