CtEMvXkWcAA6Y_2

Takiego scenariusza należało się spodziewać. Nie najlepszy występ reprezentacji Polski na Mistrzostwach Świata w Rosji tylko utwierdził defensora Borussii Dortmund w decyzji, aby ustąpić miejsca młodszym. 33-latek w ostatnich latach był nie tylko jednym z najważniejszych elementów w układach kolejnych selekcjonerów, ale przede wszystkim gwarantem spokoju na prawej stronie bloku defensywnego. Kandydatów do przejęcia pałeczki jest wielu, dlatego skupmy się tylko na tych, którzy z całą pewnością są w stanie zapełnić lukę po uczestniku Mistrzostw Europy 2008, 2012 i 2016.

1. Bartosz Bereszyński (UC Sampdoria)

Pierwszą i najbardziej prawdopodobną opcją jest zawodnik występujący w ekipie dowodzonej przez Marco Giampaolo. Zresztą historia obu Panów jest do siebie bardzo podobna – zaczynali w linii ataku i dopiero przeniesienie do obrony sprawiło, że mogli wykonać zdecydowany krok do przodu. Piszczek mógł wystąpić w finale Ligi Mistrzów i sięgnąć po tytuł mistrza Niemiec, a „Bereś” zapracował na transfer do Sampdorii, gdzie idealnie wykorzystał swoją szansę i każdego dnia garściami czerpie z taktycznego geniuszu włoskiego trenera Marco Giampaolo.

Mimo że w pierwszym sezonie na Półwyspie Apenińskim popularny „Bereś” miał trochę problemów, zdarzały mu się błędy i chwile dekoncentracji, to podczas kolejnych rozgrywek w stolicy Ligurii udowodnił, że nie ma ani krzty przesady w zaliczaniu go do grona najlepszych prawych obrońców w Serie A. To przełożyło się także na zainteresowanie ze strony Napoli czy Interu. Choć do przenosin ostatecznie nie doszło, były legionista dalej pozostał w notesie przedstawicieli nie jednego silniejszego klubu.

Do regularnej gry w mocniejszej drużynie niezbędne jest jednak wyeliminowanie głównej bolączki, którą pozostaje… gra w destrukcji. 24-letni poznanianin bardzo często włącza się do akcji ofensywnych, zapominając, że jego prymarne zadania są zupełnie inne. Zresztą czyni to z mizernym skutkiem, gdyż w poprzedniej kampanii zanotował zaledwie dwie asysty.




2. Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów)

Trzeba przyznać, że wychowanek Lecha Poznań bardzo solidnie i miarowo prowadzi swoją karierę. Po tym, jak zanotował wiele udanych występów w stolicy Wielkopolski, nie zdecydował się na „rzucenie na głęboką wodę”, ale wykonał spokojny krok. Były nim przenosiny do Dynama Kijów, gdzie Kędziora bez większych problemów wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce. Dzięki temu już w pierwszym sezonie na ukraińskiej ziemi zaliczył aż 36 występów i mógł zaprezentować swoje umiejętności także na europejskich arenach. „W podstawie” rozpoczął także bieżące rozgrywki Premier Liha, choć nie ze wszystkich swoich poczynań mógł być zadowolony.


To nie powinno jednak mieć najmniejszego wpływu na sytuację i dalsze regularne występy pochodzącego z Sulechowa defensora. Dzięki nim droga do kadry z pewnością będzie coraz krótsza. Na razie przyszło mu się zadowolić jedynie trzema występami, w dodatku każdy z nich miał miejsce tylko podczas gier towarzyskich.




3.Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa)

Wypychany na siłę ze stołecznego klubu „Jędza” występował w kadrze na każdej pozycji w linii obrony. Gdy Maciej Rybus nabawił się urazu tuż przed startem Mistrzostw Europy we Francji, 30-latek wskoczył do wyjściowego składu i w dobrym stylu zapełnił lukę powstałą na lewej stronie defensywy. To przełożyło się na zainteresowanie ze strony zagranicznych klubów, ale do przenosin ostatecznie nie doszło.

Na nienaturalnej dla siebie pozycji Jędrzejczyk występował także podczas ostatniego mundialu, gdzie w starciu z Japonią tworzył trzyosobowy blok defensywy wespół z Kamilem Glikiem i Janem Bednarkiem. Najlepiej zarabiający gracz Ekstraklasy nie prezentował się jednak najlepiej, dlatego prawdopodobnie nie będzie brał już udziału w podobnych eksperymentach w reprezentacji Polski. Pojawia się jednak nadrzędne pytanie, czy zawodnik Legii wciąż prezentuje poziom pozwalający na występy z orłem na piersi?


W tej chwili, zamiast na powrocie do odpowiedniej dyspozycji, Artur musi się skupiać na poszukiwaniu nowego pracodawcy, gdyż przy Łazienkowskiej nie wiążą z nim już żadnej przyszłości i z wytęsknieniem wyczekują momentu, gdy będzie można go wykreślić z listy płac. Jeśli jednak uda mu się znaleźć nowy klub, a następnie wywalczyć miejsce w wyjściowym składzie, to wciąż może być wartościową alternatywą w drużynie narodowej dowodzonej przez Jerzego Brzęczka.


4. Robert Gumny (Lech Poznań)

Młodzieżowy reprezentant Biało-Czerwonych już zimą był blisko wyjazdu za granicę. Na przeszkodzie do rekordowego jak na polskie warunki transferu do Borussii Mönchengladbach stanęły jednak chwilowe problemy zdrowotne i niespodziewanie oblane testy medyczne. Przedstawiciel Bundesligi nie zamierzał w takiej sytuacji podejmować niepotrzebnego ryzyka, a latem pozyskał Michaela Langa.


Dla 20-latka nie była to jednak dramatyczna wiadomość. Gumny mógł się bowiem skupić na ustabilizowaniu formy i wywalczeniu sobie miejsca w podstawowym składzie Kolejorza. Dzięki temu rozegrał 33 mecze i wykonał kolejne kroki na ścieżce swojego stabilnego rozwoju. Jeśli dalej będzie notował równomierny progres, to już niebawem opuści Wielkopolskę i przeniesie się do silniejszej ligi.

Z Europy Zachodniej będzie zapewne zdecydowanie łatwiej wejść do dorosłej reprezentacji Polski. Na razie jednak Gumnemu brakuje odpowiedniego doświadczenia i większej świadomości taktycznej. Ma jednak dobrego nauczyciela w osobie Czesława Michniewicza i niewykluczone, że niebawem Brzęczek poważnie zacznie rozważać wysłanie mu zaproszenia na zgrupowanie seniorskiej kadry.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *