C4pueiXXUAAgmFA

Walentynkowy wieczór w Paryżu okazał się być znakomitym prezentem dla sympatyków Paris Saint-Germain. Zespół Unaia Emery’ego dał dzisiaj prawdziwy koncert i rozbił bezradną Barcelonę aż 4:0! Popisowe spotkanie rozegrali Marco Verratti i Adrien Rabiot, a zwłaszcza świętujący 29. urodziny Ángel Di María, autor dwóch trafień.

PSG od początku sezonu nie jest zespołem, który imponował choćby w ubiegłorocznej kampanii, choć do spotkania z Barceloną Paryżanie przystępowali akurat po serii czterech zwycięstw z rzędu – ostatnie niepowodzenie mistrzów Francji miało miejsce 17 grudnia w Guingamp (1:2). W równie dobrych humorach na Parc des Princes pojawiła się Barcelona. Katalończycy od 5 stycznia nie zaznali goryczy porażki – wówczas w Copa del Rey Blaugrana uległa Athletikowi Bilbao również 1:2.

Starcia Barcelony i PSG w Lidze Mistrzów to już niemal norma. Statystyki nie przemawiały jednak za gospodarzami wtorkowego meczu. Na ostatnie siedem spotkań rozegranych w Champions League od 2012 roku, Francuzi wygrali tylko raz. Luis Enrique nie mógł skorzystać w Paryżu z Javiera Mascherano, Aleixa Vidala i Ardy Turana. Na ławce zasiadł za to Ivan Rakitić, który ostatnio nie zachwycał formą.


O wiele większe problemy personalne miał Unai Emery. Baskijski szkoleniowiec nie mógł skorzystać z usług kapitana Thiago Silvy, doświadczonego Thiago Motty i Grzegorza Krychowiaka. Na środku defensywy, tak jak awizowano, były opiekun Sevilli postawił na młodego Presnela Kimpembe. Na Parc des Princes wszyscy czekali przede wszystkim na pojedynek urugwajskich snajperów.


Z punktu widzenia polskiego kibica spotkanie w stolicy Francji było o tyle ciekawe, że do jego prowadzenia wyznaczono naszego eksportowego sędziego Szymona Marciniaka.

Początek spotkania wprawił większość obserwatorów w konsternację. Barcelona nie tylko nie potrafiła przejąć kontroli nad meczem, ale nawet wyjść z własnej połowy! A to wszystko dzięki znakomitej postawie Paryżan. Podopieczni Unaia Emery’ego od pierwszej minuty realizowali jasno sprecyzowany cel na ten mecz. Druga linia PSG wykazywała niesamowitą chęć do gry. Blaise Matuidi świetnie napędzał ataki gospodarzy, a w pierwszym kwadransie sam stanął oko w oko z ter Stegenem. Agresją, zaangażowaniem, ale przede wszystkim energetycznością imponowali Les Parisiens, goście natomiast sprawiali wrażenie, jakby nie do końca wiedzieli, co się dzieje na murawie. Świetnie prezentował się zwłaszcza Julian Draxler, który do spółki z Di Maríą kapitalnie wspomagał Edinsona Cavaniego.


Po dziewiętnastu minutach od rozpoczęcia gry stadion eksplodował. Faul Umtitiego na Draxlerze poskutkował rzutem wolnym, który perfekcyjnie wykonał Ángel Di María, sprawiając sobie tym samym znakomity prezent na 29 urodziny. Argentyńczyk nie dał szans golkiperowi gości, a co istotniejsze, jego bramka jeszcze mocniej zmobilizowała PSG. Zespół Emery’go „poczuł krew” i chciał wykorzystać moment, by zadać drugi cios zdezorientowanym przyjezdnym. Katalończycy do głosu zaczęli dochodzić dopiero przed upływem pół godziny, ale próby przedostatnia się pod bramkę Trappa paliły na panewce. Kiedy mistrzowie Francji ponownie przejmowali inicjatywę, do głosu doszła… Barcelona. Świetną akcję indywidualną Neymar zakończył zagraniem do André Gomesa, ale Portugalczyk w dogodnej sytuacji strzelił wprost w wychodzącego z bramki Trappa.

Tempo akcji rozgrywanych przez PSG i intensywność, z jaką gracze Emery’ego doskakiwali do rywali była wręcz porażająca. Nasuwało się jedynie pytanie, jak długo gospodarze będą w stanie to utrzymać. Każda strata Barcelony kończyła się bowiem momentalnym przejściem Paryżan do kontrataku. Po jednym z nich bliski strzelenia bramki był wspomniany Draxler.


Niemiec był tak trudny do upilnowania, że gracze Blaugrany uciekali się niekiedy do tak bandyckich metod…


Pierwsza połowa zdecydowanie należała do Paris Saint-Germain. Strata Messiego w 40. minucie okazała się brzemienna w skutkach, bowiem Draxler już się nie pomylił i wreszcie pokonał rodaka.



Druga odsłona rozpoczęła się dokładnie tak samo jak pierwsza. Goście nie wyciągnęli wniosków z pierwszych czterdziestu pięciu minut i znów całkowicie oddali pole Paryżanom. Znakomitą dyspozycję utrzymywało trio Rabiot – Verratti – Matuidi, które wszystkie powierzane mu zadania wypełniało w sposób perfekcyjny. Ten pierwszy często wspomagał Draxlera i Cavaniego wchodząc w pierwszą linię.


Ciężko było znaleźć tego wieczoru słabszy punkt w zespole Emery’ego. Świetnie także boczni obrońcy – Kurzawa i Meunier, którzy idealnie współgrali ze skrzydłowymi. Bez zarzutu spisywał się młody, niedoświadczony Kimpembe. Katalończycy nie mieli pomysłu na grającą popisowy mecz ekipę mistrza Francji. Minuty upływały, a gospodarze grali swoje. Nie zwalniając tempa, już w 55. minucie zaaplikowali rywalom trzeciego gola. Trafienie Di Maríi wcale nie zniechęciło jednak Paryżan do dalszych ataków.


Luis Enrique nie miał żadnego pomysłu na poprawę gry swojej drużyny. 46-letni trener próbował jeszcze ratować wynik wprowadzając na boisko Rafinhę w miejsce regularnie zawodzącego Gomesa. Dzisiejszy występ Portugalczyka stanowił zresztą idealny pretekst do żartów…



Nawet po trzecim golu mistrzom Francji było mało. Głód zwycięstwa i chęć strzelania kolejnych goli u gospodarzy imponował – już rezerwowy Lucas Moura mógł podwyższyć wynik na 4:0. Fizycznie Barcelona wyglądała przy Paryżanach niczym zespół z niższej ligi.


W poczynaniach Katalończyków brakowało nie tylko woli walki, ale i koncepcji na sforsowanie perfekcyjnie dysponowanego PSG.


W zasadzie jedynym powodem do zmartwień dla Unaia Emery’ego mógł być uraz Marco Verrattiego, którego po 70. minutach gry zastąpił Christopher Nkunku. Kiedy wydawało się, że gospodarze nieco spuścili z tonu, gwoździa do trumny wbił Barcelonie Cavani. Bierność obrońców gości wołała o pomstę do nieba. W oczy Katalończyków zajrzały więc demony z 2013 roku, kiedy to Bayern zdemolował Blaugranę na Allianz Arenie w takim samym stosunku.


Gol urugwajskiego snajpera ostatecznie dobił Barçę, która zrezygnowała już z dalszych, nieudanych prób. Wydaje się, że tylko kataklizm może odebrać PSG miejsce w ćwierćfinale. Paryska orkiestra dała koncert na kilka fortepianów i rewanżowe spotkanie, 8 marca na Camp Nou, powinno być jedynie formalnością. Tak dysponowany mistrz Hiszpanii nie ma czego szukać w Lidze Mistrzów…

Paris Saint-Germain 4:0 FC Barcelona