Marcelino new Valencia coach

Zmiany, zmiany, zmiany – to obraz Valencii pod rządami Petera Lima, czyli właściciela na co dzień niezwiązanego z tamtym rejonem Hiszpanii, a sterującego klubem… z Azji za pomocą swoich współpracowników. Wraz z zakończeniem kolejnego zupełnie nieudanego sezonu na Estadio Mestalla dojdzie do solidnych porządków. Cały dotychczasowy projekt ma zostać zrównany niemal z ziemią, a nowy realizowany na zupełnie innych fundamentach.

Wydawało się, że z Nuno Espírito Santo na ławce trenerskiej wszystko w Valencii jest pod kontrolą i zespół zmierza w dobrym kierunku, konsekwentnie podwyższając swoją formę, a tym samym wlewając w serca kibiców Los Che nadzieję na coraz większe sukcesy. Nietoperze prezentowały się naprawdę okazale – bezproblemowo radziły sobie z przeciwnikami z dolnej części tabeli Primera División, a spotkania z ich udziałem były gwarancją mnóstwa goli. Także z najmocniejszymi rywalami ekipa Nuno potrafiła prezentować dobrą piłkę, za którą szły niezłe wyniki. Wydawało się zatem, że podopieczni portugalskiego szkoleniowca wiedzą, jak skutecznie łączyć efektowność z efektywnością.

Nagle jednak wszystko się załamało – drużyna z Mestalla zaczęła pikować w LaLiga, traciła mnóstwo oczek z przeciwnikami zdecydowanie słabszymi na papierze, nie mówiąc o zbieraniu worków z bramkami u ekip z absolutnego ligowego topu. Upragniony awans do Champions League po wielu latach stał się faktem, lecz zamiast realizacji małych celów w kolejnych rozgrywkach, skończyło się na sporym zawodzie. Valencia nie potrafiła nawet wyjść ze swojej stosunkowo łatwej grupy, zbierając solidną lekcję futbolu od rywali pokroju Olympique’u Lyon, z którymi spoglądając na realne ambicje Los Murciélagos muszą sobie radzić bez większych problemów. Jeszcze przed ostatnią serią gier w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów decyzję o rozstaniu z klubem, mimo wyraźnego poparcia ze strony działaczy, podjął Espírito Santo, który uznał, że nie jest już w stanie więcej zaoferować zespołowi sześciokrotnego mistrza Hiszpanii. Piłkarze stracili zaufanie do Portugalczyka, a dodatkowo szatnia była wewnętrznie skonfliktowana, przez co zawodnicy nie byli w stanie właściwie realizować założeń taktycznych na boisku. Nuno zdawał sobie sprawę, że kontynuowanie pracy na Mestalla nie przyniesie niczego dobrego i będzie jedynie realizowaniem projektu z góry skazanego na porażkę, dlatego postąpił honorowo – wycofał się w cień dając w ten sposób włodarzom VCF wolną rękę w kontekście wyboru następcy.


Peter Lim od początku rządów w Valencii niejednokrotnie zaskakiwał. Często postępował nierozważnie, dokonywał sporo nieprzemyślanych i nielogicznych wyborów, ale w przypadku nowego menedżera, który miał za zadanie scalić drużynę oraz odbudować tkwiący w niej potencjał, zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością stawiając na byłą legendę Manchesteru United. W całej tej sprawie kluczowe okazały się kontakty biznesowe właściciela klubu oraz obecność Phila Neville’a na ławce trenerskiej, który został asystentem swojego brata, Gary’ego. Starszy z nich zostawił swoją pracę w roli eksperta telewizji Sky Sports, wyjechał na Półwysep Iberyjski i z marszu, bez jakiegokolwiek warsztatu i wcześniejszego doświadczenia, przystąpił do budowy nowego projektu. Jak można się było spodziewać, pojawienie się 41-latka na Mestalla nie przybliżyło zespołu do powrotu na zwycięską ścieżkę. Wręcz przeciwnie – Anglik został okrzyknięty mianem najgorszego trenera w historii LaLiga, co potwierdzały fatalne statystyki.


Czarę goryczy przelała dotkliwa porażka z Barceloną w ramach Copa del Rey. Miejsce Neville’a zajął wówczas Pako Ayestarán, od lat działający w klubie, ale był to jedynie wybór tymczasowy do momentu, kiedy działacze nie nawiążą współpracy z poważnym nazwiskiem. Takowym miał być były selekcjoner reprezentacji Włoch, jednak epizod Cesare Prandellego na Mestalla zakończył się szybko i także bez happy endu. 57-letni trener nie dogadywał się ze swoimi podopiecznymi, a wizja rozwoju drużyny całkowicie rozjeżdżała się z planami działaczy, dlatego po kilku miesiącach trzeba było szukać kolejnego menedżera. Zespół w trybie awaryjnym przejął Salvador „Voro” González, ale wtedy Los Che mieli już ogromną stratę do miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach. Valencia kompromitowała się na każdym kroku, a niektórzy zaczęli rozpatrywać jej występy w kontekście spadku do Segunda División. Wieloletni współpracownik nieco ustabilizował sytuację Nietoperzy i zdołał wykrzesać z pojedynczych zawodników maksymalny potencjał, czego efektem był awans w tabeli. Aktualne rozgrywki Dani Parejo i spółka skończą w okolicach pierwszej dziesiątki, co biorąc pod uwagę start sezonu nie jest tragedią.


Peter Lim ma jednak dość zmierzania zasłużonego dla krajowej i europejskiej piłki klubu w stronę przeciętności, co obserwujemy już od kilkunastu miesięcy, mimo ogromnych nakładów finansowych, dlatego latem zamierza przeprowadzić poważne reformy w strukturze funkcjonowania całej instytucji. Oficjalna strona Valencii niedawno opublikowała informację, że wraz z rozpoczęciem nowej kampanii na ławce trenerskiej pojawi się nowa postać – tym razem z ogromnym doświadczeniem w Hiszpanii. Wraz z okresem przygotowawczym na Estadio Mestalla przywędruje były menedżer Villarrealu Marcelino García Toral, zwolniony przez byłych pracodawców w kontrowersyjnych okolicznościach. Preferujący ofensywny styl gry szkoleniowiec ma wnieść przy Avenida Suecia powiew świeżości i wyeliminować najsłabsze ogniwa zespołu, zastępując je wartościowymi piłkarzami, na których sprowadzenie dostanie spory zastrzyk z klubowego budżetu.


51-letni Hiszpan stoi przed bardzo trudnym zadaniem, gdyż margines błędu jest absolutnie minimalny – oczekiwania działaczy, kibiców i ambicje klubu z takimi finansami, monumentalnym obiektem, całą historią muszą przecież sięgać zdecydowanie wyżej, aniżeli szczęśliwe utrzymanie i ukończenie sezonu w okolicach dziesiątego miejsca w LaLiga. Marcelino na El Madrigal niejednokrotnie udowadniał, że jest znakomitym fachowcem, który zna się na swojej robocie. Asturyjczyk potrafi zjednoczyć szatnię oraz odpowiednio zarządzać kadrą, jaką ma w danym momencie do dyspozycji. Oczywiście decydując się na pracę w Valencii będzie miał do wykonania zupełnie różne zadania, wszak Żółta Łódź Podwodna nie znajdowała się w takim kryzysie, jak obecnie ekipa Los Che. Marcelino jest więc niejako zmuszony do wcielenia w życie nowej koncepcji, do której będzie najprawdopodobniej potrzebował wielu wzmocnień. Nie da się bowiem ukryć, że w aktualnej kadrze Los Murciélagos znajduje się co najmniej kilku piłkarzy ściągniętych za zbyt wysokie pieniądze w stosunku do oferowanej jakości czy potencjału.


Marcelino może skończyć jak jego poprzednicy – po kilku miesiącach bez jakiegokolwiek progresu, ale pojawia się pytanie, jeśli nie on, to kto? Decyzja Petera Lima o zatrudnieniu byłego szkoleniowca Villarrealu wydaje się jedną z najbardziej roztropnych, jakie podjął w swojej erze na Estadio Mestalla, a danie nowemu człowiekowi wolnej ręki w kwestii transferów oraz przeznaczenie zdrowej kwoty na pozyskanie kolejnych graczy powinno skutkować tak długo wyczekiwanym powrotem Valencii na właściwe tory. Bez wątpienia klub trzeba będzie zdefiniować na nowo, ponieważ dotychczasowy projekt zupełnie nie wypalił, a sympatycy Nietoperzy powinni trzymać się tego, że gorzej już być nie może. Sytuacja, w której tak zasłużony zespół musi martwić się przez większą część roku o utrzymanie, jak w bieżącym sezonie, nie jest jednak normalna. 51-letni Hiszpan, o którego zatrudnieniu Valencia poinformowała przed starciem z… jego byłymi pracodawcami, staje się zatem swoistym Mesjaszem, w którym wszyscy związani z Los Che pokładają ostatnie nadzieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *